A
a-gula
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 07.2015
- Odpowiedzi
- 5
Witam!
Chciałabym opisać moje wakacyjne przygody ze sklepem ***. Szkoda, że zbyt późno przeczytałam w necie ostrzeżenia, żeby tam nie kupować, bo sklep stosuje dziwne praktyki, a w razie kłopotów – nie ma szans na uczciwe rozpatrzenie reklamacji. Na szczęście dzięki poradom przeczytanym na tym forum udało mi się doprowadzić do szczęśliwego rozwiązania sprawy, choć zajęło to trochę czasu, o straconych nerwach już nie wspomnę. Ale do rzeczy...
W połowie lipca kupiłam Rodzicom pralkę, w stacjonarnym sklepie ***. Opłaciłam transport, zdjęcie blokad, wypoziomowanie. Mimo tego wszystkiego pralka już przy pierwszym uruchomieniu zaczęła dziwnie stukać przy praniu, a przy wirowaniu było tylko gorzej i głośniej. Natychmiast pojechałam do sklepu żądając wymiany na inny egzemplarz. No i tu ściana: sklep zaoferował nie wymianę, tylko naprawę gwarancyjną. Żeby było śmieszniej, jak przystało na sklep rtv agd, nie potrafili wydrukować dla mnie potwierdzenia zgłoszenia reklamacji na gwarancji, bo akurat sprzęt im się zepsuł... Dopiero w domu zaczęłam szukać internetowej pomocy i tak trafiłam na to forum oraz na mnóstwo stron ze skargami na sklep ***. Wyczytałam, że istnieje coś takiego jak rękojmia i ustawowy termin 14 dni na konkretną odpowiedź sklepu. Następnego dnia złożyłam więc własne pismo reklamacyjne z żądaniem wymiany na nowy sprzęt, a sklep od razu grzecznie umówił wizytę serwisu.
Kilka dni później przybył serwisant, na kilka minut. Pralkę włączył, wyłączył i... stwierdził, że jest całkowicie sprawna. A co najważniejsze: zażądał niemałej opłaty za niezasadne wezwanie! Zapłaty odmówiłam, bo to przecież sklep wzywał serwis, a nie ja. Chciałam pokazać, na czym polega problem tej pralki, ale serwisant w ogóle nie słuchał, tylko żądał zapłaty. Na moje pytanie: "dlaczego pralka tak głośno stuka, puka?" – padła odpowiedź: "bo prała pani z otwartym bębnem!!!" Więc oprócz wyłudzenia pieniędzy szanowny pan chciał mnie jeszcze ośmieszyć. Pisemnie oświadczyłam panu, że odmawiam zapłaty, a pralkę nadal uznaję za wadliwą. Oczywiście po opinii serwisu: "sprzęt jest sprawny", sklep odrzucił moją reklamację, telefonicznie i pisemnie.
Natychmiast złożyłam drugą reklamację, opisując w niej podejrzaną wizytę serwisanta oraz kolejne usterki sprzętu, bo pralka zaczęła też wydawać z siebie dziwne rzężenie i pojękiwania, może nie podobało jej się w naszej łazience?.. a ja zaczęłam kręcić filmiki z jej "wyczynami", a przy każdym praniu występowały coraz to nowe. W ostatnim, 14. dniu od złożenia reklamacji, sklep przysłał kolejne pisemne odrzucenie reklamacji. Nadal nie dowiedziałam się, dlaczego podjęto decyzję z góry, bez ponownego sprawdzenia sprzętu.
Natychmiast złożyłam trzecią reklamację. Pralce chyba naprawdę nie przypadła do gustu nasza łazienka, bo ze strachu trzęsła się tak, że na obrotach 1200, 1000, 800, aż w końcu nawet 400, wirowała i wibrowała jak traktor, głośno jak helikopter, no i ostatecznie zaczęła wychodzić, uciekać z łazienki. Musieliśmy jej pilnować, żeby obiła się o kafelki, bo chodziła między ścianą a wanną. Do tej pory oszczędzaliśmy pralkę, bojąc się kolejnych uszkodzeń, a potem już w ogóle przestaliśmy jej używać, bo huk był nie do zniesienia. Sklep szybko przysłał pismo, że nie może wymienić sprzętu, bo serwis uznaje pralkę za całkowicie sprawną, ale byli tak uprzejmi, że zaproponowali kolejną wizytę serwisu. Zgodziłam się na to, ale potem nastąpiła dziwna cisza, ani sklep, ani serwis się nie odzywał. Napisałam pismo z ponagleniem, bo przecież taką zabawę można ciągnąć chyba w nieskończoność: w terminowych 14 dniach pismo z odrzuceniem, a potem bez końca czekanie na serwisanta. Zaproponowałam rozwiązanie sprawy drogą sądową. Wtedy odezwał się serwis.
