R
rvbcia
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 01.2017
- Odpowiedzi
- 5
Witam serdecznie.
Postaram się w miarę krótko i jasno opisać moją sytuację. Od was oczekuję rady, co teraz robić, walczyć, spłacać? Co mnie czeka jeśli nie zapłacę? Moja historia w kilku punktach:
- połowa września 2015; zmagam się z nerwicą lękową ale chcę podjąć studia. dostałam się na stacjonarne studia na PWr ale bałam się, że nie dam rady bywać na uczelni przez cały tydzień więc zrekrutowałam się na WSB we Wrocławiu na studia zaoczne. Dostałam umowę listem, podpisałam ją i odesłałam.
- koniec września/początek października 2015; podjęłam decyzję o studiowaniu na PWr, z WSB zdecydowałam się zrezygnować. Na WSB nigdy się nie pojawiłam, z braku czasu zadzwoniłam do nich, żeby dowiedzieć się w jaki sposób odbywa się skreślenie z listy studentów. Pani, z którą rozmawiałam poinformowała mnie, że w momencie gdy nie zapłacę za legitymację studencką zostaję skreślona. Nie muszę wtedy pisać podania o skreślenie. Nie zapłaciłam więc, podziękowałam i zajęłam się studiami na PWr.
- czas bliżej nieokreślony, czyli wiosna 2016; dostałam pismo od WSB. Prośba o uregulowanie opłaty za miesiąc studiów. Napisałam odpowiedź z prośbą o anulowanie długu. Podparłam się wspomnianą w pierwszym punkcie rozmową telefoniczną oraz stanem zdrowia (nerwica lękowa). Odpowiedzi brak.
- 6 grudnia 2016; SMS z nieznanego numeru komórkowego. Treść: "Informujemy, ze w sprawie xxxxx/xxxx istnieje zadluzenie. Firma KGPN prosi o telefon <nr.tel>". Pomyślałam wtedy, "jakiś żart? kto informuje o zadłużeniu SMSem?" no i zignorowałam sprawę. Dzień czy dwa później dostałam pismo od KGPN z tym samym numerem sprawy oraz informacją, że zadłużenie pochodzi od WSB. Kwota do spłaty: 495,48zł
- grudzień 2016/styczeń 2017; podjęłam "walkę" z KGPN. przesunęli mi termin spłaty na 31.12.2016, żebym miała czas na walkę z WSB. Postanowiłam tam zadzwonić. Poinformowano mnie, że skreślenie z listy studentów odbywa się tylko na mocy podania wysłanego pocztą lub dostarczonego osobiście. Oczywiście wiedziałam o tym, bo podpisywałam umowę dopiero po jej przeczytaniu. Odpowiedziałam więc, że rozmawiając z pracownikiem WSB jeszcze we wrześniu/październiku 2015 poinformowano mnie, że zostaję skreślona jak nie zapłacę za legitymację i nie muszę wtedy składać podania. Pani odpowiedziała, że w takim razie poleca kontakt mailowy z <Imię i Naziwsko>, która zajmuje się tego typu sprawami. Dowiedziałam się wtedy też, że nigdy nie dotarło do nich żadne pismo ode mnie (a pisałam prośbę, wspominałam o tym wyżej). Napisałam więc maila do Pani która się tym zajmuje. W mailu opisałam całą sprawę oraz załączyłam .PDF z prośbą, którą wysyłałam też listownie w przeszłości. Pozwolę sobie zacytować mail z odpowiedzią:
"Szanowna Pani
Ne wyrażam zgody na anulowanie zaległości.
<imię i naziwsko>"
(Literówka i brak formalnego zakończenia trochę mnie bawi, dlatego ten cytat).
Odpisałam więc, że proszę o uzasadnienie. W odpowiedzi dostałam:
"Szanowna Pani
Umowa może być rozwiązana tylko pisemnie. Nie ma możliwości rozwiązania umowy telefonicznie.
W związku z nieodebraniem legitymacji została Pani skreślona prze Uczelnię zgodnie z par. 62 pkt 1 Regulaminu studiów w dniu 10 listopada.
Zatem należność za X i XI jest wymagalna. Nie ma możliwości anulowania jej."
Wysłałam więc ponowną prośbę o anulowanie zadłużenia z ponownym uzasadnieniem (wprowadzenie w błąd przez telefon, zły stan zdrowia).
Odpowiedzi brak.
Zbliżał się okres świąteczny więc zadzwoniłam do KGPN z prośbą o ponowne przedłużenie terminu spłaty, chciałam zyskać czas na wyjaśnienie sprawy z WSB. Rozmowa z Panią z KGPN była dla mnie.. szokiem.
Trafiłam widocznie na Panią, która ma dość wszystkiego. Już na początku rozmowy krzyczała coś w stylu "niech pani stanie w zasięgu bo nic nie rozumiem". Ok, moja wina, ale krzyk? Zarzuciła mi również kłamstwo, "no bo kto pani uwierzy w jakąś rozmowę telefoniczną?". Gdy powiedziałam, że bardzo chętnie zapłacę, ale nie pracuję i nigdy nie pracowałam, a obecny stan zdrowia nie pozwala mi podjąć pracy usłyszałam coś w stylu "studenci szkół prywatnych biorą pieniądze od rodziców, a jak rodzice nie mają to trzeba iść do pracy". Wynegocjowałam z nią rozłożenie kwoty na trzy raty, do trzeciego dnia każdego miesiąca.
WSB prawdopodobnie nie pracowało między świętami a nowym rokiem, bo nie udało mi się z nimi skontaktować ani mailowo ani przez telefon.
Wczoraj miał minąć termin spłaty pierwszej raty. Dostałam dwa SMSy i trzy maile od KGPN. Pierwszy SMS: "Zostało 5 dni na wpłatę...." Drugi SMS: "Zostało 3 dni na wpłatę..." Pierwszy mail "5 dni przed wpłatą..." Drugi mail "3 dni przed wpłatą..." trzeci mail "e-mail w dniu wpłaty..".
Dzisiaj zadzwoniłam i poprosiłam o przełożenie terminu, przełożono go na jutro. I mimo, że mam na pierwszą ratę (niestety, tylko na pierwszą). To jakoś nie mam ochoty tego spłacać, przez to jak zostałam potraktowana przez KGPN oraz przez to, że WSB przez większość czasu milczy. Co ważne, przez ten czas między opisanymi punktami nie dostałam żadnego maila, żadnego telefonu, żadnego pisma od WSB. Nic o kwocie do wpłaty, żadnego spamu, tak jakbym nie istniała w ich systemie.
Najważniejsze pytanie: Co będzie jeśli nie zapłacę? Czy mam szansę wygrać z WSB? Czy płacić i odpowiadać za swój błąd? Kogo "atakować" pismami, WSB czy KGPN? Czy mogą podać mnie do sądu? Czy mój stan zdrowia w ogóle coś znaczy w sprawie?
Postaram się w miarę krótko i jasno opisać moją sytuację. Od was oczekuję rady, co teraz robić, walczyć, spłacać? Co mnie czeka jeśli nie zapłacę? Moja historia w kilku punktach:
- połowa września 2015; zmagam się z nerwicą lękową ale chcę podjąć studia. dostałam się na stacjonarne studia na PWr ale bałam się, że nie dam rady bywać na uczelni przez cały tydzień więc zrekrutowałam się na WSB we Wrocławiu na studia zaoczne. Dostałam umowę listem, podpisałam ją i odesłałam.
- koniec września/początek października 2015; podjęłam decyzję o studiowaniu na PWr, z WSB zdecydowałam się zrezygnować. Na WSB nigdy się nie pojawiłam, z braku czasu zadzwoniłam do nich, żeby dowiedzieć się w jaki sposób odbywa się skreślenie z listy studentów. Pani, z którą rozmawiałam poinformowała mnie, że w momencie gdy nie zapłacę za legitymację studencką zostaję skreślona. Nie muszę wtedy pisać podania o skreślenie. Nie zapłaciłam więc, podziękowałam i zajęłam się studiami na PWr.
- czas bliżej nieokreślony, czyli wiosna 2016; dostałam pismo od WSB. Prośba o uregulowanie opłaty za miesiąc studiów. Napisałam odpowiedź z prośbą o anulowanie długu. Podparłam się wspomnianą w pierwszym punkcie rozmową telefoniczną oraz stanem zdrowia (nerwica lękowa). Odpowiedzi brak.
