Sprzedałem motocykl

  • Autor wątku Autor wątku _ Marecki _
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

_ Marecki _

Nowy użytkownik
Dołączył
12.2014
Odpowiedzi
1
Witam Państwa!

Dnia 18.10.2014r, sprzedałem sportowy motocykl yamaha R1 z 2001r. Cena wg umowy 6000zł. Motocyklem jeździłem i nie miałem z nim absolutnie żadnego problemu. Z motocyklem nic kompletnie nie robiłem, nawet nie ściągałem owiewek itp. bo kupiłem go od kolegi z forum, który zapewniał, że wszystko ma wymienione i wierzyłem mu. Z resztą jestem laikiem.
Kupującym był znajomy z forum. Nigdzie nie wystawiałem ogłoszenia. Rozmawialiśmy tylko przez komunikator i gdy dowiedział się, że chcę sprzedać, to kupił go ode mnie. Bo sprzęt wyglądał i chodził bardzo dobrze. Byłem tego pewny, bo nim jeździłem.
Jak przyjechał po niego, stwierdził, że poci się przy uszczelce od kapy zaworów i słychać takie cykanie - z tym już go kupiłem (dowiedziałem się, że do wymiany jest najprawdopodobniej napinacz rozrządu i powiedziałem mu o tym). Pomyślałem, że po prostu chciał zbić cenę... Motocykl oglądnął, przejechał się i zdecydował się na zakup.
Motocyklem wracał na kołach do domu (około 90km). Jeździł nim i pisał, że świetnie się prowadzi, jakie ma przyspieszenia - same ochy i achy.

Zadzwonił do mnie dnia 23.10.2014r i powiedział, że dał motocykl do mechanika, który rzekomo wymienił mu ową uszczelkę od pokrywy zaworów i, że nie wie czy go już chce itd.
Uważałem go za swojego kolegę, a o konieczności wymiany uszczelki wcześniej nie wiedziałem. Ustaliliśmy, że przeleje mu na konto 500zł na serwis motocykla jako rekompensatę. Mam potwierdzenie dokonanego przelewu (w tytule "serwis R1").
W ten sam dzień po paru godzinach, podał mi smsem nr konta. Wieczorem, gdy wróciłem z pracy przelałem mu pieniądze i zamknęliśmy sprawę.

Od tamtego czasu nie odzywał się do mnie w żaden sposób.
Dnia 02.12.2014, czyli po 45 dniach od zakupu, pisał mi smsy i dzwonił. Nie miałem telefonu przy sobie, dlatego oddzwoniłem do niego wieczorem tego samego dnia. Powiedział mi, że dał motocykl do innego mechanika, który rozebrał mu silnik i stwierdził, że głowica to śmietnik, że ma luzy na tuleji cylindra, ogólnie silnik do wymiany, do tego, że rama była spawana na jakimś łączniku, jednak po pomiarach jest idealnie prosta i dobrze zrobiona...
Normalnie byłem w szoku. Zupełnie jakby mówił o innym motocyklu. Przed sprzedażą, wg mojej i kolegów opinii, motocykl nie nosił żadnych śladów choćby najmniejszej kolizji. Prowadził się bardzo dobrze, silnik nie dymił i nie brał oleju. Pracował równo i stabilnie. Jestem tego pewien!
Kupujący powiedział, że musi wymienić silnik, który z wymianą kosztuje 4tys zł i chciałby, abym dał mu na to połowę czyli 2tys zł!!! lub coś zaproponował...
Czuje, że chce mnie naciągnąć na pieniądze. Powiedziałem mu, że pewnie sam zepsuł motocykl i teraz coś kombinuje - zaprzeczył.
Na drugi dzień tj. 03.12.2014r, zadzwoniłem do niego i powiedziałem, że nie czuję się za to odpowiedzialny, bo sprzedałem motocykl sprawny i sam nim jeździł. A on, że tego tak nie zostawi.
Pewnie sam uszkodził silnik a teraz szuka sposobu, aby zdobyć pieniądze.
Motocykla byłem pewien, a teraz czuję, że kupujący próbuje wyłudzić ode mnie pieniądze!

Poruszyłem ten temat również na forum yamaha R1, i kolega od którego ja kupiłem wypowiedział się w ten sposób:
"Marek... ja jestem w totalnym szoku! Przeczytałem ten post 2 razy i powiem szczerze, że takie info o spawanej ramie czy jakiejś konieczności wymiany uszczelki pod głowicą itp., jakbyś pisał o innym motocyklu. Sam go oglądałeś, ja nim zrobiłem tysiące kilometrów, Ty nim wracałeś i latałeś przed sprzedażą i oboje (mam nadzieję) wiemy co to był za sprzęt.
Moim zdaniem gość szuka "głupka", a że sprawiasz jesteś osobą o dobrym sercu gość próbuje zagrać na Twojej (za przeproszeniem) "twardej dupie"...

Niemożliwym jest że rama niby była spawana - nie tylko ja ją oglądałem, a owiewki miałem ściągane przy wymianie oleju i jak zdejmowałem pług to i boczne również, przy wymianie świec też byłem (robił mi kolega bo ma warsztat) i też ramę całą z góry oglądałem i on też oglądał, nic spawane nie było, za to mogę oddać obie ręce. Nie daj się Marek.

Daj znać co z tego wyszło."


Proszę Was o opinie, czy może mnie o coś takiego oskarżyć, i żądać pieniędzy, po upływie takiego czasu i użytkowaniu 13 letniego sportowego motocykla.

Pozdrawiam!
 
Jakby to napisać... ja bym raczej zastanawiał a się jak odzyskać to wyłudzone 500 zł...
 
Powrót
Góra