K
KrzysiekMaciaszek
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 12.2008
- Odpowiedzi
- 2
Witam, to mój pierwszy i mam nadzieję nie jedyny post
Z góry przepraszam, jeśli to co napiszę to będą głupoty, ale moja wiedza na ten temat nie jest jeszcze zbyt wielka.
Więc tak, w naszym gimnazjum był dzisiaj funkcjonariusz policji ds. dewiacji wśród młodzieży i patologii. W trakcie słuchania jego wykładu byłem troszkę zdziwiony, sposób, w jaki opowiadał o tym wszystkim narzucał mi myślenie, że każdy gimnazjalista jest przestępcą. Rzeczy takie jak zwracanie się do nauczyciela bez użycia „pan(i)” jest traktowane jako przestępstwo. Pan policjant przedstawił nam bardzo wiele rodzajów przestępstw, jakie może dokonać młodzież i jakie są tego konsekwencje. Gdy powiedział o konsekwencjach obrażania nauczyciela przez ucznia, otrzymał pytanie: „a co, jeśli nauczyciel obraża ucznia?” Jego odpowiedź była troszkę dwuznaczna: „należy przede wszystkim pamiętać, że nauczyciel jest funkcjonariuszem, a jeśli coś takiego powie, to na pewno w celach edukacyjnych”. Nie lepiej zareagował, gdy został zapytany, co należy zrobić, gdy nauczyciel przyjdzie na lekcje pod wpływem alkoholu (i tutaj ponownie cytuje odpowiedź): „Zastanów się lepiej nad swoją kulturą, nie uwierzę, żeby nauczyciel przychodził pijany do szkoły i takie pytania nie powinny w ogóle padać”. Ja to zrozumiałem jednoznacznie, uczniowie są źli, popełniają masę przestępstw (wcześniej pan policjant opowiadał o alkoholizmie wśród młodzieży), a nauczyciele z racji tego, że mają status funkcjonariusza państwowego nie łamią przepisów. Gdy znowu podczas tego wykładu jedna osoba zaczęła chichotać, funkcjonariusz musiał zainterweniować podnosząc głos zagroził, że spisze jego dane i napisze protokół, potem sprawa trafi do sądu rodzinnego (o to jedno zachichotanie…), czy to aby przypadkiem nie jest lekkie nadużycie?
Ogólnie przez cały wykład młodzież była uświadamiana w tym, że nauczyciele to osoby nietykalne, bezkarne, a uczniowie to z reguły przestępcy. Ten policjant również poruszył kwestię przebywania młodzieży poza miejscem zamieszkania w godzinach nocnych, co również nazwał PRZESTĘPSTWEM, a z tego co mi wiadomo, nigdzie nie ma artykułu zabraniającego w godzinach nocnych opuszczania miejsca zamieszkania osobom nieletnim, w tym wypadku prawo stanowią rodzice i to oni ustalają godzinę, na którą ich pociecha ma być w domu, a nie policja.
Ciężko jest pisać obiektywnie o tych sprawach będąc uczniem, ale prosiłbym z waszej strony o opinię w tej sprawie, czy się mylę co do tych spraw, czy jednak mam trochę racji i ten funkcjonariusz był nie do końca fair w stosunku do nas i zamiast przybliżać nam prawo w sposób jak najbardziej obiektywny, robił wszystko żeby młodzież zastraszyć, wyolbrzymiając pewne rzeczy?
Proszę o zrozumienie i wybaczenie, jeśli napisałem głupoty…
Pozdrawiam
Z góry przepraszam, jeśli to co napiszę to będą głupoty, ale moja wiedza na ten temat nie jest jeszcze zbyt wielka.
Więc tak, w naszym gimnazjum był dzisiaj funkcjonariusz policji ds. dewiacji wśród młodzieży i patologii. W trakcie słuchania jego wykładu byłem troszkę zdziwiony, sposób, w jaki opowiadał o tym wszystkim narzucał mi myślenie, że każdy gimnazjalista jest przestępcą. Rzeczy takie jak zwracanie się do nauczyciela bez użycia „pan(i)” jest traktowane jako przestępstwo. Pan policjant przedstawił nam bardzo wiele rodzajów przestępstw, jakie może dokonać młodzież i jakie są tego konsekwencje. Gdy powiedział o konsekwencjach obrażania nauczyciela przez ucznia, otrzymał pytanie: „a co, jeśli nauczyciel obraża ucznia?” Jego odpowiedź była troszkę dwuznaczna: „należy przede wszystkim pamiętać, że nauczyciel jest funkcjonariuszem, a jeśli coś takiego powie, to na pewno w celach edukacyjnych”. Nie lepiej zareagował, gdy został zapytany, co należy zrobić, gdy nauczyciel przyjdzie na lekcje pod wpływem alkoholu (i tutaj ponownie cytuje odpowiedź): „Zastanów się lepiej nad swoją kulturą, nie uwierzę, żeby nauczyciel przychodził pijany do szkoły i takie pytania nie powinny w ogóle padać”. Ja to zrozumiałem jednoznacznie, uczniowie są źli, popełniają masę przestępstw (wcześniej pan policjant opowiadał o alkoholizmie wśród młodzieży), a nauczyciele z racji tego, że mają status funkcjonariusza państwowego nie łamią przepisów. Gdy znowu podczas tego wykładu jedna osoba zaczęła chichotać, funkcjonariusz musiał zainterweniować podnosząc głos zagroził, że spisze jego dane i napisze protokół, potem sprawa trafi do sądu rodzinnego (o to jedno zachichotanie…), czy to aby przypadkiem nie jest lekkie nadużycie?
Ogólnie przez cały wykład młodzież była uświadamiana w tym, że nauczyciele to osoby nietykalne, bezkarne, a uczniowie to z reguły przestępcy. Ten policjant również poruszył kwestię przebywania młodzieży poza miejscem zamieszkania w godzinach nocnych, co również nazwał PRZESTĘPSTWEM, a z tego co mi wiadomo, nigdzie nie ma artykułu zabraniającego w godzinach nocnych opuszczania miejsca zamieszkania osobom nieletnim, w tym wypadku prawo stanowią rodzice i to oni ustalają godzinę, na którą ich pociecha ma być w domu, a nie policja.
Ciężko jest pisać obiektywnie o tych sprawach będąc uczniem, ale prosiłbym z waszej strony o opinię w tej sprawie, czy się mylę co do tych spraw, czy jednak mam trochę racji i ten funkcjonariusz był nie do końca fair w stosunku do nas i zamiast przybliżać nam prawo w sposób jak najbardziej obiektywny, robił wszystko żeby młodzież zastraszyć, wyolbrzymiając pewne rzeczy?
Proszę o zrozumienie i wybaczenie, jeśli napisałem głupoty…
Pozdrawiam