Własny napój w restaruacji

  • Autor wątku Autor wątku S-power
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
S-power napisał:
Odnosząc sie do przykładu z warsztatem wyobrażasz sobie taką sytuacje: "Albo pan zremontuje u nas wszystko co ma pan zepsute albo wynocha bo remontu tylko sprzęgła my nie uznajemy!" ?

Nie, odnosząc się do przykładu z warsztatem, to tak jakbyś przyjechał na wymianę hamulców, ale w międzyczasie wrąbal się gościowi na kanał z własnym wydechem i stwierdził, że będziesz go tutaj wymieniał, ale korzystając z jego kanału i narzedzi, , bo on to robi za drogo
 
bodzio2 napisał:
jak tego nie rozumiesz to trudno, nikt się z koniem nie będzie kopał.
Uwierz, że to akurat rozumiem. Nie rozumiem tylko takiego podejścia do klienta, które mogło by skutkować po prostu zniechęceniem go do powtórnego przyjścia (coś w stylu antyreklama).


sperly napisał:
Nie, odnosząc się do przykładu z warsztatem, to tak jakbyś przyjechał na wymianę hamulców, ale w międzyczasie wrąbal się gościowi na kanał z własnym wydechem i stwierdził, że będziesz go tutaj wymieniał, ale korzystając z jego kanału i narzedzi, , bo on to robi za drogo

Może i masz racje, ale w moim przykładzie analogia tkwi w tym, że gdyby mechanik samochodowy zobaczył, że naprawiłeś coś sobie, lecz nie u niego to mógłby Cię obrazić lub wyrzucić z warsztatu? Bo widze że podobnie jest z kelnerami- zobaczą że masz coś nie od nich to od razu jakieś "ale", no a winny jesteś Ty jeśli ich nie posłuchasz, prawda
 
Pozwólcie, że zadam jeszcze jedno pytanie mniej więcej związane z powyższymi kwestiami. Czy jak jestem w restauracji to kelner/właściciel może mnie wyprosić dosłownie za nic? powiedzmy nie podoba się mu mój ubiór, lub jego kolega mnie nie lubi... mniejsza o to, ale może mnie bezpodstawnie wyprosić (bo przecież lokal jest prywatny), a ja głupi bym nie ustąpił z jednego prostego powodu: "ale dla czego? o co panu chodzi?" to w takiej sytuacji on narusza jakieś zasady czy ja (gdybym sie nie usunął na jego żądanie)?
 
Jeżeli korzystasz z usług to nie. Jednak jak wejdziesz i po prostu będziesz siedział w i zajmował stolik to tak
 
Bez powodu nie może odmówić sprzedaży produktów z oferty.
Wniesienie i konsumpcja własnego napoju to jednak wystarczający powód by upomnieć i w razie braku reakcji wyprosić. Musisz wówczas opuścić lokal.
 
S-power napisał:
powiedzmy nie podoba się mu mój ubiór, lub jego kolega mnie nie lubi... mniejsza o to, ale może mnie bezpodstawnie wyprosić (bo przecież lokal jest prywatny),

A ma lokal w swej ofercie "usługę poczekalni"?

S-power napisał:
(bo przecież lokal jest prywatny),

Prywatny, nie prywatny ale posiadacz jest zawsze który ma swoje prawa.
 
Dziwny świat - przyjdę do bardzo drogiej restauracji, zamówię najtańszą herbatkę, bo jestem ludzki człowiek i dam im zarobić :), wyciągam z torby pojemnik ze swoją pomidorówką, drugi z mielonymi od babci, zajadam, popijam ich herbatką i robię sobie serię zdjęć na Instagram, że stołuję się w najdroższej restauracji w mieście :)
A co będzie, jak się tym moim wniesionym jedzeniem zatruję? Nie mam paragonu, że kupiłam u nich jedzenie, ale oni nie mają dowodu, że nie zatrułam się ich herbatką. Myślę, że zatrułabym się tą herbatką i chciałabym grube odszkodowanie...
 
I tak bezumownie korzystasz z ich mienia.
Kupujesz wystawny obiad upitraszony przez ich kucharza podany przez ich kelnera zawierasz także umowę użyczenia na mocy której możesz skorzystać z ich stolika i krzesła. Jak sobie lokal nie życzy konsumowania potraw u nich nie kupionych to takie ich prawo.
 
emerytwojskowy napisał:
A ma lokal w swej ofercie "usługę poczekalni"?
Wszak napisałem "powiedzmy" (synonim: "załóżmy"), że nie podoba mu się mój ubiór jako możliwy powód tego, iż właścicielowi zachciało by się wyproszenia mojej osoby dodając na końcu "mniejsza o to" gdyż to nie ten przykład był powodem i gwoździem mojego ostatniego pytania.



loczek25 napisał:
A co będzie, jak się tym moim wniesionym jedzeniem zatruję?
Powiem tak: jeśli chodzi o mnie to np. przeterminowanych soków nie kupuję i nie spożywam, a nieprzeterminowanym napojem jeszcze się nigdy w życiu nie zatrułem, więc chyba puściły Cię wodze fantazji z tymi zatruciami, paragonami, i odszkodowaniami.
 
Sądzę, że temat wyczerpany. Tak "gdybać" można bez końca. Zamykam.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra