Q
qualite
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 06.2012
- Odpowiedzi
- 23
Mam nadzieję, że w dobrym dziale zakładam temat.
Sprawa wygląda następująco.
W serwisie olx.pl wystawiliśmy ogłoszenie o sprzedaży opon o treści: "Sprzedam 2 sztuki opon 165/40/16 dot 1113,jeżdżone może 2 miesiące na zloty,kupione w marcu jako nowe."
Zadzwonił jakiś gość, że jest zainteresowany zakupem. Cena opon wynosiła 350 zł, wysyłka 30 zł, dogadalismy się na sumę 370 zł z wysyłką. Wpłacił mi pieniądze na konto, po czym tego samego dnia owinęłam opony strechem i wysłałam. Następnego dnia (czyli w środę) opony dotarły na miejsce. I cisza. W piątek wieczorem Pan zaczął do mnie wydzwaniać i pisać smsy, że jedna opona jest uszkodzona tzn jest rozdarta stopka i na naciągu ucieka powietrze i że opona została źle zdjęta z felgi. Zdejmowaliśmy się w dobrym zakładzie i przed wysyłką nie były uszkodzone. Pan twierdzi, że na normalnej feldze opona będzie normalnie trzymała, ale na naciąg już się nie nadaje. I grozi nam teraz, że zgłosi sprawę na policję, pójdzie do sądu i będę musiała jeździć na sprawy z Łodzi do Wołomina.
Jak to faktycznie wygląda?
Opony przed wysyłką były w dobrym stanie, pan obudził się dopiero po dwóch dniach od odebrania przesyłki. Poza tym bieżnik i same opony są nadal nienaruszone. A naciąg w Polsce jest nielegalny z tego co się zdążyłam zorientować. Poza tym nigdzie w smsach przed zakupem nie poruszył tematu, że opony mają być użyte do naciągu.
Pieniędzy już dawno nie mamy, więc nawet dla świętego spokoju nie mamy z czego mu oddać. Poza tym on przez te dwa dni mógł założyć te opony, pojeździć, zdjąć i sam je uszkodzić, czy nawet przy zakładaniu. I jak to rozwiązać?
Ma mój nr telefonu i nr konta, więc jeśli zgłosi sprawę to pewnie wszystkie pisma będą szły na mój adres zameldowania, czyli do moich rodziców, a oni się niepotrzebnie przejmą taką sprawą, a tego nie chcę. Co najlepiej zrobić? Gdzie faktycznie będzie się rozgrywać sprawa?
Sprawa wygląda następująco.
W serwisie olx.pl wystawiliśmy ogłoszenie o sprzedaży opon o treści: "Sprzedam 2 sztuki opon 165/40/16 dot 1113,jeżdżone może 2 miesiące na zloty,kupione w marcu jako nowe."
Zadzwonił jakiś gość, że jest zainteresowany zakupem. Cena opon wynosiła 350 zł, wysyłka 30 zł, dogadalismy się na sumę 370 zł z wysyłką. Wpłacił mi pieniądze na konto, po czym tego samego dnia owinęłam opony strechem i wysłałam. Następnego dnia (czyli w środę) opony dotarły na miejsce. I cisza. W piątek wieczorem Pan zaczął do mnie wydzwaniać i pisać smsy, że jedna opona jest uszkodzona tzn jest rozdarta stopka i na naciągu ucieka powietrze i że opona została źle zdjęta z felgi. Zdejmowaliśmy się w dobrym zakładzie i przed wysyłką nie były uszkodzone. Pan twierdzi, że na normalnej feldze opona będzie normalnie trzymała, ale na naciąg już się nie nadaje. I grozi nam teraz, że zgłosi sprawę na policję, pójdzie do sądu i będę musiała jeździć na sprawy z Łodzi do Wołomina.
Jak to faktycznie wygląda?
Opony przed wysyłką były w dobrym stanie, pan obudził się dopiero po dwóch dniach od odebrania przesyłki. Poza tym bieżnik i same opony są nadal nienaruszone. A naciąg w Polsce jest nielegalny z tego co się zdążyłam zorientować. Poza tym nigdzie w smsach przed zakupem nie poruszył tematu, że opony mają być użyte do naciągu.
Pieniędzy już dawno nie mamy, więc nawet dla świętego spokoju nie mamy z czego mu oddać. Poza tym on przez te dwa dni mógł założyć te opony, pojeździć, zdjąć i sam je uszkodzić, czy nawet przy zakładaniu. I jak to rozwiązać?
Ma mój nr telefonu i nr konta, więc jeśli zgłosi sprawę to pewnie wszystkie pisma będą szły na mój adres zameldowania, czyli do moich rodziców, a oni się niepotrzebnie przejmą taką sprawą, a tego nie chcę. Co najlepiej zrobić? Gdzie faktycznie będzie się rozgrywać sprawa?