Wielka Czwórka czy Magic Circle ?

  • Autor wątku Autor wątku Maulus
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Dzieki, tak tez myslalem, zwlaszcza, ze czesto dzialy prawne sa "nowymi" dzialami. Mialem nadzieje, jednak, ze ktos coś słyszał ;)
Na gazecie nic nie znalazłem.
Dzieki za pomoc.

PZDR
 
FMCG napisał:
Dzieki, tak tez myslalem, zwlaszcza, ze czesto dzialy prawne sa "nowymi" dzialami. Mialem nadzieje, jednak, ze ktos coś słyszał ;)
Na gazecie nic nie znalazłem.

Niestety masz pecha. Polskie filie międzynarodowych korporacji zdołały przejąć wiele wzorców znanych anglosaskiej kulturze korporacyjnej, za wyjątkiem zamieszczania w ogłoszeniach o wakatach informacji o wynagrodzeniu. Być może jest tak dlatego, bo Polacy słyną z tego, że potrafią się niezdrowo podniecać czyimiś zarobkami ?
 
Wpisz w guglu - cee legal i zobacz ile się zarabia w magic circle. A co do wielkiej czwórki - kilka lat temu na początek dawali ok 2-3 tys. netto.
 
Na Cee Legal piszą, że w Magic Circle od 15 do 50 tys. PLN. To chyba jednak nie odnosi się do początkującego prawnika bez doświadczenia... :)
 
Wracając do tematu.

Prawnik bez doświadczenia wart jest w porządnym firmach ok 3 - 5 kpln brutto.

I to jest stawka zarówno w sieciówkach, dużych korporacjach i innych firmach gdzie wypłata pracownikowi wynagordzenia nie powoduje, że Pan Zbigniew - właściciel będzie miał mniej na życie .....
 
stawki, które podajecie co do tzw. Magic Cirlce nie odbiegają od rzeczywistości, zwłaszcza to co chelboj napisał - dla młodego prawnika. Będzie to ponad 3k netto, w porywach do 5k netto. Ale wszystkim, którzy już liczą te pieniądze sieciowe warto napisać, że po pierwsze: po przeliczeniu na liczbę godzin wcale nie jest to jakaś rewelacyjna kwota, bo pewnie każdy ma świadomość, że z tych firm nie wychodzi się z teczuszką do domu o 17.00. Ale co ważniejsze, i to jest drugi punkt - miejsc dla takich młodych prawników jest b. niewiele, w skali miasta jakieś 20-30, a ubiegają się o nie setki ludzi, po uczelniach z całego kraju, nierzadko i z zagranicznymi stażami. Konkurencja jest przeogromna a przyjmą garstkę.
Trzeba też mieć świadomość, że nabór nie do końca wygląda tak jak w folderze PR kancelarii - nie same testy i rozmowy decydują a np. to, że ktoś jest "polecony" przez ważnego klienta (np. dziecię prezesa dużej spółki), albo po prostu zwyczajne rodzinne układy. No ale w końcu żyjemy w Polsce, więc chyba nikogo dziwić to nie może - kancelaria może być z zachodu, ale pracują jednak Polacy :)
 
5 kpln netto to się raczej nie dostaje (na początku). Może się zdarzyło (jak pisałeś - dziecię prezesa Orlenu w White & Case), ale to raczej wyjątek niż reguła.

Realnie patrząc to 5 kln brutto jest do wyrwania w najlepszych sieciówkach.

U nas młodzi dostają na start 3 kpln brutto (absolwent którego na początek trzeba nauczyć obsługi outlook'a) a chętnych mamy po 300 - 500 kandydatów na miejsce :cool:
 
W 2008 r. w ramach miesięcznych praktyk dwie z firm Magic Circle oferowały ok. 2700 zł netto. Dłuższa współpraca (na umowę zlecenie) to było dla magistra prawa ok. 50% więcej i odpowiednio o tyle w razie stałej współpracy. Wymagania, tak jak opisywałem - dwa języki, angielski na poziomie swobodnej rozmowy prawniczej i pisania esejów prawniczych (niektóre firmy każą je pisać w ramach eliminacji na praktyki), bardzo preferowany pobyt zagraniczny z praktyką prawniczą, dyplom z wyróżnieniem, szeroka wiedza z 2 dziedzin prawa + oczywiście aktualne zapotrzebowanie, bo bez tego to się oczywiście nikogo nie szuka.
 
zgadzam się z Geronimo, ale w przypadku sieciówek raczej rzadko zatrudnia się dzieci klientów -- to nie jest dobre, gdy syn/córka klienta widzi od środka jak wygląda praca nad projektami realizowanymi dla tego klienta. Pracy w tych kancelariach często towarzyszy duży stres wśród partnerów i równie duża presja wywierana na pracowników. Z tego powodu raczej z polecenia przyjmuje się dzieci znajomych prawników, jednak to wcale nie jest tak bardzo powszechne zjawisko jak niektórzy uważają. Tutaj też nie ma specjalnie skrupułów -- jeśli ktoś się nie nadaje, to po pewnym czasie odejdzie ponieważ firma z niego zrezygnuje, albo sam dojdzie do odpowiednich wniosków.

@surehand -- wszystko co piszesz jest raczej prawdziwe, ale w dalszym ciągu większość prawników w sieciówkach pracuje wyłącznie po angielsku, mimo że na stronach kancelarii prawnicy wpisują sobie po kilka języków, które mogą znać nawet dobrze, ale nie na tyle aby w tych językach pracować.

@lloyd -- mzd liczby które podaje geronimo są prawidłowe...
 
Ostatnia edycja:
marcus1 napisał:
z

@surehand -- wszystko co piszesz jest raczej prawdziwe, ale w dalszym ciągu większość prawników w sieciówkach pracuje wyłącznie po angielsku, mimo że na stronach kancelarii prawnicy wpisują sobie po kilka języków, które mogą znać nawet dobrze, ale nie na tyle aby w tych językach pracować.

Pisałem o warunkach wstępnych, a nie o języku roboczym. Angielski prawniczy jest tak oczywisty, że każdy, kto idzie choćby po praktyki do sieciówki, go zna, więc inne języki dodają szans.
 
Dlaczego nikt nie podaje swoich zarobków nawet gdy jesteśmy tu przecież anonimowi?
Przecież to może nam wszystkim pomóc w ewentualnych negocjacjach płacowych.
A może nawet pod nickiem wstydzimy się przyznać ile zarabiamy?
To może ja zacznę:
aplikant adwokacki, 3 lata temu na dzień dobry 2000 netto bez doświadczenia (nikłe)
dziś 6900 brutto w niezbyt dużej knacelarii, ang biegle + prawniczy, hiszpańki biegle ale nie do pracy (bez prawa).
Może ktoś jeszcze się pochwali, tylko proszę bez fantazjowania i bez premii, nagród, socjalu itp itd
Pracuje od 8.30 do 17.30 (1h przerwy) nadgodziny ok 15 w miesiący (wolonatariat)
 
niedziwinic - jakieś staże w czasie studiów? Podyplomówki?

Czy po prostu miałeś farta i po dostaniu się na aplikację znalazłeś taką pracę? A może pracowałeś już tam w czasie studiów, albo jakieś praktyki na ost. latach studiów?
 
Widzę, że moja inicjatywa spełzła na niczym. Oczywiście że miałem krótkie praktyki a to w sądzie, a to w prokuraturze, a to w kancelarii, pół roku na erasmusie w madrycie. Ale kto dziś nie praktykuje w czasie studiów? Co to ma do rzeczy? zamiast podać swoje dane to robicie dochodzenie, przecież nie chodzi o to kto jakie liceum kończył, tylko jaka jest jego aktualna sytuacja. Dodam tylko jedną istotna dla tematu informację - mojego szefa na rozmowie kwalifikacyjnej (a własciwie egzaminie - 2 h) zobaczyłem pierwszy raz w życiu - to tak uprzedzając pytania czy znajomości, rodzina itd itp

Ponieważ jak widzę reszta chce zabrać tajemnicę swoich zarobków do grobu to tytułem dalszego obalania mitów podam zeszłoroczne zarobki moich kolegów z administracji publicznej (podaje na podstawie pitów za 2009, ale nie pamiętam dokładnie jak wyglądały poszczególne składniki)
Referendarz w Ministerstwie Gospodarki ok 45 tys na rok (29 lat, bez aplikacji)
Specjalista w Ministerstwie Skarbu ok 60 tys na rok (30 lat, aplikacja radcowska ostatni rok - tu dane sprzed 5 min)
specjkalista (? nie pamiętam dokładnie stanowiska, ale niezbyt wysokie) w Min. Finansów ok 50 tys zł na rok (bez aplikacji)
Do pracy przychodzą koło 8 wychodzą punkt 16 (w sensie że po 8 h tyrki), żadnych nadgodzin
Dane kolegów podałem z pamięci więc się nie czepiać i nie żądać podawania info w stylu: a w którym Wydziale (czy co oni tam mają)? a kogo znają? kto ich zna? itd itp Nawet gdybym to wiedział i tak bym nie powiedział bo oni chcą tam pewnie jeszcze popracować (nie dziwię się im)
 
Nie robię dochodzenia.

Nie widzę powodu, aby podawać swoje dane - po studiach pracuję na styku branży (stanowisko z prawem związane), ale żadna to kancelaria ani nawet dział prawny w firmie/urzędzie. Więc to, że napiszę, ile z tego mam - nic nie daje, bo jak rozumiem, zamysłem jest podawanie i zestawianie takich danych przez osoby pracujące po kancelariach czy w każdym razie jako prawnicy.

Fajne te kwoty ministerialne. No właśnie - tylko że ministerialne. Pole do popisu dla osób ze stolicy, lub mogących pozwolić sobie na komfort zmiany miejsca zamieszkania. Precyzując - nie chodzi mi o to, że tyle właśnie, sporo, zarabiają. Chodzi o to, że jak nie jesteś z okolic Warszawy - tego typu stanowiska nie znajdziesz, bo urzędy ministerialne tylko tam siedzibę mają. W administracji gminnej, powiatowej czy wojewódzkiej czy innych organach na szczeblu miejscowym nie dostanie się tyle.
 
Ostatnia edycja:
niedziwinic napisał:
Widzę, że moja inicjatywa spełzła na niczym.

Ponieważ jak widzę reszta chce zabrać tajemnicę swoich zarobków do grobu to tytułem dalszego obalania mitów podam zeszłoroczne zarobki moich kolegów z administracji publicznej

nie wyczytasz tu masowo podawanych wynagrodzeń ponieważ :

1. Polacy mają wdrukowane w głowę, żeby nie podawać takich danych nikomu i nigdzie
2. w sytuacji, gdy większość absolwentów prawa szuka jakiejkolwiek pracy a na 2000 zł/m-c patrzy jak na nieosiągalne marzenie podawanie tutaj zarobków wzbudzi tylko niepotrzebną zawiść i ataki furii,
3. jaką to będzie miało wiarygodność, że jako anonim ktoś napisze, że zarabia X zł ? przy krańcowo niskim wzajemnym zaufaniu w Polsce na informację o zarobkach będzie taka reakcja: "bzdury, nie można tyle zarabiać !" "musiałeś po znajomości się dostać", "jesteś frustratem bez pracy i dodajesz sobie tylko frajdy podawaniem takich sum". Ci zaś co robią za darmo albo za grosze (czyli większość) nie ma się czym chwalić, więc woli pomilczeć.

A nożyce są ogromne - dla aplikanta od 0 zł do 10 000 zł miesięcznie.

To takie opinie domorosłego socjologa i psychologa społecznego wykonującego zawód prawnika :)
 
Ostatnia edycja:
No to ja dodam dla porównania roczne przychody w sektorze budżetowym:
- aplikanta aplikacji ogólnej - 45.600 zł
- aplikanta sędziowskiego bądź prokuratorskiego - 65.140 zł (od przyszłego roku)
 
Powrót
Góra