K
Kulkerson
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2011
- Odpowiedzi
- 28
Kolega ma dziś 24 lata. W roku 2012/2013 uczęszczał na dwusemestralne studia podyplomowe (roczne), w czasie których pobierał rentę rodzinną. Przez pierwszych semestr uczęszczał na zajęcia, ale nie zaliczył przedmiotów. W drugim już nie chodził nawet na zajęcia. Nie był pewien, czy będzie kontynuował naukę na 2 semestrze i nadrobi zaległości. Jednocześnie był świadom tego, że lada dzień może przyjść pocztą decyzja o skreśleniu z listy studentów. Zresztą byłoby mu to na rękę, bo od razu przedstawiłby dokument do ZUS, po co ma ryzykować...
Taka decyzja pocztą nie przyszła, więc kolega wpadł w konsternację i nie wiedział, czy ma zgłaszać do ZUSu przerwanie nauki. Nie został skreślony z listy studentów, więc zinterpretował to w taki sposób, że nie utracił statusu słuchacza.
W listopadzie 2013 roku ZUS przypomniał o sobie żądając zaświadczenia o kontynuacji nauki, wiec o tym, że kolega studiował w okresie od 1 kwietnia do 30 września. Kolega przedstawił stosowne zaświadczenie, w którym mowa była o tym, że w roku 2012/2013 był studentem dwusemestralnych studiów podyplomowych (przecież nie stracił statusu słuchacza/studenta, bo nie został skreślony z listy studentów). W kolejnym piśmie ZUS zażądał przedstawienia dyplomu ukończenia studiów w ciągu 7 dni.
Pytań jest kilka:
Jakim cudem ZUS oczekuje dyplomu, jeśli ktoś może studiować kierunek i nie przystąpić do obrony pracy?
Czy ZUS może żądać kolejnego zaświadczenia, skoro dostał już jedno odpowiednie?
Jak sprawić, żeby się odczepili? Czy w ogóle się da?
Jeśli nie da się ich spławić, to jak im uprzykrzyć życie, żeby nie dostać po nosie?
Moim zdaniem to jest czyste chamstwo i szukanie kasy. Gdyby kolega zapisał się na studia i od razu nie chodził, to rozumiem, ale on nawet nie został skreślony z listy studentów. Jakieś kreatywne pomysły?
Taka decyzja pocztą nie przyszła, więc kolega wpadł w konsternację i nie wiedział, czy ma zgłaszać do ZUSu przerwanie nauki. Nie został skreślony z listy studentów, więc zinterpretował to w taki sposób, że nie utracił statusu słuchacza.
W listopadzie 2013 roku ZUS przypomniał o sobie żądając zaświadczenia o kontynuacji nauki, wiec o tym, że kolega studiował w okresie od 1 kwietnia do 30 września. Kolega przedstawił stosowne zaświadczenie, w którym mowa była o tym, że w roku 2012/2013 był studentem dwusemestralnych studiów podyplomowych (przecież nie stracił statusu słuchacza/studenta, bo nie został skreślony z listy studentów). W kolejnym piśmie ZUS zażądał przedstawienia dyplomu ukończenia studiów w ciągu 7 dni.
Pytań jest kilka:
Jakim cudem ZUS oczekuje dyplomu, jeśli ktoś może studiować kierunek i nie przystąpić do obrony pracy?
Czy ZUS może żądać kolejnego zaświadczenia, skoro dostał już jedno odpowiednie?
Jak sprawić, żeby się odczepili? Czy w ogóle się da?
Jeśli nie da się ich spławić, to jak im uprzykrzyć życie, żeby nie dostać po nosie?
Moim zdaniem to jest czyste chamstwo i szukanie kasy. Gdyby kolega zapisał się na studia i od razu nie chodził, to rozumiem, ale on nawet nie został skreślony z listy studentów. Jakieś kreatywne pomysły?