Szkoła policealna absurd

  • Autor wątku Autor wątku Allan184
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

Allan184

Użytkownik
Dołączył
12.2015
Odpowiedzi
123
Miałem kiedyś absurdalną sytuację,zapisałem się do Szkoły Policealnej,całkowicie darmowa,zero ukrytych opłat,zupełnie nic nawet za legitymację.Uznałem że wprawdzie nie ma pewności że przez cały okres kształcenia będę mógł chodzić na zajęcia,ale co innego zapisać się do szkoły płatnej,gdzie płaci się przynajmniej 200 złotych miesięcznie i tysiąc w semestrze.Ostatecznie nie uczęszczałem tam na zajęcia,wyszło mi że często nie będę mógł być obecny,że nawet nie mam pewności że chodząc na wszystkie możliwe terminy,spełnię warunek 50 procent frekwencji.

Oni nawet specjalnie nie ponaglali,że czemu Pan nie chodzi za zajęcia,że jaki był cel zapisu,nie musiałem się tłumaczyć,a po semestrze,poszedłem odebrać dokumenty,świadectwo,zdjęcia itd,co dziwne nic wtedy nie powiedzieli że np oddamy Panu dokumenty jeśli zapłaci Pan 300 złotych,bo mamy zapis,że ci co nie uczęszczają na zajęcia płacą karę w tej wysokości,albo oddajemy dokumenty,ale ma tutaj Pan wezwanie do zapłaty.Wszystko oddali nie robili problemów.Każdy w swoją stronę.

a jakiś czas po odebraniu dokumentów,emailem wystali że muszę zapłacić im 300 złotych,albo ponownie zapisać się do szkoły,bo chyba jeśli nie to podejmą kroki prawne.

Byłem w szoku,bo raczej nawet jak coś tam wpisali w umowie że słuchacz w sytuacji nie uczęszczania na zajęcia płaci karę w wysokości 300 złotych,to takie rzeczy się chyba mówi w momencie odbioru dokumentów,a nie potem,poza tym jeśli oni chcą pieniędzy bo ponieśli jakieś straty,np że dofinansowanie do zajęć mają tylko wobec słuchaczy co zaliczyli semestr,to poco ta wzmianka że nie muszę zapłacić jak zapiszę się ponownie do szkoły.

A potem co jeśli znowu nie uczęszczałbym na zajęcia,600 złotych kary,czy zapis ponowny wymazuje karę i dalej 300 złotych.

a po jakimś czasie znów chyba dzwonili nie mówili o karze,tylko czy nie chciałbym się zapisać do ich szkoły,i chyba jeszcze jednego email wysłali czy nie chciałbym się zapisać i chyba nie informowali o karze.

Byłem zdziwiony bo spodziewałem się kolejnych pism,na zasadzie ponaglenie do zapłaty,czy łaskawie ma Pan czas założmy rok na ponowny zapis,a jeśli nie sprawa idzie dalej.

Doszedłem do wniosku,że skoro sprawa raczej nie miała kontynuacji,to bardzo możliwe że nie było żadnego prawnego uzasadnienia tej kary 300 złotych,a to było zwykłe wymuszenie,albo że zapłacę grzecznie i nie będę się pytał,właściwie za co,albo że liczą że zastraszony karą ponownie się zapiszę i grzecznie będę chodził na wszystkie zajęcia.

Oczywiście nawet jeśli faktycznie nie wpisali mnie do rejestru dłużników,była to dla mnie lekcja,przestroga żebym uważał następnym razem jak przyjdzie mi pomysł żeby zapisać się do takiej niby darmowej szkoły.

Bo jeśli rozumiem jeśli w umowie nie było nic napisane o karze,oni nie mogą o tak sobie wymyślić po czasie,albo się Pan znów zapisze,albo będzie kara?bo równie dobrze mogliby chcieć 3 tys złotych.
 
no właśnie gdybym miał tą umowę,to bym wiedział,chyba po odebraniu dokumentów ją wyrzuciłem,bo uznałem że skoro nie mają żadnych żądań sprawa jest zamknięta,bo kiedyś jak uczelnia podczas zabierania dokumentów,od razu dała mi pismo o swoich żądaniach.
 
To jak mamy Ci pomóc skoro sam nie wiesz do czego się zobowiązałeś?

Generalnie jeśli kara jest zgodna z umową to i tak nikt nie miał obowiazku Ci o niej przypominać przy odbiorze dokumentów, powinieneś znać umowę, którą podpisałeś. Nie mają też obowiązku wysyłania Ci 18 ponagleń.
 
tak,tylko dziwi mnie ten wybór,bo jeśli pismo byłoby że mam zapłacić,bez albo ponownie zapisać się do szkoły,sprawa byłaby oczywista a poza tym powinni to pismo wysłać pocztą,a nie emailem.Na dodatek tak jak ponieśli koszty z powodu mojej nauki,to co im daje ponowny zapis.

Tym bardziej nie zapłaciłem,bo właśnie przy studiach miałem taką sytuację że zapłaciłem prawie tysiąc złotych,za to że ponoć za pózno wypowiedziałem umowę,studiujący i wypowiadający umowę w tym samym czasie również miał zapłacić prawie tysiąc złotych kary i wystarczyło że znajoma prawniczka napisała mu pismo,a oni momentalnie dali mu spokój,czyli wtedy nie zapłaciłem zgodnie z prawem,naciągnęli mnie na te pieniądze.

Więc teraz może gdyby nie wzmianka o albo ponownie się zapiszę,bym zapłacił,ale to jest jakby zaprzeczenie kosztów poniesionych,bo co są stratni 300 złotych i odzyskają te pieniądze bo się zapisałem.
 
a próbowałem zapisać się do innej szkoły na darmowy kierunek.Oczywiście wszystko całkowicie za darmo,a już podczas zapisu jedna z pracownic szkoły do drugiej że za opłaty za każdy egzamin 50 złotych.Ale do momentu zobaczenia umowy,mogłem sobie wmawiać że jest w porządku.a ona umowie aż mnie zatkało,to że liczą sobie za legitymację i zaświadczenie dla Zusu po 10 złotych niech będzie,w końcu to symboliczna opłata,ale i tak nawet taka opłata wyklucza całkowitą naukę,choć wybronią się że to nie jest obowiązkowe,bo ani legitymacji ani zaświadczenia brać nie trzeba.

Ale w kolejnych punktach mnie zamurowało.Okres wypowiedzenia 3-miesiące,czyli znacznie dłużej niż w większości umów.Nawet na studiach był chyba miesiąc,góra dwa.A zakładając że często ludzie zapisują się w marcu,a semestr praktycznie kończy się w czerwcu,człowiek niewiele po zapisie musi wypowiedzieć umowę,żeby ona przestała obowiązywać do końca,albo ponad semestru.

Kolejna rzecz 300 złotych kary,za każdy miesiąc kiedy nie spełni się frekwencji 50 procent,czyli zakładając że taki słuchacz sobie cały semestr odpuści nie czytając umowy,tylko podpisując może zapłacić łącznie zakładając że już w lutym będą jakieś zajęcia 1500 złotych,czyli więcej niż na tych najdroższych płatnych kierunkach,gdzie zazwyczaj opłata semestralna to 1200 złotych,albo 1000 złotych.

To już tamte grożby o 300 złotych kary za niechodzenie cały semestr na zajęcia przy tym są dużo mniejsze.Dodatkowo za egzamin pisemny z kwalifikacji 100 złotych,a praktyczny 150 złotych,czyli już szkoła nie jest całkowicie za darmo,nawet zakładając że ktoś cały semestr grzecznie chodzi na zajęcia,nie pobiera żadnych legitymacji,zaświadczeń,zdaje egzaminy za pierwszym razem i ma jedną kwalifikację płaci przynajmniej 250 złotych.

a zakładając że przecież dużo osób nie zdaje egzaminów za pierwszym razem,standardowo licząc że zda za drugim płaci 500 złotych.

a przy większości kierunków kwalifikację są dwie,albo 3,więc przy darmowym kierunku na 3 kwalifikacje,słuchacz musi zapłacić 750 złotych zdając wszystkie egzaminy za pierwszym razem,czyli prawie tyle co na sporo kierunkach płatnych za cały semestr.

a jeśli przy założeniu że zda te egzaminy za drugim podejściem to 1500 złotych.O wersjach że ktoś zdaje za 3 albo 4 razem nie wspominając bo tutaj już kwota 2250 złotych,lub 3000.

a przecież wystarczy że komuś coś wypadnie i jedna próba się liczy.

Po tej sytuacji jestem w stanie się zgodzić że może zbyt łagodnie jest zapisać się do szkoły i przy rezygnacji,nie chodzenia na zajęcia nic się nie płaci,niech będzie łączna kara powiedzmy 200 czy 300 złotych,ale chyba okres wypowiedzenia powinien być krótszy góra miesiąc.

Poza tym co ktoś dowie się że nie może uczęszczać na zajęcia i przez 3 miesiące będzie chodził mimo wypowiedzenia umowy,to chyba bez sensu.

I kiedy ja zacząłem się wahać,to kobieta z sekretariatu zamiast zareagować na zasadzie,dojrzała postawa,nie jest Pan pewien czy będzie Pan mógł chodzić na zajęcia,więc niech Pan nie podpisuje umowy,ta na siłę poirytowana chciała żebym podpisał umowę,wmawiając mi że jeśli chodzi o nieobecności,to ponoć wystarczy że przyjdę do sekretariatu usprawiedliwić nieobecności,niemal jak w szkole,bez jakiegoś dowodu.

Oczywiście na umowie o tym sposobie nie jest wpisane,wiec teoretyczne mogą się tego wyprzeć,poza tym darmowa to darmowa,więc takie opłaty za egzaminy,powinno być wpisane,np płacisz tylko za egzaminy Państwowe.

Normalnie mógłbym się właśnie zgodzisz,że niektóre opłaty przy zerwaniu umowy,są żeby ludzie nie zapisywali się bezmyślnie do szkoły,na zasadzie może będę chodzić a może nie,ale skoro oni reagują zamiast nie chcesz to nie,reagują jakby co za bezczelność nie podpisał umowy,to mam wrażenie że chodzi o to żeby w świetle prawa nabić ludzi na koszty.

Bo przychodzi,taki gość bez czytania podpisuje umowę i wedle prawa po semestrze są przynajmniej 1500 złotych do przodu,to według mnie stanowczo za dużo,zwłaszcza że przecież często na studiach za semestr płaci się niewiele więcej np 2000 złotych,a tutaj nie dość że szkoła niższej rangi to kierunek darmowy,gdzie przecież siła rzeczy jest mniej atrakcyjny niż płatne.

Zresztą to nie przypadek że właściwie w każdej szkole darmowe są te same kierunki,a inne zawsze płatne.

Kiedyś skończyłem inną szkołę policealną i co też niby darmowa,żadnych opłat,a co semestr brali 100 złotych za egzaminy,czyli 400 złotych plus za każdy egzamin Państwowy 100 złotych,co dało 6 egzaminów,więc trzeba było dać przynajmniej tysiąc złotych,a i egzaminy w sesji poprawkowej 100 złotych,czyli już na starcie człowiek płacił jak za cały semestr na kierunku płatnym,a jak jeszcze jakiś egzaminów z kwalifikacji nie zdał,czy musiał w sesji poprawkowej to przynajmniej 2 tys,czyli jak za dwa semestry na kierunku płatnym,gdzie zastrzegali,że skoro kierunek płatny to nie płaci się za egzaminy semestralne,ani Państwowe.
 
i w tej szkole policealnej jak zdziwiony byłem że egzaminy miały być za darmo,oni powiedzieli że muszą brać kasę,bo jestem jedynym zdającym,a gdyby było parę osób to bym nie płacił,tylko że czy moja wina że inni nie zdawali,a przy innym egzaminie kiedy parę osób zdawało też normalnie się płaciło,więc niezłe zakłamanie.
 
no i jeszcze na moje tłumaczenie,że przecież nie widziałem wcześniej warunków umowy,ona że żadna szkoła nie udostępnia publicznie umów,to tym bardziej nie powinna się dziwić że ktoś po przeczytaniu jej nie podpisze.a poza tym z jednej skrajności w drugą,pamiętam jak parę lat temu był artykuł,że masa osób zapisuje się do szkoły,a potem nie chodzi na zajęcia,albo po otrzymaniu legitymacji odpuszcza naukę.Więc z jednej skrajności w drugą,zamiast właśnie dać,że np jeśli słuchacz zaliczy normalnie semestr,może wypowiedzieć umowę i nic nie płaci,na zasadzie,jak kiedyś będzie chciał wrócić to na drugi semestr,a jeśli właśnie nie chodzi na zajęcia to płaci jakąś karę z 20 złotych i tyle.a nie naliczać mu kary co miesiąc.
 
