zaplata za uczciwosc:/

  • Autor wątku Autor wątku kartofelek200
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
K

kartofelek200

Nowy użytkownik
Dołączył
01.2009
Odpowiedzi
11
Dzisiaj wyszlam na chwile z pracy zeby zabrac cos z samochodu, niedaleko niego w sniegu lezala zakladka wyrwana z portfela w ktorej byly dokumenty (dowod osobisty, prawojazdy, jakies wizytowki i karta platnicza jednego z marketow budowlanych, ktory znajduje sie po drugiej stronie ulicy), nie bylo nigdzie zadnego nr telefonu wiec pierwsze co mi przyszlo do glowy to pojsc do marketu i poprosic o powiadomienie tego mezczyzny ze sa do odebrania, poszlam wiec i w informacji okazalo sie ze facet byl juz w sklepie i zostawil swoje namiary, dokumenty kazal zostawic w informacji, zostawilam z ulga bo na policje nie musialam leciec i dokumenty szybko sie znalazly wiec mniej stresu dla faceta. Po ok 20 min zaczelam zalolwac ze je znalazlam, okazalo sie ze to byl czlowiek ktory robil przede mna zakupy w sklepie na wsi niedaleko miejsca mojej pracy. wparowal do zakladu i zaczal sie wydzierac ze ukradlam mu portfel, ze zrobilam swinstwo bo go zniszczylam, ze jest bardzo ciekawy gdzie wyrzucilam reszte portfela, ze kobieta ze sklepu widziala ze jak wracalam do auta to podnioslam portfel z ziemi i pojechalam, ze nikogo tam wiecej nie bylo i ze to ja na 100%, wydzieral sie przy pracownikach, szefowej i przy klientkach, z nerwow wrzasnelam ze skoro tak twierdzi to mozemy teraz pojechac do tego sklepu, jesli widziala ze znalazlam ten porfel to ja chce to uslyszec, po drodze dzwonil do przyjaciela (policjanta), zeby odwolac cala akcje bo "znalazl juz zlodziejke", nerwowo juz nie wytrzymywalam, dojechalismy do sklepu, spytalam kobiety czy jest na 100% pewna ze wrocilam sie i podnioslam portfel, powiedziala ze nikogo tam wtedy nie bylo i ze to napewno ja, facet wszedl jej w slowo i powiedzial "nie na sto tylko na dwiescie, prawda Henia?"poplakalam sie, cala droge spowrotem wpieral mi ze to ja, uzywal roznych argumentow (miedzy innymi tego ze poszlam do marketu a nie na policje), nie dawal mi dojsc do slowa, nic do niego nie docieralo. w pracy nagadal mojej szefowej ze ma na mnie uwazac bo ma w pracy zlodzieja i oszusta, nerwy mialam coraz wieksze, nagle powiedzial ze on nic nie chce tylko zebym sie przyznala, a ja chcialam zeby ten koszmar sie juz skonczyl i z tych nerwow wykrzyczalam mu ze to ja i ze jak chce to mu ten portfel odkupie i niech powie jeszcze ile w nim bylo pieniedzy to je tam wloze. mialam dosc. potem jeszcze raz wparowal i powiedzial ze to ja bo niedaleko mojego auta leza jego paragon z zakupow, a tam wlasnie dokumenty znalazlam... jak juz troche sie uspokoilam przemyslalam wszystko i teraz wiem ze pod wplywem emocji popelnilam blad przyznajac sie do czegos, czego nie zrobilam. nie wiem jak to sie moze dalej potoczyc, czy moge miec przez to problemy z prawem, jesli tak to jakie i co powinnam teraz zrobic? nie chce odpowiadac za to ze znalazlam dokumenty osoby ktora spotkalam kilka godzin wczesniej, a boje sie tego ze nie mam szans wybrnac z tej sytuacji bo pol komisariatu i pani ze sklepu to bardzo dobrzy znajomi tego pana.
 
Niech przede wszystkim się Pani uspokoi. Nerwy są najgorszym doradcą z możliwych.
Jesli sytuacja wyglądała tak jak ją Pani opisała, to żadna odpowiedzialność karna Pani nie grozi.

Może też rozwazyć Pani wstąpienie na drogę sądową przeciwko temu mężczyźnie.
 
dziekuje za odpowiedz, juz jestem spokojniejsza, a z drogi sadowej raczej nie skorzystam, w dniu dzisiejszym limit stresy na caly rok 2009 wykorzystalam. dziekuje i pozdrawiam.
 
:-(na wszelki wypadek zacznij rozglądać się za dobrym adwokatem.Tyłochron nie zaszkodzi.
 
Powrót
Góra