Druga wizyta serwisu była już kompetentna i uczciwa. Panowie przez godzinę oglądali moje filmiki i badali tę nieszczęsną pralkę, próbowali jakoś jej pomóc, zaczęli wyliczać: "do wymiany zużyty pasek, zwichrowane koło bębna...". To tak na dobry początek – czy to na pewno normalne, zakładając, że sprzęt jest nowy?.. Pisemnie oświadczyłam panom, że nie zgadzam się na naprawę i nadal żądam wymiany na nową pralkę. Byłam już na tyle zrezygnowana, że nie wierzyłam w rozwiązanie sprawy bez sądu. Ale... następnego dnia sklep przysłał pismo, że uznaje moją reklamację i wymieni sprzęt na nowy. Cud! W dodatku w ramach rekompensaty zaproponowali bon 100 zł do wykorzystania w ich zacnym sklepie...
Ostatecznie po 7 tygodniach od zakupu tej feralnej pralki udało mi się wymienić pralkę na inny model, którego sama używam bezawaryjnie od kilku lat. Sklep zgodził się nawet zwrócić gotówką różnicę między pralkami. Na szczęście nowa pralka już działa jak trzeba, normalnie. Za bon z rekompensaty podziękowałam, odmówiłam przyjęcia. Nie chcę już mieć nic wspólnego z tym sklepem. I każdemu napotkanemu też odradzam!
Krótko jeszcze opiszę, jak "pomógł" mi w tej całej sprawie rzecznik praw konsumenta.
Na początku całej sprawy, gdy już dzięki temu forum byłam nieco zorientowana w sprawie, rzecznik w rozmowie telefonicznej polecał mi trzymać się naprawy gwarancyjnej, jak chciał sklep. Ani słowa nie usłyszałam o rękojmi! Miałam bez końca naprawiać nowo kupioną pralkę, zamiast ją od razu wymienić na nową. Chyba trafiłam na "rzecznika praw sklepu"...
Drugi raz skontaktowałam się z rzecznikiem przy trzeciej reklamacji, kiedy już byłam prawie pewna, że muszę sprawę skierować do sądu. Potrzebowałam pomocy przy napisaniu pozwu, nigdy wcześniej tego nie robiłam. Rzecznik stwierdził, że nie może mi go napisać. Ja ze zdziwieniem wytłumaczyłam, że nie chcę, aby zamiast mnie założył sprawę czy zastępował mnie w sądzie, tylko chodzi o poprawne wypełnienie pozwu. Rzecznik stwierdził, że nie ma prawa i obowiązku ani pisać konsumentowi pozwu, ani reprezentować go w sądzie. A w sumie czułam, że w ogóle odradza mi sprawę sądową, bo jak sklep zechce, to i tak wygra. Taka to pomoc "rzecznika praw konsumenta".
Ogromną pomoc wyczytałam za to na tym forum, za co serdecznie Dziękuję! Niektóre posty pisane są tutaj prosto i dosadnie, ale przez to przywracają do pionu i przypominają: "twardy bądź!!!" Ja swoją sprawę "wygrałam" właśnie dzięki poradom pisanym dla innych bezradnych konsumentów i dzięki pomocy Nieba, bo na ziemi sprawiedliwości niełatwo było się doczekać... Teraz wszystkich przestrzegam przed sklepem Euro i nauczam o reklamacji na podstawie rękojmi. Żeby ktoś był mądry przed szkodą!
Chciałabym dodać otuchy, jeśli ktoś ma wątpliwości, czy opłaca się w ogóle zaczynać "zabawę" w reklamacje. Czasem szukałam na forum informacji, jak zakończyła się jakaś reklamacja: większość wątków kończy się poradami, ale rzadko ktoś pisze, jak doprowadził sprawę do końca. Więc ja swoją akcję opisałam aż nadto dokładnie, za co Przepraszam... i Dziękuję za cierpliwość i wyrozumiałość, jeśli ktoś to przeczytał do końca!
A jeśli nie, to na koniec skrót: DZIĘKUJĘ za pomoc! WALCZCIE o swoje prawa, DO KOŃCA! Wtedy udaje się WYGRAĆ, nawet ze sklepem ***...

