K
kczemna
Witam.
W 2007 roku zmarła Stanisława. Została trójka dzieci: Kazimiera, Maria i Ryszard. Podano sprawę do sądu o rozdzielenie majątku, sąd ustanowił trzech spadkobierców. Mieli podzieli się między siebie mieszkanie. W tym momencie zaczynają się schody, bo Rysiek nie chce ani wziąć mieszkania dla siebie i spłacić dwójkę rodzeństwa ani nie chce zrezygnować z mieszkania i dostać za to pieniędzy. Nawet się wygłupił i kiedy była sprawa w sądzie mająca podzielić ich tak, że on dostanie mieszkanie - nie wszedł na salę sądową tylko jak idiota siedział w samochodzie pod sądem.
Później w mieszkaniu po zmarłej pozowolił, bez zgody pozostałych właścicieli, zamieszkać swojej córce i jej chłopakowi - wyniosła się po paru miesiącach, ale zostawiła zadłużone mieszkanie. Oczywiście pozostała dwójka rodzeństwa nie dostała żadnych pieniędzy, mimo że bylo to tak jakby wynajęcie mieszkania. Zostały tylko długi, które Rysiek powiedział "spłaćcie je sobie". Uważa, że wszystko nalezy się tylko jemu, mimo że gdy Stanisława była ciężko chora, to tylko Kazimiera i Maria opiekowały się nią.
Rysiek nie odbiera telefonów, albo jak już odbiera i dowie się kto dzwoni - po prostu się rozłącza. Mieszkanie aktualnie stoi puste i się marnuje.
Czy jest jakaś możliwość zmuszenia go do rozliczenia się z pozostałą dwójką? Czy można podjąć jakieś bardziej radykalne kroki, od próby dzwonienia do niego lub wysyłania listów, których zapewne i tak on nie czyta?
Mam nadzieję, że w miarę jasno opisałam problem. I mam jeszcze większą nadzieję że ktoś z Was na forum, będzie w stanie podsunąć jakiś pomysł na rozwiązanie sprawy z "podłym Ryszardem" ...
pozdrawiam, Sandra
W 2007 roku zmarła Stanisława. Została trójka dzieci: Kazimiera, Maria i Ryszard. Podano sprawę do sądu o rozdzielenie majątku, sąd ustanowił trzech spadkobierców. Mieli podzieli się między siebie mieszkanie. W tym momencie zaczynają się schody, bo Rysiek nie chce ani wziąć mieszkania dla siebie i spłacić dwójkę rodzeństwa ani nie chce zrezygnować z mieszkania i dostać za to pieniędzy. Nawet się wygłupił i kiedy była sprawa w sądzie mająca podzielić ich tak, że on dostanie mieszkanie - nie wszedł na salę sądową tylko jak idiota siedział w samochodzie pod sądem.
Później w mieszkaniu po zmarłej pozowolił, bez zgody pozostałych właścicieli, zamieszkać swojej córce i jej chłopakowi - wyniosła się po paru miesiącach, ale zostawiła zadłużone mieszkanie. Oczywiście pozostała dwójka rodzeństwa nie dostała żadnych pieniędzy, mimo że bylo to tak jakby wynajęcie mieszkania. Zostały tylko długi, które Rysiek powiedział "spłaćcie je sobie". Uważa, że wszystko nalezy się tylko jemu, mimo że gdy Stanisława była ciężko chora, to tylko Kazimiera i Maria opiekowały się nią.
Rysiek nie odbiera telefonów, albo jak już odbiera i dowie się kto dzwoni - po prostu się rozłącza. Mieszkanie aktualnie stoi puste i się marnuje.
Czy jest jakaś możliwość zmuszenia go do rozliczenia się z pozostałą dwójką? Czy można podjąć jakieś bardziej radykalne kroki, od próby dzwonienia do niego lub wysyłania listów, których zapewne i tak on nie czyta?
Mam nadzieję, że w miarę jasno opisałam problem. I mam jeszcze większą nadzieję że ktoś z Was na forum, będzie w stanie podsunąć jakiś pomysł na rozwiązanie sprawy z "podłym Ryszardem" ...
pozdrawiam, Sandra