Umowa najmu mieszkania.

  • Autor wątku Autor wątku Ship girl
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
S

Ship girl

Nowy użytkownik
Dołączył
01.2016
Odpowiedzi
4
Witam serdecznie.
W kwietniu tamtego roku podpisałam z chłopakiem (niemcem)umowę najmu mieszkania w Wolfenbüttel w Niemczech. Kontrakt o wynajem podpisalismy wspolnie.Z racji tego ze nie pracowalam z chlopakiem mieliśmy umowę, iż koszty poniesione za opłaty związane z wynajmem bierze on na siebie (umowa ustna). Właśnie postanowiliśmy się roztać i tu pojawia się problem, ponieważ mój chłopak szantażuje mnie,że jeśli nie oddam mu połowy czynszu za ostania rok pozwie mnie do sądu..Czy może tak zrobic? I czy ma szansę na wygraną? Problem w tym iż nie znam niemieckiego prawa. Bardzo prosiłabym o poradę w tym zakresie
 
Ostatnia edycja:
Jeśli jest i było tak jak piszesz, to on nie ma zbyt dużych szans na wygranie tej sprawy. To on musiałby udowodnić, że zobowiązałaś się wówczas, tzn. przy wspólnym najęciu tego mieszkania, że w przyszłości zwrócisz mu połowę kosztów od wpoczątku najmu, czyli wstecznie. Natomiast tej ustnej umowy, o której tu napisałaś, nie musisz udowadniać. Jeśli bowiem przed sądem będzie bezsporne, że w chwili zawarcia tej umowy najmu tylko on był w stanie te koszty ponosić, to absolutnie niewiarygodne będzie jego twierdzenie, że jakoby Ty także miałaś te koszty od początku najmu ponosić. To przecież było niemożliwie, o czym on zawierając tę umowę wiedział. Jeśli zaś będzie twierdził, że wprawdzie z braku dochodów po Twojej stronie tylko on te koszty ponosił, co było oczywiste, to jednak zobowiązałaś się do zwrotu połowy kosztów w przyszłości. Jeśli tak będzie twierdził, to on będzie musiał udowodnić, że przyjęłaś na siebie takie zobowiązanie, tzn. przyrzekłaś mu zwrot połowy tych kosztów. To czy on takie Twoje przyrzeczenie udowodni, czy nie, to już zupełnie inna sprawa. Dowodem może być także zeznanie jakiegoś świadka. On sam nie jest żadnym świadkiem, bo jest stroną sporu. A zatem: Nie powinnaś się obawiać jakiejś przegranej przed sądem; najwyżej będzie Ci nerwy psuł tymi swoimi groźbami.
 
Ostatnia edycja:
Witam. Bardzo dziękuję za odpowiedź. Zastanawia mnie tylko fakt czy może powołać się na tak zwany regres opłat..Mój chłopak powołuje się na mój podpis na umowie i twierdzi,że w sprawach spornych sąd orzeka w takich sprawach równy udział w opłatach czyli należy mu się moja połowa..twierdzi też iż umowa ustna jest niemożliwa do udowodnienia a liczy się co jest na papierze. Sama już nie wim co zrobić, a nieznajomość prawa niemieckiego napawa mnie wątpliwościami. Zastanawia mnie również fakt czy istotne jest, iż obecnie pracuje (nie na terenie Niemiec) ?
 
Oczywiście, że wobec wynajmującego jesteś obok Twojego chłopaka dłużnikiem solidarnym z tytułu czynszu i opłat za mieszkanie; wynajmującego nie ochodzi, jaki był albo jest układ pomiędzy Wami. Stosunek prawny pomiędzy Wami, a wynajmującym, czyli Was obojgiem, jako dłużnikami wynajmującego i samym wynajmującym, to jedna sprawa. A Wasz wewnętrzny układ, to zupełnie inna sprawa. Oczywiście, że jeśli jeden z dłużników solidarnych (jakim są obydwaj najemcy) ureguluje dług sam, bez udziału drugiego dłużnika, to przysługuje mu prawo regresu wobec drugiego dłużnika o zwrot połowy tego, co uregulował za obydwu. Taka zasada prawny wynika z § 426 BGB (BGB to skrót od Bürgerliches Gesetzbuch, czyli niem. kodeks cywilny). Może być jednak tak, że ten obowiązek wyrównania tego, co drugi za dwoje zapłacił, czyli ten regres, może być wyłączony. I teraz przejdźmy do Twojego przypadku, który wygląda tak: Razem we dwoje podpisujecie umowę najmu mieszkania. W chwili podpisywania umowy nie masz dochodu i wiadomo, że nie będziesz mogła partycypować w czynszu i opłatach za mieszkanie. Chłopak wie o tym i godzi się na to, że ten czynsz płacił będzie sam; i nic więcej nie jest powiedziane. W takim razie powstaje pytanie, czy Ty, teraz zobowiązana jesteś, wyrównać mu wstecz tę przypadającą na Ciebie część czynszu i kosztów mieszkania? Otóż to prawo regresu, czyli żądania wyrównania za okres wsteczny, przysługiwałoby mu tylko wtedy, jeśli wówczas, tzn. na początku, było to konkretnie i jasno zastrzeżone. I to on, Twój chłopak, musiałby udowodnić, że właśnie w ten sposób się z Tobą umawiał, czyli że uzgodnione było: "Tak, będę płacił czynsz i opłaty sam, bo ty teraz nie masz dochodów i pieniędzy, ale pamiętaj, że masz mi to za cały okres zwrócić, jeśli tylko dojdziesz do pieniędzy.". Była taka umowa? Było takie uzgodnienie? Jeśli on będzie twierdził, że tak, że właśnie to zostało uzgodnione, to on, podkreślam on, będzie musiał udowodnić, że właśnie tak umówiliście się. Jeśli tego nie udowodni, sprawę przegra. Podobnych spraw jest wiele, bo pary się rozchodzą, a sprawy identyczne jak ta, trafiają do sądów, a sądy rozstrzygają je wg. tego schematu, jak wyjaśniłem to wyżej.
 
Jeszcze raz bardzo dziękuję za wyczerpującą odpowiedz. Zadłużenia względem osoby wynajmujacej mieszkanie nie ma i nigdy nie było..faktycznie sprawa odnosi się tylko i wyłącznie do naszych prywatnych rozliczeń. Nigdy nie podpisywałam lub nie obiecywałam równego partycypowania w kosztach nawet w sytuacji znalezienia pracy. Ale to znowu jedynie słowo przeciwko słowu. I jego linia ataku polega właśnie na tym iż słowo jest słowem a podpis na umowie najmu podpisem wiążącym mnie do spłaty jego połowy. Przykry natomiast jest fakt jak ludzie zmieniają się pod wpływem pieniędzy.
 
W sprawach cywilnych w sytuacjach, kiedy - jak napisałaś - "słowo jest przeciwko słowu", decyduje tzw. ciężar dowodu; innymi słowy, kto, komu i co ma udowodnić. Już w bardzo dawnych czasach, w starożytnym Rzymie, ustalono, zasadę, że "ei incubit probatio, qui dicit, non qui negat", co po polsku oznacza "Ten ma udowodnić, kto twierdzi, a nie ten, kto zaprzecza". Jeśli zatem Twój chłopak uważa, że przysługuje mu prawo regresu jeśli chodzi o połowę zapłaconego za obojga czynszu, to musi swoje prawo udowodnić. Musi mianowicie udowodnić, że na początku umówiliście się, że połowę wyłożonych na bieżący czynsz pieniędzy mu zwrócisz. Jeśli poda Cię do sądu o tę połowę zapłaconego w przeszłości czynszu, to sąd pouczy go, że skoro na początku godził się na to, że będzie płacił sam, bo Ty nie miałaś dochodów, to czy zastrzegł sobie, że w przyszłości masz mu tę połowę zwrócić. Jeśli będzie tweirdził, że tak było, to on ma to udowodnić. Jeśli udowodni, to przegrasz, jeśli nie udowodni to wygrasz. Miejmy nadzieję, że Cię nigdzie nie pozwie, a narazie czuje się po prostu kopnięty, bo go nie chcesz. Jak mu ból przejdzie trochę, to może przypomni sobie, że jest gentleman-em, i zapomni ten swój "regres".
 
Mówiąc szczerze przeraża mnie ta cała sytuacja, ale mam dobrą nauczkę na przyszłość, żeby nie ufać ludziom bo jak jest dobrze to jest dobrze a jak nie to nóż w plecy. Chciałabym rozwiązać sprawę polubownie zostawiając mu meble za które w połowie płaciłam, podłogi i tapety, za które ja płaciłam w całości..jako moje ryzyko wniesione w związek..ale jemu wciąż mało i chce dopłaty. Nie chciałabym wylewać naszych spraw prywatnych przed sądem..
Jeszcze raz dziękuję za porady, które dają mi pogląd jak odnieść się do sprawy.
 
Powrót
Góra