Wezwanie do zapłaty opłaty dodatkowej.

  • Autor wątku Autor wątku annazzielonejdoliny
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

annazzielonejdoliny

Nowy użytkownik
Dołączył
01.2018
Odpowiedzi
4
Ahoj, wiem, że temat stary jak rzeka, ale ja też dostałam od *** dwa wezwania dotyczące mandatów sprzed 9 lat... łącznie opiewające na kwotę 1500zł i groźbą 4500tys., jeśli zostanie skier.na postępowanie sądowe.
I.. wiecie co, wpłaciłam pierwszą ratę dla każdego z nich, po czym... doszło do mnie, że przecież to przedawnione. Tym samym czy zasadna będzie prośba o zwrot pieniędzy? Swoją drogą, czy to nie wyłudzenie z ich strony? Nie chcę rzucać oskarżeniami - jestem w tej kwestii zielona, ale co w takiej sytuacji - czy jeśli wpłaciłam pierwszą ratę to nie jest przypadkiem tak, że dług przyjęłam (mimo przedawnienia) i już nic się nie da zrobić?


Bardzo proszę o odpowiedź kogoś, kto jest prawnikiem, albo najlepiej miał taką samą sytuację z najmniej dla niego obciążającym kieszeń rozwiązaniem..

Do końca miesiąca mam termin zapłaty drugiej raty, dla jednego z wezwań to zarazem ostatnia rata, ale zostałoby jeszcze drugie.. POMOCY!

moderacja
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Na początek, to nie są mandaty.
Jeśli nie było sprawy w sądzie w kwestii tych opłat - są one przedawnione i to dawno.
Nie, to nie jest wyłudzenie, ani próba wyłudzenia.
Nie przyjęłaś żadnego długu, nie uznałaś długu ani nie zrzekłaś się zarzutu przedawnienia. Tak, po tej wpłacie będą ci ściemniać że uznałaś dług, ale to nieprawda.
Prośba o zwrot? :D Co wpłacilaś to już ci przepadło.
 
Na początku dziękuję za odpowiedź.
marian.pazdzioch napisał:
Na początek, to nie są mandaty.
Masz rację - użyłam nazwy potocznej. Zatem pytam o wezwanie do zapłaty opłaty dodatkowej za brak biletu uprawniającego do przejazdu.
marian.pazdzioch napisał:
Nie, to nie jest wyłudzenie, ani próba wyłudzenia.
Okej, ale jest to oszustwo?
Art. 286. § 1. Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd [bo przecież przedawniony] albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

marian.pazdzioch napisał:
Nie przyjęłaś żadnego długu, nie uznałaś długu ani nie zrzekłaś się zarzutu przedawnienia. Tak, po tej wpłacie będą ci ściemniać że uznałaś dług, ale to nieprawda.
- Ty mówisz jedno (jakkolwiek się na tym znasz, czy nie), a Gazeta prawna, (jakkolwiek się na tym zna lub nie):
"Czas każdego przedawnienia wydłuża się do 10 lat, jeśli zostanie w związku z nim wykonana jakaś czynność przed sądem lub dłużnik w jakiejkolwiek formie uzna roszczenie (np. poprosi o rozłożenie jego spłaty na raty)."

Czy, jeśli jesteś właśnie tu i teraz, możesz proszę mi przytoczyć jakieś prawne zapisy, które potwierdzają to, co piszesz? Jak to jest z tym uznaniem długu - kiedy ono następuje, jeśli twierdzisz, że nie w tym przypadku? Bardzo Cię proszę o wyjaśnienie..

Kurczę, dalej czytam:
"W wyroku z 7 listopada 2007 r. Sąd Apelacyjny w Warszawie (sygn. VI ACa 826/2007) wypowiedział się, że „oświadczenie o uznaniu długu, złożone po upływie terminu przedawnienia nie wywiera żadnych skutków prawnych, w tym nie powoduje, że termin przedawnienia biegnie na nowo”.

Czyli miałabym spokój, ale w tym samym tekście, dalej czytam:
Należy zwrócić uwagę na fakt, iż w orzecznictwie zaprezentowano także pogląd, że takie oświadczenie o uznaniu długu może być interpretowane jako oświadczenie o zrzeczeniu się zarzutu przedawnienia (przewidziane w art. 117 § 2 KC). Przyjmuje się również, że oświadczenie takie nie powinno jednak budzić wątpliwości."
"(...) Zrzeczenie się zarzutu przedawnienia nie wymaga żadnej formy. Jak każde oświadczenie woli (art. 60 KC), zrzeczenie się zarzutu przedawnienia może nastąpić w sposób wyraźny lub dorozumiany. W rachubę wchodzi więc każde zachowanie się dłużnika, które ujawnia jego wolę w sposób dostateczny. Na skutek zrzeczenia się zarzutu przedawnienia zobowiązanie naturalne staje się ponownie zobowiązaniem zupełnym. Wynikające z niego roszczenie odzyskuje przymiot zaskarżalności. Nowy termin przedawnienia zaczyna biec od chwili zrzeczenia się zarzutu przedawnienia”.
(źródło: Uznanie długu po upływie przedawnienia. - Piotr Klepuszewski)

Zatem czy to nie jest przypadkiem dorozumiane zrzeczenie, w ramach "każdego zachowania dłużnika, które ujawnia jego wolę (...)", ale.... właśnie "w sposób dostateczny", "nie powinno jednak budzić wątpliwości" - więc może u mnie nie było to dostateczne, skoro to była moja niewiedza i wprowadzenie w błąd, aniżeli wola, by się zrzec zarzutu przedawnienia?

marian.pazdzioch napisał:
Prośba o zwrot? :D Co wpłacilaś to już ci przepadło.
Jeśli wpłaciłam na poczet długu, którego nie ma, to jestem oszukana. Mam prawo żądać zwrotu. Na ludzki rozum. A wiesz jak to w prawie?

moderacja


Aha, i znalazłam jeszcze tekst tu, który podaje, że mimo przedawnienia dług wobec wierzyciela nie ustaje, co ma sens...
***mod***
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
annazzielonejdoliny napisał:
... Okej, ale jest to oszustwo? ...
Nie, ponieważ instytucja przedawnienia nie likwiduje długu, a jedynie pozwala dłużnikowi uchylić się od żądania jego spłaty.
 
anna, uznaj to co napisał pazdzioch za dogmat i przestań się ( na razie) przejmować.
 
W prawie to jest tak, że dług owszem istnieje i dopóki Sąd nie stwierdzi, że nie istnieje to należy liczyć się z jego zapłatą (a to dlatego, że twoja ewentualna bierność przed Sądem oznaczać będzie, iż sama uważasz, że wszystko co mówi przeciwnik to prawda - ale sprawa w sadzie to późniejsza bajka). Sąd może również stwierdzić, że ten dług istnieje - wtedy oczywiście nakazuje zapłacić więc wydaje to nakaz zapłaty, to wyrok i dług (a właściwie wierzytelność i jej wierzyciel) uzyskuje ochronę prawną i można dług egzekwować przy pomocy państwowego organu jakim jest Komornik Sądowy. Dodatkowo termin przedawnienia wydłuża się do 10 w tym przypadku tylko wtedy, gdy wierzytelność taka zostaje stwierdzona właśnie nakazem zapłaty lub wyrokiem i to tylko w stosunku do tego nakazu zapłaty lub wyroku.

Rada dla Ciebie jest taka - możesz zaufać Gazecie Prawnej i udawać oszukanego, co nic nie da. Może tez czekać na jakieś przesyłki polecone z Sądu i zakończyć sprawę na amen (jak by coś takiego przyszło z Sądu to wtedy się zgłoś tutaj) - jeśli tylko marian.paździoch ma rację co do tego 'nie uznania długu'. W mojej ocenie taka wpłata byłaby jednak traktowana jak uznanie długu, co z kolei doprowadziło do przerwania jedynie bieg okresu przedawnienia, który i tak nie wynosił 10 lat, a 1 rok i 6 miesięcy(?) - to 'mandaty' za jazdę bez biletu?

jak to będzie w tym wypadku z tym uznaniem długu?
 
