tragiczny wypadek w niemczech

  • Autor wątku Autor wątku olita2222
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
O

olita2222

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2015
Odpowiedzi
1
W styczniu tego roku mieliśmy tragiczny wypadek w niemczech. Wracaliśmy z Polski do Holandii. Byla to noc ale wiec droga była raczej spokojna. Nie padało, nie było mgły. Widocznosc doskonala. Sucha nawierzchnia. Jadąc z prędkością ok 120km/h (jak na niemiecka autostradę to żadna powalająca predkosc) wymijalismy jadący na środkowym pasie samochód, który w momencie naszego manewru z nieznanych nam przyczynyn, bez włączenia kierunkowskazu zajezdza nam drogę. Oboje z mężem odneieslismy wrażenie ze samochody dotknęły się z boku. Mąż próbując uniknąć kolizji z tym autem gwałtownie hamuje. Zaczyna tracić kontrolę nad pojazdem. Wkoncu uderzamy w betonowa barierę pomiędzy autostradami. Tamten samochód ucieka nam z pola widzenia. My kręcimy się 360° na trzecim pasie po raz kolejny uderzając w barierke. Obkreca nas pod prąd. Wjeżdżamy pod znajdującego się na drugim pasie tira, wybuchają poduszki. Obkrecac nas po raz kolejny. Wkoncu znajdujemy się z powrotem na 3 pasie. Nikomu nic się nie stało. Ani mi ani kierującemu mężowi. Także siedzącej z tyłu po prawej stronie mojej siostrze. Wszystkie samochody zwalniają, zatrzymują się na światłach awaryjnych na pierwszym i drugim pasie. Za nami na pasie 3 nic już nie jedzie. W aucie pojawia się dym, który poparzyl ręce kierowcy. Zdając sobie sprawę ze mamy cały bak paliwa podejmujemy odruchowo decyzję o opuszczeniu pojazdu. Upewnilamy się ze droga wolna i wychodzimy. (Chcieliśmy schronić się za betonowa barierke do czadu przyjazdu policji) juz prawie nam się udało gdy (jak mniemam) chcący uniknąć kroku kierowca wyskakuje na 3 pasie. Jechal z niesamowitą prędkością. Potraca moja siostre i mnie zaczepia lusterkiem. Ja odleciałam na środek autostrady natomiast ona ginie jego przedniej szybie. Jego auto zatrzymuje się 200 metrów od nas.!!!
Samochód który zajechał nam drogę jak się później okazało nie włączył świateł awaryjnych i nie zwolnił na autostradzie, ani też się na niej nie zatrzymał by udzielić nam pomocy. (A wszystko widzi w lusterku jak później sam zeznań na policji). Zjeżdża dopiero na stacji benzynowej i sprawdza czy faktycznie nasze pojazdy się dotknęły. Na jego samochodzie jak się okazuje nie ma żadnego śladu. Dopiero wtedy dzwoni na policję i informuje o wypadku. Następnie jedzie do domu i dopiero po rozmowie z zona jedzie na policję zgłosić się jak sam to podkreśla jako świadek a nie sprawca! Policja widzi jego zdenerwowanie które jako na świadka jest zbyt intensywne. Jednak on twierdzi ze to my chcieliśmy zjechać na jego pas i wpadliśmy w poslizg(na suchej powierzchni).
Do tej pory prokuratura nie rozpoczęła dochodzenia w jego sprawie.
Natomiast po rekonstrukcji wypadku (bez naszego udzialu) uznaje ze kierowca który zabił moja siostre poprostu nie miał szans wyhamowanią! I ze jechał tylko 140km/h. (W takim razie dlaczego wyhamowal tak daleko? ) nie widział nas(światła awaryjne były włączone w naszym aucie) i nie widział stojących aut na 2 i 1 pasie z włączonymi światłami awaryjnymi. Przeciwko niemu chcą umorzyć śledztwo! !!!

Pojawia się więc pytanie kto zawinił? Dla nas odpowiedz jest prosta. Jednak nikt nie chce ponieść odpowiedzialności. Mój stan po wypadku był ciężki. Złamana kość piszczelowa i strzałów w stawie skokowym. Po operacji mam założone metalowe blachy i 7 śroby w środku. Biodro złamane w wielu miejscach. Miednica w kawałkach. Długie miesiące cierpienia i bólu Za mną. Ale długotrwała i kosztowna rehabilitacja wciąż trwa. Dotego uraz psychiczny... dodam tylko ze mam 22 lata...

Czy mam szanse na jakiekolwiek odszkodowanie?
Bo patrząc na to co się dzieje to tracę juz nadzieję...
 
Na obecna chwile odszkodowanie co najwyzej z wlasnego ubezpieczenia lub NNW.
Zreszta sprawa tak skomplikowana, ze bez adwokata to z samym forum prawnym nic nie zdzialacie.

A droga hamowania ze 140kmh wynosi wlasnie 200m i latwo do sprawdzenia na ogolno dostepnych kalkulatorach w internecie.
 
Powrót
Góra