Teksty w internecie

  • Autor wątku Autor wątku maciek_nowak
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
M

maciek_nowak

Nowy użytkownik
Dołączył
10.2009
Odpowiedzi
3
witam wszystkich
to mój pierwszy post na Forum, i od razu z pytaniem :) :

pisuję do pisma komputerowego o grach. teksty ukazują się od czasu do czasu. NIE mamy żadnej umowy. Wysyłam, się ukazuje na papierze i zapłata.
Gazeta umieściła te wszystkie teksty wcześniej drukowane teraz w internecie by czerpać krocie z reklam od producentów.

Nie mamy żadnych umów na tamte publikacje. Czyli autorstwo należy do mnie. a ponieważ nie chce by ktoś czerpał zyski za moją pracę a bez mojego pozwolenia, poprosiłem o wyjaśnienie. I cisza.

Proszę o radę co robić, czy można pozwać gazetę do sądu o zapłatę za umieszczenie wszystkiego w internecie? A zarobili już na tym sporo i chyba nie chcą usunąć twierdząc że raz za teksty już płacili /z pisma o grach/. Jakie kroki? z góry dziękuję za pomoc
 
Witam,
NIE mamy żadnej umowy
jak rozumiem, oznacza to,ze nie ma Pan żadnych pisemnych umów z wydawnictwem odnośnie praw autorskich. A to oznacza, zakładając, że pańskie artykuły stanowią utwór w świetle ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej zwanej upaipp), że jest Pan posiadaczem wszystkich praw autorskich do swoich dzieł (o ile, oczywiście, nie przekazał Pan tych praw osobie trzeciej). Również oznacza to, że nie udzielił Pan wydawnictwu licencji wyłącznej na korzystanie z pańskich artykułów. Art. 53. oraz 65. upaipp. A więc może Pan dowolnie rozporządzać swoimi dziełami na wszystkich polach eksploatacji, włącznie z prawem do wynagrodzenia za korzystanie z pańskich dzieł - Art.17, 43, 45. upaipp.
Czyli autorstwo należy do mnie
Autorem swoich tekstów Pan był, jest i będzie już na zawsze - to jest niezbywalne osobiste prawo autorskie (Art.16. upaipp) ;)
Nie mamy żadnych umów na tamte publikacje.
no, ale jakoś przecież musiał Pan ustalić z wydawnictwem, że będą zamieszczali pańskie artykuły, choćby przez telefon lub osobiści (umowa ustna) bądź mailowo, listownie (czyli umowa pisemna). Proszę pamiętać, że niewyłączna zgoda na wykorzystanie utworu (licencja) może być udzielona ustnie - tylko, że potem bardzo ciężko jest cokolwiek udowodnić. A więc pytanie podstawowe - jakie były ustalenia przy przekazywaniu artykułów do druku? Czyt rozmowy dotyczyły tylko druku?

Czy artykuły były podpisywane pańskim nazwiskiem ewentualnie pseudonimem?
 
Tak, nie ma pisemnej umowy ani na teksty, ani na przekazanie praw, ani na licencje na zamieszczone w necie jak i w gazecie materiały.

Umowa była ustna i telefoniczna, w stylu pisz, jak się spodoba pójdzie do gazety. Poszło, zapłacili wg stawki.
A nagle po latach ze zwykłej strony internetowej gazeta zrobiła portal zarobkowy z reklam, udostępniła wszystkie teksty, bez pytania, informacji, licencji, czy uzgodnienia stawki na to pole eksploatacji.

Teksty były i są wszędzie podpisywane moim imieniem i nazwiskiem. Sprawa dotyczy tekstów z lat 2006-2007. Na teraz są stosowne umowy. Tak to wygląda. dziękuję za wszelkie kolejne podpowiedzi :)
 
no tak, to będzie kwestia pól eksploatacji. Pierwotnym polem eksploatacji, na którym gazeta mogła wykorzystywać pańskie teksty za pańską zgodą, było wydawnictwo drukowane. Obecnie zaś, jak wynika z pańskiego opisu, gazeta wykorzystuje pańskie teksty bez pańskiej zgody na innym polu eksploatacji - rozpowszechnianiu poprzez Internet - naruszając tym samym pańskie majątkowe prawa autorskie na tym polu eksploatacji.

I nie widzę tu żadnego powodu, dla którego gazeta uważa, że ma prawo do rozpowszechniania pańskich artykułów w Internecie. To, że zapłacili Panu wynagrodzenie, samo z siebie nic nie znaczy, istotne są stwierdzenia licencji (tu ustnej) odnośnie sposobu wykorzystania utworów. A z tego co Pan pisze, nie powiedział Pan, ze udziela licencji na rozpowszechnianie w Internecie..

Wydaje się, że może Pan pozywać gazetę, z tym, że sugerowałbym zrobić to wspólnie z prawnikiem z uwagi na to, że umowa była ustna. Choć oczywiście lepiej byłoby się porozumieć polubownie.
 
przyznaję, że zgubiłem się trochę.
Czy licencja może być /na gębę/? nie musi być w formie pisemnej?
W ten sposób przecież wszystkie rozmowy można by podciągnąć pod licencje i nie potrzebna byłaby obsługa prawna :)
 
wymóg formy pisemnej ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych przewiduje jedynie dla przeniesienia majątkowych praw autorskich i udzielenia licencji wyłącznej.

W ten sposób przecież wszystkie rozmowy można by podciągnąć pod licencje
Tak, tylko, że potem są nierozwiązywalne problemy KTO, KOMU, CO POWIEDZIAŁ... No, i Pan też powinien sobie teraz przypomnieć, o czym wtedy w szczegółach państwo rozmawialiście, i czy przypadkiem nie było przy tych rozmowach świadków (albo tak modnych ostatnimi czasy podsłuchów...). No bo teraz Pan twierdzi, że nie udzielał pozwolenia / licencji na wykorzystanie tekstów w Internecie, a wydawca powie, że Pan udzielał...

Dlatego też, w sprawach ważnych i nie, zawsze należy się starać mieć wszystko na piśmie, choćby mailem...
 
Prawda - zawsze dobrze mieć jakiekolwiek potwierdzenie na piśmie. Ale, biorąc pod uwagę odstęp czasowy między publikacja w gazecie a publikacją na stronie internetowej, oraz fakt, że w czasie gdy przysyłano teksty do gazety nie były one jednocześnie publikowane w internecie, można spokojnie argumentować, że licencja nie była udzielona na to pole eksploatacji.
Prawa bezwzględne (a prawo autorskie jest takim właśnie prawem) mają to do siebie, że uprawniony musi: 1) wykazać, że prawo mu przysługuje (co nie jest tutaj przez nikogo kwestionowane); 2)że zostało naruszone (rada praktyczna: udokumentować zamieszczenie tekstów na stronie - wydruk u notariusza na przykład). Koniec przeprowadzania dowodu przez powoda - to wydawca ma się teraz martwić, jak wykazać, że działał w granicach przysługującego mu prawa.
Płacił za jedno pole eksploatacji, a wynagrodzenie należy się za korzystanie na każdym polu - więc to że zapłacili, nie znaczy, że nie muszą dopłacić. Co więcej, dopłacić dwukrotność stosownego wynagrodzenia za sam fakt naruszenia, a jeśli było zawinione (moim zdaniem było, zwłaszcza że jako profesjonalista wydawnictwo zobowiązane jest do większej niż zwykły śmiertelnik staranności) - trzykrotność.
Pędź do prawnika i wystosujcie pismo odpowiedniej treści.
 
Powrót
Góra