Nic nie przerwało, nic nie uznała. Co najwyżej uznała, że należała się ta pierwsza wpłata.
 
LeszsekS - dzięki za odp, ok kumam zatem, że mimo możliwości "przedawnienia" (z którego nie skorzystałam, bo kiedy 5 lat temu przyszło wezwanie z sądu, to nie odpowiedziałam, a sprawa się potoczyła, więc wtedy mogłam wnosić, że korzystam z przedawnienia, a tego nie zrobiłam. Sprawa podobno się odbyła. Nic mi nie wiadomo na temat wyniku... Gdzie szukać info o tym? Papiery gdzieś miałam z sądu, z tym wezwaniem itd., ale głupia podarłam i wyrzuciłam. Gdzie szukać info? Do sądu wnosić podanie o udostępnienie info nt.postępowania w tej sprawie (tj.wydania postanowienia sądu/zajrzenia do akt)? Chcę wiedzieć jak to się skończyło, żeby komornik mnie potem nie ścigał. Chcę to pozamykać i... spać spokojnie.

WCJ - jasne
uznaj to co napisał pazdzioch za dogmat i przestań się ( na razie) przejmować.
.... "dorosłe" rozwiązanie. Nie chcę już uciekać, czekać, cicho siedzieć... Nonsens. Chcę to zakończyć na amen. Na co czekać mam "na razie"?

dług owszem istnieje i dopóki Sąd nie stwierdzi, że nie istnieje to należy liczyć się z jego zapłatą
Chwała Ci pawelek1991k za info. Okej, czyli w praktyce z każdym mandatem (mam ich... uwaga.. siedzicie? 27!) musiałabym czekać na sprawę sądową, na której dopiero Sąd mógłby twierdzić, że dług nie istnieje. Okej, jakie są przesłanki do tego, by mógł tak stwierdzić? - To raz, a dwa dotyczące tegoż: jeśli w odpowiedzi na wezwanie do Sądu wnosiłabym o przedawnienie, to mogłabym z tego powodu jednocześnie wnosić o umorzenie długu? Bo jak inaczej umorzyć i po co w takim razie to "przedawnienie" jak nie do tego?

W praktyce u mnie to wygląda tak: mam łącznie 27 niezapłaconych wezwań do zapłaty. Sprzed 7 lat w większości. Przedsądowe wezwanie do zapłaty chyba przyszło mi w każdym przypadku w terminie. Nie odpowiedziałam na żadne. Potem najpierw po około 3 latach przyszło jedno wezwanie do sądu (za jeden przejazd bez biletu). A osobno, za inne wezwanie, w podobnym czasie przyszedł dokument o nakazie egzekucji komorniczej. Na sprawę wcześniej wspomnianą nie poszłam, ten nakaz komorniczy zaś olałam... i do tej pory była cisza. Aż do kilku miesięcy temu, kiedy dostałam te dwa listy od kancelarii windykacyjnej, za dwa długi wobec MPK. Wiem, to ja powinnam dochodzić rozwiązania sprawy w każdym przypadku, a tego nie robiłam. Teraz chcę to zakończyć.
Podsumowując: mam 27xniezapłaconych przejazdów. Udałam się do MPK, żeby wiedzieć ile i na jakie kwoty. Powiedzieli mi, że u nich zostało 21, a kolejnych 6 niezapłaconych wezwań podobno już zostało skierowanych do kancelarii windykacyjnej. (Z kancelarii do tej pory przyszły mi tylko te dwa wspomniane wezwania na łączną kwotę 1500zł. Pytałam ich o te 6 łącznie, ale powiedzieli mi, że narazie nic na ten temat nie wiedzą).
Co mogę zrobić, żeby "wyczyścić sobie papiery"? Proszę mi nie proponować "narazie nic" (co sugeruje, że potem będzie kocioł), ale potrzebuję i chcę naprawdę to podomykać.
Jak postępować, by to POZAMYKAĆ?

Postanowiłam zatem... pospłacać. Choć jeśli inna opcja jest, żeby na przedawnienia się powoływać i umorzenie długu by nastąpiło, czy zmniejszenie chociaż opłat dodatkowych to chwała by się stała.. Dlatego tu piszę o porady. Jak prawnie postępować, a nie jak "nic nie robić", bo tak mówi Paździoch (z całym szacunkiem do vel Mariana).

W praktyce zaczęłam spłacanie kancelarii; w tym miesiącu mam kolejną ratę obejmującą oba mandaty i pozostanie mi jeszcze jedna za ostatni z nich. Raczej nie wykaraskam się na tym etapie? (Co do dogmatów Paździocha: kobitce w słuchawce nie powiem, żeby nie wnosili sprawy do sądu, bo niech postępuje wg dogmatu Mariana Paździocha... Ludzie, chciałabym wtedy siedzieć na przeciwko i widzieć jej minę.)
Przecież skoro dług jest i będzie, i kancelaria wykonuje egzekucję w taki sposób, to muszę spłacić? Pytam o czyste postępowanie jak to zrobić, a nie uciekać dłużej - powtarzam.
Jakieś przesłanki oprócz dogmatów, że nie muszę?


Poza tym pozostaje 6 wezwań "skierowanych do kancelarii", o których ta nic nie wie... A MPK twierdzi, że to już ja muszę z nimi rozmawiać. Także tu czekam - nic nie zrobię na tym etapie, ale rozumiem, że jak przyjdzie wezwanie od kancelarii, to odpisać, że przedawniony i nie zapłacę? Tylko jakie mam wtedy realne szanse w Sądzie, że wygram, jeśli na poprzednie wezwania nie odpowiadałam? Wtedy jeszcze koszty postępowania musiałabym. Czy jest sens - jeśli tak jak to formalnie dobrze domknąć?

I co do MPKowych x21 - do nich nie wiem czy ot tak sobie pisać, że przedawnione i na tej podstawie proszę o umorzenie długu? (W ogóle mam podstawy, by tak im pisać? Tu znów wracam do pytania pierwszego - czy tylko Sąd i na jakiej podstawie może umorzyć dług? A jeśli z MPK da się dogadać to jak? Może ktoś miał taką sytuację i się mu udało? Mam na myśli rozwiązania najmniej obciążające kieszeń, ale... prowadzące do rozwiązania, nie rozciągania w nieskończoność.)
Albo... po prostu prosić o rozłożenie na raty z umorzeniem opłat dodatkowych? Wtedy to już będzie uznanie, ale... czy mam inne wyjście? SERIO?

I, jeszcze raz powtarzam, ufam że ze zrozumieniem: nie pytam o "wyjścia" a'la "czekaj/olej", bo przecież finalnie i tak do Sądu/kancelarii wszystko pokierują i będę miała komornicze, a jak będę miała stałą wypłatę, to on [komornik] wtedy usiądzie i przyciśnie, ale wtedy o 10 razy więcej niż teraz przy takich kwotach i ilościach co mam...

Błagam o pomoc w rozwiązaniu najmniej idącym po kieszeni. Ale.... byle do celu - "wyczyszczenia" zobowiązań.
 
annazzielonejdoliny napisał:
- Ty mówisz jedno (jakkolwiek się na tym znasz, czy nie), a Gazeta prawna, (jakkolwiek się na tym zna lub nie):
"Czas każdego przedawnienia wydłuża się do 10 lat, jeśli zostanie w związku z nim wykonana jakaś czynność przed sądem lub dłużnik w jakiejkolwiek formie uzna roszczenie (np. poprosi o rozłożenie jego spłaty na raty)."
Co to za bzdury? Przeczytaj art. 125 k.c.
Podsumowując:
1. W sprawach gdzie nie było nakazu zapłaty - roszczenia są przedawnione, o ile są starsze niż 15 miesięcy. Jak zamknąć na amen? Tylko w sądzie, doprowadzając do oddalenia powództwa. Nic więcej nie polecam robić, bo jeszcze będziesz mieć do czynienia ze skarbówką i koniecznością zapłaty podatku od "umorzenia"
2. W sprawach gdzie były nakazy i są prawomocne (o ile było prawidłowe doręczenie) - pozostaje się dogadać na spłatę, pamiętając że odsetki starsze niż 3 lata są przedawnione (to po to aby nie zapłacić za dużo)
 
Wobec treści ostatniego posta osoby zadającej pytanie stwierdzić należy, że chyba autorka woli jednak spłacać, bo chce zakończyć sprawę "już, teraz, natychmiast", niż poczekać i wygrać wszystko definitywnie.

Przedmówca ma rację: jak nie było do tej pory żadnych spraw w sądzie odnośnie tych 27 wezwań do zapłaty, to wygodniej jest poczekać (kontrolować pocztę z aktualnego adresu i ewentualnie ze starego adresu zameldowania, jeśli się go zmieniało) i doprowadzać do oddalania powództw (jak pisałem - gdy będą jakieś wezwania lub nakazy z sądu, to wtedy proszę się zgłosić, a ludzie doradzą co napisać). I wtedy nie będzie "długu". A inaczej to się będzie pani bujała z nimi, płaciła za odsetki i ciągle jakieś nowe, wybujałe kwoty. Proszę sobie to przeliczyć i zastanowić się, czy jest pani w stanie tyle zapłacić i czy może sobie pani na to pozwolić na obecnym/przyszłym etapie swojego życia. Powtarzam: można poczekać i nie płacić lub zapłacić wszystko od razu.
 
marian.pazdzioch napisał:
"Czas każdego przedawnienia wydłuża się do 10 lat...
"Do 10 lat" - bo artykuł dotyczył przedawnienia w spr.innej niż wezwanie do zapłaty. To tylko przykład z tymi 10latami. W mojej kwestii odpowiednio powinno być: "do roku" (zgodnie z art. 778 Kodeksu Cywilnego roszczenia z umowy przewozu osób przedawniają się z upływem roku od dnia wykonania przewozu, a gdy przewóz nie został wykonany - od dnia, kiedy miał być wykonany).

marian.pazdzioch napisał:
...jeśli zostanie w związku z nim wykonana jakaś czynność przed sądem lub dłużnik w jakiejkolwiek formie uzna roszczenie (np. poprosi o rozłożenie jego spłaty na raty)."
Tu nie bzdura. Przeczytaj Art. 123.§ 1, pkt 2.

1. Okej, czyli w około 25ciu sprawach są przedawnione. Jednak niejaka Agnieszka Dominika-Rybka w pomorska.pl pisze: "Przedawnienie długu oznacza to, że mija czas, w którym można dochodzić jego spłaty przed sądem. Jednak zaległości nie znikają, a będą tak długo, dopóki nie zostaną spłacone." - ktoś zna jakieś podstawy prawne wobec tego jak to jest z tymi zaległościami przy przedawnieniu? Jak je zamknąć, wyzerować na amen, bo co z tego, że nie przychodzi nic, skoro w MPK mam nadal wykaz niezapłaconych wezwań na kwoty XXXX? Chcę to wyzerować.

Piszesz, że aby to zrobić to:
marian.pazdzioch napisał:
Tylko w sądzie, doprowadzając do oddalenia powództwa
Czyli w praktyce: muszę wnieść sprawę do sądu? Ale... chwila, jeśli o "oddalenie powództwa" to rozumiem, że tylko w odpowiedzi na ich wezwanie. "Oddalenie" czyli oddalam w czasie, czy "oddalenie" czyli zamknięcie sprawy? Mnie interesuje tylko ta 2ga opcja.
Czy może mi ktoś doradzić jak ROBIĆ; JAK TO ZROBIĆ, zamiast NIC NIE ROBIĆ - tzn. chociaż z tą kancelarią jak to domknąć na początek, bo sprawa nagli. Z MPK mogę poczekać do dostarczenia od nich tych spraw...
A z kancelarią? Czy możliwe jest zrobienie czegokolwiek w tej sprawie 6ciu wezwań? Trudno mi uwierzyć, że nie mogę nic zrobić...

