Urzędnik czy człowiek?

  • Autor wątku Autor wątku PLobywatel
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
P

PLobywatel

Użytkownik
Dołączył
06.2015
Odpowiedzi
238
Ostatnio nieco zachorowałem i siedząc w domu z nudów zacząłem przeglądać m.in. ten dział na forum, chociaż z reguły omijam go z daleka. Trafiłem na dyskusję
https://forumprawne.org/hydepark/836250-jest-obowiazek-prawny-mowienia-dziekuje-dzien-dobry.html

Wszyscy tam skupili się na wątku kultury osobistej. Nie chcę rozkręcać tamtego tematu, ale na jego kanwie zacząłem się zastanawiać gdzie właściwie jest granica między urzędnikiem / funkcjonariuszem a człowiekiem. Wiem że nie brzmi to najlepiej ale to w sumie ciekawe zagadnienie. Wiadomo, że urzędnik to też człowiek. Ale z drugiej strony czy jako urzędnik może sobie pozwolić na pewne wypowiedzi, komentarze czy opinie do których niewątpliwie jako człowiek ma prawo. Czy raczej powinien być „bezemocjonalnym automatem” działającym wyłącznie na podstawie przepisów prawa (art. 6 kpa) a swoje osobiste poglądy i opinie zostawić w domu. W tamtej przywołanej dyskusji padło pytanie o „dzień dobry”. Ale potrafię sobie wyobrazić tysiące innych analogicznych sytuacji. Zostawmy kwestię kultury. Oczywiście nie ma podstawy prawnej aby organ żądał o obywatela przywitania z jego przedstawicielem. A jednak takie żądanie padło. Pytanie czy było to żądanie organu wyrażone przez jego przedstawiciela czy człowieka? Jeśli organu to było bezprawne, jeśli człowieka to dopuszczalne i nawet uzasadnione. Tamta sytuacja jest zbyt absurdalna aby wokół robić zamieszanie, ale problem ogólny pozostaje. Gdzie jest granica? Czy urzędnik może np. prowadzić dyskusje światopoglądową albo udzielać porad czy pouczeń w sprawach nie wynikających wprost z wykonywanej czynności administracyjnej? Czy może komentować, co on prywatnie myśli? Niewątpliwie jako człowiek to wszystko może. Ale jako urzędnik chyba już powinien się mocno ograniczyć. Pytanie jak mocno?
 
Odpowiem krótko: urzędnik powinien wykazywać się i kompetencjami, i kulturą, a jednocześnie działać zgodnie z przepisami/procedurą, a swoje prywatne opinie i przemyślenia zostawić - przynajmniej w godzinach pracy - dla siebie.
 
Urzędnik wykonuje tylko polecenia przełożonego, niby zgodnie z prawem, ale zawsze na korzyść urzędu. Moim zdaniem rzadko się zdarza, żeby urzędnik załatwił sprawę na naszą korzyść, bo jesteśmy przystojni i kulturalni, pewnie się zdarza, ale to też w granicach prawa lub przy jakiś wieloletnich znajomościach. Możemy też trafić na świeżego pracownika urzędu, który zinterpretuje przepis na naszą korzyść, ale najczęściej później dostanie zjebkę od przełożonego i po jakim czasie zostanie uformowany
 
Ogólnie problem z urzędami w PL jest taki że prawo nie jest jasne (w dodatku mamy prawo teoretyczne - każdy przypadek rozpatrujemy indywidulanie) urzędnikowi nic nie grozi w takim przypadku za wydanie decyzji odmownej, natomiast za pozytywną i owszem (przekroczenie uprawnień, niegospodarność, tłumaczenie się przed kontrolą skarbową, wewnętrzną itp.) - więc urzędnik z założenia jest na nie, nawet jeśli są tylko cienie wątpliwości - albo na 100 wyroków pozytywnych jest jeden negatywny wyrok krzak sądu w Suwałkach(w podobnej sprawie).

Niestety pracę idą w kierunku odwrotnym niż powinny - jakiś czas temu wprowadzono odpowiedzialność majątkową urzędników, planuje się dalsze kary i ustawy obostrzające - ale nie tędy droga - to tylko pogłębi nastawienie urzędników na nie.
 
Bycie prawnikiem to trudny temat no nie?
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra