Więc tak - przebywałem w oddziale zewnętrznym aresztu śledczego. Koniec kary zasadniczej był 26.12, potem grzywna, przepustkę świąteczną miałem do 27.12. Rano pojechałem do siedziby aresztu spłacić grzywnę - czekałem 3 godziny, aż ktoś po mnie przyszedł. Po dokonaniu wpłaty funkcjonariusze zaczęli się zastanawiać co teraz, bo staję się wolnym człowiekiem. Dowódca zmiany z oficerem działu ewidencji jednogłośnie stwierdzili, że muszę wrócić do oddziału zewnętrznego, mimo że wyraźnie zaznaczyłem, że nie mam tam już żadnych rzeczy, które chciałbym zabrać. Ale OK - ja im nigdy nie robiłem pod górę, a oni mi, to trudno - jadę, wracam. Wchodzę, a tam wszyscy po kolei (oddziałowy, wychowawca, kierownik OZ) patrzą się na mnie jak na głupka i pytają, po co w ogóle wracałem (na poważnie). No i że jak już wróciłem, to muszę czekać na ich transport. Z chęcią spłaty grzywny zgłosiłem się o 8:30, wyszedłem ostatecznie o 18:00. Burdel, bałagan i niezdecydowanie od początku do końca.