Warszwa - brak biletu

  • Autor wątku Autor wątku bartekus
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
B

bartekus

Użytkownik
Dołączył
01.2009
Odpowiedzi
127
Witam ponownie,

Dostałem mandat (czy jakkolwiek fachowo to się nazywa) za jazdę bez biletu w Warszawie. Faktem jest, że owego biletu nie miałem, jednak był późny wieczór i wsiadałem do tramwaju z przekonaniem, że kupię bilet u motorniczego. Niestety okazało się, że motorniczy biletów nie miał, w tramwaju nie było automatu, za to była informacja, że sprzedaż biletów przez prowadzącego pojazd jest sprzedażą dodatkową, a brak biletów u motorniczego nie uprawnia do jazdy za darmo. Na domiar złego na tym samym przystanku wsiedli kontrolerzy. Dostałem mandat. Byłem w sporym szoku, ponieważ jestem z Krakowa i tam w regulaminie jest zapis, że brak biletów u prowadzącego uprawnia do darmowego przejazdu (no chyba, że jest automat). po co w takim razie motorniczy sprzedaje bilety, skoro aby nie zostać ukaranym i tak trzeba wsiadać już bilet mając...
To było ponad miesiąc temu. Około 10 dni temu dostałem upomnienie. Poradźcie proszę czy warto się odwoływać?
 
Pański szok nie ma tutaj nic do rzeczy.
Taki jest zapis w Regulaminie przewozu osób i bagażu środkami lokalnego transportu zbiorowego w m.st. Warszawie
Przepis prawny:
Regulamin przewozu osób i bagażu środkami lokalnego transportu zbiorowego w m.st. Warszawie
Podstawa prawna:
Uchwała Nr XXX/596/2004 Rady Miasta Stołecznego Warszawy z dnia 13 maja 2004 roku (ze zm.)
§ 19 ust. 5. Brak możliwości nabycia biletu u obsługi pojazdu, będącej jedynie uzupełnieniem stacjonarnej sieci sprzedaży biletów, nie zwalnia pasażera z odpowiedzialności za przejazd bez ważnego biletu.

W każdym mieście inny regulamin co nie zwalnia z jego znajomości.
Zapłacić. Taka rada. ;)
 
Bartata napisał:
Pański szok nie ma tutaj nic do rzeczy.
Taki jest zapis w Regulaminie przewozu osób i bagażu środkami lokalnego transportu zbiorowego w m.st. Warszawie
Przepis prawny:
Regulamin przewozu osób i bagażu środkami lokalnego transportu zbiorowego w m.st. Warszawie
Podstawa prawna:
Uchwała Nr XXX/596/2004 Rady Miasta Stołecznego Warszawy z dnia 13 maja 2004 roku (ze zm.)
§ 19 ust. 5. Brak możliwości nabycia biletu u obsługi pojazdu, będącej jedynie uzupełnieniem stacjonarnej sieci sprzedaży biletów, nie zwalnia pasażera z odpowiedzialności za przejazd bez ważnego biletu.

W każdym mieście inny regulamin co nie zwalnia z jego znajomości.
Zapłacić. Taka rada. ;)

Akurat w tym konkretnym przypadku bardzo bym się cieszyła, gdyby ktoś w sądzie powoływał się na brak możliwości kupna biletu.

Klarowne sytuacje są dwie: albo bilety sprzedajemy, albo nie. Zapis, że co prawda bilety sprzedajemy, ale może akurat ci nie sprzedamy, bo mamy taki kaprys, ale dowiesz się o tym po wejściu do autobusu, ma spore szanse na bycie obalonym w sądzie.

Na miejscu autora wątku walczyłabym. Jedyne co ryzykuje, to 60zł opłaty dla pełnomocnika przewoźnika.
 
Flicka napisał:
Akurat w tym konkretnym przypadku bardzo bym się cieszyła, gdyby ktoś w sądzie powoływał się na brak możliwości kupna biletu.

Klarowne sytuacje są dwie: albo bilety sprzedajemy, albo nie. Zapis, że co prawda bilety sprzedajemy, ale może akurat ci nie sprzedamy, bo mamy taki kaprys, ale dowiesz się o tym po wejściu do autobusu, ma spore szanse na bycie obalonym w sądzie.

Na miejscu autora wątku walczyłabym. Jedyne co ryzykuje, to 60zł opłaty dla pełnomocnika przewoźnika.
Dla mnie w/w przepis jest klarowny, jasno z niego wynika, że brak możliwości zakupu u Kierowcy nie powoduje zwolnienia z odpowiedzialności. W Sądzie powalczyć może, zapłaci większe koszta i tyle po jego walce.
 
Kanas napisał:
Dla mnie w/w przepis jest klarowny, jasno z niego wynika, że brak możliwości zakupu u Kierowcy nie powoduje zwolnienia z odpowiedzialności. W Sądzie powalczyć może, zapłaci większe koszta i tyle po jego walce.

Nie chodzi o to, że przepis jest nieklarowny, czyli nieczytelny. Chodzi o to, że stawia w niekorzystnej sytuacji klienta - i na tym polegają wszelkiego rodzaju klauzule niedozwolone itp.

Jestem pewien, że gdyby taki przepis wprowadził któryś z prywatnych przewoźników autobusowych, to natychmiast by się podniósł klangor niezadowolonych.

A tak, jak "państwowy", to może więcej. Oby do czasu. Gdyby można było łatwo się "podłożyć" (czyli wejść do autobusu, w którym kierowca nie sprzeda biletu, a potem jeszcze być sprawdzonym przez kanara), to już bym dawno to przetestowała.

A tak, trzeba czekać na gapowicza ze szczęściem (brak biletu u kierowcy i jednoczesna kontrola) i z jajami. Może się doczekamy.
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra