E
EndrjuCB
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 02.2010
- Odpowiedzi
- 15
Witam. Jestem nowy na forum i bardzo potrzebuję od Państwa pomocy w opisanej poniżej szczegółowo sprawy. Bardzo proszę jeżeli ktoś orientuje się w sprawach i "regulaminie" Urzędu Pracy o przeczytanie całości mojej sprawy. Będę bardzo Wam wdzięczny jeżeli otrzymam jakąkolwiek informacje.
Od kilku lat starałem się w PUP o dofinansowanie Prawa Jazdy kat. C. Za każdym razem, chodziłem do Pani X i byłem ustnie informowany, że nie ma pieniędzy. Jednak pewnego dnia po informacji od Pani X o braku funduszy następnego dnia odbyło się grupowe szkolenie Prawo jazdy kat. C. Nie chciałem zostawić tak tej sprawy więc zacząłem dzwonić i jeździć do innych Urzędów i dowiadywać się jakie mam prawa. W innych PUP jako obcy człowiek dostałem bardzo wiele istotnych informacji. Jedna z nich była najbardziej przydatna "sprawy urzędowe załatwia się na piśmie a nie tak jak Pan to robi na m....".
Pierwsza sytuacja:
Napisałem podanie o sfinansowanie kursu na Prawo jazdy kat. C. Pracodawca zadeklarował, że zatrudni mnie na okres przynajmniej 1 rok. Wszystko było pięknie, czekałem na odpowiedź aż do momentu gdy zadzwonił telefon. Dzwoniła oczywiście Pani X i krzyczała (dosłownie), że nie dostanę tych pieniędzy, że nie należą mi się i mam szybko przyjść do urzędu bo jest oferta pracy dla mnie (umowa zlecenie na 1 miesiąc, ale wiedziałem, ze nie aktualna bo 6 dni wcześniej dzwoniłem). Powiedziałem, że nie przyjdę i proszę nie krzyczeć tylko odpisać mi pozytywnie lub negatywnie na moje pismo. Nadal były krzyki, że na 100% dostanę negatywną odpowiedź bo nie należą mi się te pieniądze. Jednak bieg wydarzeń odmienił się gdy na koniec rozmowy powiedziałem, że w Wojewódzkim Urzędzie Pracy dowiedziałem się zupełnie czegoś innego. Pani się rozłączyła. Za ok. 2-3 dni Pani X znów zadzwoniła i pogratulowała mi, że dostałem pieniążki na kurs.
Druga sytuacja:
Poszedłem do PUP o sfinansowanie "Kursu Kwalifikacji Wstępnej" (bo niestety pracodawca nie może mnie legalnie zatrudnić bez tego kursu). Oczywiście byłem obsłużony "znakomicie" jak w sytuacji powyżej. Powiedziałem wtedy, że raz w roku należy mi się jakiś kurs jako bezrobotnemu. To wtedy zaczęły się rozmowy z podniesionym głosem (o dziwo nie krzykiem), że nie dostanę tych pieniążków ponieważ nie podjąłem zadeklarowanej pracy po odbyciu wcześniejszego kursu. Zadzwoniłem do osoby, która pomogła mi we wcześniejszej sprawie i dokładnie opowiedziałem o mej sprawie (wszystkie szczegóły) i zostałem poinformowany, że nie ma żadnych przeciwwskazań abym nie otrzymał dofinansowania. Wysłałem więc znowu list i czekam na odpowiedź.
W dodatku udało mi się uzyskać informacje o osobach (znajomi, rodzina), które mają wiele kursów, których nigdy nie wykorzystali do pracy. Udało mi się uzyskać również informacje o jednej "perełce", która pracuje a wysyłana jest na szkolenia przeznaczone dla osób bezrobotnych. Mam też informacje o firmach, w których "pracują" na stażu (staż, przygotowania zawodowe, prace interwencyjne) znajomi Pani X. Jednak żadna z tych osób nie odwiedza miejsca pracy, a pieniążki dostaje.
I pytania jakie mam do Państwa to:
1. Co zrobić jeżeli Pani X znów zadzwoni z krzykiem i zacznie mnie "straszyć, że nie dostanę pieniędzy" itp.?
2. Gdzie mogę w razie czego napisać odwołanie?
3. Czy informacje o osobach (z wieloma kursami, stażami) przydadzą mi się w odwołaniu lub w skardze do Inspekcji Pracy?
4. Co mogę zrobić aby mimo wszystko nie dostać negatywnej odpowiedzi (ponieważ pracodawca nie będzie czekał na mnie w nieskończoność)?
