T
theart
Zbanowany
- Dołączył
- 01.2006
- Odpowiedzi
- 311
Witam Państwa.
Chciałem się Państwa poradzić.
W roku 2007 zakupiłem na aukcji internetowej sygnet męski, według opisu
był to sygnet złoty(niestety zbyt odległy termin żeby tę ofertę
znaleźć). Sygnet do mnie przyszedł, tyle, że okazał się zbyt duży.
Odstawiłem go na półkę.
W marcu 2008 roku przy porządkach postanowiliśmy z żoną pozbyć się
niepotrzebnych rzeczy. Zrobiliśmy zdjęcie sygnetu, żona odczytała przez
lupę próbę, która widniała na sygnecie (była strasznie zamazana, ledwie
widoczna - 584). Mój znajomy posiadał konto w serwisie Allegro, gdzie
wystawiliśmy sygnet, który został później wylicytowany za 61zł. Wpłata
dotarła, sygnet został wysłany.
W chwili otrzymania przesyłki kupująca zadzwoniła do mojego znajomego iż
sygnet nie jest złoty, zaś próba jest nabita - zażądała zwrotu wpłaty
plus 700zł zadośćuczynienia. Mój kolega zadzwonił do mnie,
stwierdziłem, że skoro kupująca nie jest zadowolona może odesłać sygnet, bez
przeszkód otrzyma zwrot wpłaty. Na dopłatę zadośćuczynienia nie zgodziłem
się.
Kupująca jednak nie zwróciła przedmiotu, złożyła natomiast
zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. W listopadzie 2008 roku zostałem
przesłuchany w charakterze świadka. Przyznałem wówczas, że sygnet sprzedawałem,
powiedziałem też, że proponowałem kupującej zwrot pełnych kosztów
(przesyłek) wraz z ceną przedmiotu. Policja sprawę umorzyła stwierdzając, że
działałem w dobrej wierze bez zamiaru oszustwa. Kupująca złożyła
zażalenie na umorzenie do sądu, który zarządził analizę biegłego co do
stopu z którego wykonano sygnet. Okazało się iż jest to stop cynku z miedzią
(tombak), natomiast próba została sfałszowana. W związku z powyższym
przedstawiono mi zarzut 286kk.
Wydaje mi się to całkowitym absurdem, gdyż sygnet od zakupu do sprzedaży
nie był nawet raz założony. W żadnym wypadku nie działałem z zamiarem
oszustwa, natomiast nie zgodzenie się na wypłatę wyssanej przez kupującą
z palca kwoty uznałem za słuszne, gdyż odebrałem to jako próbę
wyłudzenia. Po przesłuchaniu jako podejrzanego (nie przyznałem się do winy oraz
odmówiłem składania wyjaśnień) dokonałem zwrotu wpłaty w kwocie
którą otrzymałem od kupującej.
Chcę wiedzieć co teraz robić, według prowadzącego sprawa musi trafić
na wokandę - czy da się tego jakoś uniknąć. Jaką linię obrony przyjąć
- przyznać się do winy (dla mnie to absurdalne) czy trwać przy
oczyszczeniu z zarzutów. Kompletnie nie wiem co począć - jestem zaszokowany tą
sytuacją.
Dziękuję.
Chciałem się Państwa poradzić.
W roku 2007 zakupiłem na aukcji internetowej sygnet męski, według opisu
był to sygnet złoty(niestety zbyt odległy termin żeby tę ofertę
znaleźć). Sygnet do mnie przyszedł, tyle, że okazał się zbyt duży.
Odstawiłem go na półkę.
W marcu 2008 roku przy porządkach postanowiliśmy z żoną pozbyć się
niepotrzebnych rzeczy. Zrobiliśmy zdjęcie sygnetu, żona odczytała przez
lupę próbę, która widniała na sygnecie (była strasznie zamazana, ledwie
widoczna - 584). Mój znajomy posiadał konto w serwisie Allegro, gdzie
wystawiliśmy sygnet, który został później wylicytowany za 61zł. Wpłata
dotarła, sygnet został wysłany.
W chwili otrzymania przesyłki kupująca zadzwoniła do mojego znajomego iż
sygnet nie jest złoty, zaś próba jest nabita - zażądała zwrotu wpłaty
plus 700zł zadośćuczynienia. Mój kolega zadzwonił do mnie,
stwierdziłem, że skoro kupująca nie jest zadowolona może odesłać sygnet, bez
przeszkód otrzyma zwrot wpłaty. Na dopłatę zadośćuczynienia nie zgodziłem
się.
Kupująca jednak nie zwróciła przedmiotu, złożyła natomiast
zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. W listopadzie 2008 roku zostałem
przesłuchany w charakterze świadka. Przyznałem wówczas, że sygnet sprzedawałem,
powiedziałem też, że proponowałem kupującej zwrot pełnych kosztów
(przesyłek) wraz z ceną przedmiotu. Policja sprawę umorzyła stwierdzając, że
działałem w dobrej wierze bez zamiaru oszustwa. Kupująca złożyła
zażalenie na umorzenie do sądu, który zarządził analizę biegłego co do
stopu z którego wykonano sygnet. Okazało się iż jest to stop cynku z miedzią
(tombak), natomiast próba została sfałszowana. W związku z powyższym
przedstawiono mi zarzut 286kk.
Wydaje mi się to całkowitym absurdem, gdyż sygnet od zakupu do sprzedaży
nie był nawet raz założony. W żadnym wypadku nie działałem z zamiarem
oszustwa, natomiast nie zgodzenie się na wypłatę wyssanej przez kupującą
z palca kwoty uznałem za słuszne, gdyż odebrałem to jako próbę
wyłudzenia. Po przesłuchaniu jako podejrzanego (nie przyznałem się do winy oraz
odmówiłem składania wyjaśnień) dokonałem zwrotu wpłaty w kwocie
którą otrzymałem od kupującej.
Chcę wiedzieć co teraz robić, według prowadzącego sprawa musi trafić
na wokandę - czy da się tego jakoś uniknąć. Jaką linię obrony przyjąć
- przyznać się do winy (dla mnie to absurdalne) czy trwać przy
oczyszczeniu z zarzutów. Kompletnie nie wiem co począć - jestem zaszokowany tą
sytuacją.
Dziękuję.