L
loczek25
Stały bywalec
- Dołączył
- 07.2012
- Odpowiedzi
- 667
Witam wszystkich
Od razu powiem, że jestem totalną debiutantką w sprawach z policją i zatrzymaniem, więc moje problemy mogą się wydawać żenujące, ale ja naprawdę jestem ogłupiała.
Mój konkubent był poszukiwany za uporczywe uchylanie się od łożenia (alimentów), nie wiem od jak dawna, jego zdjęcie było na stronie policyjnej Poszukiwani. Rozwiódł się, kiedy jego synowie mieli po 12 lat, teraz to już dorośli, pracujący mężczyźni po studiach. Mieszkamy razem, on jest na moim utrzymaniu przez ostatnie trzy lata, wcześniej mieszkał sam i utrzymywał się z grania na gitarze na ulicy. Znamy się od 2004roku i nieraz byłam świadkiem, jak dawał chłopakom pieniądze albo zostawiał im jakąś kasę na stole (mieli klucze, wchodzili, brali). Nie wiem, co było przed 2004 rokiem.
Zanim zamieszkaliśmy razem chcieliśmy sprawę tego poszukiwania rozwiązać - w sposób co najmniej głupi. Otóż złożyliśmy (wspólnie) donos na niego na tejże stronie policyjnej, w którym podaliśmy adres, pod którym wówczas mieszkał, godziny, w których najczęściej przebywa w domu oraz gdzie najłatwiej go spotkać grającego. I nie stało się nic - nikt go nie szukał, nikt nie przyszedł. Stwierdziliśmy, że to widocznie jakaś formalność, którą nawet Policja nie chce się zajmować. Żyliśmy spokojnie do wczoraj.
Wczoraj około 23ej wyszedł po papierosy, około północy zaczęłam go szukać przez telefon. Nie odebrał, ale na pocztę nagrał się dyżurny z komisariatu, że pan X prosił o powiadomienie mnie, że został zatrzymany. Zadzwoniłam na ten komisariat i nie powiedzieli mi nic więcej poza tym, że informacji mogę zasięgnąć dziś (ale nie rano, raczej pod koniec dnia) w Areszcie na Kurkowej.
Co ja mam zrobić? Co powinnam robić? Co się robi w takiej sytuacji? Siedzę w pracy, gapię się w telefon, o 14.30 mam prowadzić ważne zebranie, więc z pracy nie wyjdę. Pokażcie mi, proszę, jakąś drogę wyjścia
Od razu powiem, że jestem totalną debiutantką w sprawach z policją i zatrzymaniem, więc moje problemy mogą się wydawać żenujące, ale ja naprawdę jestem ogłupiała.
Mój konkubent był poszukiwany za uporczywe uchylanie się od łożenia (alimentów), nie wiem od jak dawna, jego zdjęcie było na stronie policyjnej Poszukiwani. Rozwiódł się, kiedy jego synowie mieli po 12 lat, teraz to już dorośli, pracujący mężczyźni po studiach. Mieszkamy razem, on jest na moim utrzymaniu przez ostatnie trzy lata, wcześniej mieszkał sam i utrzymywał się z grania na gitarze na ulicy. Znamy się od 2004roku i nieraz byłam świadkiem, jak dawał chłopakom pieniądze albo zostawiał im jakąś kasę na stole (mieli klucze, wchodzili, brali). Nie wiem, co było przed 2004 rokiem.
Zanim zamieszkaliśmy razem chcieliśmy sprawę tego poszukiwania rozwiązać - w sposób co najmniej głupi. Otóż złożyliśmy (wspólnie) donos na niego na tejże stronie policyjnej, w którym podaliśmy adres, pod którym wówczas mieszkał, godziny, w których najczęściej przebywa w domu oraz gdzie najłatwiej go spotkać grającego. I nie stało się nic - nikt go nie szukał, nikt nie przyszedł. Stwierdziliśmy, że to widocznie jakaś formalność, którą nawet Policja nie chce się zajmować. Żyliśmy spokojnie do wczoraj.
Wczoraj około 23ej wyszedł po papierosy, około północy zaczęłam go szukać przez telefon. Nie odebrał, ale na pocztę nagrał się dyżurny z komisariatu, że pan X prosił o powiadomienie mnie, że został zatrzymany. Zadzwoniłam na ten komisariat i nie powiedzieli mi nic więcej poza tym, że informacji mogę zasięgnąć dziś (ale nie rano, raczej pod koniec dnia) w Areszcie na Kurkowej.
Co ja mam zrobić? Co powinnam robić? Co się robi w takiej sytuacji? Siedzę w pracy, gapię się w telefon, o 14.30 mam prowadzić ważne zebranie, więc z pracy nie wyjdę. Pokażcie mi, proszę, jakąś drogę wyjścia