Wada lakieru w nowym aucie od dilera

  • Autor wątku Autor wątku bodysław
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
B

bodysław

Nowy użytkownik
Dołączył
09.2015
Odpowiedzi
22
Witam, na początku tego roku 22-01-2015 kupiłem za gotówkę nowe auto od dilera. Podczas przypadkowej kontroli okazało się że grubość lakieru na klapie silnika przekracza trzykrotnie grubość pozostałych elementów. Zaniepokoiło to mnie ponieważ ten model w poprzednich latach do 2012 słynął z rdzewiejących klap, ponadto wzbudziło we mnie obawę że auto przed odebraniem przeze mnie w salonie uległo jakiemuś uszkodzeniu, podczas zakupu nie zostałem o tym fakcie poinformowany. Powiadomiłem o tym pracownika serwisu który rozpoczął procedurę wyjaśniającą, otrzymałam informację, że po prześledzeniu historii auta nie stwierdzono uszkodzeń samochodu i poproszono mnie o złożenie oficjalnego pisma w tej sprawie, co uczyniłem. W odpowiedzi otrzymałem pismo o treści
„ w odpowiedzi na pismo z dnia 14-07-2015 dotyczącej samochodu marki opel corsa zakupionego w dniu 22-01-2015 chciałbym poinformować że nie stwierdzono wady ukrytej . Zgodnie z informacjami przekazanymi przez producenta oraz zgodnie zgodnie z normami fabrycznymi dopuszcza się grubość powłoki lakierniczej na nowym elemencie do 350 mikrometrów , W Pana samochodzie grubość powłoki lakierniczej nie przekracza 300 mikrometrów , podpis kierownika serwisu „
Co dalej? uważam że nie poinformowanie mnie o wadzie ukrytej stanowi podstawę do reklamacji, proszę o pomoc i pozdrawiam ciepło Bodysław, Wrocław.
PS. Autko było już dwukrotnie w naprawie a nie najechało jeszcze 1000 km. :mad:
 
Ostatnia edycja:
Ja na normach fabrycznych się nie znam, kierownik serwisu nie przedstawił mi żadnego dokumentu. Po stwierdzeniu przez rzeczoznawce faktu o trzykrotnej grubości lakieru na jednym tylko elemencie zacząłem szperać po www gdzie wyczytałem że to dość popularna praktyka w polskich salonach, sprzedawcy w ten sposób ukrywają przed kupującymi prawdę zapewne świetnie wiedzą że nabywca nie zakupi takiego auta lub ewentualnie będzie próbować negocjować cenę. To już nie leży w interesie dilera.Takie rzeczy tylko w Polsce.
 
O jakiej praktyce mówisz? Że diler maluje samochód? Po co?
Zdarza się, że nowy samochód (jego karoseria), przed opuszczeniem fabryki jest malowana dwukrotnie. I to nie tylko w Polsce.
 
chłopie. Żyjesz w Polsce czy w cywilizowanym kraju?

Ja kiedyś pojechałem ze znajomym jako ekspert gdy odbierał nowy samochód, bo odbiór (auta na zamówienie) znacznie się przedłużał. Wpadłem do salonu z czujnikiem lakieru i mierze... i wychodzi że drzwi są ponownie malowane, a drugie cieniowane. W NOWYM AUCIE !!!
Po ciężkiej batalii z salonem (odsyłali nas od Kajfasza do Annasza) w końcu wyszedł najważniejszy kierownik i z teksem do Nas...
Samochód zarobił kamieniem jak jechał na pociągu i co... mieliśmy go zezłomować. To było małe uszkodzenie i nie wpływa negatywnie na auto. Wcześniej nic nie powiedzieli. Nie obniżyli ceny. Nic. Jeszcze się oburzyli że znajomy nie odbiera tego auta. Znajomy zrezygnował. Zadatek mu przepadł (nie chcieli zwrócić, bo auto było naprawione zgodnie z ich normami) i jedyne co mogliśmy zrobić to walczyć w sądzie. Ale znajomy olał sprawę, bo wie jak wyglądają Polskie sądy (kto ma kasę ten wygrywa).
 
janusz_p napisał:
O jakiej praktyce mówisz? Że diler maluje samochód? Po co?
Zdarza się, że nowy samochód (jego karoseria), przed opuszczeniem fabryki jest malowana dwukrotnie. I to nie tylko w Polsce.

Karoseria OK ale nie pojedyńczy element.
 
Może jednak z powodu korozji częstej pomalowane są teraz grubiej ?
 
Nie o to chodzi, chodzi o to że sprzedano mi auto z trzykrotnie grubszą warstwą lakieru, coś jest na rzeczy, opisałem to w poprzednich postach.
 
@bodysław:

Niestety jak poczytasz fora samochodowe to jest dość częste zjawisko - podczas transportu auta są narażone na uszkodzenia (pewnie każdy widział lawety wiozące pojazdy do dilerów - 99% z przewożonych maszyn nie ma żadnych zabezpieczeń), dlatego już nie jeden wyjechał z salonu nowym autem z wymienionym lusterkiem/szybą/maską/zderzakiem czy nawet drzwiami.

Moim skromnym zdaniem nie było by z tym problemu gdyby:

1. Klient został o fakcie poinformowany
2. Naprawa została wykonana profesjonalnie
3. Klient dostał jakaś rekompensatę - niekoniecznie pieniądze, np. voucher na darmowe przeglądy
4. I przede wszystkim - żeby takie zdarzenie zostało wpisane do książki serwisowej - inaczej potem podczas odsprzedaży, cena może polecieć na łeb na szyję bo - umówmy się - czy ktoś z nas, jakby był kupującym, uwierzył by że to już z salonu takie wyjechało :) ?

Nie wiem co Ci radzić bo skoro informacji nie dostałeś to diler pewnie będzie szedł w zaparte, mnie bardziej martwi że auto z 1000 Km było kilka razy w naprawie :/ - pod tym kątem może warto by zainteresować jakiegoś rzeczoznawcę czy nie ma to czegoś wspólnego z podejrzewanym obiciem maski.

Pozdrawiam.

P.S.

Tak z ciekawości - możesz powiedzieć co uległo awarii przez te 1000 Km? To rzecz bardzo rzadko spotykana...
 
Dwa razy padł immobilajzer, za drugim razem czekałem tydzień na jakąś część z Niemiec, po za tym coś dudni podczas ruszania z okolic sprzęgła,przesmarowali jakieś łączniki na półosiach i dalej dudni jak dudnił. Nie wspomnę o zapadającym sie pedale podczas pracy silnika, niemal do podłogi.
 
Powrót
Góra