- 6 grudnia 2016; SMS z nieznanego numeru komórkowego. Treść: "Informujemy, ze w sprawie xxxxx/xxxx istnieje zadluzenie. Firma KGPN prosi o telefon <nr.tel>". Pomyślałam wtedy, "jakiś żart? kto informuje o zadłużeniu SMSem?" no i zignorowałam sprawę. Dzień czy dwa później dostałam pismo od KGPN z tym samym numerem sprawy oraz informacją, że zadłużenie pochodzi od WSB. Kwota do spłaty: 495,48zł
- grudzień 2016/styczeń 2017; podjęłam "walkę" z KGPN. przesunęli mi termin spłaty na 31.12.2016, żebym miała czas na walkę z WSB. Postanowiłam tam zadzwonić. Poinformowano mnie, że skreślenie z listy studentów odbywa się tylko na mocy podania wysłanego pocztą lub dostarczonego osobiście. Oczywiście wiedziałam o tym, bo podpisywałam umowę dopiero po jej przeczytaniu. Odpowiedziałam więc, że rozmawiając z pracownikiem WSB jeszcze we wrześniu/październiku 2015 poinformowano mnie, że zostaję skreślona jak nie zapłacę za legitymację i nie muszę wtedy składać podania. Pani odpowiedziała, że w takim razie poleca kontakt mailowy z <Imię i Naziwsko>, która zajmuje się tego typu sprawami. Dowiedziałam się wtedy też, że nigdy nie dotarło do nich żadne pismo ode mnie (a pisałam prośbę, wspominałam o tym wyżej). Napisałam więc maila do Pani która się tym zajmuje. W mailu opisałam całą sprawę oraz załączyłam .PDF z prośbą, którą wysyłałam też listownie w przeszłości. Pozwolę sobie zacytować mail z odpowiedzią:
"Szanowna Pani
Ne wyrażam zgody na anulowanie zaległości.
<imię i naziwsko>"
(Literówka i brak formalnego zakończenia trochę mnie bawi, dlatego ten cytat).
Odpisałam więc, że proszę o uzasadnienie. W odpowiedzi dostałam:
"Szanowna Pani
Umowa może być rozwiązana tylko pisemnie. Nie ma możliwości rozwiązania umowy telefonicznie.
W związku z nieodebraniem legitymacji została Pani skreślona prze Uczelnię zgodnie z par. 62 pkt 1 Regulaminu studiów w dniu 10 listopada.
Zatem należność za X i XI jest wymagalna. Nie ma możliwości anulowania jej."
Wysłałam więc ponowną prośbę o anulowanie zadłużenia z ponownym uzasadnieniem (wprowadzenie w błąd przez telefon, zły stan zdrowia).
Odpowiedzi brak.
Zbliżał się okres świąteczny więc zadzwoniłam do KGPN z prośbą o ponowne przedłużenie terminu spłaty, chciałam zyskać czas na wyjaśnienie sprawy z WSB. Rozmowa z Panią z KGPN była dla mnie.. szokiem.
Trafiłam widocznie na Panią, która ma dość wszystkiego. Już na początku rozmowy krzyczała coś w stylu "niech pani stanie w zasięgu bo nic nie rozumiem". Ok, moja wina, ale krzyk? Zarzuciła mi również kłamstwo, "no bo kto pani uwierzy w jakąś rozmowę telefoniczną?". Gdy powiedziałam, że bardzo chętnie zapłacę, ale nie pracuję i nigdy nie pracowałam, a obecny stan zdrowia nie pozwala mi podjąć pracy usłyszałam coś w stylu "studenci szkół prywatnych biorą pieniądze od rodziców, a jak rodzice nie mają to trzeba iść do pracy". Wynegocjowałam z nią rozłożenie kwoty na trzy raty, do trzeciego dnia każdego miesiąca.
WSB prawdopodobnie nie pracowało między świętami a nowym rokiem, bo nie udało mi się z nimi skontaktować ani mailowo ani przez telefon.
Wczoraj miał minąć termin spłaty pierwszej raty. Dostałam dwa SMSy i trzy maile od KGPN. Pierwszy SMS: "Zostało 5 dni na wpłatę...." Drugi SMS: "Zostało 3 dni na wpłatę..." Pierwszy mail "5 dni przed wpłatą..." Drugi mail "3 dni przed wpłatą..." trzeci mail "e-mail w dniu wpłaty..".
Dzisiaj zadzwoniłam i poprosiłam o przełożenie terminu, przełożono go na jutro. I mimo, że mam na pierwszą ratę (niestety, tylko na pierwszą). To jakoś nie mam ochoty tego spłacać, przez to jak zostałam potraktowana przez KGPN oraz przez to, że WSB przez większość czasu milczy. Co ważne, przez ten czas między opisanymi punktami nie dostałam żadnego maila, żadnego telefonu, żadnego pisma od WSB. Nic o kwocie do wpłaty, żadnego spamu, tak jakbym nie istniała w ich systemie.
Najważniejsze pytanie: Co będzie jeśli nie zapłacę? Czy mam szansę wygrać z WSB? Czy płacić i odpowiadać za swój błąd? Kogo "atakować" pismami, WSB czy KGPN? Czy mogą podać mnie do sądu? Czy mój stan zdrowia w ogóle coś znaczy w sprawie?