Wezwanie do zapłaty z firmy Statima - POMOCY!

  • Autor wątku Autor wątku berka152
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
B

berka152

Nowy użytkownik
Dołączył
10.2012
Odpowiedzi
3
Witam wszystkich, jestem tu pierwszy raz.
Mam taki problem - dokładniej mówiąc, ma go moja mama (emerytka).

Dzisiaj, tj. w piątek 12.10.2012r., mama znalazła w skrzynce pocztowej ZWYKŁY list z jakiejś firmy windykacyjnej Statima z Katowic.
Dowiedziałam się o tym kilka godzin temu, mama przez telefon płakała, jest roztrzęsiona. Ma zapłacić 150 zł za coś, za co nie powinna płacić nic, a co wydarzyło sie we wrześniu 2007r.
Mama mieszka ok. 600km ode mnie, na drugim końcu Polski (Dolny Śląsk), i nie mogę pomóc jej na miejscu, pójść z nią do prawnika itp. Mama wpadła w histerię, bo nie tylko, że dla niej 150 zł to jest ogromna kwota (ma emeryturę 980 zł netto), ale załamała się tym, że (jak twierdzi) jest na pewno na liscie w rejestrze dłużników - dla niej to dyshonor i hańba...


Mama mieszka na terenie takiej małej aglomeracji kilku miast, komunikacja miejska jest wspólna, ale jeszcze w 2007r. obowiązywały dwa różne wzory biletów miejskich, bo autobusy należały do dwóch różnych firm przewozowych. Bilety różniły się kolorem, na różne trasy międzymiastowe należało kasować inne bilety. Było z tym dużo zamieszania, bo ludzie się ciągle mylili i na danej trasie kasowali nie to, co trzeba. Mojej mamie taka sytuacja przydarzyła się dwa razy.
Za pierwszym, gdy dostała mandat za niby jazdę bez biletu (ale skasowała bilet, tyle że nie tego koloru, co trzeba - nosiła cały zapasik w torebce), pojechała wyjaśnić sprawę do urzędu gminy, bo on był zleceniodwacą dla tych dwóch firm przewozowych (dla obu naraz, jak rozumiem). Uznano jej reklamację (pokazała skasowany bilet tej drugiej firmy), mandat anulowano.
Sytuacja powtórzyła się kolejny raz, właśnie we wrześniu 2007 r. Mam znów była to wyjaśniać (przy okazji nakrzyczała urzędników za to, że nie ma jedego wspólnego wzoru biletów) i znów jej mandat anulowano.
Ale jest problem: anulowanie było ustne, zapewniono mamę o tym i już.

Minęlo 5 lat, i nagle dziś ten list od jakiejś Statimy.

Przysłali kopię pisma o przekazaniu należności dłużnej od urzędu gminy do firmy Statima. Jest nazwisko urzędnika, sygnatura pism itd. - to przekazanie praw do windykacji ma datę 02.10.2012r.
Data 08.10.2012r. to dana wysłania przez Statimę listu do mojej mamy (datowanie pisma oraz data widoczna na pieczątce na kopercie).
Jest data OSTATECZNA wpłaty długu - poniedziałek 15.10.2012r.! Czyli - w piątek wyjęta koperta ze skrzynki, zwykły list, nie polecony, a w poniedziałek należy wpłacić 150 zł, i jeszcze jest OBOWIĄZEK powiadomienia o wpłacie! Telefonicznie, mailem albo faxem. Bo piszą (straszą!), że jeśli do 15 października nie wpłynie powiadomienie (czyli dowód wpłaty), to oni uruchamiają procedurę: sprawa do sądu, wzrost kosztu zadłużenia do ok. 5 tys. zł (tak mama mi czytała przez telefon, płacząc), bo policzą koszty sądowe, itp., itd.

