P
pawqo
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2017
- Odpowiedzi
- 6
Witam,
Dnia 28 stycznia 2019 roku, byłem sprawcą "uszkodzenia" pojazdu. Całe uszkodzenie polegało na głupim "żarcie" w którym wraz z kolegami oblepiliśmy śniegiem prywatne auto księdza. O głupim żarcie ksiądz powiadomił policje i oczekiwał przyznania się do winy. W międzyczasie wymuszał na nas przyznanie się do czynu, stwierdzeniami typu: "przyznajcie się bo będziecie mieli problemy w sądzie", "już nigdy nie pójdziecie na studia jak się przyznacie". Po kilku dniach wraz z kolegami przyznaliśmy się do głupiego wybryku. Także ksiądz powoływał się na nagrania kamer z przedszkola w którym pracuje. Na początku nagrania rzekomo, sprawdzała policja, lecz okazało się, że ksiądz po prostu "po znajomości" poprosił o podgląd do nagrań". Na nagraniach podobno było widać jednego z kolegów, który pod naciskiem przyznał się do winy. Wszystko wydawało się jasne, gdyż przyznaliśmy się do w.w uszkodzenia i teraz wystarczy tylko pokryć koszty naprawy. Wszystko zaczęło się komplikować jak wszystkim opadły emocje.
Dnia 28 lutego 2019 roku, podpisaliśmy wraz z kolegami "Oświadczenie sprawcy uszkodzenia pojazdu". Rzekomo dokument sporządzony przez policjanta prowadzącego całą sprawę. Jak potem się okazało, ksiądz takie pismo napisał sam. Kazał nam uzupełnić dokument danymi osobistymi, wraz z numerem seryjnym dowodu osobistego, ciągle powtarzając, że musimy to podpisać, bo jak nie to on całą sprawę zgłosi do sądu. Ze względu na to, że w tym czasie jeszcze byłem przed maturą, brałem pod uwagę to co wcześniej Pan ksiądz mówił (brak możliwości studiowania). Wszystko podpisaliśmy i oddaliśmy duchownemu.
Opis uszkodzenia pojazdu ksiądz wykonał sam, tak samo jak napisał samodzielnie pismo "Oświadczenia sprawcy uszkodzenia pojazdu". Uzgodniliśmy datę pokrycia wszystkich kosztów naprawy (19 czerwca 2019 roku). Gdzie umówiliśmy się z kolegami na rozłożenie równo kosztów i opłacenie szkody. Problem zaczyna się powiększać, gdyż ksiądz unika z nami rozmów, od kilku miesięcy informuje nas, że już za tydzień będzie miał fakturę. I tak mija już kilka miesięcy, a informacji brak.
Pytania:
Wiem, że za głupie czyny trzeba odpowiadać. Lecz mamy wątpliwości, czy ksiądz może nie chce nas oszukać i wyłudzić od nas pieniędzy.
Poniżej udostępniam dokument, który podpisaliśmy 28 lutego 2019 roku.
Pozdrawiam!
Dnia 28 stycznia 2019 roku, byłem sprawcą "uszkodzenia" pojazdu. Całe uszkodzenie polegało na głupim "żarcie" w którym wraz z kolegami oblepiliśmy śniegiem prywatne auto księdza. O głupim żarcie ksiądz powiadomił policje i oczekiwał przyznania się do winy. W międzyczasie wymuszał na nas przyznanie się do czynu, stwierdzeniami typu: "przyznajcie się bo będziecie mieli problemy w sądzie", "już nigdy nie pójdziecie na studia jak się przyznacie". Po kilku dniach wraz z kolegami przyznaliśmy się do głupiego wybryku. Także ksiądz powoływał się na nagrania kamer z przedszkola w którym pracuje. Na początku nagrania rzekomo, sprawdzała policja, lecz okazało się, że ksiądz po prostu "po znajomości" poprosił o podgląd do nagrań". Na nagraniach podobno było widać jednego z kolegów, który pod naciskiem przyznał się do winy. Wszystko wydawało się jasne, gdyż przyznaliśmy się do w.w uszkodzenia i teraz wystarczy tylko pokryć koszty naprawy. Wszystko zaczęło się komplikować jak wszystkim opadły emocje.
Dnia 28 lutego 2019 roku, podpisaliśmy wraz z kolegami "Oświadczenie sprawcy uszkodzenia pojazdu". Rzekomo dokument sporządzony przez policjanta prowadzącego całą sprawę. Jak potem się okazało, ksiądz takie pismo napisał sam. Kazał nam uzupełnić dokument danymi osobistymi, wraz z numerem seryjnym dowodu osobistego, ciągle powtarzając, że musimy to podpisać, bo jak nie to on całą sprawę zgłosi do sądu. Ze względu na to, że w tym czasie jeszcze byłem przed maturą, brałem pod uwagę to co wcześniej Pan ksiądz mówił (brak możliwości studiowania). Wszystko podpisaliśmy i oddaliśmy duchownemu.
Opis uszkodzenia pojazdu ksiądz wykonał sam, tak samo jak napisał samodzielnie pismo "Oświadczenia sprawcy uszkodzenia pojazdu". Uzgodniliśmy datę pokrycia wszystkich kosztów naprawy (19 czerwca 2019 roku). Gdzie umówiliśmy się z kolegami na rozłożenie równo kosztów i opłacenie szkody. Problem zaczyna się powiększać, gdyż ksiądz unika z nami rozmów, od kilku miesięcy informuje nas, że już za tydzień będzie miał fakturę. I tak mija już kilka miesięcy, a informacji brak.
Pytania:
- Czy czynności wykonywane przez duchownego względem nas są zgodne z prawem? (ksiądz ciągle powoływał się na słowa policjanta z którym nie mieliśmy ani razu kontaktu)
- Co zrobić, gdy data pokrycia kosztów się zbliża, a ksiądz unika z nami kontaktu?
Wiem, że za głupie czyny trzeba odpowiadać. Lecz mamy wątpliwości, czy ksiądz może nie chce nas oszukać i wyłudzić od nas pieniędzy.
Poniżej udostępniam dokument, który podpisaliśmy 28 lutego 2019 roku.
Pozdrawiam!