starostwo chce ukraść moje opracowania

  • Autor wątku Autor wątku kobiecanka
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
K

kobiecanka

Nowy użytkownik
Dołączył
04.2008
Odpowiedzi
2
dzień dobry,
jestem bezsilna i proszę o radę. Jakiś czas temu zlecono mi wykonanie trzech opracowań dla Starostwa Powiatowego - zleciła mi to firma, która miała umowę z tymże Starostwem, ale nie dała rady samodzielnie wykonać pracy. Pracę wykonałam i okazało się, że jest dużo po terminie, więc odsetki karne praktycznie zjadły całą moją wypłatę. Nieterminowe wykonanie nie było moją winą (z chwilą, gdy otrzymałam zlecenie już było po terminie), ani też firmy - zawiniły okoliczności zewnętrzne, mimo to Starostwo nie chciało negocjować ani aneksować terminu. I teraz problem - firma rozwiązała umowę ze Starostwem, płacąc karę umowną i nie przekazując mu praw autorskich do moich prac. Mimo to Starostwo chce wykorzystać moje opracowania, które były z nimi konsultowane, więc mają ich wersje elektroniczne. Jak mnie powiadomili, trochę je zmienią i puszczą dalej jako swoje. Czy mam szansę dochodzenia swoich praw i jak zabronić i zapobiec wykorzystaniu przez nich mojej pracy?
 
Informacje przez panią podane są dosyć uszczuplone.

[cytat:108k0xch]Jakiś czas temu zlecono mi wykonanie trzech opracowań dla Starostwa Powiatowego - zleciła mi to firma, która miała umowę z tymże Starostwem.[/cytat:108k0xch]
"Zlecono" Pani - co mam przez to rozumieć? Czy została spisana umowa dotycząca opracowania tematu, czy dostała pani polecenie od przełożonego by pracę napisać przy współpracy z tą firmą? Wiele zależy także od Pani umowy o pracę - nie napisała Pani, z jakim pracownikiem mamy do czynienia, więc nie mogę się nawet domyślać co w niej jest; musi ją Pani dokładnie przejrzeć w poszukiwaniu wszystkiego, co jest związane z dziełem Pani rąk. Z dokumentami tworzonymi dla firmy, grafikami, pomysłami - wszystkim, co zawiera się w pojęciu "pracy" (dla pracodawcy oczywiście).

Chodzi o to, że np. projektant modeli samochodów, który szkicuje nowe modele w pracy, nie ma do nich jednocześnie żadnych praw - są one własnością firmy. Jeśli jednak pracownik sklepu rysuje sobie podczas godzin pracy w szkicowniku, robi to dla siebie i ma do tego wszelkie prawa. To raczej jasne. Jeśli więc nie ma w umowie wzmianek dotyczących Pani "wytworów" dla pracodawcy, to mamy znowu dwie opcje.

Jeśli te opracowania miały charakter pracodawca-pracownik, tzn. jeśli dostała pani jedynie polecenie od szefa, by je sporządzić - to ma pani WSZELKIE prawa do nich. To znaczy - jest pani ich autorem i posiadaczem wszystkich praw do nich. Jeśli jednak podpisała Pani jakąś szczególną umowę dotyczącą tych prac, gdzie było to na zasadzie pracodawca-firma trzecia-Pani, to zapewne jest tam jakaś adnotacja dotycząca osoby/.../firmy, która nabywa prawa autorskie. Jeśli z kolei nic takiego tam nie ma, lub żadnej umowy specjalnie na tę okazję nie spisywano, to może Pani dochodzić swych praw w sądzie na podstawie ustawy o prawach autorskich i prawach pokrewnych (nie znam konkretów, ale najistotniejszy, jak mniemam, jest sam art. 1 z rozdziału 1 - w podobnych sprawach jest on wystarczający).

Pozdrawiam serdecznie!
PS. Pierwszy post na forum, chociaż czytuję od jakiegoś czasu - w każdym razie - witam!
 
dziękuję bardzo za informacje i pomoc. Moja sytuacja jest taka - firma, która zleciła mi wykonanie opracowań dla starostwa, miała z tymże starostwem podpisaną umowę na wykonanie tych prac, gdzie było wyraźnie zaznaczone, że prawa autorskie przechodzą na starostwo tylko po przejęciu komisyjnym zleconych prac i zapłacie, czego oczywiście nie było. Nie podpisywałam żadnej umowy z firmą, ale to akurat nieistotne, gdyż to moi dobrzy znajomi i krzywdy mi nie zrobią - obecnie stronami w sporze są firma i starostwo, ale mnie to interesuje najbardziej, bo to moja praca i moje pieniądze się zmarnują w najgorszym wypadku. W tej chwili sytuacja wygląda tak, że firma wypowiedziała umowę starostwu (pozwalał na to jeden z paragrafów tejże) i zapłaciła mu karę umowną zastrzegając jednocześnie, że nie zezwala na wykorzystanie przekazanych materiałów. Mimo to starostwo szykuje się do wykorzystanie moich prac - czekamy więc na ich ruch i wtedy damy sprawę do sądu. Z tego co tutaj przeczytałam widzę, że mamy duże szanse wygrać, mam tylko jedną wątpliwość - czy jeśli starostwo wykorzysta moje materiały, ale nieznacznie je zmieni i będzie się upierać, że są ich własne? Czy w takiej sytuacji mam jakieś szanse udowodnienia, że opierali się na moich opracowaniach?
 
Dawno mnie nie było, temat odświeżam, ale może kobiecanka jeszcze tu wpadnie.

"mam tylko jedną wątpliwość - czy jeśli starostwo wykorzysta moje materiały, ale nieznacznie je zmieni i będzie się upierać, że są ich własne? Czy w takiej sytuacji mam jakieś szanse udowodnienia, że opierali się na moich opracowaniach?"

Oczywiście. To także z góry wygrana sprawa. Jeśli skopiuję zdjęcie warte 10 tysięcy złotych i zmniejszę je o 10%, to widać, że to kradzież. Ale zdjęcie jest przecież "inne". Nieznacznie zmienione. To działa na tej samej zasadzie. Są setki organizacji zajmujących się poszanowaniem praw autorskich i ich ochroną. Zajmują się także wyciąganiem konsekwencji wobec osób, które je łamią. Odnośnie pisanego przez Panią tekstu można także zlecić zbadanie i porównanie pracy zmienionej oraz oryginalnej pod kątem osoby, która je pisała. Nie pamiętam nazwy zawodu osoby, która je bada, jednak polega to na tym, że można ustalić, czy dana osoba napisała ten sam tekst. Sprawdza się występowanie czasowników, czy są podobne, jak często stosowane są zaimki i tak dalej. Daje to ponad 95% pewności, czy porównywane prace są pisane przez jedną osobę. Ale moim zdaniem i bez tego sprawę ma Pani wygraną.

Pozdrawiam.
 
Powrót
Góra