Ja już nawet nie wspomnę, że moja mama to taki szczególny przypadek honorowy, że nie chce nigdy słyszeć o mojej pomocy finansowej (choć i tak pomagam, ale w innej formie) - ale w tej sprawie, nawet gdybym chciała wyłożyć te 150 zł, to nie mam jak! Mama nie ma konta bankowego, nie zdążyłabym jej i tak tego przysłać przekazem, a pożyczyć mama nie ma od kogo.

Ale proszę o odpowiedź: czy takie wezwanie, przysłane zwykłym listem, w ogóle może być uznane za doręczone? Przecież mama mogła być np. w szpitalu albo u mnie z wizytą, i nie dostać do rąk własnych tego pisma przez dłuższy czas!
I czy tak skandalicznie krótki termin na wpłatę jest zgodny z przepisami? List dochodzi w piątek, a w poniedziałek już mają być i pieniądze wpłacone, i powiadomienie o wpłacie? Czy jeszcze emeryt musi płacić za telefonowanie? Bo z internetu moja 70-kilkuletnia mama nie korzysta, więc opcja "darmowe powiadomienie e-mailem" odpada.

No i sama istota sprawy: jak to jest, że urząd gdminy anulował mandat, minęło we wrześniu dokładnie 5 lat od wydarzenia, nikt w międzyczasie nie wzywał do zapłaty, więc jak to jest? Nie ma przedawnienia? Czytałam tu na forum, że za "wezwanie do zapłaty" uważa się w takiej sprawie samo wystawienie mandatu - ale przecież mama była w urzędzie i anulowano jej mandat! Czy teraz ma płacić karę, bo nie ma dowodu na piśmie o tym anulowaniu?

Co z tym zrobić? Jest problem, bo myślę, że w czasie weekendu nikt z Was mi nie zdąży odpisać, a w poniedziałek mija ten wzięty z sufitu termin do zapłaty... Mama nie zapłaci, bo zwyczajnie nie ma czym. Dostała w środę emeryturę, opłaciła rachunki, czynsz, wykupiła leki i akurat na życie zostało jej ok. 180zł.

Czy w takiej sytuacji ma sens to, żebym jej potem przysłała te pieniądze, skoro pewnie ta firma-hiena z Katowic już z radością uruchomi całą procedurę? Bo tak straszą - jest mowa o sądzie, o kilkutysięcznej kwocie do spłaty potem, o zajęciu wynagrodzenia itd.

Czy to wszystko trzyma się kupy? Czy tak to może się odbywać?
Co moja mama powinna zrobić? Jak ja jej mogę pomóc? Co jej poradzić?

Z góry dzięki za pomoc.
 
Art.. 778 k.c - roszczenia z umowy przewozu osób przedawniają się z upływem roku od daty przewozu.
Można do nich napisać:
Nie uznaję roszczenia w związku z art. 778 K.C - tylko tyle, ani słowa więcej. Wysłać za potwierdzeniem odbioru i wiecej z nimi nie rozmawiac ani nie odpisywać.
Zając ich metody "odzyskiwania" długów będą nadal natrętnie domagać się zapłaty i na to musisz mamę uodpornić. Mogą też wystąpić do sądu o nakaz zapłaty - jeżeli kiedykolwiek coś takiego przyjdzie należy wnieść sprzeciw i podnieść zarzut przedawnienia.
 
Ostatnia edycja:
Niech czeka na pismo z sadu i koniecznie w terminie odwola sie na przedawnienie i po sprawie.Niech do nich nie dzwoni ani nie idze na zadne ugody.A co do kosztow po sadzie to ta kwota z kosmosu
 
Ojoj, nie wierzę, ktoś tu po nocy zajrzał i odpowiedział! :)

DZIĘKUJĘ WAM!!!

Mama już poszła spać, a ja siedzę i chodzę po internecie i czytam, szukam...
Zrobię, jak radzicie, uspokoję jutro mamę, zabronię gdziekolwiek dzwonić i przyznawać się, że dostała takie pismo.

