Wezwanie do zapłaty AXA polisa OC regres ubezpieczyciela.

  • Autor wątku Autor wątku Witek05
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
W

Witek05

Nowy użytkownik
Dołączył
12.2013
Odpowiedzi
20
Witam.
Potrzebuję waszej porady odnośnie mojego zdarzenia które miało miejsce na jesieni zeszłego roku. W dniu dzisiejszym otrzymałem od mojego ubezpieczyciela wezwanie do zapłaty należności regresowej(zwrotnej) w wysokości 2806,71 zł za szkodę parkingową i oddalenie się z miejsca zdarzenia.
Sytuacja wyglądała w następujący sposób, pamiętam okoliczności tej sytuacji i utrudniony problem z wyjechaniem z parkingu jednak nie miałem świadomości że doszło do uderzenia w inny pojazd. Posiadam z tyłu zamontowany hak samochodowy i najprawdopodobniej musiałem tym hakiem uderzyć w zaparkowany pojazd dlatego nic nie poczułem, oprócz tego mój pojazd nie posiadał żadnych widocznych uszkodzeń mechanicznych. Po tygodniu od tego zdarzenia dostałem od ubezpieczyciela pismo o zaistniałej szkodzie, zadzwoniłem do ubezpieczyciela w celu wyjaśnień że nie kojarzę sytuacji żebym spowodował stłuczkę parkingową.
Na następny dzień po głębszym zastanowieniu się nad sprawą i możliwymi problemami prawnymi zdecydowałem się przyznać do spowodowanej szkody parkingowej, tłumacząc że nie oddaliłem się z miejsca zdarzenia świadomie, tylko nie wiedziałem że spowodowałem uszkodzenia. Myślałem że sprawa na tym etapie została rozwiązana. Po około dwóch miesiącach skontaktował się ze mną dzielnicowy że musi mnie przesłuchać w roli podejrzanego o kolizję drogową, okazało się że właściciel auta oprócz zgłoszenia sprawy do ubezpieczyciela zgłosił sprawę na policję. Wyjaśniłem dzielnicowemu że nie miałem świadomości że doprowadziłem do kolizji i że sprawa z ubezpieczycielem załatwiona przyznałem się do spowodowania kolizji.
Dzielnicowy ukarał mnie mandatem 50 zł i sprawa na policji została zamknięta.

W chwili obecnej dostałem takie pismo jak pisałem na wstępie, w jaki sposób mogę się odwołać od decyzji AXA na jakie artykuły prawne mogę się powołać, oprócz tego pisma nie dostałem żadnej opini rzeczoznawcy, kosztorysu szkody itp nie wiem nawet co dokładnie uszkodziłem w tym samochodzie.
 
Myślę że po ponad pół roku od wystawionego mandatu ciężko mi będzie to ustalić ponieważ dokładnie nie pamiętam, nie posiadam już tego mandatu ale myślę że chodziło o spowodowanie kolizji parkingowej, bo na pewno nie było mowy o ucieczce z miejsca zdarzenia ponieważ tłumaczyłem dzielnicowemu tak samo jak ubezpieczycielowi.
Czy ten art na mandacie jest w tej chwili taki ważny ??
 
Tak tylko dopytuje na wszelki wypadek.

Generalnie albo sie przyznasz/dogadasz z ubezpieczycielem albo oni beda musieli isc do sądu i udawadniac, ze swiadomie oddaliles sie z miejsca kolizji. Wiec jak nie ma jednoznacznych dowodow to ja bym nie placil i czekal na ich ruch.
Wiaodmo, ze zaczna grozic windykacja itd ale bez sprawy sądowej nie sa w stanie wyciagnac od ciebie tych pieniedzy.

Oczywiscie zakladam, ze nie ma jakis swiadkow ktorzy jednak widzieli ze wysiadasz, ogladasz uszkodzenia i potem myk i papa.
 
Według ich pierwszego pisma (tydzień po kolizji) w którym otrzymałem oświadczenie sprawcy kolizji do wypełnienia, pisali że posiadają nagranie z monitoringu oraz zeznanie świadka że uderzyłem w pojazd. Monitoring musi być prawda skoro ustalili moje tablice rejestracyjne i dotarło do mnie pismo.
Zamierzam napisać do nich odwołanie żeby mi udowodnili że świadomie oddaliłem się z miejsca zdarzenia. Po samym momencie wycofywania miałem wrażenie że mogłem go zachaczyć ale wyjechałem z parkingu stanąłem samochodem obok na ulicy obejrzałem swój tył czy coś mam z uszkodzeń i potwierdzając że nic nie mam, miałem pewność że go nie dotknąłem.

Jakie dogadanie się z ubezpieczycielem masz na myśli ?? Zmniejszą mi kwotę do zapłaty ?? czemu mam płaić cokolwiek skoro nie uciekłem świadomie.
Z drugiej strony nie chcę sobie narobić problemów prawnych jeżeli sprawa trafi do sądu i przegram ją z jakiegoś powodu obciążą mnie jeszcze kosztami sądowymi.
 
musiałem tym hakiem uderzyć w zaparkowany pojazd dlatego nic nie poczułem, oprócz tego mój pojazd nie posiadał żadnych widocznych uszkodzeń mechanicznych

miałem wrażenie że mogłem go zachaczyć ale wyjechałem z parkingu stanąłem samochodem obok na ulicy obejrzałem swój tył czy coś mam z uszkodzeń i potwierdzając że nic nie mam, miałem pewność że go nie dotknąłem.

I juz widac, ze cos krecisz. Zreszta jak miales na podstawie braku uszkodzen swojego haka dojsc do wniosku, ze na innym pojezdzie nic sie nie stalo. Jedno z drugim nie ma nic wspolnego.
 
Z całym szacunkiem nie piszę tutaj żebyś ustalał czy coś kręcę czy nie. Opisuje przebieg zdarzeń jaki miał miejsce, było bardzo ciasno, ten pojazd wręcz mnie zastawił i miałem trudność w wycofaniu. W momencie podjeżdzania do tego auta tyłem, odniosłem przez moment takie wrażenie że go stuknąłem ale mimo wszystko odjechałem bezpośrednio z parkingu nie sprawdzając czy go dotknałem. Wyjechałem z parkingu na pobliską uliczkę i nie dając mi to spokoju postanowiłem spojrzeć na tył swojego auta. Na parking już nie wróciłem celem obejrzenia tamtego samochodu, sugerując się brakiem uszkodzeń na swoim pojeździe.

Rzeczywiście źle to napisałem że miałem pewność po obejrzeniu swojego haka że go nie uderzyłem.
Nie stwierdziłem braku uszkodzeń na haku tylko na zderzaku i całym tyle swojego auta. Skoro doszło do kontaktu między pojazdami stwierdzam że musiałem go uderzyć hakiem holowniczym, bo jest to na tyle masywny żelazny element że nie będzie na nim widać przy takich manewrach uszkodzeń. Blacha samochodu jest delikatniejsza i na pewno to ona się odkształci a nie mój hak.
 
Powrót
Góra