Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
smoerfke ty w ogóle nie kumasz o co tutaj biega, więc nawet dobrze że nie będziesz uczestniczyć jak to nazywasz w tej "paranoi". Tu nie chodzi o negatywne nastawienie do dzieci. To ich rodzice są burakami nie nadającymi się do zamieszkania wśród ludzi. Dziecko tak funkcjonuje jak go nauczy dorosły. Często dorośli mylą bezstresowe wychowanie dzieci z bezdyscyplinowym wychowaniem. To drugie polega na tym że rodzice nie wytyczają dzieciom żadnych granic a te robią co chcą bo dziecko nie rozumie że ktoś pod nim mieszka i może ze skóry wychodzić na dźwięk wielogodzinnego biegania, tupania i wrzeszczenia. Także najwyraźniej źle odczytałeś wypowiedzi forumowiczów i faktycznie lepiej będzie jak dasz sobie spokój z wypowiedziamy na tym wątku
 
Och, ach
Mnie tez kusi zebys przedstawila swoje pelne zdanie,a co. Pewnie zmiotloby nas, podlych ludzi, jak wiatr majstra z dachu.
Moze i czytalas watek,ale zrozumialas z niego niewiele. Tu nie pisze nikt nastawiony negatywnie do dzieci. Tu pisza ludzie udreczeni przez halas jaki te dzieci generuja, a generuja, bo ich rodzice nie umieja sie swoimi dziecmi zajac, nie umieja ich wychowywac, robia z nich szkodnikow przez co tacy jak my,mieszkajacy ponizej (szczegolnie) i powyzej, nie mozemy spelniac swoich rol, w rodzinie, w pracy, w zyciu prywatnym. Bo w tym uposledzonym panstwie nie ma skutecznych mechanizmow aby ukarac zajmujacych sie hodowla dzieci rodzicow. Tak jak i innych mechanizmow,ale my w tym watku nie o tym.
Dzis od 5.30 2 letnie dziecko biegalo samopas po domu, w butach na twardej podeszwie, a 6 doroslych osob mieszkajacych z tym dzieckiem ograniczylo swoj wysilek do tego,zeby dziecku te buty wlozyc. Zaden z tych glabow nie pomysli, ze ponizej mieszka ktos kto spi. Rozumiesz ? I tak bedzie dzis,jutro, i kazdego nastepnego dnia tyg.
Mylisz ze my, ktorzy sie tu skarzymy, to sluchamy tylko Chopina i wyjadamy konfitury palcem ze sloika ? Mylisz ze nie ma wsrod nas takich ktorzy maja wlasne dzieci ? Ze ich sami nie wychowywalismy ? Moze od naszych sasiadow i Ciebie roznimy sie tym,ze poniewaz jestesmy rodzicami, to NIE POZWALAMY/NIR POZWALALISMY swoim dzieciom na rozne zachowania, bo je wlasnie wychowywalismy. Nie bedzie ogon machal psem, niektorzy nieudolni rodzice powinni to sobie na lodowce przyczepic, na lusterkach. Nie mieszkasz sam w bloku, tak samo.
Dalej, gdybys czytala nasze posty, to wiedzialabys,ze nikt z nas nie skarzy sie na dzieci ktore placza, w nocy, w dzien, bo zabkuja, bo maja kolki, bo musza cos swiatu powiedziec.Czyli na rzeczy oczywiste i na ktore nie ma wplywu, pozostaje tylko wspolczuc. My sie skarzymy na halas, bieganie,skakanie,tupanie,rzucanie przedmiotami,czyli tym, do czego byc moze Ty np, lub np moi sasiedzi, i sasiedzi np matematyka, czy innych z tego watku,musza wzywac supernianie na sygnale. Skoro juz czegos zyczysz mi, to zeby moi sasiedzi ze swoimi dziecmi wyjechali do jakiegos normalnego kraju,a nie uposledzonej republiki bananowej jak ten nasz, i zeby przyszlo im zaplacic za brak umiejetnosci zajmowania sie swoimi dziecmi. Bo czego moze nie wiesz, nie wszedzie da sie z dziecka zrobic bachora.
A moim zasranym tylkiem forumowa kolezanka niech sie nie przejmuje, staram sie pracowac tak zeby nie liczyc na to ze Twoje dzieci beda musialy mnie podmywac. Zajmij sie nimi to beda wysylac zamiast tego statki na Marsa.
 