2. Okej, jest pewnie prawomocna ta sprawa, co do sądu trafiła i nie wiem jaki ma koniec. - Tu znów pytanie jak tego dochodzić? To już pewnie do komornika zostało skierowane, więc z tym dogadaniem się o spłatę to już do komornika się zgłaszać, tak, nie do MPK? A odsetki, które masz na myśli to te liczone od czasu wezwania pierwszego 8 lat temu, czy odsetki od tej kwoty która finalnie (bo już z odsetkami sprzed 8lat) została skierowana do komorniczej egzekucji i która jest finalną kwotą do egzekucji?

Pawelek1991k - nie "należy stwierdzać chyba", ale pytam o to jak to zrobić: krok po kroku, a odp.dostaję: "czekać". Pytam: "na co?", to dostaję odp.: "czekasz, albo przegrywasz teraz".... Czekam, chol..ra już kilka lat i... doczekałam się 1500zł windykacji, z groźbą do 4500, które spłacam. A opiewało na początku na 200zł, kiedy jeszcze w windykacyjnej firmie nie było. To jest przegrana już teraz - nic nie robienie i czekanie, na to by to sobie rosło...

Ja po prostu nie rozumiem tego prawa: jak teraz z nic nie robienia nagle mi się wyzeruje, jeśli do tej pory jednak urosło, z groźbą ponownego rośnięcia?? I nie mam nic na swoja obronę, bo przecież kiedy było wezwanie to nie podniosłam zarzutu przedawnienia.... To co, teraz mam im nie zapłacić (kancelarii windykacyjnej) kwoty, którą uznałam? W odpowiedzi na co oni wniosą sprawę do Sądu i dostanę jeszcze więcej, bo przecież uznałam wierzytelność, spłacając ją - nie mam nic na swoją obronę, oprócz tego, że nie wiedziałam, że przedawniona i że mogę się na to powołać, czyli nie z własnej woli chciałam to spłacić, ale spłaciłam, bo myślałam, że dług jest aktualny.... I tak kwota wzrośnie (bo uznałam, sacre!), ja dostanę nakaz zapłaty, do którego już się nie odwołam, że przedawnione, bo to nowa sprawa, która nie dotyczy wezwania sprzed 8lat, ale teraz nowo nazwanego: zadłużenia które uznałam i zaczęłam spłacać (a tu przedawnienia nie ma, bo spłaciłam 1.ratę w grudniu ubiegłego roku) + koszty sądowe...
Na to mam czekać?

Jeśli drogi autorze, Pawelek1997k twierdzi Pan, że można inaczej, proszę o podzielenie się ze mną tym złotym przepisem.
pawelek1991k napisał:
poczekać i wygrać wszystko definitywnie
Od czekania się nie wygrywa - proszę o napisanie co przez to Pan rozumie. Co by się miało stać, jak mam zadziałać? Okej: "pocztę kontrolować", ale ta nie przychodzi. Jedynie przyszło to wezwanie od firmy windykacyjnej, które zaczęłam spłacać.
"
pawelek1991k napisał:
poczekać (...) i doprowadzać do oddalania powództw (...) gdy będą jakieś wezwania lub nakazy z sądu, to wtedy proszę się zgłosić, a ludzie doradzą co napisać). I wtedy nie będzie "długu"
Zatem tu jestem, piszę - bardzo proszę o poradę co napisać na tym etapie tej firmie windykacyjnej. Nikt mi nie poradził co im napisać. Nie to, że wymagam, broń Boże - jestem wszystkim wdzięczna, że dołożyli swoje 3grosze - nieco mi to rozjaśniło, ale jeśli pisze Pan, że "ludzie doradzą co napisać", to trudno mi wierzyć w takie ogólne hasła "poczekaj, to się ułoży, ludzie doradzą, wtedy długu nie będzie..." - to tylko frazy, które nie są oparte na żadnym mającym możliwość sprawczą potencjale Energii, ponieważ w praktyce "ludzie nie doradzili" co napisać kancelarii na tym etapie. Proszę zrozumieć mój p.widzenia; ja teraz potrzebuję pomocy, teraz się zgłosiłam, i teraz o tę pomoc proszę. Nie proszę o receptę na wygodę ale na to jak to zamknąć, jak faktycznie doprowadzać do ZAMYKANIA powództw, a nie ODDALANIA. Jeszcze raz, dziesiąty chyba napiszę: chcę doprowadzić do ZAMKNIĘCIA nie przeciągania bez zamknięcia. Bo z przeciąganiem przecież wiążą się odsetki... Poza tym magiczne "długu nie będzie" nie wierzę. Proszę o konkrety. Co zrobić?

