M
MisiekA
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2009
- Odpowiedzi
- 3
Witam serdecznie wszystkich użytkowników tego forum i uprzejmie proszę o opinie/pomoc kogoś znającego się na rzeczy w sprawie, którą opisuję poniżej.
A mianowicie jakiś czas temu byłem z kolegą na imprezie, na której oczywiście spożywaliśmy alkohol. Po wyjściu z lokalu (kolega wyszedł pierwszy) zobaczyłem, że mój znajomy z kimś się kłóci i chyba mu nerwy puściły (w tamtym czasie zerwała z nim dziewczyna z która był 6 lat) uderza w twarz tamtą osobę. Ja włączyłem się w całą sprawę właśnie w tym momencie bo wychodziłem z klubu. Dosłownie sekundę później stojący po mojej prawej kolega poszkodowanego złapał mnie za rękę czy szturchnął (nie pamiętam, ale teraz już wiem, że na pewno nie chciał mnie uderzyć) na co ja odpowiedziałem dwoma (właściwie nie wiem jak to nazwać, bo go nie trafiłem a tylko zahaczyłem) uderzeniami w twarz nie wyrządzając mu żadnej szkody. Zobaczyłem, że człowiek ten wcale nie chciał mnie uderzyć, bo nawet nie próbował mi oddać. Zreflektowałem się, że chyba źle odczytałem sytuację i po prostu stamtąd odeszliśmy i tyle. Rano wiadomo... kac, kumpel załamany, to dobry chłopak i następnego dnia było mu szalenie przykro za to co zrobił, prawie mi się do słuchawki popłakał, mi oczywiście też, bo jako,że sam zostałem kiedyś dotkliwie pobity wiem jakie może to być uczucie, ale tak jak napisałem, żadnej szkody temu drugiemu chłopakowi nie wyrządziłem, bo widziałem. Chłopak, który dostał od mojego kolegi, był natomiast chyba w gorszym stanie bo trzymał się za nos i choć krew mu nie leciała obawiam się, że mogło stać mu się coś poważniejszego, np. złamanie nosa (z lektury forum wiem, że najogólniej rzecz ujmując złamanie bez przemieszczenia lekarze najczęściej kwalifikują do 7 dni, a z przemieszczeniem >7).
Moje pytanie: Jak wygląda kwestia mojego udziału w całym zajściu? Co może ewentualnie grozić koledze to wiem z lektury forum. Co jeśli poszkodowany zgłosi sprawę na policję albo pójdzie do lekarza a ten wyda zaświadczenie i urazie powyżej 7 dni? Mowa tu oczywiście cały czas o moim koledze i chłopaku, którego uderzył. Swoją część jakby pomijam gdyż mimo "uderzenia" tego kolegi poszkodowanego nie miał on żadnego śladu, bo najnormalniej na świecie nie jestem dobry w te klocki i na moje szczęście uderzyłem go nieudolnie, ale widziałem zajście i teoretycznie brałem udział w bójce, chociaż jak dla mnie to nie była bójka (trwało to może 30 sekund).
Cała sytuacja miała miejsce w tym roku i właściwie nie wiem, co się dzieje, my tamtych nie znaliśmy, oni nas też, ale to jakby jest mało istotne, bo ani mój kolega ani ja nie jesteśmy zwierzętami i kac moralny pozostaje. Ponawiam więc pytanie: Jak wygląda cała sprawa dla mnie jeśli doszłoby do rozprawy a prokurator oparłby akt oskarżenia na urazach chłopaka, którego uderzył mój kolega? Czy mi także mogłyby zostać postawione zarzuty?
P.S. Żaden z nas nigdy nie był karany.
Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedź
A mianowicie jakiś czas temu byłem z kolegą na imprezie, na której oczywiście spożywaliśmy alkohol. Po wyjściu z lokalu (kolega wyszedł pierwszy) zobaczyłem, że mój znajomy z kimś się kłóci i chyba mu nerwy puściły (w tamtym czasie zerwała z nim dziewczyna z która był 6 lat) uderza w twarz tamtą osobę. Ja włączyłem się w całą sprawę właśnie w tym momencie bo wychodziłem z klubu. Dosłownie sekundę później stojący po mojej prawej kolega poszkodowanego złapał mnie za rękę czy szturchnął (nie pamiętam, ale teraz już wiem, że na pewno nie chciał mnie uderzyć) na co ja odpowiedziałem dwoma (właściwie nie wiem jak to nazwać, bo go nie trafiłem a tylko zahaczyłem) uderzeniami w twarz nie wyrządzając mu żadnej szkody. Zobaczyłem, że człowiek ten wcale nie chciał mnie uderzyć, bo nawet nie próbował mi oddać. Zreflektowałem się, że chyba źle odczytałem sytuację i po prostu stamtąd odeszliśmy i tyle. Rano wiadomo... kac, kumpel załamany, to dobry chłopak i następnego dnia było mu szalenie przykro za to co zrobił, prawie mi się do słuchawki popłakał, mi oczywiście też, bo jako,że sam zostałem kiedyś dotkliwie pobity wiem jakie może to być uczucie, ale tak jak napisałem, żadnej szkody temu drugiemu chłopakowi nie wyrządziłem, bo widziałem. Chłopak, który dostał od mojego kolegi, był natomiast chyba w gorszym stanie bo trzymał się za nos i choć krew mu nie leciała obawiam się, że mogło stać mu się coś poważniejszego, np. złamanie nosa (z lektury forum wiem, że najogólniej rzecz ujmując złamanie bez przemieszczenia lekarze najczęściej kwalifikują do 7 dni, a z przemieszczeniem >7).
Moje pytanie: Jak wygląda kwestia mojego udziału w całym zajściu? Co może ewentualnie grozić koledze to wiem z lektury forum. Co jeśli poszkodowany zgłosi sprawę na policję albo pójdzie do lekarza a ten wyda zaświadczenie i urazie powyżej 7 dni? Mowa tu oczywiście cały czas o moim koledze i chłopaku, którego uderzył. Swoją część jakby pomijam gdyż mimo "uderzenia" tego kolegi poszkodowanego nie miał on żadnego śladu, bo najnormalniej na świecie nie jestem dobry w te klocki i na moje szczęście uderzyłem go nieudolnie, ale widziałem zajście i teoretycznie brałem udział w bójce, chociaż jak dla mnie to nie była bójka (trwało to może 30 sekund).
Cała sytuacja miała miejsce w tym roku i właściwie nie wiem, co się dzieje, my tamtych nie znaliśmy, oni nas też, ale to jakby jest mało istotne, bo ani mój kolega ani ja nie jesteśmy zwierzętami i kac moralny pozostaje. Ponawiam więc pytanie: Jak wygląda cała sprawa dla mnie jeśli doszłoby do rozprawy a prokurator oparłby akt oskarżenia na urazach chłopaka, którego uderzył mój kolega? Czy mi także mogłyby zostać postawione zarzuty?
P.S. Żaden z nas nigdy nie był karany.
Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedź