marian.pazdzioch napisał:
"Czas każdego przedawnienia wydłuża się do 10 lat...
"Do 10 lat" - bo artykuł dotyczył przedawnienia w spr.innej niż wezwanie do zapłaty. To tylko przykład z tymi 10latami. W mojej kwestii odpowiednio powinno być: "do roku" (zgodnie z art. 778 Kodeksu Cywilnego roszczenia z umowy przewozu osób przedawniają się z upływem roku od dnia wykonania przewozu, a gdy przewóz nie został wykonany - od dnia, kiedy miał być wykonany).
marian.pazdzioch napisał:
...jeśli zostanie w związku z nim wykonana jakaś czynność przed sądem lub dłużnik w jakiejkolwiek formie uzna roszczenie (np. poprosi o rozłożenie jego spłaty na raty)."
Tu nie bzdura. Przeczytaj Art. 123.§ 1, pkt 2.
1. Okej, czyli w około 25ciu sprawach są przedawnione. Jednak niejaka Agnieszka Dominika-Rybka w pomorska.pl pisze: "Przedawnienie długu oznacza to, że mija czas, w którym można dochodzić jego spłaty przed sądem.
Jednak zaległości nie znikają, a będą tak długo, dopóki nie zostaną spłacone." - ktoś zna jakieś podstawy prawne wobec tego jak to jest z tymi zaległościami przy przedawnieniu? Jak
je zamknąć, wyzerować na amen, bo co z tego, że nie przychodzi nic, skoro w MPK mam nadal wykaz niezapłaconych wezwań na kwoty XXXX? Chcę to wyzerować.
Piszesz, że aby to zrobić to:
marian.pazdzioch napisał:
Tylko w sądzie, doprowadzając do oddalenia powództwa
Czyli w praktyce: muszę wnieść sprawę do sądu? Ale... chwila, jeśli o "oddalenie powództwa" to rozumiem, że tylko w odpowiedzi na ich wezwanie. "Oddalenie" czyli oddalam w czasie, czy "oddalenie" czyli zamknięcie sprawy? Mnie interesuje tylko ta 2ga opcja.
Czy może mi ktoś doradzić jak ROBIĆ; JAK TO ZROBIĆ, zamiast NIC NIE ROBIĆ - tzn. chociaż z tą kancelarią jak to domknąć na początek, bo sprawa nagli. Z MPK mogę poczekać do dostarczenia od nich tych spraw...
A z kancelarią? Czy możliwe jest zrobienie czegokolwiek w tej sprawie 6ciu wezwań? Trudno mi uwierzyć, że nie mogę nic zrobić...
2. Okej, jest pewnie prawomocna ta sprawa, co do sądu trafiła i nie wiem jaki ma koniec. - Tu znów pytanie jak tego dochodzić? To już pewnie do komornika zostało skierowane, więc z tym dogadaniem się o spłatę to już do komornika się zgłaszać, tak, nie do MPK? A odsetki, które masz na myśli to te liczone od czasu wezwania pierwszego 8 lat temu, czy odsetki od tej kwoty która finalnie (bo już z odsetkami sprzed 8lat) została skierowana do komorniczej egzekucji i która jest finalną kwotą do egzekucji?
Pawelek1991k - nie "należy stwierdzać chyba", ale pytam o to jak to zrobić: krok po kroku, a odp.dostaję: "czekać". Pytam: "na co?", to dostaję odp.: "czekasz, albo przegrywasz teraz".... Czekam, chol..ra już kilka lat i... doczekałam się 1500zł windykacji, z groźbą do 4500, które spłacam. A opiewało na początku na 200zł, kiedy jeszcze w windykacyjnej firmie nie było. To jest przegrana już teraz - nic nie robienie i czekanie, na to by to sobie rosło...
