Zasada działania książeczek mieszkaniowych

  • Autor wątku Autor wątku Historycznie
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
H

Historycznie

Nowy użytkownik
Dołączył
10.2015
Odpowiedzi
1
Moje pytanie ma charakter historyczny, więc mam nadzieję, że dobrze wybrałem podforum.

Chodzi mi o książeczki mieszkaniowe i zasadę ich działania w PRL - kompletnie abstrahuje od sytuacji, która jest obecnie i tego, co z książeczką można zrobić. Chciałbym wiedzieć jak to miało działać w przeszłości?

Z pewnością na forum są użytkownicy, którzy pamiętają te czasy albo chociaż rozumieją jak to miało działać.

Pogrzebałem trochę i moje rozumienie mechanizmu jest następujące:

Jest rok np. 1975 - nie mam własnego mieszkania, a chce mieć. Mieszkań na rynku nie ma. Zakładam książeczkę mieszkaniową - deklaruje, że zbieram na M2 i deklaruję ile będę wpłacał (można było wybrać lokalizację mieszkania? Trzeba było w ogóle to wybierać?). Wpłacam, wpłacam, wpłacam. I tutaj urywa mi się rozumienie - kiedy wpłacanie się kończy? Kiedy dostaje mieszkanie? Jak działać miała wówczas ta gwarancja realnej wartości wkładów? Czym była winkulacja wkładów i jaki to miało wpływ na działanie systemu?

Bardzo serdecznie z góry dziękuję za odpowiedzi, licząc że trafię tutaj na osoby z zacięciem historycznym :-)
 
Na rynku nie było mieszkań, ale były spółdzielnie mieszkaniowe. Żeby dostać mieszkanie, trzeba było wpłacić tzw. wkład. Niemały, a właścicielem mieszkania nadal była spółdzielnia, Ty byłeś tylko najemcą. Nazbierałeś na wkład np na M2, na książeczce mieszkaniowej, to te pieniądze były przelewane do spółdzielni i czekałeś na mieszkanie. Mogłeś taki wkład oczywiście wpłacić też gotówką, w całości, bez posiadania książeczki. Nie wiem, jak to działo wcześniej, ale 1995 jakbyś chciał wybrać "czysty wkład" z książeczki, to kwota była dużo mniejsza, niż jeśli pieniądze byłyby przeznaczone na zakup mieszkania. W tym drugim wypadku była doliczana premia gwarancyjna, dość wysoka w stosunku do wkładów.
Edit.
Z takiego zaświadczenia, do spółdzielni o stanie wkładów, 1995 r- już po hiperinflacji i denominacji.
stan oszczędności 190 zł
premia za systematyczne oszczędzanie 0, 79 zł
premia gwarancyjna 2058, 70
odsetki 231, 35
razem 2480, 84
Książeczka była założona w 1975 r.

Z zacięciem historycznym powiadasz... wyobraź sobie, że jeszcze żyją ludzie, którzy te czasy pamiętają i nie są staruszkami :D
 
Ostatnia edycja:
... a ja mam ciągle książeczkę w szufladzie - to jaka jest jej przyszłość; uda mi się ją "spieniężyć na mieszkanie" ? ktoś może ma doświadczenia z niedalekich czasów? :help:
 
przerabiałem temat książeczki i tych wszystkich wyliczeń 12 lat temu
książeczka miała wpłacony wymagany wkład na M2 na początku lat '80 i przewidywany czas oczekiwania na przydział mieszkania 30 lat :) oczywiście przez wspomnianą wyżej hiperinflację zamiast systematycznego oszczędzania miała opłacone składki za kolejne 30 lat z góry :)
książeczkę spieniężyliśmy przy zakupie mieszkania, ze wszystkimi waloryzacjami i premiami dostaliśmy o ile pamietam ok. 15tys. i był to całkiem realny poziom odniesienia - minimalny wkład na książeczce uprawniający do jej zarejestrowania w spółdzielni, to było ze 20% wartości mieszkania (byłem wtedy na tyle młody, że mnie to nie interesowało, zwłaszcza w perspektywie wspomnianych 30 lat oczekiwania), zaś w roku 2003 mieszkanie 50m kosztowało 70-100 tys (takie były ceny). premie gwarancyjne naliczał bank, w którym książeczka była załozona, a wypłacono je oczywiście dopiero po udokumentowaniu zakupu mieszkania.
nie pamiętam, czy warunkiem realizacji był zakup pierwszego mieszkania, ale książeczką można było swobodnie dysponować, np. przepisać na kogoś kupującego właśnie mieszkanie

Akrobatka napisał:
jeszcze żyją ludzie, którzy te czasy pamiętają i nie są staruszkami
akurat... tak nam się tylko wydaje, ale PESEL już dogania :D
 
Ostatnia edycja:
Powrót
Góra