Czy sądzicie, że wysłanie listu przez Statimę jako zwykłego ma jakiekolwiek znaczenie, tzn. na ich niekorzyść? Czy można grać, za przeproszeniem, durnia, i w razie czego bardzo się zdziwić, gdyby się odezwali jeszcze raz, i twierdzić, że żadnego pisma się nie dostało? Czy taka firma NIE MUSI wysyłać takich wezwań przesyłką poleconą (lub doręczycielem, za potwierdzeniem odbioru)? Czy brak tej formy nie powoduje, że wezwanie jest nieskuteczne/nieważne?
Czy jest możliwe, że to mogło być za potwierdz. odb., ale ktoś podrobił podpis, bo np. nie zastał mamy w domu?

Na koniec tylko jeszcze raz dopytam: jak to jest z biegiem terminu przedawnienia? Czy np. to, że urząd gminy (jako właściciel komunikacji miejskiej - zajrzałam na ich stronę kilka minut temu, nadal miasto tym zarządza) sprzedał długi Statimie, to przedłuża okres przedawnienia? Ale i tak data na ich piśmie to 2. października (jak rozumiem mamę, to jest właśnie kopia pisma, kiedy przekazali długi Statimie), a nr na mandacie (który Statima cytuje) zaczyna się od liczb "2007/09/..." i inne liczby dalej.
Czyli - zdarzenie miało miejsce we wrześniu 2007r.

Czy ewentualne oddalenie/umorzenie sprawy przez sąd (o ile Statima chciałaby dalej się w to bawić) jest pewne? Nie chodzi mi, rzecz jasna, o wróżenie z gwiazd :), tylko jak myślicie - czy to jakiś standard w takich sprawach czy raczej może się zdarzyć raz na milion, że nakażą mamie płacić te horrendalne kwoty? Bo tak tam jest ponoć wyliczone: mama czytała werset po wersecie o kosztach procesowych, o pełnomocniku zastępczym czy jakoś tak, po prostu całe wyliczenie kosztów, które mamę czekają, jeśli "dobrowolnie" nie zapłaci 150zł do poniedziałku 15.10.2012r....

Czy jesteście prawnikami? Czy macie zdanie na temat, czy postępowanie firm takich, jak ta Statima, jest w ogóle uznawane za etyczne w środowisku prawniczym? Czy to jest tak do końca i dosłownie zgodne z literą prawa? Np. tak krótki termin dany na zapłatę? I takie straszenie, jakby to byli gangsterzy jacyś? Czy to się nadaje do nagłośnienia w prasie lub tv, czy raczej jest to "normalne" postępowanie firm windykacyjnych i nikt by się tym nie zajął, bo to nie 'afera'?

Uff, emocje mnie ponoszą.

Jeszcze raz serdeczne DZIĘKI za odpowiedzi!
 
Wszystko co piszą przedmówcy to prawda. Proszę jednak zwrócic uwagę, że nawet jeśli sąd uzna roszczenie za przedawnione, nie oznacza to ze ono już nie istnieje. Istnieje nadal, z tym ze wierzyciel nie może go dochodzić na drodze sądowej.
Mogą dochodzić w sposób o którym pisze @eewwaa1111:
eewwaa1111 napisał:
Zając ich metody "odzyskiwania" długów będą nadal natrętnie domagać się zapłaty i na to musisz mamę uodpornić.
 