Piszesz bardzo dużo i bardzo ciekawie (ironia), ale wszystko to sprowadza się do tego co już napisano. Dobrowolnie podpisałeś umowę i zgodziłeś się na jej zapisy. To, że zachowałeś się - nazwijmy to delikatnie - nierozsądnie i wywaliłeś ją bez czytania to jest Twój problem a nie szkoły. I niestety to Twoje zachowanie i podejście do tej sprawy jest absurdalne, szkoła jak każda inna próbuje zarobić i utrzymać się na rynku, nie ma w tym nic złego o ile robi to uczciwie. Zapłać jak najszybciej i potraktuj to jako nauczkę.
 
ale za co mam zapłacić skoro nie dostałem żadnego urzędowego pisma,ani nawet ponaglania do zapłaty,gdyby sprawa miała kontynuację czyli wysłali pismo,jakąś sprawę założyli to ok,a tak co mam kiedy oni odpuścili bo jak inaczej nazwać że nie podejmują żadnych działań.Zresztą nie chodziło mi tylko o kwestię skoro w umowie mam za coś zapłacić bo jest to wiadome,tylko czy nie jest to nadużycie że na stronie szkoły jest napisane,że żadnych opłat,a po otrzymaniu umowy tych opłat jest sporo?Czy jeśli słuchacz z tym się zgadzam ma wywiązać się z umowy,czyli zapłacić za nieuczęszczanie na zajęcia,to szkoła nie powinna wpisywać na swojej stronie,to co jest nieprawdą.

Poza tym skoro twierdzą że opłaty są wprowadzone żeby ludzie bezmyślnie nie zapisywali się do szkół,bez czytania umów,to powinni w momencie jeśli po przeczytaniu umowy i nie podpisaniu,nie namawiać mnie żebym podpisał i wręcz irytować się.W tej sytuacji nic dziwnego że potencjalny słuchacz myśli że nie chodzi,o przemyślane zapisy,tylko zarobienie łatwych pieniędzy.

Poza tym ten przykład jak studiujący dostaje pismo z uczelni że zgodnie z umową ma zapłacić prawie tysiąc złotych,po jednym jego piśmie przy pomocy prawnika uczelnia odpuszcza,najlepiej świadczy że nie zawsze uczelnia/szkoła postępuje zgodnie z procedurami.
 
Bez tekstu umowy między tobą a szkołą nie masz co liczyć na pomoc. Nikt nie wie na jakie zapisy się zgodziłeś. Jeśli uważasz, że podany przez ciebie przykład i twoja sytuacja są identyczne, znajdź prawnika który pomoże ci w twojej sytuacji (aczkolwiek może być to dość trudne zadanie).
 
Nie ja tym ze studiów już zapłaciłem,więc wiadomo że teraz mógłbym co najwyżej ubiegać się o zwrot pieniędzy,ten przykład podałem jako,że nie zawsze druga strona ma 100 procentową rację,tak to była identyczna sytuacja,wypowiadaliśmy umowę w tym samym czasie.Poza tym nie chodziło mi o to że skoro na umowie mam zapłacić,zdaje sobie sprawę że wyrzucenie umowy i nie czytanie jej było nierozsądne,nie chodziło mi żeby ktoś pisał że to było absurdalne bo wiem,tylko czy nie jest idiotyczne zamiast napisać samo wezwanie do zapłaty,a nie dodawać albo ponownie zapisać się do szkoły.Zważywszy na poprzednią sytuację z studiami,spodziewałem się nie jakiegoś emaila,tylko wysłanego pocztową pisma,nie wiem co w tym absurdalnego co napisałem.Zresztą w sytuacji studiów,nie proponowali mi że jeśli ponownie zapiszę się na studia,umorzą mi pieniądze.

Zresztą umowę ze studiów trzymam do dzisiaj,ale nawet jeśli miałbym jakoś szansę na odzyskanie pieniędzy,to chyba grzecznie by nie oddali,tylko musiałbym z nimi iść do sądu,a poniósłbym pewnie koszty,sporo czasów i nie wiem czy by mi się udało.
 
Powrót
Góra