Umowa o pracę na pół etatu a płatność za pełen etat - biuro rachunkowe a rodzina

  • Autor wątku Autor wątku Beata.be
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
B

Beata.be

Nowy użytkownik
Dołączył
09.2019
Odpowiedzi
24
Od roku 1998 pracowałam w szkole na pełen etat. Za namową byłego męża zatrudniła mnie w roku 2009 jego mama - zrezygnowałam z pracy w szkole (chciałam Wam to napisać, abyście nie pomyśleli sobie, że byłam wcześniej osobą bezrobotną).

Moja była teściowa prowadziła i prowadzi biuro rachunkowe, dobrze znane i szanowane w pewnym województwie. W latach 2009-2011 zatrudniała mnie na podstawie umowy o pracę na pół etatu (pracowałam i tak 8 godzin). Jednocześnie wpłacała na konto wspólne moje i mojego męża kwotę równą lub większą pełnemu etatowi. O wysokości wpłat na nasze konto dowiedziałam się dopiero w trakcie sprawy rozwodowej, gdy zażądałam od męża hasła dostępu do konta (wiem, że pewnie dla niektórych z Was to zabawne).

Żeby wyprzedzić ewentualne komentarze dlaczego o tym teraz piszę, to chcę uczciwie powiedzieć, że zostałam zwolniona przez teściową w 2012 roku po rozwodzie. Pisząc do Was mam nadzieję, że może ktoś uwierzy, że nie miałam pojęcia jaką kwotę teściowa przelewała na nasze konto, choć to pewnie nie ma znaczenia, bo niewiedza nie zwalnia z niczego. Pracowałam u niej pełne 8 godzin, a obudziłam się dopiero teraz po latach i tylko dlatego, że zdałam sobie sprawę, że zostałam oszukana, kiedy otrzymałam informację z ZUS z wyliczeniem świadczeń emerytalnych, między innymi za ten okres.

W związku z powyższym:
Czy moja teściowa, jako właściciel biura rachunkowego, złamała prawo wypłacając na nasze konto dwukrotną kwotę wypłaty?

Jeśli tak, to czy fakt, że cała sytuacja miała miejsce w latach 2009-2011 oznacza, że nikt nie poniesie z tego powodu konsekwencji?

I w jaki sposób udowodnić powyższe? Kwoty przez pracodawcę były przelewane na konto w 2 ratach - bank BPH już nie istnieje. Ja sama nie miałam dostępu do wspólnego konta męża i mojego - wiem, że nie zwalnia mnie to z odpowiedzialności.

I w końcu czy radzicie mi przyjąć to na przysłowiową "klatę" czy jednak "trochę zawalczyć".
 
Mówisz o kwestii formalnej i masz rację, jako współwłaściciel konta jak najbardziej miałam do niego dostęp.

Czym innym jest jednak kwestia formalna, a czym innym zasady panujące w domu. Ja nawet nie miałam swojej karty, pieniądze na zakupy od męża dostawałam do tzw. ręki. Zdaję sobie sprawę z tego, że cała ta sytuacja toczyła się za moim przyzwoleniem i akceptacją i wiem, że świadczy to o moim całkowitym braku odpowiedzialności i wyobraźni. O faktyczny dostęp do konta zadbałam dopiero w trakcie sprawy rozwodowej i np. dopiero wtedy dowiedziałam się, że mamy debet. Dowiedziałam się również, że od bardzo długiego czasu wypłaty byłego męża przestały wpływać na to konto. Dowiedziałam się również wielu innych rzeczy, jak również tego, że na naszym - jak dotąd sądziłam - jedynym koncie nie zostało praktycznie nic.

Co istotne, przed sprawą rozwodową teściowa wpłacała moją wypłatę na ww. konto. W trakcie sprawy rozwodowej wypłatę od niej nagle zaczęłam dostawać do ręki - nie na konto (już w prawidłowej kwocie).

Janusz.C.M. - uwierz mi, że są rodziny, w których mimo wspólnego konta - konto to kontroluje tylko i wyłącznie jeden ze współmałżonków, chociaż to chwały drugiemu nie przynosi. Pisząc pierwszy post w tym temacie nie odżegnywałam się od odpowiedzialności - brak wiedzy od niej nie zwalnia.
W trakcie rozwodu, mając już faktyczny dostęp do konta, dowiedziałam się, że moje wcześniejsze wypłaty przelewane na nasze konto przez teściową wpływały znacznie wyższe niż kwota wykazana w umowie o pracę. Wówczas w ogóle nie przywiązywałam do tego wagi. Jak napisałam wcześniej, faktycznie pracowałam u niej w wymiarze 8 godzin, nie jak na umowie o pracę na pół etatu. Zdałam sobie sprawę z tego co to wszystko oznacza dopiero teraz.

Ponawiam zatem pytania zawarte w moim pierwszym tu poście.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra