T
telepek
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2014
- Odpowiedzi
- 1
Znając życie temat był wałkowany przez kilka milionów razy. Jeżeli faktycznie tak było to serdecznie przepraszam za kolejny identyczny post.
Sprawa wygląda następująco:
W 2011 r. rozpocząłem studia licencjackie na Uniwersytecie Szczecińskim. Studia przebiegły bez problemu, pięć semestrów zdanych ale nastąpił problem w szóstym. O ile wszystkie przedmioty w tym semestrze zdałem [mam wciąż przy sobie indeks i kartę na potwierdzenie] pokpiłem trochę sprawę z pracą licencjacką - obijałem się, nie chodziłem na seminaria itd. Ale udało mi się dogadać z promotorką, że ja coś tam na wrzesień na sesję poprawkową napiszę i jakoś zdam.
Tylko że nie wyszło. W wakacje zachorował ojciec a na dodatek umarła babcia. Ciężki to był okres, pisanie pracy było ostatnią rzeczą na jaką miałem ochotę. Więc - chcąc nie chcąc, wywalono mnie z uczelni za brak oceny z seminarium licencjackiego.
Z ogarnięciem się, czekałem rok. Nie czytając jakichkolwiek ustaw i regulaminów - zabrałem papiery z kierunku z którego mnie wyrzucono i dostałem się na kolejny kierunek [na tej samej uczelni].
Teraz czytam, że jest jeszcze szansa na wybronienie się, że mam dwa lata po skreśleniu, ale chciałbym się upewnić u kogoś obeznanego z tematem. Więc: czy faktycznie mam szansę? Czy fakt, iż zabrałem dokumenty z uczelni i dałem na drugi kierunek ma znaczenie i mi może w czymś przeszkodzić?
Z góry dziękuje za wszelakie odpowiedzi i przepraszam za wszelkie niedogonności.
Sprawa wygląda następująco:
W 2011 r. rozpocząłem studia licencjackie na Uniwersytecie Szczecińskim. Studia przebiegły bez problemu, pięć semestrów zdanych ale nastąpił problem w szóstym. O ile wszystkie przedmioty w tym semestrze zdałem [mam wciąż przy sobie indeks i kartę na potwierdzenie] pokpiłem trochę sprawę z pracą licencjacką - obijałem się, nie chodziłem na seminaria itd. Ale udało mi się dogadać z promotorką, że ja coś tam na wrzesień na sesję poprawkową napiszę i jakoś zdam.
Tylko że nie wyszło. W wakacje zachorował ojciec a na dodatek umarła babcia. Ciężki to był okres, pisanie pracy było ostatnią rzeczą na jaką miałem ochotę. Więc - chcąc nie chcąc, wywalono mnie z uczelni za brak oceny z seminarium licencjackiego.
Z ogarnięciem się, czekałem rok. Nie czytając jakichkolwiek ustaw i regulaminów - zabrałem papiery z kierunku z którego mnie wyrzucono i dostałem się na kolejny kierunek [na tej samej uczelni].
Teraz czytam, że jest jeszcze szansa na wybronienie się, że mam dwa lata po skreśleniu, ale chciałbym się upewnić u kogoś obeznanego z tematem. Więc: czy faktycznie mam szansę? Czy fakt, iż zabrałem dokumenty z uczelni i dałem na drugi kierunek ma znaczenie i mi może w czymś przeszkodzić?
Z góry dziękuje za wszelakie odpowiedzi i przepraszam za wszelkie niedogonności.