"Inaczej" to się właśnie teraz bujam cały czas z nimi, a odsetki rosną. Tak się dzieje teraz, bo... właśnie nic nie robię. Chcę to zakończyć, jak najmniej odsetek płacić i za jak najmniej odsetek być odpowiedzialną.

Proszę nie czuć się urażonym, jeśli tak to mógł Pan odebrać, jednak proszę o konkretne porady dotyczące konkretnego działania na sytuację konkretną, która się dzieje teraz z kancelarią, a dostaję odpowiedź: "poczekaj, kiedy znów coś przyjdzie ktoś pomoże i po tym długu nie będzie". Panie Pawelek1991k; bądźmy poważni.... Nie czekam na kiedyś, ale teraz proszę i "ktosia" nie ma, a dług? Dalej rośnie.

Pawelek1991k - jeszcze dopytam: miał Pan taką sytuację? Ile lat upłynęło? Jak się ZAKOŃCZYŁO - pytam wyraźnie: zakończyło, nie: "czy się ciągnie nadal i formalnie nadal jest jakaś kwota u windykatora/przewoźnika". To samo mam pytanie do reszty osób wypowiadających się: czy jest ktoś, kto MIAŁ taką sytuację i ją ZAMKNĄŁ - tzn., że teraz ma 0zł należności; dług został umorzony/zdjęty?
Help...

P.S. Pawelek1991k - jeśli nie masz nic przeciwko możemy przejść na "Ty".
 
Ostatnia edycja:
Nie możesz "wyzerować" długu tylko dlatego, że jest przedawniony. Przedawnienie zobowiązania cywilnoprawnego polega na tym, że dług nadal istnieje a wierzyciel jedynie nie może przymusowo dochodzić roszczeń przed Sądem. Zatem sam fakt, że te opłaty dodatkowe się przedawniły nie powoduje, że możesz zażądać od wierzyciela by "zapomniał" o długu. Dług nadal jest i wierzyciel ma prawo Cię nękać telefonicznymi i pisemnymi wezwaniami itp. i nie jest to żadna próba oszustwa. Na upartego wierzyciel może nawet Cię pozwać tylko ryzykuje, że jeśli podniesiesz przed Sądem zarzut przedawnienia to wtedy przegra sprawę, Sąd oddali powództwo i wtedy i tylko wtedy dług "zniknie". Dlatego wszyscy Ci radzą abyś czekała na pozwy i wtedy podnosiła przedawnienie przed Sądem, bo to jedynym sposób by definytywnie pozbyć się takiego przedawnionego długu ( no możesz go jeszcze spłacić ale chyba nie o to Ci chodzi). Na tym etapie żadna korespondencja z wierzycielem i firmą windykacyjna nic Ci nie da bo nie zmusisz ich by dali Ci spokój, mają prawo żądać spłaty przedawnionego długu i będą to robić.




Wysłane z mojego SM-T805 przy użyciu Tapatalka
 
Droga autorko tematu - tutaj z reguł doradzają prawnicy lub osoby uczone w prawie. Ich doradztwo polega na niesieniu pomocy - a więc na czymś dobrym, pozytywnym dla pytającego, w przeciwieństwie do szkodzenia. Dlatego niekiedy musisz po prostu zaufać, że jest tak, a nie inaczej i te opcje, które są tutaj prezentowane, będą w danym wypadku najlepsze lub co najmniej korzystne.