Z góry dziękuję za jakiekolwiek informacje. Naprawdę będę bardzo wdzięczny jeśli ktoś mi pomoże. Pozdrawiam.
Od kilku lat starałem się w PUP o dofinansowanie Prawa Jazdy kat. C. Za każdym razem, chodziłem do Pani X i byłem ustnie informowany, że nie ma pieniędzy. Jednak pewnego dnia po informacji od Pani X o braku funduszy następnego dnia odbyło się grupowe szkolenie Prawo jazdy kat. C. Nie chciałem zostawić tak tej sprawy więc zacząłem dzwonić i jeździć do innych Urzędów i dowiadywać się jakie mam prawa. W innych PUP jako obcy człowiek dostałem bardzo wiele istotnych informacji. Jedna z nich była najbardziej przydatna "sprawy urzędowe załatwia się na piśmie a nie tak jak Pan to robi na m....".
Pierwsza sytuacja:
Napisałem podanie o sfinansowanie kursu na Prawo jazdy kat. C. Pracodawca zadeklarował, że zatrudni mnie na okres przynajmniej 1 rok. Wszystko było pięknie, czekałem na odpowiedź aż do momentu gdy zadzwonił telefon. Dzwoniła oczywiście Pani X i krzyczała (dosłownie), że nie dostanę tych pieniędzy, że nie należą mi się i mam szybko przyjść do urzędu bo jest oferta pracy dla mnie (umowa zlecenie na 1 miesiąc, ale wiedziałem, ze nie aktualna bo 6 dni wcześniej dzwoniłem). Powiedziałem, że nie przyjdę i proszę nie krzyczeć tylko odpisać mi pozytywnie lub negatywnie na moje pismo. Nadal były krzyki, że na 100% dostanę negatywną odpowiedź bo nie należą mi się te pieniądze. Jednak bieg wydarzeń odmienił się gdy na koniec rozmowy powiedziałem, że w Wojewódzkim Urzędzie Pracy dowiedziałem się zupełnie czegoś innego. Pani się rozłączyła. Za ok. 2-3 dni Pani X znów zadzwoniła i pogratulowała mi, że dostałem pieniążki na kurs.
Druga sytuacja:
Poszedłem do PUP o sfinansowanie "Kursu Kwalifikacji Wstępnej" (bo niestety pracodawca nie może mnie legalnie zatrudnić bez tego kursu). Oczywiście byłem obsłużony "znakomicie" jak w sytuacji powyżej. Powiedziałem wtedy, że raz w roku należy mi się jakiś kurs jako bezrobotnemu. To wtedy zaczęły się rozmowy z podniesionym głosem (o dziwo nie krzykiem), że nie dostanę tych pieniążków ponieważ nie podjąłem zadeklarowanej pracy po odbyciu wcześniejszego kursu. Zadzwoniłem do osoby, która pomogła mi we wcześniejszej sprawie i dokładnie opowiedziałem o mej sprawie (wszystkie szczegóły) i zostałem poinformowany, że nie ma żadnych przeciwwskazań abym nie otrzymał dofinansowania. Wysłałem więc znowu list i czekam na odpowiedź.
W dodatku udało mi się uzyskać informacje o osobach (znajomi, rodzina), które mają wiele kursów, których nigdy nie wykorzystali do pracy. Udało mi się uzyskać również informacje o jednej "perełce", która pracuje a wysyłana jest na szkolenia przeznaczone dla osób bezrobotnych. Mam też informacje o firmach, w których "pracują" na stażu (staż, przygotowania zawodowe, prace interwencyjne) znajomi Pani X. Jednak żadna z tych osób nie odwiedza miejsca pracy, a pieniążki dostaje.
I pytania jakie mam do Państwa to:
1. Co zrobić jeżeli Pani X znów zadzwoni z krzykiem i zacznie mnie "straszyć, że nie dostanę pieniędzy" itp.?
2. Gdzie mogę w razie czego napisać odwołanie?
3. Czy informacje o osobach (z wieloma kursami, stażami) przydadzą mi się w odwołaniu lub w skardze do Inspekcji Pracy?
4. Co mogę zrobić aby mimo wszystko nie dostać negatywnej odpowiedzi (ponieważ pracodawca nie będzie czekał na mnie w nieskończoność)?
Z góry dziękuję za jakiekolwiek informacje. Naprawdę będę bardzo wdzięczny jeśli ktoś mi pomoże. Pozdrawiam.