moderacja
Chciałabym opisać moje wakacyjne przygody ze sklepem ***. Szkoda, że zbyt późno przeczytałam w necie ostrzeżenia, żeby tam nie kupować, bo sklep stosuje dziwne praktyki, a w razie kłopotów – nie ma szans na uczciwe rozpatrzenie reklamacji. Na szczęście dzięki poradom przeczytanym na tym forum udało mi się doprowadzić do szczęśliwego rozwiązania sprawy, choć zajęło to trochę czasu, o straconych nerwach już nie wspomnę. Ale do rzeczy...
W połowie lipca kupiłam Rodzicom pralkę, w stacjonarnym sklepie ***. Opłaciłam transport, zdjęcie blokad, wypoziomowanie. Mimo tego wszystkiego pralka już przy pierwszym uruchomieniu zaczęła dziwnie stukać przy praniu, a przy wirowaniu było tylko gorzej i głośniej. Natychmiast pojechałam do sklepu żądając wymiany na inny egzemplarz. No i tu ściana: sklep zaoferował nie wymianę, tylko naprawę gwarancyjną. Żeby było śmieszniej, jak przystało na sklep rtv agd, nie potrafili wydrukować dla mnie potwierdzenia zgłoszenia reklamacji na gwarancji, bo akurat sprzęt im się zepsuł... Dopiero w domu zaczęłam szukać internetowej pomocy i tak trafiłam na to forum oraz na mnóstwo stron ze skargami na sklep ***. Wyczytałam, że istnieje coś takiego jak rękojmia i ustawowy termin 14 dni na konkretną odpowiedź sklepu. Następnego dnia złożyłam więc własne pismo reklamacyjne z żądaniem wymiany na nowy sprzęt, a sklep od razu grzecznie umówił wizytę serwisu.
Kilka dni później przybył serwisant, na kilka minut. Pralkę włączył, wyłączył i... stwierdził, że jest całkowicie sprawna. A co najważniejsze: zażądał niemałej opłaty za niezasadne wezwanie! Zapłaty odmówiłam, bo to przecież sklep wzywał serwis, a nie ja. Chciałam pokazać, na czym polega problem tej pralki, ale serwisant w ogóle nie słuchał, tylko żądał zapłaty. Na moje pytanie: "dlaczego pralka tak głośno stuka, puka?" – padła odpowiedź: "bo prała pani z otwartym bębnem!!!" Więc oprócz wyłudzenia pieniędzy szanowny pan chciał mnie jeszcze ośmieszyć. Pisemnie oświadczyłam panu, że odmawiam zapłaty, a pralkę nadal uznaję za wadliwą. Oczywiście po opinii serwisu: "sprzęt jest sprawny", sklep odrzucił moją reklamację, telefonicznie i pisemnie.
Natychmiast złożyłam drugą reklamację, opisując w niej podejrzaną wizytę serwisanta oraz kolejne usterki sprzętu, bo pralka zaczęła też wydawać z siebie dziwne rzężenie i pojękiwania, może nie podobało jej się w naszej łazience?.. a ja zaczęłam kręcić filmiki z jej "wyczynami", a przy każdym praniu występowały coraz to nowe. W ostatnim, 14. dniu od złożenia reklamacji, sklep przysłał kolejne pisemne odrzucenie reklamacji. Nadal nie dowiedziałam się, dlaczego podjęto decyzję z góry, bez ponownego sprawdzenia sprzętu.
Natychmiast złożyłam trzecią reklamację. Pralce chyba naprawdę nie przypadła do gustu nasza łazienka, bo ze strachu trzęsła się tak, że na obrotach 1200, 1000, 800, aż w końcu nawet 400, wirowała i wibrowała jak traktor, głośno jak helikopter, no i ostatecznie zaczęła wychodzić, uciekać z łazienki. Musieliśmy jej pilnować, żeby obiła się o kafelki, bo chodziła między ścianą a wanną. Do tej pory oszczędzaliśmy pralkę, bojąc się kolejnych uszkodzeń, a potem już w ogóle przestaliśmy jej używać, bo huk był nie do zniesienia. Sklep szybko przysłał pismo, że nie może wymienić sprzętu, bo serwis uznaje pralkę za całkowicie sprawną, ale byli tak uprzejmi, że zaproponowali kolejną wizytę serwisu. Zgodziłam się na to, ale potem nastąpiła dziwna cisza, ani sklep, ani serwis się nie odzywał. Napisałam pismo z ponagleniem, bo przecież taką zabawę można ciągnąć chyba w nieskończoność: w terminowych 14 dniach pismo z odrzuceniem, a potem bez końca czekanie na serwisanta. Zaproponowałam rozwiązanie sprawy drogą sądową. Wtedy odezwał się serwis.
Druga wizyta serwisu była już kompetentna i uczciwa. Panowie przez godzinę oglądali moje filmiki i badali tę nieszczęsną pralkę, próbowali jakoś jej pomóc, zaczęli wyliczać: "do wymiany zużyty pasek, zwichrowane koło bębna...". To tak na dobry początek – czy to na pewno normalne, zakładając, że sprzęt jest nowy?.. Pisemnie oświadczyłam panom, że nie zgadzam się na naprawę i nadal żądam wymiany na nową pralkę. Byłam już na tyle zrezygnowana, że nie wierzyłam w rozwiązanie sprawy bez sądu. Ale... następnego dnia sklep przysłał pismo, że uznaje moją reklamację i wymieni sprzęt na nowy. Cud! W dodatku w ramach rekompensaty zaproponowali bon 100 zł do wykorzystania w ich zacnym sklepie...
Ostatecznie po 7 tygodniach od zakupu tej feralnej pralki udało mi się wymienić pralkę na inny model, którego sama używam bezawaryjnie od kilku lat. Sklep zgodził się nawet zwrócić gotówką różnicę między pralkami. Na szczęście nowa pralka już działa jak trzeba, normalnie. Za bon z rekompensaty podziękowałam, odmówiłam przyjęcia. Nie chcę już mieć nic wspólnego z tym sklepem. I każdemu napotkanemu też odradzam!
Krótko jeszcze opiszę, jak "pomógł" mi w tej całej sprawie rzecznik praw konsumenta.
Na początku całej sprawy, gdy już dzięki temu forum byłam nieco zorientowana w sprawie, rzecznik w rozmowie telefonicznej polecał mi trzymać się naprawy gwarancyjnej, jak chciał sklep. Ani słowa nie usłyszałam o rękojmi! Miałam bez końca naprawiać nowo kupioną pralkę, zamiast ją od razu wymienić na nową. Chyba trafiłam na "rzecznika praw sklepu"...
Drugi raz skontaktowałam się z rzecznikiem przy trzeciej reklamacji, kiedy już byłam prawie pewna, że muszę sprawę skierować do sądu. Potrzebowałam pomocy przy napisaniu pozwu, nigdy wcześniej tego nie robiłam. Rzecznik stwierdził, że nie może mi go napisać. Ja ze zdziwieniem wytłumaczyłam, że nie chcę, aby zamiast mnie założył sprawę czy zastępował mnie w sądzie, tylko chodzi o poprawne wypełnienie pozwu. Rzecznik stwierdził, że nie ma prawa i obowiązku ani pisać konsumentowi pozwu, ani reprezentować go w sądzie. A w sumie czułam, że w ogóle odradza mi sprawę sądową, bo jak sklep zechce, to i tak wygra. Taka to pomoc "rzecznika praw konsumenta".
Ogromną pomoc wyczytałam za to na tym forum, za co serdecznie Dziękuję! Niektóre posty pisane są tutaj prosto i dosadnie, ale przez to przywracają do pionu i przypominają: "twardy bądź!!!" Ja swoją sprawę "wygrałam" właśnie dzięki poradom pisanym dla innych bezradnych konsumentów i dzięki pomocy Nieba, bo na ziemi sprawiedliwości niełatwo było się doczekać... Teraz wszystkich przestrzegam przed sklepem Euro i nauczam o reklamacji na podstawie rękojmi. Żeby ktoś był mądry przed szkodą!
Chciałabym dodać otuchy, jeśli ktoś ma wątpliwości, czy opłaca się w ogóle zaczynać "zabawę" w reklamacje. Czasem szukałam na forum informacji, jak zakończyła się jakaś reklamacja: większość wątków kończy się poradami, ale rzadko ktoś pisze, jak doprowadził sprawę do końca. Więc ja swoją akcję opisałam aż nadto dokładnie, za co Przepraszam... i Dziękuję za cierpliwość i wyrozumiałość, jeśli ktoś to przeczytał do końca!
A jeśli nie, to na koniec skrót: DZIĘKUJĘ za pomoc! WALCZCIE o swoje prawa, DO KOŃCA! Wtedy udaje się WYGRAĆ, nawet ze sklepem ***...
moderacja
Ostatnią edycję dokonał moderator: