E
elka505
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2011
- Odpowiedzi
- 12
Witam.
Prawdopodobnie taki temat byl juz wiele razy poruszany na tym forum lecz tematow jest tak duzo, ze przeglad wszystkiego zajmie sporo czasu. Do rzeczy. Mieszkam za granica od 2007 roku czyli dosc dlugo. Dowiedzialam sie, ze w Polsce prowadzona jest egzekucja za niezaplacony rachunek badz cos innego. Najprawdopodobniej przedawnione dawno. Zlozylam/wyslalam z zagranicznego adresu sprzeciw powolujac sie na art 139 § 1 o blednym adresie, 502[1] §1 i §2 art. 499 pkt 4. Udowodnilam dokumentami urzedowymi, ze w 2007 roku przeprowadzilam sie za granice, udowodnila adres rowniez dokumentami urzedowymi. Sad przyjal sprzeciw i nadal nowa syg. akt I C ... . Czyli postepowanie zwykle(chyba, ze sie myle).
Dzwonilam do Sadu aby dowiedziec sie na jakim etapie jest sprawa stad tez mam te informacje, gdyz do dnia dzisiejszego nie otrzymalam zadnych dokumentow. Pani z okienka powiedziala, ze adres w ich systemie widniej ale nie zagraniczny tylko stary. Zrobilam delikatnie mowiac zadyme telefoniczna. Na dzien dzisiejszy jest wpisany adres do doreczen zagraniczny. Sad ustalil juz na pazdziernik sprawe. List ma byc wyslany. Dostarczony pozew i wezwanie.
Teraz pytania. Na jakiej podstawie Sad uznal jurysdykcje krajowa skoro powodztwo bylo wniosione w 2018 roku? Jezeli nie stawie sie na sprawie to Sad wyda kolejny nakaz zaplaty wiedzac, ze zrobic tego nie moze wedlug art. 499 pkt 4 k.p.c ? Wysle mi nakaz zaplaty za granice mimo, ze tego zrobic nie moze? Czy to nie jest przypadkiem tak, ze obowiazuje mnie jurysdykcja kraju w ktorym mam staly pobyt, siedzibe, zamieszkanie? Czy urzedy ktore dzialaja w moim kraju nie powinny byc w to zaangazowane?
Mam wrazenie, ze Sad uznal sprzeciw ale zachowuje sie jakbym mieszkala w Polsce pomijajac prawo kraju, w ktorym mieszkam. Moze ktos bedzie w stanie mi to wyjasnic. Przepraszam za brak polskich znakow ale nie mam mozliwosci ich uzywania.

Prawdopodobnie taki temat byl juz wiele razy poruszany na tym forum lecz tematow jest tak duzo, ze przeglad wszystkiego zajmie sporo czasu. Do rzeczy. Mieszkam za granica od 2007 roku czyli dosc dlugo. Dowiedzialam sie, ze w Polsce prowadzona jest egzekucja za niezaplacony rachunek badz cos innego. Najprawdopodobniej przedawnione dawno. Zlozylam/wyslalam z zagranicznego adresu sprzeciw powolujac sie na art 139 § 1 o blednym adresie, 502[1] §1 i §2 art. 499 pkt 4. Udowodnilam dokumentami urzedowymi, ze w 2007 roku przeprowadzilam sie za granice, udowodnila adres rowniez dokumentami urzedowymi. Sad przyjal sprzeciw i nadal nowa syg. akt I C ... . Czyli postepowanie zwykle(chyba, ze sie myle).
Dzwonilam do Sadu aby dowiedziec sie na jakim etapie jest sprawa stad tez mam te informacje, gdyz do dnia dzisiejszego nie otrzymalam zadnych dokumentow. Pani z okienka powiedziala, ze adres w ich systemie widniej ale nie zagraniczny tylko stary. Zrobilam delikatnie mowiac zadyme telefoniczna. Na dzien dzisiejszy jest wpisany adres do doreczen zagraniczny. Sad ustalil juz na pazdziernik sprawe. List ma byc wyslany. Dostarczony pozew i wezwanie.
Teraz pytania. Na jakiej podstawie Sad uznal jurysdykcje krajowa skoro powodztwo bylo wniosione w 2018 roku? Jezeli nie stawie sie na sprawie to Sad wyda kolejny nakaz zaplaty wiedzac, ze zrobic tego nie moze wedlug art. 499 pkt 4 k.p.c ? Wysle mi nakaz zaplaty za granice mimo, ze tego zrobic nie moze? Czy to nie jest przypadkiem tak, ze obowiazuje mnie jurysdykcja kraju w ktorym mam staly pobyt, siedzibe, zamieszkanie? Czy urzedy ktore dzialaja w moim kraju nie powinny byc w to zaangazowane?
Mam wrazenie, ze Sad uznal sprzeciw ale zachowuje sie jakbym mieszkala w Polsce pomijajac prawo kraju, w ktorym mieszkam. Moze ktos bedzie w stanie mi to wyjasnic. Przepraszam za brak polskich znakow ale nie mam mozliwosci ich uzywania.