Sprzedaż auta

  • Autor wątku Autor wątku Monia-33
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

Monia-33

Użytkownik
Dołączył
06.2012
Odpowiedzi
68
Dzień dobry

Sprzedałam samochód rocznik 2001r. Przyjechało dwóch mężczyzn, oglądali, był pomiar lakieru, jazda próbna. Auto się spodobało i zostało kupione.
Dziś kupujący dzwoni, że chce auto oddać. W świetle dnia stwierdził wiele wad.Chodzi o wygląd zewnętrzny. Zwykła umowa, osoby prywatne. Co ja mam zrobić?

Proszę o radę.
 
rozpatrzeć reklamację negatywnie, a praktycznie olać sprawę. Przecież to 14 letnie auto. Co oni chcieli? nówkę ?
 
Olej ich. Jak maja problem to niech ida do sadu cywilnego a wiemy, ze tego nie zrobia.
 
Dziękuję za pomoc. Tak też zrobię, chociaż Pan chciał samochód już dziś zostawić na podwórku.
 
Jeśli faktycznie widzieli co kupowali, a ty nic nie ukrywałaś to niech sobie kupują najlepiej nowe auto z salonu. Poza tym na umowie kupna sprzedaży jest chyba coś takiego jak formułka, w stylu że kupujący jest świadomy w jakim stanie jest auto itp
 
Dokładnie tak. Panu auto spodobało się wizualnie, więc dokładnie go nie oglądał - tak dziś powiedział. Jeszcze jeden z nich powiedział, żeby w dzień przyjechac i zobaczyc ale drugi Pan stwierdził, że już jest zdecydowany.
 
Dostałam informację, że Pan składa pozew do sądu. Dziś miałam 18 połączeń tel. od tego Pana.
 
To niech sobie składa. Ma takie prawo i pewnie też przy okazji chce żeby Pani zmiękła.
Każdy może założyć sprawę cywilną jeśli wniesie się opłatę, co za problem :)
 
Witam
Dziś kupujący się nie odzywał. Jeżeli naprawdę złoży pozew do sądu - kto wyznacza rzeczoznawcę? Czy kupujący sam może takiego rzeczoznawcę znaleźć? Czy kupujący,będzie korzystał z kupionego samochodu? tzn czy jeżeli auto jemu nie pasuje i zakłada sprawę w sądzie, to czy może z tego auta korzystać? Jak to wygląda prawnie? Jestem pierwszy raz w takiej sytuacji, i pomimo potwierdzenia kilkunastu osób, że "kupujący nie ma szans w sądzie" ów Pan, jest przekonany, że ma prawo do zwrotu auta w ciągu 10 lub 7 dni- sam nie wie ile dni ale jest pewien, że ma takie prawo.
Bardzo proszę o odpowiedź.
 
Biegłego-rzeczoznawce wyznacza Sąd.
Zależy jeszcze co będzie w pozwie [jakie będzie żądanie powoda (wraz uzasadnieniem)].
Generalnie...widziały gały co brały.
Jest właścicielem, więc może korzystać.

Mam auto z 1999r; taki trupek..od roku myślę co zrobić - chyba oddam komuś albo zezłomuje; na pewno nie będe sprzedawać właśnie dlatego - żeby identycznej jazdy nie było.
 
sprzedaj i wyłącz rękojmie w umowie lub dobrze opisz w uwagach. ;)
 
Monia-33 napisał:
Witam
ów Pan, jest przekonany, że ma prawo do zwrotu auta w ciągu 10 lub 7 dni- sam nie wie ile dni ale jest pewien, że ma takie prawo.
Bardzo proszę o odpowiedź.

Nie ma takiego prawa, od chwili podpisania umowy samochód jest jego, bez praw do odstąpienia od umowy, chyba, że samochód posiada wady które zostały podstępnie zatajone.
 
Z umowa kupna sprzedaży jest formułka "Kupujący oświadcza, że stan techniczny pojazdu jest mu znany.", więc może iść gdzie chce, ale sprawa jest dla niego przegrana. Chyba, że faktycznie sprzedałaś mu jakieś auto zespawane z przystankiem i wyszło to po zakupie :razz:
Bez przesady jeśli mu tylko chodzi o wygląd zewnętrzny, kolor nie taki ?
Czego się obawiasz ?
 
opania napisał:
sprzedaj i wyłącz rękojmie w umowie lub dobrze opisz w uwagach. ;)

Wyłączenie rękojmi można podważyć / tylko trzeba będzie się więcej nagimnastykować przy "reklamacji".
 
Dziękuje za wszystkie odpowiedzi. Niczego nie zataiłam, Pan przyjechał bez zapowiedzi i chciał zostawić auto na podwórku. "Oddaje auto -proszę o pieniądze". Jak zapytałam co jest z autem "nie tak" - dziury w podłodze. Nic więcej nie mówił, tylko ta podłoga. Powiedziałam, że mógł dokładnie samochód oglądać i samochodu nie przyjęłam. Żadnego pisma, kompletnie nic- tylko mnóstwo telefonów. Na koniec, jak powiedziałam, że może składać pozew do sądu, kupujący powiedział, że wie co robi i zna się na tym, bo jest policjantem.
A sprawę na pewno przegram.
 
A miał faktycznie jakieś dziury w podłodze ten samochód? Woda mogła się przedostawać od spodu do wnętrza auta ?
 
Były, ale nie duże a sprzedający twierdzi, że są duże o w ogóle cała podłoga do niczego się nie nadaje. Koszt naprawy już określił na ok. 3500zł.
 
Jak skończy się benzyna to może wystawić nogi i przebierać nimi po asfalcie jak Fred Flinstone :D
 
Kupujący nie ma szans w sądzie. Może sie powoływać nawet na to, że jest oficerem sztabu generalnego. :P Skoro podpisał umowę z klauzulą o zapoznaniu się ze stanem technicznym auta - to jest to nieodwracalne. I powoływanie się o na brak świadomości o faktycznym stanie technicznym sprzedanego auta jest bezcelowe. Klauzula "Kupujący oświadcza, że zapoznał się ze stanem technicznym sprzedawanego pojazdu" jest zamieszczana w umowach kupna-sprzedaży właśnie po to, żey uniknąć późniejszych roszczeń ze strony kupującego. :) Nie ma czego sie Pani obawiać.

Ignorantia iuris nocet. :) Facta - non nocet.
 
Nie jestem prawnikiem ani nie znam się za bardzo na prawach konsumenta ale kilka lat temu miałem niemal identyczną sytuację więc się wypowiem: Sprzedawałem 12-letni samochód zainteresowana osoba przyjechała w nocy obejrzała samochód i od ręki kupiła. Na następny dzień poinformował mnie, że zwraca samochód bo było ciemno i nie dopatrzył się kilku defektów wizualnych. Powiedziałem że nic z tego, zaczął dzwonić do mnie po kilka-kilkanaście razy dziennie nawet raz przyjechał powiedział, że zostawia samochód na moim podjeździe zostawił kluczyki w otwartym aucie i jak mu nie zwrócę pieniędzy w ciągu 24 godzin złoży sprawę w sądzie. Odpowiedziałem, że niech sobie robi co chce ale jak zostawi u mnie samochód to wzywam odpowiednie służby i oni dostarczą odpłatnie jego własność pod jego dom (adres znałem z umowy)... odjechał wściekły. Cała farsa toczyła się łącznie przez 3 tygodnie później już nie odbierałem od niego telefonów a jak dzwonił z innego numeru to od razu się rozłączałem. W naszej ostatniej rozmowie zwyzywał mnie od najgorszych, powiedział co myśli o mojej matce, babce i wszystkich członkach rodziny na 10 pokoleń wstecz, jeszcze raz postraszył sądem i znajomościami jakie tam niby ma i to koniec historii. Jak już mówiłem nie znam się za bardzo na prawach konsumenta a już na pewno nie na tyle żeby komuś coś doradzać ale tak to wyglądało u mnie. Nie znam tego pani "klienta" ale proszę się liczyć z tym, że zdarzają się czasem ludzie którzy myślą że krzykiem da się więcej osiągnąć. Proszę nie ustępować i nie dać się ewentualnie zastraszyć bo jak wszyscy pani mówią/piszą prawo jest po pani stronie.
 
Powrót
Góra