Ja po prostu nie rozumiem tego prawa: jak teraz z nic nie robienia nagle mi się wyzeruje, jeśli do tej pory jednak urosło, z groźbą ponownego rośnięcia?? I nie mam nic na swoja obronę, bo przecież kiedy było wezwanie to nie podniosłam zarzutu przedawnienia.... To co, teraz mam im nie zapłacić (kancelarii windykacyjnej) kwoty, którą uznałam? W odpowiedzi na co oni wniosą sprawę do Sądu i dostanę jeszcze więcej, bo przecież uznałam wierzytelność, spłacając ją - nie mam nic na swoją obronę, oprócz tego, że nie wiedziałam, że przedawniona i że mogę się na to powołać, czyli nie z własnej woli chciałam to spłacić, ale spłaciłam, bo myślałam, że dług jest aktualny.... I tak kwota wzrośnie (bo uznałam, sacre!), ja dostanę nakaz zapłaty, do którego już się nie odwołam, że przedawnione, bo to nowa sprawa, która nie dotyczy wezwania sprzed 8lat, ale teraz nowo nazwanego: zadłużenia które uznałam i zaczęłam spłacać (a tu przedawnienia nie ma, bo spłaciłam 1.ratę w grudniu ubiegłego roku) + koszty sądowe...
Na to mam czekać?
Jeśli drogi autorze, Pawelek1997k twierdzi Pan, że można inaczej, proszę o podzielenie się ze mną tym złotym przepisem.
pawelek1991k napisał:
poczekać i wygrać wszystko definitywnie
Od czekania się nie wygrywa - proszę o napisanie co przez to Pan rozumie. Co by się miało stać, jak mam zadziałać? Okej: "pocztę kontrolować", ale ta nie przychodzi. Jedynie przyszło to wezwanie od firmy windykacyjnej, które zaczęłam spłacać.
"
pawelek1991k napisał:
poczekać (...) i doprowadzać do oddalania powództw (...) gdy będą jakieś wezwania lub nakazy z sądu, to wtedy proszę się zgłosić, a ludzie doradzą co napisać). I wtedy nie będzie "długu"
Zatem tu jestem, piszę - bardzo proszę o poradę co napisać na tym etapie tej firmie windykacyjnej. Nikt mi nie poradził co im napisać. Nie to, że wymagam, broń Boże - jestem wszystkim wdzięczna, że dołożyli swoje 3grosze - nieco mi to rozjaśniło, ale jeśli pisze Pan, że "ludzie doradzą co napisać", to trudno mi wierzyć w takie ogólne hasła "poczekaj, to się ułoży, ludzie doradzą, wtedy długu nie będzie..." - to tylko frazy, które nie są oparte na żadnym mającym możliwość sprawczą potencjale Energii, ponieważ w praktyce "ludzie nie doradzili" co napisać kancelarii na tym etapie. Proszę zrozumieć mój p.widzenia; ja teraz potrzebuję pomocy, teraz się zgłosiłam, i teraz o tę pomoc proszę.
Nie proszę o receptę na wygodę ale na to jak to zamknąć, jak faktycznie doprowadzać do ZAMYKANIA powództw, a nie ODDALANIA. Jeszcze raz, dziesiąty chyba napiszę: chcę doprowadzić do ZAMKNIĘCIA nie przeciągania bez zamknięcia. Bo z przeciąganiem przecież wiążą się odsetki... Poza tym magiczne "długu nie będzie" nie wierzę. Proszę o konkrety. Co zrobić?
"Inaczej" to się właśnie teraz bujam cały czas z nimi, a odsetki rosną. Tak się dzieje teraz, bo... właśnie nic nie robię. Chcę to zakończyć, jak najmniej odsetek płacić i za jak najmniej odsetek być odpowiedzialną.
Proszę nie czuć się urażonym, jeśli tak to mógł Pan odebrać, jednak proszę o konkretne porady dotyczące konkretnego działania na sytuację konkretną, która się dzieje teraz z kancelarią, a dostaję odpowiedź: "poczekaj, kiedy znów coś przyjdzie ktoś pomoże i po tym długu nie będzie". Panie Pawelek1991k; bądźmy poważni.... Nie czekam na kiedyś, ale teraz proszę i "ktosia" nie ma, a dług? Dalej rośnie.
Pawelek1991k - jeszcze dopytam: miał Pan taką sytuację? Ile lat upłynęło? Jak się ZAKOŃCZYŁO - pytam wyraźnie: zakończyło, nie: "czy się ciągnie nadal i formalnie nadal jest jakaś kwota u windykatora/przewoźnika". To samo mam pytanie do reszty osób wypowiadających się: czy jest ktoś, kto
MIAŁ taką sytuację i ją ZAMKNĄŁ - tzn., że
teraz ma 0zł należności; dług został umorzony/zdjęty?
Help...
P.S. Pawelek1991k - jeśli nie masz nic przeciwko możemy przejść na "Ty".