Oddalenie powództwa byłoby dla Ciebie korzystne tylko wtedy, gdyby to MZK lub firma windykacyjna wniosła przeciwko Tobie sprawę. Wówczas Ty podnosisz odpowiednie zarzuty w odpowiedzi na pozew lub w sprzeciwie od nakazu zapłaty (zależnie jaką drogę postępowania przeciwnik wybierze).

Oddalenie ma swoje określone znaczenie w naszym prawie i oznacza, że wnosząca sprawę osoba przegrywa ją (bo rzekomy dług czy też wierzytelność nie została należycie udowodniona ergo jest nieprawdziwa lub nieistniejąca itp). Oddalić w czasie, jak to być może zrozumiałaś, można ale tylko 'odraczając' coś. W tej sytuacji nikt niczego nie będzie odraczać - po prostu sąd albo oddala powództwo albo zasądza (czyli każe płacić) odpowiednią kwotę. Jednakże aby doprowadzić do oddalenia należy podnieść odpowiednie, jak wyżej wspomniałem, zarzuty.

Pytałaś czy sama możesz wytoczyć jakieś powództwo - no niby tak, z art 189 k.p.c., ale nie polecam tej drogi raczej. Nie polecam i już - jak pisano wyżej, uwierz na słowo.

W praktyce łatwiej jest doprowadzić do oddalenia powództwa firmy windykacyjnej, chociaż nie jest to regułą, bo zależy jakimi dowodami na poparcie swoich żądań dysponuje MZK. I przede wszystkim to firma windykacyjna musi być teoretycznym wierzycielem, a więc 'niby-kupić' dług od MZK. Chociaż nawet jeśli twierdzenia MZK okażą się gołosłowne (bo np liczą na Twoją bierność, na nieodbieranie przesyłek z sądu) to nawet z MZK sprawę da się wygrać. Ale jak widzisz - to zależy od danej okoliczności, a wiedzieć więcej będziemy zawsze dopiero gdy przyszedłby ewentualny pozew z sądu. Dlatego też wszyscy tutaj poradzili Ci żebyś czekała i nic nie robiła, wyszła na zewnątrz na spacer, do kina czy gdzie indziej i zapomniała o tym wszystkim. Na zmartwienia czas będzie później - jeśli w ogóle będzie się czym przejmować.

Jeśli chciałabyś mieć spokój, to poczekaj na jakąś sprawę w sądzie - czyli na ich krok, wynajmij prawnika (może nawet po kosztach Ci sprawę poprowadzi). Wygraj raz, może nawet drugi i sami się odczepią jak zobaczą, że do każdej sprawy to oni muszą dokładać (tak - jak oni przegrają w sytuacji, gdy jesteś reprezentowana przez profesjonalnego pełnomocnika, adw. lub r. pr., to oni muszą płacić koszty).

Generalnie z własnej inicjatywy to możesz tylko pójść i wszystko zapłacić - bez sensu, chyba, że chcesz.

Na koniec mogę zapytać tylko. Ile rzekomo miałabyś w sumie do zapłacenia i czy MZK wspominało coś o ewentualnych odsetkach?
 
Dajcie spokój. Ona po prostu chce to zapłacić. Tak, spłata długu definitywnie zamyka temat jego istnienia.
 
annazzielonejdoliny napisał:
"Do 10 lat" - bo artykuł dotyczył przedawnienia w spr.innej niż wezwanie do zapłaty. To tylko przykład z tymi 10latami. W mojej kwestii odpowiednio powinno być: "do roku" (zgodnie z art. 778 Kodeksu Cywilnego roszczenia z umowy przewozu osób przedawniają się z upływem roku od dnia wykonania przewozu, a gdy przewóz nie został wykonany - od dnia, kiedy miał być wykonany).


Tu nie bzdura. Przeczytaj Art. 123.§ 1, pkt 2.
Wklejasz jakieś urywki wyrwane z kontekstu, nijak mające się do twojej sytuacji, mącisz sobie sama w głowie. Sama sobie stwarzasz problem, a następnie chcesz z nim walczyć, zabierając się nie od tej strony co trzeba.
Jak należy postępować - już napisałem. Masz inne zdanie na ten temat, to rób co uważasz
 
Powrót
Góra