pionek1407 napisał:
Nowy121212 matka sie pyta co z ciebie wyroslo? "chce zachowek po mamie od jednego z dzieci, bo dostał wszystko w testamencie" Nie mamy kontaktu, i dalej "czy od dnia wysłania takiego listu liczą się odsetki od kwoty zachowku? Czy takim polubownym rozwiązaniem jest pismo tytułowane "WEZWANIE DO ZAPŁATY ZACHOWKU I ŻĄDANIE PRZEDSTAWIENIA WYKAZU MAJĄTKU SPADKOWEGO, że nie jest wskazane pisać takiego pisma przedsądowego, tylko od razu do sądu iść z pozwem? Mniej więcej obliczone mam, jednak nie mam do końca pewności czy aby na pewno jest to dobra kwota." a potem pozostali złożą pozwy, to będą mieli gotowe dane a ja za to zapłace?" WIDAC ze jestes nieprzejednana idziesz na oślep byle do celu. To twoje rodzenstwo!
Zachowek to nie jest prawo zawieszone w próżni. Dotyczy najczęściej siostry, czy brata, wcale nie koniecznie bogatego, a spadek testamentowy nie przysparza akurat czystej gotówki. Co ważne jak pisałem wcześniej, ugoda jest korzystna dla obu stron nawet bez dokładnej wyceny, chyba że zależy ci na wyciągnięciu od spadkobiercy najszybciej, najwyższej sumy i do tego przysądzić mu koszta sądowe. Stać go na to? Jesteś pewna, że idzie mu tak dobrze? Może ta osoba zapłacić taki zachowek albo i dwa ? Po prostu, bo sąd tak orzekł? Albo tylko chcesz tzw. sprawiedliwości, bo on dostał więcej? Nie interesuje cię intencja matki, bo ty tylko liczysz? To policz, ile zachowku chciałabyś ty płacić, będąc w sytuacji spadkobiercy? Chciałabyś mieć ten spadek i płacić teraz zachowki? Zastanów się, zanim wejdziesz na drogę sądową. Lepiej jest obniżyć oczekiwania i wymagania, zapoznać się z faktyczną sytuacją finansową w sposób wszechstronny, spróbować korzystać z majątku, a nie dzielić rodzeństwo. Trzeba rozmawiać z prawnikiem i nie na forum, ale wspólnie wszyscy dzieci, a on wyjaśni wam zależności, bo zdarza się, że właśnie zachowek niweczy cały sens testamentu, niszczy chęć matki by pomoc jednemu z was, niszczy wartość spadku, dzieli rodzeństwo, a obdarowany popada w rzeczywiste kłopoty finansowe, zanim zrozumie, co chciała matka, a co zgotowało mu rodzeństwo. Masz prawo do zachowku, ale nie zapominaj, że nie jest to wartość, która matka zabezpieczyła dla ciebie. To część, która przysługuje ci w myśl ustawy, ale nie wypłaca jej sąd ani państwo, wypłacić musi ja spadkobierca.
Dziękuję za tak obszerny komentarz, ale chciałabym zaznaczyć, że zachowek to
moje ustawowe prawo jako dziecka spadkodawcy. Nie jest to kwestia „chciwości” ani próby zaszkodzenia komukolwiek. Mam prawo ubiegać się o pełną kwotę zachowku, która mi przysługuje, i to w ramach prawa cywilnego, niezależnie od sytuacji finansowej drugiej strony czy opinii osób trzecich.
Piszę na forum, aby dopytać i dowiedzieć się, jak w praktyce wygląda dochodzenie zachowku. Nie chodzi mi o ocenianie moich intencji ani o rzekomą chciwość – nikt nie zna pełnych szczegółów mojej sytuacji. Chcę po prostu lepiej poznać swoje prawa i możliwości w tym zakresie. Być może moje pytania były nieco chaotyczne, ale intencja była jedna: zrozumieć procedurę zachowku w praktyce. Rozumiem, że istnieją pewne dobre praktyki życia społecznego i staram się je uwzględniać w swoich działaniach.
Skoro zachowek jest ustawowym prawem, które chroni uprawnionych spadkobierców, trudno zrozumieć, dlaczego miałby być społecznie „zły” lub „nieładnie o nim myśleć”, bo tak wynika z tego komantarza.
Nie bardzo rozumiem też, dlaczego miałbym ubiegać się o mniej niż mi przysługuje ustawowo – prawo daje mi określony udział i chcę je po prostu realizować. Spadkodawca wiedział, że istnieje zachowek, więc nie jest to żadna niespodzianka, ani nie uważam, że miałbym teraz stanowić tak wielkie obciążenie dla spadkobiercy. Co oznacza pytanie gdybym to ja był spadkobiercą to co bym chciał? Chciałbym zachować wszystko, jak każdy, jednak gdyby osoby uprawnione się zgłosiły po zachowek zgodnie z ich prawem, to bym im ten zachowek wypłacił, dla mnie jest to oczywiste.
Czy w takim razie, gdybym to ja był spadkobiercą i bym nie chciał płacić żadnego zachowku nikomu czyli przykładowo rodzeństwu, a oni by wystąpili z takim żądaniem, to rozumiem, że powinienem robić wszystko by do tego nie doszło - czyli wszystko moje i wtedy jest to okej? Znaczy to nie jest chciwość żadna?
Jednocześnie uważam, że pisanie o intencjach matki, sytuacji finansowej spadkobiercy czy innych tego typu kwestiach jak relacje rodzinne
nie powinno być przedmiotem dociekań ani oceny czy również gdybania. Moje pytania dotyczą wyłącznie procedury dochodzenia zachowku, oraz różnych "sytuacji" czy kosztów wynikających po drodze, a nie oceniania mnie jako osoby co chce zniszczyć wszystkich dookoła.
Skoro ktoś decyduje się na taki krok, to coś za tym idzie, nie zawsze są to tak płytkie przesłanki jak wspomniana "sprawiedliwość, bo on dostał więej".
Widzę, ze tu pytania na forum są nie mile widziane, z góry mnie oceniono, za pytania, bo były "chciwe" - dziękuję za to.