A
anek2347
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2014
- Odpowiedzi
- 5
Witam, z góry przepraszam jeśli podobny wątek już się pojawił, ale jestem w sytuacji dla mnie awaryjnej i błagam o poradę w moim problemie. Od początku:
Kontrahent nie zapłacił mi kilku faktur na kwotę prawie 100 000zł.
Gdy prośby, groźby i płacze nie pomagały, złożyłam pozew do sądu o wydanie nakazu zapłaty, który przekształcony przez sąd w postanowienie upominawcze kosztował mnie dość sporo.
Po około pół roku wydany został nakaz zapłaty, nie uprawomocnił się, ponieważ w 14 dniu dłużnik się sprzeciwił, nie znam powodów, bo wówczas usłyszałem, że mam czekać na pismo listowne, i tym samym sąd nie może zwrócić mi kosztów postępowania.
Od tego czasu minął miesiąc, a tydzień temu mój dłużnik złożył do tego samego sądu wniosek o ogłoszenie upadłości układowej. W związku z tym mam szereg dręczących mnie pytań:
1. czy możliwe aby w sprzeciwie dłużnika argumentem było to, że niedługo złoży wniosek o upadłość dłużnika?
2.domyślam się, że moje roszczenia zostaną umorzone gdy sąd wyda postanowienie o upadłości, czy to oznacza, że nie odzyskam pieniędzy zainwestowanych w mój pozew?
3. ile może trwać wydanie postanowienia o upadłości przez sąd i skąd się o tym dowiem?
4. Czy jako usługodawca dłużnika mam szansę znaleźć się na liście wierzycieli? Jeśli tak, to jaka jest szansa odzyskania choć części moich pieniędzy?
5. Czy do czasu gdy postanowienie o upadłości nie zostało wydane mogę jeszcze próbować odzyskiwać dług np.poprzez firmę windykacyjną?
Generalnie wiem, że podchodzę do sprawy emocjonalnie ale widzę to tak:
narobiłem się jak wół, wystawiałem faktury (ciągle zwodzony, że zapłacą), zapożyczyłem się aby odprowadzić od tego podatek VAT - przy okazji potraktowano mnie w skarbówce jak oszusta i wyłudzacza, dodatkowo pożyczyłem kasę na złożenie pozwu do sądu, ze swojej kieszeni (czyt. debetu) uregulowałem wynagrodzenia dla swoich pracowników i ich ZUSy sytuacja zmusiłam mnie do zamknięcia DG.
A teraz wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że mimo uczciwej pracy stałem się totalnym bankrutem.
Kontrahent nie zapłacił mi kilku faktur na kwotę prawie 100 000zł.
Gdy prośby, groźby i płacze nie pomagały, złożyłam pozew do sądu o wydanie nakazu zapłaty, który przekształcony przez sąd w postanowienie upominawcze kosztował mnie dość sporo.
Po około pół roku wydany został nakaz zapłaty, nie uprawomocnił się, ponieważ w 14 dniu dłużnik się sprzeciwił, nie znam powodów, bo wówczas usłyszałem, że mam czekać na pismo listowne, i tym samym sąd nie może zwrócić mi kosztów postępowania.
Od tego czasu minął miesiąc, a tydzień temu mój dłużnik złożył do tego samego sądu wniosek o ogłoszenie upadłości układowej. W związku z tym mam szereg dręczących mnie pytań:
1. czy możliwe aby w sprzeciwie dłużnika argumentem było to, że niedługo złoży wniosek o upadłość dłużnika?
2.domyślam się, że moje roszczenia zostaną umorzone gdy sąd wyda postanowienie o upadłości, czy to oznacza, że nie odzyskam pieniędzy zainwestowanych w mój pozew?
3. ile może trwać wydanie postanowienia o upadłości przez sąd i skąd się o tym dowiem?
4. Czy jako usługodawca dłużnika mam szansę znaleźć się na liście wierzycieli? Jeśli tak, to jaka jest szansa odzyskania choć części moich pieniędzy?
5. Czy do czasu gdy postanowienie o upadłości nie zostało wydane mogę jeszcze próbować odzyskiwać dług np.poprzez firmę windykacyjną?
Generalnie wiem, że podchodzę do sprawy emocjonalnie ale widzę to tak:
narobiłem się jak wół, wystawiałem faktury (ciągle zwodzony, że zapłacą), zapożyczyłem się aby odprowadzić od tego podatek VAT - przy okazji potraktowano mnie w skarbówce jak oszusta i wyłudzacza, dodatkowo pożyczyłem kasę na złożenie pozwu do sądu, ze swojej kieszeni (czyt. debetu) uregulowałem wynagrodzenia dla swoich pracowników i ich ZUSy sytuacja zmusiłam mnie do zamknięcia DG.
A teraz wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że mimo uczciwej pracy stałem się totalnym bankrutem.