Ostatnia edycja:
mir_ko napisał:
Często dorośli mylą bezstresowe wychowanie dzieci z bezdyscyplinowym wychowaniem.


Ty również czytaj ze zrozumieniem. Nad moją wypowiedzią był cytat!
To nazywasz bezstresowym wychowaniem? To ja nie chcę oglądać kraju, w którym żyją i rządzą ludzie wychowani na Twoje podobieństwo.
 
wielka.woda>>>

Ty również czytaj ze zrozumieniem. Gdybyś przeczytała wątek tak wnikliwie jak ja i miała odrobinę intuicji, to wiedziałabyś o czym piszę.
Sporo w mojej wypowiedzi ironii, ale to głównie dlatego, że kobieta (dawno temu, na pierwszej stronie) poprosiła o radę. I co? Skończyło się na tym, że jej problem stał się przyczyną sporu społeczniaków, pieniaczy (nie obrażając kilku użytkowników, którzy w całym tym wątku potrafili się jednak zachować). Reszta? Ludzie bez odrobiny kultury.

To tyle co mam do powiedzenia. Jeżeli masz nieco polotu to będziesz wiedziała o co mi chodzi, bo wybacz...nie będę rozwiewała Twoich ani niczyich wątpliwości. Społkiem nie jestem!

Zapomniałabym, wszyscy jesteście tacy fajni, grzecznie prosicie swoich sąsiadów, żeby zadbali o to, aby ich pociechy zachowywały się nieco ciszej, a jednak fakt, ze uczestniczycie w tym internetowym sporze świadczy tylko i wyłącznie o tym, że wcale tacy fajni nie jesteście, bo widać, w realnym świecie chyba już nie bardzo potraficie się komunikować. Najprościej wyżyć się anonimowo.
 
Ostatnia edycja:
Chyba niedługo któryś z moderatorów zamknie ten wątek, bo poziom wypowiedzi na temat i wyrażonych w elegancki sposób drastycznie się obniżył. Powtórzę jednak dla tych, którzy czytają, a nie rozumieją, bo nie potrafią czytać ze zrozumieniem, bo nigdy podobnego problemu nie doświadczyli, bo mają inne oczekiwania od życia itd. (odpowiednie zakreślić ;)) : KAŻDY MA PRAWO DO SPOKOJU WE WŁASNYM DOMU.
Wątek dotyczy osób, które tego spokoju nie mają. Co więcej, które były lub są narażone na permanentny hałas. Naprawdę nikogo z nas nie interesuje, czy hałas generuje fan Metalliki, pobliskie lotnisko, czy małe dziecko właśnie. System nerwowy znosi go tak samo źle.
Jasne, że wolałabym takiego problemu w ogóle nie mieć i móc cieszyć się życiem, bo pieniaczem raczej jednak nie jestem :). Ale jakoś trudno wykrzesać z siebie pokłady entuzjazmu, jeśli wstaje się na komendę, w ciągu dnia znosi katusze, a spać idzie, kiedy już jest względnie cicho. Proszę mi wierzyć, że nie jest to komfortowa sytuacja. Jest takie b. mądre i wszystkim znane powiedzenie: żyj i pozwól żyć innym. Byłoby fajnie, gdyby się do tego stosować. Życie byłoby o wiele prostsze. I to by było tyle w temacie. Życzę spokoju i wielu okazji do uśmiechu :).
 
Ostatnia edycja:
Ten watek nie jest dla Ciebie, smoerfke, ktora to nie jestes spolkiem i czytasz wnikliwie i z intuicja i masz polot choc ja go nie widze ale probuj, probuj :)
Dawno temu jakas pani poprosila o pomoc, i okazalo sie, ze jest cala masa ludzi, ktora ma problem ze swoimi halasujacymi sasiadami. W tym przypadku chodzi o halasujace dzieci. Rada dla tej pani to uspokoic dziecko.
Ostatnio czytalem ze spolecznik to ten, kto np nie chce zeby na klatce schodowej rozne szumowiny palily papierosy, pily piwo, rysowaly na scianach hwdp, itd. No naprawde, oby takich spolecznikow bylo wiecej wsrod nas.
Poza tym,my tez mamy dzieci - nie pozwalamy im halasowac bez koniecznosci przywiozywania ich do kaloryfera.
Rozszyfrowalas nas: prosimy i rozmawiamy wielokrotnie ze swoimy sasiadami - bez skutku. A powinnismy nasylac na nich patrole policyjne, mops, spoldzielnie mieszkaniowa, i podawac ich do sadu.
Widzisz jacy jestesmy fajni, a Ty na nas nastajesz :)
Najlepiej to anonimowo madrowac na necie nie majac nic do powiedzenia w temacie o ktorym sie mowi.
 
wielka.woda napisał:
Ostatnio czytalem ze spolecznik to ten, ....


Po raz kolejny! Czytaj ze zrozumieniem! Nie napisałam "społecznik" tylko "społeczniak" - wydźwięk pejoratywny (mam nadzieję, że nie będziesz miał problemu ze zrozumieniem tego określenia)...
Skoro tak wnikliwie czytasz, to dlaczego nie wiesz, że Pani, która zapoczątkowała dyskusję nadmieniła, iż jej sąsiadce chodzi o ...śmiech dziecka, jej śmiech itp... Śmiech uważasz jako coś co należy uspokajać, czy jak to tam nazwiesz, to masz poważny problem!



"patrole policyjne, mops, spoldzielnie mieszkaniowa, i podawać ich do sadu" to już tez było! Znowu wykazałaś się brakiem czytania ze zrozumieniem...

"Mądrować" (tłumaczenie dla czytelnika: mądrzyć) to ja mogę na co dzień z przyjaciółmi, których Tobie chyba brakuje...

Mimo wszystko...minus dla mnie za to, że dałam się wciągnąć...
 
Ostatnia edycja:
Ja powiedziałem już wszystko co miałem do powiedzenia w tym temacie i miałem się już w nim nie udzielać ale skoro zostałem wywołany...

smoerfke napisał:
NaPohybel - słyszałeś siebie?
Nie słyszałem. Ale byłem w pełni świadom tego co piszę. Przeczytaj moje (i innych) wcześniejsze posty to może zrozumiesz o co mi chodzi

smoerfke napisał:
Chcielibyście, żeby te dzieci (gdy już będziecie zgorzkniałymi i zniedołężniałymi starcami) zapieprzały na Wasze emerytury i wycierały Wam tyłki w domach starców, ustępowały miejsc w tramwaju, autobusie, co? Szczerze Wam życzę, żeby te dzieci wyjechały jak najdalej poza granice tego państwa upośledzanego przez ludzi takich jak Wy! Obyście musieli błagać te dzieci, by wróciły i zapewniły Wam jako taki byt.

Bez komentarza.
Co ma piernik do wiatraka?! Co ma do rzeczy wychowanie dziecka do jego późniejszego zapieprzania na nasze emerytury i wycieranie tyłków. Znaczy się że jak pozwoli się dziecku być wrednym bachorem terroryzującym wszystkich dookoła to będę miał lepszą emeryturę i podtarty zniedołężniały tyłek? Tak?

Twoja wypowiedź nie wnosi kompletnie nic do tematu, a jedyne co robi to prowokuje do szarpaniny. Skoro nie masz do powiedzenia nic co mogło by pomóc ludziom po jednej albo po drugiej stronie to się po prostu nie udzielaj. Ten wątek już i tak zawiera zbyt wiele tego typu śmieci.

Nie będę się nawet starał wyjaśniać ci o co chodzi mi i innym osobom uczestniczącym w tym temacie bo skoro przeczytałaś wszystkie posty i wciąż nie rozumiesz naszego problemu, to ja już prościej tego przedstawić nie potrafię.
 
Smoerfke, brawka, ze "zaskoczylas" wreszcie ze jestem facetem.
Znasz pewnie jeszcze kilka trudnych wyrazow no i masz swoj urok, ale bardziej przypominasz Nelly Rokite niz Magdalene Srode. Mowisz, ale nic mowisz, co juz Ci zasygnalizowalo kilka osob tutaj. Moze i dalas sie wciagnac, ale ja uwazam ze to my zesmy sie niepotrzebnie znizyli.
Jesli chodzi o smiech, to "Śmiech mnie rozpiera, śmiech, olbrzymi śmiech,
Którym śmiać się nie umiem" - jak czytam ten Twoj belkot.
To cytat z wiersza takiej jednej polskiej noblistki, Wieski Szymborskiej;)
Idz sobie tam gdzie radzisz sobie lepiej.
 
dajcie spokój, smoerfke chciała zabłysnąć, ale jej nie wyszło (heheheh....) może rozwiązywanie krzyżówek (nie za trudnych) podniesie jej morale. Tutaj nie ma za wiele mądrego do powiedzenia. Bądźmy wyrozumiali dla niej. Przecież tak bradzo się starała.....
 
Ostrzegam przed toczeniem dalszych personalnych wojenek i postami takimi jak powyższy. Każdy ma prawo do wyrażenia swojego zdania. I to zdanie można skomentować. Powyższy wpis tego zdania nie komentuje - moderator.
 
Witam wszyskich
Chciałbym poruszyć nasz problem i przeczytać Wasze opinie na ten temat. Kupilśmy mieszkanie około 9 lat temu. Zaraz po kupnie w zasadzie nie robiliśmy dużego remontu (na kupno wydaliśmy nasze oszczędności i nie było za co zrobić remontu) pomalowaliśy ściany i pare dziur do wywiercenia i to w zasadzie wszystko. Przez okres 5 lat żadnych problemów z sąsiadami no może oprócz jednej sąsiadki której pies po jej wyjściu wył i szczekał przez pare godzin. Pracuje na zmiany i czasami cieżko po nocnej zmianie było mi słuchać tego szczekania. Na moje prośby zero reakcji z jej strony a po rozmowach z innymi sąsiadami stwierdziłem że nie ma szans załatwienia tego problemu z psem i jakoś starałem sie to tego przyzwyczaić. Cztery lata temu (wczoraj skończyła cztery latka:) ) urodziła nam sie długo oczekiwana córka.Zapomniałem dodać wcześniej że z naszej strony cisza totalna. Większe imprezy poza domem a małe sporadycznie i kończyły sie przed 22. Po urodzeniu córki wylądowaliśmy w szpitalu na dwa miesiące bo były problemy zdrowotne. Po wyjściu ze szpitala lekarz nakazał aby postarać sie zeby mała miała w miare spokój i postarać sie żeby dużo spała. Wiedzieliśmy że z tym spaniem w dzień może być problem bo pies jak wył tak wyje i szczeka do dziś. W czasie dziennego spania czasami chodziłem do sąsiadów na górze i prosiłem czy nie moliby grac troche ciszej ( mają córke nastolatke i rozumiem że lubi posłuchać muzyki głosniej) musze przyznać że troche między nami zrobiła sie napięta atmosfera ale zawsze spełniali nasze prośby. Z pania która ma wyjącego pieska sprawa była nie do załatwienia. W tamtym roku zrobiliśmy gegeralny remont który według fachowców miał trwać 5 tygodni a trwał 13 i dobrze że mieliśmy sie gdzie wyprowadzić na ten okres i nie zazdroszcze sąsiadom tego okresu ale to był nasz pierwszy remont od wprowadzenia i przypuszczam że taki generalny to ostatni ( co jakiś czas zostanie tylko wymalowanie ścian) Zaznaczam że prace były wykonywane tak jak przystało na dobre stosunki sąsiedzkie tzn. od 9 do 17. Córka nasza na szczęscie już nie ma żadnych poważnych problemów zdrowotnych i nie śp już w dzień także nie ma juz problemów z sąsiadami ale niestety teraz to my staliśmy sie problemem dla naszej sąsiadki która mieszka pod nami:( Mała jest żywym dzieckiem i nie ukrywam ruchliwym. Do tamtego roku wychowywana w domu a od września 2009 chodzi do przedszkola. Niestety jak to w pierwszym roku przedszkolnym bywa mała często choruje a od tygodnia nie chodzi do przedszkola chociać jest zdrowa bo mamy termin na wycięcie trzeciego migdała i nie chcemy zeby sie rozchorowała bo jak będzie chora to nie da rady zrobić zabiegu i czekania kilejne 3 miesiące. Pani która mieszka pod ami już parokrotnir zwracała nam uwage że jest u nas za głośno a my cały czas ją przeprszamy i staramy sie córke w miare możliwości uciszać i uspakajać co czasami jest trudne :) Może pisze troche chaotycznie ale próbuje dokładnie naświetlic sprawe. jeszcze w trakcie remontu sąsiadka która mieszka pod nami i jej mąż zwracali nam uwage że remont jest za głośny a ja przepraszałem ile mogłem i poganiałem fachowców. Staramy sie z dzieckiem nie przesiadywać w domu ale z racji jej częstych chorób w ostatnim roku i ciężkiej zimy siedzimy często w domu. Mamy nadzieje że po wycięciu migdała wszystko zdrowotnie sie poprawi i nie będziemy musieli tak często siedzieć w domu i damy małej wyszaleć sie poza domem. Do tej pory cały czas z sąsiadką i jej mężem była sytuacja napięta ale było dzień dobry aż do wczoraj. Wczoraj złapała mnie na klatce i była jeszcze w towarzystwie tej pani kórej piesek wyje codziennie iostro mi dała do zrozumienia ze ona tego dłużej nie wytrzyma i źle wychowujemy naszą córke że to jest budownictwo wielorodzinne i że ja uciszałem wcześniej innych a sami szalejemy w mieszkaniu ( prosiłem czasami o cisze jak mała spała) Już dawno mnie tak nic nie ruszyło jak jej słowa o wychowaniu mojego dziecka ogólnie to bardzo sie zdenerwowałem bo My naprawde staramy sie uciszać mała żeby nie biegała a jak warunki na to pozwalają to nie siedzimy w domu. Po jej uwagach na temat wychowania dziecka (przekazałem te wiadomości zaraz po wejściu do mieszkania żonie) żona zeszł spokojnie do niej żeby porozmaiwć ale niestety już sie nie dało. A najbardziej z jej uwag do mnie to zadowolona była ta pani z wyjącym pieskiem. aha i jeszcze mi powiedziała że po naszym remoncie bardziej wszystko u niej słychać i mam wyciszyć mieszkanie a ja podczas remontu to nawet popanele kazałem podłożyć najgrubszy podkład i to nie celem izolacji czy wilgoci tylko żeby własnie wyciszyć mieszkanie od dołu. Kurcze ale sie rozkręciłem ale jeszcze nie moge dojść do siebie bo my naprawde staramy sie żyć z ludzmi w zgodzie. Prosze napiszcie co sądzicie o naszym problemie. Żona mówi żeby sie nie przejmować i żyć jak do tej pory a ja nie wiem czy mam krzyczeć na dziecko czy dac mu sie raz na jakis czas przebiegnąc po mieszkaniu. Pozdrawiam wszystkich i czekam na Wasze komentarze:)
 
Mam świetną radę dla wszystkich rodziców dzieci "bardzo żywych" i lubiących sobie pobiegać po mieszkaniu: maksymalnie gruby dywan lub wykładzina. I uczenie dziecka, że mieszkanie to nie plac zabaw, a pod spodem mieszkają inni ludzie, którzy także mają prawo do spokoju.
Nie jestem pewna, czy stanowisko żony ("żeby się nie przejmować") jest słuszne. No chyba, że są Państwo gotowi na przyjmowanie skarg ze spółdzielni, częste wizyty dzielnicowego itd. A z opisu wnioskuję, że sąsiadka łatwo nie odpuści.
Rozumiem Państwa problem, ale proszę mi wierzyć: hałas generowany przez dziecko przebywające często w domu i biegające po "gołych" panelach to nic miłego dla ucha. Choćby nie wiem jaką sympatią darzyć i to dziecko i jego rodziców.
Wynalazek, jakim jest budownictwo wielorodzinne, i to pewnie jeszcze z "wielkiej płyty", to nic dobrego. Wszystko słychać ponad miarę. Ale skoro już zdajemy sobie z tego sprawę, to warto coś z tym zrobić.

Dużo zdrowia dla dziecka :)
 
Ostatnia edycja:
Nie przypuszczałem że ktoś tak szybko odpowie . Zgadzam się z pania pod każdym względem. Przed remonem mieliśmy w całym mieszkaniu wykładziny i postanowliśmy od tego odejść. Wszędzie panele a w kuchni, jadalni i łazience płytki. Po jakimś czasie jednak ze względy na małą i myślą o sąsiadce w każdym pokoju są mniejsze lub większe dywany. Mała mimo swoich czterech lat czasami nas tak zaskakuje że jak zaczyna biegać lub mocniej chodzi ( małe dzieci to mają to do siebie że chodzą na piętach) to na nasze uwagi żeby przestała to zaraz pyta czy jest pani pod nami i czy pani będzie sie denerwować. Chyba słucha naszych rozmów w domu i już rozumie że ktoś mieszka pod nami i trzeba być cicho ale prosze mi uwieżyć że nie da sie cały dzień (mimo nauki że ktoś pod nami mieszka) przypilnować czteroletniego dziecka. Jeżeli już w padnie w jakiś TRANS i próbuje za bardzo szaleć to zaraz któreś z nas zabiera sie do czytania bajek i jest OK. Podejście żony żeby sie nie przejmować wynika chyba z tego że bardzo dużo robimy żeby było wszystko dobrze ale i tak są problemy. Myśle z żona tak mówi ale w środku też to przeżywa.Ja chyba przeżywam to bardziej bo z racji tego że pracuje na zmiany to siedze teraz z mała prawie cały czas do południa. Mówi pani o wizytach ze spółdzielni albo o dzielnicowym....wiem że inni sąsiedzi próbowali w ten sposób załatwić sprawe z wyjącym psem i oni sami mówili że ani spółdzielnia ani dzielnicowy nie chce sie w takie sprawy mieszać (choć pewnie to ich obowiązek) i przypuszczam że nic to by nie pomogło sąsiadce tym bardziej że z wszystkimi innymi mamy w miare dobre stosunki. Prosze mi uwierzyć że my naprawde sie staramy i rozumiemy sąsiadke. Jedyne na co liczymy teraz to poprawa zdrowia po wycięciu migdałka i w końcu WIOSNA, wtedy będzie mniej siedzenia w domu. Aha no i jeszcze córka robi sie starsza to i pewnie będzie poważniejsza i może nie będzie tak próbowała biegać po mieszkaniu. Pozdrawiam:)
 
==>rob-bea: jeśli macie naprawdę wolę pokojowego zalatwienia konfliktu i unormowania stosunków sąsiedzkich - zejdź do sąsiadki w czasie gdy Twoje dziecko "tylko przebiega" albo "normalnie się bawi" i posiedź u niej dwadzieścia minut. To wystarczy. Uwierz - naprawdę nie piszę tego złośliwie, nie mam zamiaru rozniecać tu ognia, ale dopiero gdy sam odczujesz na własnej skórze - zrozumiesz nasze udręczenie.


Pozdrawiam wszystkich!
Dawno mnie nie było. Z radością muszę powiedzieć, że moja udręka znacznie się zmniejszyła (choć daleko do poprawności, nie oszukujmy się, ale są dywany i próby opanowania, spacerów nadal nie ma) i z przykrością potwierdzam, że na skutek działań "niecywilizowanych".
 
Witam,

Postanowiłam napisac na forum, chociaż w moim przypadku problemem nie są hałasujące dzieci. Otóż niedawno wprowadziłam sie do nowego mieszkania z moim partnerem. Mieszkamu w bloku, są tam 4 lokale mieszkalne, my mamy mieszkanie na drugim piętrze i problemem są sąsiedzi mieszkający na trzecim, ostatnim piętrze. Przed przeprowadzką widziałam sąsiadkę mieszkającą nade mną, wydaje się być bardzo miłą i przyjazna osobą. Bardzo się cieszyła, że kupujemy mieszkanie od poprzedniej właścicielki, która podobna była uciążliwa dla wszystkich sąsiadów i robiła im problemy z jeszcze mi niewiadomych powodów. Wiem tyle, że wszyscy mieli jej dosyć, nie tylko ci z góry ... Odkąd się przeprowadziłam zauważyłam, że sąsiedzi są osobami bardzo aktywnymi, mają nastoletnią córkę. Sąsiadka jest w domu od rana do wieczora, mają dużego psa, który szczeka czasem, ale nie jest to notoryczne i uciążliwe . Problemem jest ich sposób chodzenia. Ja słysze każdy ich krok, a dźwięk przypomina chód słonia, trzęsie się żyrandol za każdym razem jak tam ktoś chodzi. Każdy ma oczywiście prawo do chodzenia po własnym mieszkaniu, jednak wydaje mi się, że osoby mieszkające nade mną maja chyba ADHD i nie potrafią usiedzieć na jednym miejscu, bo chodzą bez przerwy !!! A ja chyba niedługo pójdę do psychiatryka. Nie narzekam na częstą pracę wiertarki, na to, że popisowym daniem pani domu są bitki, które serwuje przynajmniej 3 razy w tygodniu, nie narzekam, że trzaskają drzwiami jak wychodzą, bo to, wiadomo, nie dzieje się bez przerwy. Ale nie mogę się przyzwyczaić do tego wiecznego hałasu spowodowanego ich przemieszczaniem się po domu. Ci ludzie chyba nigdy nie odpoczywają ! Po mieszkaniu chodzę czasem w stoperach, słucham muzyki … Ale czasem chciałabym poleżeć w ciszy, bez konieczności nakładania stoperów (czasem i one nie pomagają). Moje znajome uważaja, że przesadzam, śmieją się z moich ‘problemów”, mówią, że mieszkanie w bloku ma swoje plusy i minusy i że może jestem zbyt przewrażliwiona , że przecież każdy ma prawo chodzic po swoim mieszkaniu. I ja juz sama nie wiem co mysleć. Przed przeprowadzką mieszkałam w kamienicy, nie słyszałam sąsiadów z góry prawie wcale, nawet nie zwracałam na to uwagi. A teraz popadam chyba w jakąś paranoję i jest to dla mnie ogromny problem. Lubię ciszę, spokój, specjalnie wybrałam mieszkanie w bardzo spokojnej dzielnicy na peryferiach miasta. Spłacamy z partnerem bardzo wysoki kredyt, chciałam żeby było idealnie, a Ci sąsiedzi nie pozwalaja mi sie cieszyć z kupna tego mieszkania. Mój partner nie jest tak wyczulony na hałas, nie przeszkadza mu to tak bardzo jak mi i własnie przez niego i znajome, które mnie skrytykowały, nie robie nic w kierunku, żeby poprawić sytuację. Bo może faktycznie to ze mna jest coś nie tak? Wy przynajmniej macie podstawę, żeby porozmawiać z sąsiadami – np bawiące się dzieci. A ja co? Mam pójśc do sąsiadów i zwrócić im uwage, żeby nie chodzili tak głośno? Pomyslą, że znowu maja jakąś sąsiadkę-wariatkę... Chciałabym dobrze żyć z sąsiadami, juz nawet dobrze poznałam jedną sąsiadkę z parteru, od momentu przeprowadzki nie widziałam moich sąsiadów z góry; jestem osobą raczej nieśmiałą i nawet nie wyobrażam sobie, żebym tam poszła i zwróciła im uwagę. Ale z drugiej strony chyba robię się coraz bardziej nerwowa jak jestem w domu. Oni potrafią obudzić mnie w weekend, jeśli nie mam stoperów, pobudka poranna gwarantowana; jak nie leci radio nie potrafię sie skupic np na czytaniu, bo cały czas dekoncentruje mnie ten hałas, dudnienie z góry....
 
Jak tylko mogę się domyślać , że sąsiedzi z góry chodzą albo bez pantofli, albo w pantofalch (obuwiu) na płaskich podeszwach. Czyli automatycznie chodzą "z pięty".
Ja np. chodzę w pantoflach na lekkim podwyższeniu, więc przy chodzeniu nie ma tego charakterystycznego dudnienia.

Wiem , i to nie tylko ja, jak bardzo uciążliwe są takie dudniące odgłosy.
Osobiście wolę szczekającego psa sąsiadów, przelatującego Boeinga tuz nad dachami naszego osiedla lub przejeżdżający pociąg :)
W porównaniu z dźwiękami wytwarzanymi np.przez dzieci z góry, to .. muzyka ;)

A może ta lokatorka mieszkająca przed Wami, nie przejmowała się tym co "sąsiedzi powiedzą" o niej, tylko poprostu zwracała uwagę sąsiadom z góry (i innym) na ich głośne zachowanie (ciężki chód, trzaskanie drzwiami, a może i inne rzeczy). Może domagała się spokoju , więc ją ...."podsumowali" jako tą "uciążliwą".
Ja pewnie tez mam taką opinie u studenciaków z dołu, z którymi walczyłam o ciszę (ale nocną) prawie 4 lata. I jak narazie jest OK, ale tylko dzięki naszemu dzielnicowemu, któremu jestem niezmiernie wdzięczna za pomoc.

Nie przejmuj się tym co mówią Twoje znajome. Ważne jest Twoje dobre samopoczucie i komfort we własnym mieszkaniu. Moi znajomi też patrzyli na mnie co najmniej dziwnie, gdy mówiłam o swoich problemach z sąsiadami.
Jak ktoś nie poczuje na własnej skórze , to nie zrozumie.

Jaka rada? Ciężko radzić, to fakt.
Może spróbuj sąsiadom (sąsiadce) delikatnie (narazie) powiedzieć cos o akustyce, że fatalna w bloku , że wszystko słychać. I przy okazji powiedzieć o tym co Ci przeszkadza.
Cholerka, łatwo się pisze, wiem.
A czy Twój partner nie mógłby Ci pomóc ? Może razem byście pogadali z sąsiadami.
 
Iza, problem wszyscy mamy ten sam. To nieznośny, szkodliwy hałas i dudnienie. Na nas też ludzie dziwnie patrzyli, czego chcemy, czego się "czepiamy", to "przecież dzieci". Ludzie często nie są w stanie zrozumieć dopóki ich samych problem nie dotknie. I bardzo często mają gdzieś, że sami są źródłem czyjejś udręki.
Faktycznie problem chodzenia jak słoń jest trudny.
Może zaproś do siebie jedną słoniową osobę, niech usłyszy i wtedy zagaj rozmowę na temat.
Trzymam kciuki, to dopiero początek drogi. Im szybciej zaczniesz działać, tym szybciej się skończy (być może). Zaciskanie zębów i cierpienie w milczeniu nie jest dobrym wyjściem.
 
Bardzo dziekuę Wam za odpowiedź i rady. Jesli chodzi o mojego partnera, to nie moge liczyć chyba na jego pomoc, bo on nie widzi problemu, nie jest wyczulony na hałas tak bardzo jak ja – on mógłby się skupić przy głośnej muzyce i innych hałasach, poza tym wcześniej czasem naświetlałam ten problem, np mówiłam, że oni mnie budzą tym ciągłym chodzeniem, dudnieniem. żartowałam, że mamy bardzo aktywnych sąsiadów itp i on mówił, że jemu to nie przeszkadza. Obecnie nie chcę często mu powtarzać o tym, bo boję się, że „zarażę” go tą moją irytacją, on będzie sie skupiał na tym i stwierdzi, że faktycznie są głośni. Narazie pomagam sobie stoperami i muzyką i niestety chyba nie odważę się odwiedzić sąsiadów, bo boje się, że jak trafię na zlośliwych, to może się to skończyć jeszcze gorzej. Chciałabym ich najpierw poznać choć trochę (sąsiadka wydawała się byc naprawdę miła, ale rozmawiałam z nią chwilę, a wiadomo, że pozory czasem mylą). Oni nie mają nikogo nad sobą, może nie zdają sobie sprawy, jak to słychać ... a może wiedzą, a nic ich to nie obchodzi ... z drugiej strony boję sie ich reakcji ... Bo jesli oni zawsze tacy byli, to prośby obcej osoby o to, żeby ciszej chodzili (już nawet nie chodzi o inne hałasy) mogą odebrać za jakis żart. Jesli chodzi o dzieci, to wiadomo –dzieci biegaja, tupia – i prośba o interwencję rodziców jest wpełni uzasadniona. Albo remont trwający wiele tygodni, albo słuchanie muzyki na cały regulator od rana do nocy ... Ale w moim przypadku chodzi o dorosłe osoby, które moga pomysleć – ‘co za idiotka, przecież my nie urządzamy imprez, nie mamy małych dzieci. Nie zabroni nam chodzic po własnym mieszkaniu’. Właśnie takiej reakcji się boję ... Napewno prędzej czy później zacznę rozmawiać na ten temat z nimi, ale muszę ich lepiej poznać i faktycznie zagadać na temat akustyki budynku, jak zaprosze do domu może sami usłyszą ... Bo to, że mój partner nie widzi problemu trochę mnie dziwi i powstrzymuje przed podjęciem radykalnych kroków, ponieważ myslę sobie, ze może przesadzam – ale to trzecie mieszkanie, w którym mieszkam w swoim życiu i nigdy wcześniej nie miałam takich problemów. Eh jak zwykle sie rozpisałam, ale chociaz tutaj moge się wyżalić... Pozdrawiam
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra