Spacerek po państwowym uniwersytecie

  • Autor wątku Autor wątku sdgrehtr
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
S

sdgrehtr

Nowy użytkownik
Dołączył
08.2019
Odpowiedzi
4
Witam,

Czy jako obywatel mam prawo spacerować po placu uczelni publicznej, wokół budynku wedle uznania w celach "turystycznych", o tak?

Zostałem zapytany przez Panią (z portierni?) i kulturalnie wyjaśniłem, że spacerowałem, oglądałem plac i budynek. Pani była kulturalna, ale gdyby nie była - na pewno odmówiłbym wyjaśnień, a może i opuszczenia terenu uczelni.

Czy nie jest tak, że mam prawo przebywać na terenie budynków użyteczności publicznej wedle uznania, o ile nie dewastuję czegoś, czy nie robię innych ewidentnie szkodliwych rzeczy? Pani nie spodobało się, że zajrzałem (wzrokowo, nie usiłując wejść) w pewne przejście poniżej schodów (okazało się, że były tam drzwi, więc nic ciekawego...)

Czy ma znaczenie, że był to okres wakacyjny i godzina 18, czyli godziny raczej późne - chociaż bramy otwarte? Poza "zakazem wjazdu nie dotyczącym pracowników (lub studentów) uczelni" wiszącym w bramie nie było informacji o zakazie wstępu. Brama była otwarta na oścież.

Kto to reguluje? Ustawa czy wewnętrzny regulamin wydziału?

Po czyjej stronie byłoby prawo w wypadku przyjazdu policji? Co musiałbym zrobić, a czego mógłbym odmówić?

Dążę do rozstrzygnięcia tego od strony prawnej, pomijam aspekt zdroworozsądkowy - w końcu faktycznie mogłem wyglądać na potencjalnego przyszłego włamywacza :D)

I finalnie na sam koniec - czy uczelnia ma prawo przechowywać mój wizerunek na nagraniu (nie ukrywałem się, bo i po co?) i czy miałbym prawo wystąpić o odszkodowanie/ ukaranie uczelni z tego tytułu? :D
 
- regulamin obiektu
- po stronie uczelni, musialbys opuscic to miejsce jezeli cie tam nie chcą
- ma prawo, nie masz prawa
 
Regand napisał:
- regulamin obiektu
- po stronie uczelni, musialbys opuscic to miejsce jezeli cie tam nie chcą
- ma prawo, nie masz prawa

Krótko i na temat, dzięki.

Ale dziwno toto, takie... niedemokratyczne. :mad:
 
ejtykoles napisał:
Czemu niedemokratyczne ?

W końcu na to idą moje podatki. Mam "prawo" obejrzeć to, co należy do narodu, czyli też do mnie. Wiem, że można kontrargumentować, że na kartki papieru pani w dziekanacie też idą i mógłbym zażądać wydania jednej, lub wejścia do kancelarii premiera, ale przecież nie o to chodzi... :-D
 
To co opisujesz to nie jest demokracja. To że płacisz podatki nie znaczy że coś jest twoje. PRzeczytaj co to znaczy podatek.
 
ejtykoles napisał:
To że płacisz podatki nie znaczy że coś jest twoje. PRzeczytaj co to znaczy podatek.

Właśnie to napisałem, mimo że sama konieczność uzyskania zgody na spacerek wydawała mi się dziwna... plac uczelni to nie ośrodek szkoleniowy ABW. Ale skoro są regulaminy, to nie mam nic do gadania. Ok, temat rozwiązany.
 
Powrót
Góra