Pisma z Fw do niczego nie zobowiązują - możesz je potraktować jako ostrzeżenie przed ich dalszym, natrętnym pisemnym i telefonicznym nagabywaniem do spełnienia roszczenia łącznie z wniesieniem do sądu pozwu o zapłatę - tym bardziej, że z ich punktu widzenia w przypadku Twojej mamy trafili na "podatny grunt". Wiesz równie dobrze jak ja, że człowiek w tym wieku nie mający pojęcia o co w tym wszystkim chodzi zapłaciłby to nie widząc innego wyjścia często gęsto odejmując sobie ostatnią kromkę chleba od ust :-( Wpisz w forumową wyszukiwarkę hasło "firma windykacyjna", a dużo się dowiesz o ich metodach.
Sprzedaż firmie windykacyjnej nie ma znaczenia dla przedawnienia.
Oddalenie pozwu po podniesieniu przez pozwanego zarzutu przedawnienia jest niemalże pewne.
W prasie i tv było bardzo dużo na temat firm wind., ale zapewne jako niezainteresowana tematem nie zwróciłaś na to uwagi. Były również nakładane na nie kary.
Szczególnie uczul mamę na nadchodzące listy polecone - w razie nakazu zapłaty termin do wniesienia sprzeciwu to dwa tygodnie od odebrania go.
P.s Wysłałam e-mail na Twoja pocztę.
 
Ostatnia edycja:
Dopiero siadłam do komputera, za chwilę przejrzę wszystkie wątki na ten temat - dzięki Wam za kolejne odpowiedzi!
Dziękuję też eewwaa1111 za mejla, właśnie zerknęłam i widzę dużo linków do poczytania!

Wiecie co, bywam na różnych forach od wielu lat, ale jeszcze tak szybkiej reakcji i tak pomocnych odpowiedzi na pytania nie dostałam NIGDY! :)

Wielkie dzięki raz jeszcze, jesteście naprawdę dobrymi ludźmi, drodzy eewwaa1111, djiksik i amadia66 ! :)
Bardzo mnie uspokoiły Wasze odpowiedzi, wiem już, jak mamę nastawić i czego się spodziewać. Myślę, że dam radę i jakoś pomogę jej przetrwać ewentualne nagabywania tych hien...

Zaraz zabieram się za czytanie.

Dobrej nocy i miłej niedzieli!
 
Też mam taką sytuację. Moja dziewczyna dostała takie same wezwanie, również po 5 latach.
Zadzwoniłem do nich z informacją, że zgodnie z art.778 k.c. nie uznaję ich roszczenia.
Pani odpowiedziała, że ten paragraf nieobowiązuje, ponieważ roszczenie zostało zarządzone poniżej roku od przejazdu a teraz jest tylko kontynuowane.
Powiedziała, że odnotowuje odmowę zapłaty a sprawa zostanie skierowana do sądu. Dodatkowo poinformowała, że moja dziewczyna zostanie wpisana do Krajowego Rejestru Długów.
Co teraz? Czy mają takie prawo?
 
Ostatnia edycja:
dread1989 napisał:
Pani odpowiedziała, że ten paragraf nieobowiązuje, ponieważ roszczenie zostało zarządzone poniżej roku od przejazdu a teraz jest tylko kontynuowane.

Bzdura. Jak nie było w międzyczasie złożonego pozwu to należność jest przedawniona na 100%.

dread1989 napisał:
Powiedziała, że odnotowuje odmowę zapłaty a sprawa zostanie skierowana do sądu. Dodatkowo poinformowała, że moja dziewczyna zostanie wpisana do Krajowego Rejestru Długów.
Co teraz? Czy mają takie prawo?

Jak skierują sprawę do sądu to będzie trzeba wnieść sprzeciw/odpowiedz na pozew, w nim podnieść z ostrożności procesowej zarzut przedawnienia oraz nie istnienia zobowiązania (spore szanse, że Statima nie dysponuje żadnymi papierami, ale to się zobaczy już w pozwie).

Przypilnować trzeba tylko, żeby Statima wpisała poprawny adres w pozwie - żeby Twoja dziewczyna dostała list z sądu.

Co do wpisów do rejestrów długu - przy obecnym stanie prawnym mają do tego prawo, oczywiście Ty masz prawo do wpisania zastrzeżenia do tego wpisu.
Jest szansa, że to się niedługo zmieni, trwają prace nad ustawą, która uniemożliwi wpisywanie w rejestry długów przedawnionych.
 
Powrót
Góra