Zasiedzenie gdy istnieja prawowici spadkobiercy

  • Autor wątku Autor wątku Kundziaa
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
K

Kundziaa

Nowy użytkownik
Dołączył
11.2009
Odpowiedzi
6
Okazalo sie, ze powinnam byc spadkobierczynia. Podczas II wojny swiatowej w obozie zginela sisotra mojej babci z cala swoja rodzina. Nie wiedzialam, ze ma jakies dobra. Okazalo sie, ze byla wlasiccielka kamienicy w centrum duzego miasta (na ktorym to terenie chca teraz zbudowac luksusowy hotel). W kamienicy mieszkali przez te lata obcy ludzie, ktorzy nigdy nie szukali mnie (czyli jedynej jak sie okazalo ew. spadkobierczyni) i teraz zlozyli do Sadu wniosek o zasiedzenie (po 60 latach od tragicznej smierci ciotki).
Minelo 50 lat, ja nic nie wiedzialam o tym, ze mam prawo dziedziczyc. Sad mnie znalazl w zwiazku z ta sprawa o zasiedzenie.
Czy ci obcy ludzie maja prawo do zasiedzenia gdy istnieje spadkobierca i tylko z powodu tragedii zyciowej (oboz) ta sprawa nigdy nie zostala uregulowana?
Czy ja jeszcze mam szanse na uzyskanie tego spadku, pomimo, ze obcy ludzie sie do tego dobieraja?
 
przesłanką zasiedzenia jest samoistne posiadanie (tj. takie jak właściciel) oraz upływ czasu (30 lat w złej wierze). Nie mieli obowiązku Pani szukać. W postępowaniu sądowym wchodziłby w grę art. 5 k.c. (zasady współżycia społecznego). Jeżeli to Pani jest spadkobierczynią, należy będzie przeprowadzić postępowanie stwierdzające nabycie spadku.
 
kiero_ napisał:
przesłanką zasiedzenia jest samoistne posiadanie (tj. takie jak właściciel) oraz upływ czasu (30 lat w złej wierze). Nie mieli obowiązku Pani szukać. W postępowaniu sądowym wchodziłby w grę art. 5 k.c. (zasady współżycia społecznego). Jeżeli to Pani jest spadkobierczynią, należy będzie przeprowadzić postępowanie stwierdzające nabycie spadku.

Sąd w sprawie o zasiedzenie nie zastosuje art. 5 kc. Na ten temat chyba jest trochę w uchwale pełnej Izby Cywilnej SN z 26.10.2007 r. III CZP 30/07. Zasiedzenie w tej sprawie jest prawie pewne.
 
Dziekuje za odpowiedz. Czyli rozumie, ze skoro zasiedzenie jest w zasadzie prawie pewne to ja nie mam szans na spadek po ciotce, ze poprostu obcy ludzie wezma cos co nie jest ich?
Jesli Sad uzna ich zasiedzenie to tak jakby uznal, ze to ci ludzie sa wlasicicelami i tak jakby zamykal mi droge do postepowania spadkowego?
Czy stwierdzenie przez sad ich zasiedzenia i moja ew. sprawa spadkowa nie wyklucza sie wzajemnie?
Bylabym wdzieczna za odp.
 
Kundziaa napisał:
Dziekuje za odpowiedz. Czyli rozumie, ze skoro zasiedzenie jest w zasadzie prawie pewne to ja nie mam szans na spadek po ciotce, ze poprostu obcy ludzie wezma cos co nie jest ich?
Jesli Sad uzna ich zasiedzenie to tak jakby uznal, ze to ci ludzie sa wlasicicelami i tak jakby zamykal mi droge do postepowania spadkowego?
Czy stwierdzenie przez sad ich zasiedzenia i moja ew. sprawa spadkowa nie wyklucza sie wzajemnie?
Bylabym wdzieczna za odp.

W jakimś sensie te sprawy są zalezne, bo bez postanowienia po ciotce nie będzie pani uczestnikiem postepowania o zasiedzenie. Rozumiem, że w sprawie dokonano ogłoszenia prasowego i tak pani dowiedziała się o sprawie? Tyle, że nawet jeśli będzie pani miała stwierdzony spadek po ciotce to nie zapobiegnie to samo przez się zasiedzeniu, jeśli wnioskodawcy rzeczywiście byli samoistnymi posiadaczami przez 30 lat. Tak, poprzez zasiedzenie nabywa się własność. Obrazowo mówiąc, na skutek długotrwałego posiadania bez tytułu nabywa się tytuł, albo inaczej: po upływie 20/30 lat stan posiadania jak właściciel zbiega się z samym prawem własności.
 
Wydaje mi sie, ze jestem uczestnikiem postepowania, bowiem to wlasnie Sad mnie wezwal w tej sprawie i od Sadu sie dowiedzialam, ze od 60 lat stala sobie kamienica, ktora zostala po naglej i tragicznej smierci mojej ciotki z cala jej rodzina.

Czyli zalozmy, ze przeprowadze sprawe spadkowa i otrzymam spadek, a w tym samym czasie ci obcy ludzie otrzymaja prawo do zasiedzenie.
Czyli w takim ukladzie kto bylby wlasicielem: ja ze spadkiem? czy ci ludzie z zasiedzeniem?

A jeszcze zrodzila mi sie taka mysl. W tej chwili mniej lub bardziej sprawnie oddawane sa potomkom mienie pozydowskie. U mnie niestety nie chodzi o mienie pozydowskie, chodzi o zwykle mienie. Dlaczego w tamtych sprawach po tylu latach nie ma mowy o zasiedzeniu?
Wlasciwie sytuacja jest podobna (jedynie pochodzenie inne). Nie przez zaniedbanie, ucieczke czy inne ale na skutek tragedii jakas czesc mojej rodziny zostala zmieciona nagle z powierzchni ziemi.
 
I jeszcze jedno pytanie, czy ja moge cos zrobic, zeby sprzeciwic sie temu zasiedzeniu. Np. napisac pismo do sadu, ze prosze o zastosowanie tego art. 5 kc. czy jeszcze cos innego?
Takie mam poczucie bezprawia.
Ja rozumie, ze ktos sie zasiedzi na czyjejs wlasnosci, wlasiciel sie nie odnajdzie w ciagu 30 lat i mienie przechodzi na wlasnosc "zasiedzonego". Jesli jednak w trakcie postepowania o zasiedzenie znajda sie prawowici spadkobiercy to co to za prawo , ktore pomimo znalezienia prawowitych spadkobiercow, mienie przekazuje zasiedzonym.
Z gory dziekuje za odpowiedz.
 
Jeśli już o pochodzeniu mówimy, to ono nie ma nic do rzeczy. Jeśli kiedykolwiek słyszała pani, że "ŻYD" coś odzyskał, to na takich samych zasadach co każdy inny. Różne są sytuacje. Najczęściej bywa tak, że dawni właściciele (pochodzenia różnego) wznawiają postępowania zakończone prawomocnymi postanowieniami (np. o nabyciu przez SP przez przemilczenie czy zasiedzenie). Przesłanką do wznowienia jest w prawie 100% spraw uniemozliwienie w tamtym postępowaniu obrony swych praw przez byłego właściciela co wyrażało się w tym, że sądy za komuny w ogóle nie dbały o to, by np. prawidłowo ustanowić kuratora dla osoby nieznanej z miejsca pobytu, nie dokonywały ogłoszeń - jednym słowem, to co twierdził wnioskujący Skarb Państwa było dla sądu wystarczające. Gdyby wtedy sądy bardziej dbały o formalności, dziś nie byłoby sprawy. Ale wtedy myślano, że ustrój jest wieczny. Jeśli były właściciel dziś złoży skargę o wznowienie postępowania w terminie i przesłanka wznowienia zachodzi, dzisiejszy sprawiedliwy sąd wznowi postępowanie i orzeknie jeszcze raz co do istoty sprawy. I może się okazać, iż mienie, które 40 lat temu twierdzono, że było opuszczone wcale takim nie było, albo że zasiedzenia na tamtą datę nie było. To jest to niby odzyskiwanie "pożydowskiego" mienia.
Ale nawet jeśli pierwotne postanowienie zostanie uchylone to i tak nie jest koniec ich walki. Za dużo szczegółów by wnikać.

Powiem prosto. Jeśli pani ciocia zmarła 60 lat temu a pani jest jej jedyną spadkobierczynią to znaczy, że dopóki nie upłynął termin zasiedzenia, pani była właścicielką nieruchomości. Nie jest wazne, że postanowienie spadkowe będzie dopiero teraz wydane, bo ono tylko potwierdza coś co stało się 60 lat temu czyli nabycie przez panią spadku. Tak samo, postanowienie o zasiedzeniu tylko stwierdzi cos, co stało się z mocy prawa wraz z upływem wymaganego okresu samoistnego posiadania.

Zasiedzenie, jak to gdzieś w orzeczeniach czytałam, wcale nie jest instytucją moralną ale konieczną, bo usuwa niezgodność pomiędzy długotrwałym stanem posiadania a prawem własności. Właściciel powinien interesować się co dzieje się z jego mieniem i jeśli znajduje się w posiadaniu osób nieuprawnionych - domagać się jego wydania. Ma na to w końcu 30 lat - to szmat czasu! Nieruchomości nie zajął pani Skarb Państwa, z którym mogłaby pani mieć obawy walczyć w sądzie za PRLu ale "zwykli" ludzie, od których zawsze mogła sie pani domagac wydania nieruchomości.
 
Prosze mnie zle nie zrozumiec. Jestem akurat ostatnia osoba ktora mialaby cos przeciwko temu aby prawowici spadkobiercy odbierali swoje mienie.

Mam poczucie niesprawiedliwosci tylko i wylacznie dlatego, ze instytucja zasiedzenia moze odebrac takie prawo prawowitemu spadkobiercy (a NIE, dlatego, ze spadkobiercy zydowskich wlasicieli mam nadzieje bez wiekszych problemow odbieraja swoje mienie, a przynajmniej powinni bez problemow). Zreszta moje uczucia sa tu nieistotne.

Rzeczywiscie, wlasciciele powinni interesowac sie swoimi mieniem ... pod warunkiem, ze o nim wiedza. Ja nie wiedzialam o tej kamienicy. Jest w tym zapewne wina mojej babci-siostry wlasicielki, ze nie dopytala. Sama zreszta nie wiem czy gdybym byla tak jak ona przekonana , ze moja siostra dom wynajmuje to przyszlo by mi do glowy w obliczu takiej tragedii jak jej smierc w obozie jeszcze dopytywac sie czy aby napewno przypadkowo nie jest wlasicielka. To byli wtedy mlodzi ludzie, nikt nie rozmawial o spadkach i wlasnosci. A smierc przyszla nagle.

Po co w takim razie Sad szuka wlasicieli, jesli po 30 latach zasiedzenia (nawet w przypadku odnalezienia wlasicieli lub ich spadkobiercow) takie zasiedzenie jest praktycznie prawie pewne?

I jeszcze jedno pytanko, jesli przeprowadze sprawe spadkowa, a jednoczesnie sad wyda postanowienie o zasiedzeniu tych ludzi, to kto z nas bedzie wlasicielem budynku?

pozdrawiam i dzieki za odpowiedzi
 
Czy po wydaniu postanowienia o zasiedzeniu i powiedzmy mojego o nabyciu spadku moge domagac sie wydania nieruchomosci?
 
Powrót
Góra