A
Aspa0139
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 04.2014
- Odpowiedzi
- 8
Witam serdecznie!!!
Jak w temacie. Historia zaczyna się 22.04.14 tego dnia mój partner otrzymał telefon od jakiejś firmy o rozmowa o tym, ze jest jakiś dług. Po krótce bardzo miła pani powiedziała że jest 600 zł i ze może to zapłacić w dwóch ratach. On nie wiedząc o co chodzi powiedział, ze nie jest w stanie tyle płacić i stanęło na tym, że może być na trzy raty i pierwsza ma być spłacone do 25.04, że przyśle ugodę, którą należy podpisać i im odesłać. W sumie wszystko miało się opierać na tych dokumentach. Po zaczerpnięte wiedzy okazało się, że to jest przedawnienie (umowa provident z 2005 roku). Na drugi dzień zadzwoniliśmy do nich klejąc trochę głupa. Najpierw on się spytał z kiedy jest ten rzekomy dług, potem pani mówiła, że zostały wysłane dwa pisma, których on nie dostał. Ukrywała słowa ugoda, na co on powiedział twardo, że nie zawierał z nimi żadnej ugody po czym dał mi telefon, bo jestem bardziej w temacie. Od razu powiedziałam, że skoro to coś jest niby z 2005 roku to zgodnie z art118 kc jest przedawnione, nawet zacytowałam jej artykuł na co ona mnie upomniała żebym jej tego nie czytała i zaczęła bajkę, że nie znam go do końca bo dług nie znika i trzeba go spłacić itd. W końcu doszło do tego, ze sama mi kodeksowe regułami zaczęła mówić. Chciałam rozmawiać z kimś nad nią - nie jest to możliwe. Po moim stanowisku mila być przestała. Powiedziałam w nerwach, że skupują przedawnienie długi za grosze i szukają frajerów nie znających prawa. Upomnienie, żeby nie mówić o wszystkich tylko o tym konkretnym przypadku-zgodziłam się i w sumie do niczego nie doszliśmy nowego. Stawiałem przedawnienie, ona pytała o ugodę czy zrywamy (jaką ugodę moi kochani?) Bardzo się jej nie spodobało gazy spytałam o to czy rozmowy są nagrywanie. Odpowiedź tak są. To dlaczego nie zostałam o tym poinformowana, bo do celów szkoleniowych. I wyrwało mi się - szkoleniowych, to dla sądu żaden dowód. Pani oburzona totalnie, dla jakiego sądu?? Koniec końców znudziło się bezsensowne rozmowa, ale na koniec padło do mnie pytanie czy cofania ugodę. Powiedziałam tak. Dodam, że jasno było przedstawione stanowisko o rzekomej urodzie (kobieta nagminnie używała słowa ugoda) na początku rozmowy przez człowieka którego sprawa dotyczy. Ja generalnie nie mogę za niego podejmować decyzji, prawda? Następnego dnia poszło do nich pismo, ze zgodnie z art nie uznaje długu wobec provident z dnia... Oraz że nie zawierał żadnej rzekomej ugody. Dzisiaj przyszła pisemna ugoda z której można przeczytać, że została ona zawarta w dn 22 kwietnia(pierwsza rozmowa tel) kwoty, cesja itd. I nasuwa się milion pytań. Czy przejmować się tym wszystkim, tym pismem. Czy gdzieś został przerwany bieg przedawnienia, czy nie ma się czym martwić i czekać na coś z sądu. Wiem, że stosują rożne straszaki, ale te pisma tak pięknie wyglądają, że mogą człowieka ogłupić, który nie zna ich metod. Proszę Was o pomoc, podpowiedzcie coś mądrego odnośnie tej całej sytuacji. Co robić? Czy gdzieś był popełniony błąd w rozmowach.
Liczę na szybki dobre słowo i pozdrawiam serdecznie.
Jak w temacie. Historia zaczyna się 22.04.14 tego dnia mój partner otrzymał telefon od jakiejś firmy o rozmowa o tym, ze jest jakiś dług. Po krótce bardzo miła pani powiedziała że jest 600 zł i ze może to zapłacić w dwóch ratach. On nie wiedząc o co chodzi powiedział, ze nie jest w stanie tyle płacić i stanęło na tym, że może być na trzy raty i pierwsza ma być spłacone do 25.04, że przyśle ugodę, którą należy podpisać i im odesłać. W sumie wszystko miało się opierać na tych dokumentach. Po zaczerpnięte wiedzy okazało się, że to jest przedawnienie (umowa provident z 2005 roku). Na drugi dzień zadzwoniliśmy do nich klejąc trochę głupa. Najpierw on się spytał z kiedy jest ten rzekomy dług, potem pani mówiła, że zostały wysłane dwa pisma, których on nie dostał. Ukrywała słowa ugoda, na co on powiedział twardo, że nie zawierał z nimi żadnej ugody po czym dał mi telefon, bo jestem bardziej w temacie. Od razu powiedziałam, że skoro to coś jest niby z 2005 roku to zgodnie z art118 kc jest przedawnione, nawet zacytowałam jej artykuł na co ona mnie upomniała żebym jej tego nie czytała i zaczęła bajkę, że nie znam go do końca bo dług nie znika i trzeba go spłacić itd. W końcu doszło do tego, ze sama mi kodeksowe regułami zaczęła mówić. Chciałam rozmawiać z kimś nad nią - nie jest to możliwe. Po moim stanowisku mila być przestała. Powiedziałam w nerwach, że skupują przedawnienie długi za grosze i szukają frajerów nie znających prawa. Upomnienie, żeby nie mówić o wszystkich tylko o tym konkretnym przypadku-zgodziłam się i w sumie do niczego nie doszliśmy nowego. Stawiałem przedawnienie, ona pytała o ugodę czy zrywamy (jaką ugodę moi kochani?) Bardzo się jej nie spodobało gazy spytałam o to czy rozmowy są nagrywanie. Odpowiedź tak są. To dlaczego nie zostałam o tym poinformowana, bo do celów szkoleniowych. I wyrwało mi się - szkoleniowych, to dla sądu żaden dowód. Pani oburzona totalnie, dla jakiego sądu?? Koniec końców znudziło się bezsensowne rozmowa, ale na koniec padło do mnie pytanie czy cofania ugodę. Powiedziałam tak. Dodam, że jasno było przedstawione stanowisko o rzekomej urodzie (kobieta nagminnie używała słowa ugoda) na początku rozmowy przez człowieka którego sprawa dotyczy. Ja generalnie nie mogę za niego podejmować decyzji, prawda? Następnego dnia poszło do nich pismo, ze zgodnie z art nie uznaje długu wobec provident z dnia... Oraz że nie zawierał żadnej rzekomej ugody. Dzisiaj przyszła pisemna ugoda z której można przeczytać, że została ona zawarta w dn 22 kwietnia(pierwsza rozmowa tel) kwoty, cesja itd. I nasuwa się milion pytań. Czy przejmować się tym wszystkim, tym pismem. Czy gdzieś został przerwany bieg przedawnienia, czy nie ma się czym martwić i czekać na coś z sądu. Wiem, że stosują rożne straszaki, ale te pisma tak pięknie wyglądają, że mogą człowieka ogłupić, który nie zna ich metod. Proszę Was o pomoc, podpowiedzcie coś mądrego odnośnie tej całej sytuacji. Co robić? Czy gdzieś był popełniony błąd w rozmowach.
Liczę na szybki dobre słowo i pozdrawiam serdecznie.