zle traktowanie przez policję

  • Autor wątku Autor wątku Arek87
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

Arek87

Nowy użytkownik
Dołączył
05.2007
Odpowiedzi
11
Witam, wczorajszego wieczoru byłem na imprezie urodzinowej u kolegi, po skończonej zabawie zadzwoniłem po taksówkę no i wsiadając do tejże taksówki niechcący uderzyłem drzwiami w bok samochodu zaparkowanego obok, czego wynikiem była mała może 4mm rysa właściciel zarysowanego samochodu tak się zdenerwował, że zadzwonił na policje i wtedy się zaczęło. Patrol oczywiście przyjechał wzięto mnie do radiowozu w czasie drogi na komisariat chciałem zadać parę pytań, na co policjanci do mnie żebym "zamknął mordę"(przepraszam za wyrażenie) zaczęli straszyć mnie izba wytrzeźwień, na co później powiedzieli ze to tylko żart i z ironia naśmiewali się ze mnie. Na posterunku jeden z policjantów przeszukał mnie od stop do głów wkładając ręce do moich kieszeni i wyciągając wszystko, co się w nich znajdowało (chyba nie wolno przeszukiwać bez zgody przeszukiwanego?) drugi policjant wziął mój telefon komórkowy zaczął czytać smsy i co mnie najbardziej zbulwersowało napisał z mojego telefonu smsa do koleżanki o treści "czy możesz się w końcu odemnie odczepić?" nie wiem, w jakim celu to zrobił przypuszczam ze dla zabawy, bo po smsach od niej mógł stwierdzić ze to moja dziewczyna i pomyślał sobie to zrobimy młodemu małego figla i zdenerwujemy jego dziewczynę... brak slow. Wypisali mi wezwanie na komendę żeby stawić się w dyżurce jako świadek, wogóle nie wiem, po co to wezwanie oczywiście nie stawiłem się mam ciekawsze zajęcia. Z tyłu na wezwaniu pisało, że niestawienie się grozi kara pieniężną albo, że zostanę doprowadzony siłą. Czy powinienem się jednak zgłosić na ten komisariat ? i rozmawiać z tymi żałosnymi policjantami?? Czy dać sobie spokój, uważam ze ta sprawa wogóle nie powinna mieć miejsca (zapomniałem dodać ze byłem dość mocno pijany, co mogło być powodem naigrywania się ze mnie przez policjantów)
 
Po pierwsze, popraw interpunkcję i pisownie swojego wpisu, bo się tego nie da czytać. Potem ewentualnie możesz uzyskać sensowną odpowiedź.

PS
zmieniłem Ci temat, bo:
poli•cja -cji, -cję

za http://so.pwn.pl
 
[cytat:223xiw4d]Wypisali mi wezwanie na komende zeby stawic sie w dyzurce jako swiadek wogole nie wiem po co to wezwanie oczywiscie nie poszlem mam ciekawsze zajecia. Z tylu na wezwaniu pisalo ze niestawienie sie grozi kara pieniezna albo ze zostane doprowadzony sila. Czy powinienem sie jednak zglosic na ten komisariat ?? i rozmawiac z tymi zalosnymi policjantami?? czy dac sobie spokoj, uwazam ze ta sprawa wogole nie powinna miec miejsca (zapomnialem dodac ze bylem dosc mocno pijany co moglo byc powodem naigrywania sie ze mnie przez policjantow) [/cytat:223xiw4d] Powinieneś się jednak zgłosić na komendę. W przypadku niestawiennictwa w wyznaczonym terminie możesz zostać ukarany karą grzywny, jednak bardziej prawdopodobny jest wydanie przez Prokuratora nakazu zatrzymania Cię i doprowadzenia do jednostki Policji. Skoro zostałeś wezwany jako świadek nie masz możliwości nierozmawiania z Policjantami. No chyba, że zostałeś wezwany w charakterze podejrzanego, to wtedy możesz nierozamawiać, bo podejrzany może odmówić składania wyjaśnień. To co Ty uważasz na temat sprawy nie ma nic do rzeczy, jeżeli pokrzywdzony zgłosił, że zniszczyłeś czy uszkodziłeś mu pojazd muszą zostać podjęte czynności w celu wyjaśnienia zajścia. Fakt, że byłeś już mocno pijany nie ma nic do zaistniałego czynu)
 
Ale momencik...Chyba głównym problemem jest naganne zachowanie policjantów,prawda?Zgubne jes zakładanie,że obywatel zawsze naciąga fakty,lub je zmienia.
W związku z powyższym wg mnie powinienieś złożyć skargę do komendanta.Prawda praktycy?
 
Dziękuje za odpowiedzi, to co napisalem to całkowita prawda niczego nie naciagałem, mimo tego, że byłem pijany to wszystko pamiętam. A co do stawienia sie to czy moge stawić się np. jutro i czy nie bede miał z tego powodu nieprzyjemności bo nie stawiłem się w terminie ustalonym przez policje. Mam się stawić w charakterze świadka, nie wiem jak to jest ale za tą szkode odpowiada chyba właściciel taksówki albo firma, mogę się mylić nie znam się. A co do tego zachowania policjantów to jest wogóle sens zgłaszać to do komendanta? I tak nic im za to nie zrobią a ja bede musiał latać niewiadomo gdzie żeby to załatwić
 
Dla zasady dobrze jest zwrócić uwagę dziecku,które wyrzuciło papierek na ulicę,jak i złożyć skargę do komendanta,ale nie spodziewaj się oszałamiających przeistoczeń.Jeśli tego nie zrobisz,panowie następnym razem wpadną na jakiś udoskonalony pomysł,np zadzwonią z nieswojego tel na 0-700...
Uważam,że w szeregach policji nie ma miejsca dla takich pseudopolicjantów.
 
Policjanci potraktowali Kolegę jak VIP-a , a jeszcze narzeka.... Natomiast durnym błędem jest niestawiennictwo na wezwanie - jesteś Kolego w charakterze świadka w swojej sprawie, więc zgłoś się sam i złóż odpowiednie wyjaśnienia i niepotrzebnie nie pogarszaj sprawy i swojej pozycji, zanim zostaniesz do tego zmuszony.
 
Mam jeszcze jedno pytanie czy jesli okaże się, że mam odpowiadać za spowodowanie tego uszkodzenia to jaka kara może mnie czekać. Niby jest to błacha sprawa ale czytałem post o motocykliscie który uszkodził lusterko i dostał taką propozycję kary:"300zł, pokrycie szkód i kosztów sądowych i 3miesiące pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata" czy za taką rzecz jest możliwa taka kara? I obawiam się tez, że poszkodowany móglby spróbowac wyludzić odemnie pieniądze powiekszajac tą ryse albo co gorsza podać w zeznaniach jakieś inne szkody zważywszy, że byłem pijany i mogłem tego nie pamiętać. I jeszcze jedna kwestia czy za to uszkodzenie odpowiadam ja czy kierowca taksówki? wydaje mi sie, że kierowca taksówki bedzie za to odpowiadał tak samo jeśli powiedzmy przedstawiciel handlowy spowoduje wypadek to odpowiada za niego firma, a pozatym taksowkaz ma w koncu ubezpieczenie OC które pokrywa takie szkody tak mi sie przynajmniej wydaje.

Nie wiem czy nie za bardzo przejmuje się tą sprawą w końcu to nie jest nic wielkiego, a pozatym to bedzie moja pierwsza w życiu wizyta na posterunku policji nigdy wczesniej nie miałem kłopotów z prawem tak więc nie wiem jak to wszystko wygląda i czego mam się spodziewać.
 
Byłem dzisiaj na policji w tej sprawie, powiedziano mi że bede musial zapłacić za naprawe szkód których cena wynosi 700 zł, przecież to nie realne żeby tyle kosztowalo pokrycie takiej rysy czy jest jakaś możliwość żeby uchylić się od zapłaty bądz zmniejszenia jej wysokości? Jestem studentem mam 19 lat skąd mam wziąść takie pieniądze? :(
 
to idź do pierwszej lepszej lakierni i ustal ile kosztuje odmalowanie całych drzwi...
 
Ale z drugiej strony nie moge płacić za coś czego nie widziałem, szkoda nie została udokumentowana na zdjeciu, ja w sumie nie jestem pewien co widziałem ta rysa mogła juz tam być nie wysiadałem z taksówki zeby ja ogladać tylko powiedziano mi że jest rysa, myśle że może to być wymuszenie odemnie pieniędzy. Poszkodowany mógl wyczuć sytuacje, zobaczył osobnika który zatacza sie do taksówki więc pomyślał, że sobie zarobi na mnie i wmówi mi, że uszkodziłem jego samochód, nie jestem pewien czy to zrobiłem nie pamiętam dobrze tej sytuacji wiem tylko, że jak wsiadlem do taksówki zaczela sie bieganina i że niby coś tam jest zarysowane, ale z tego co widziałem to taksówkaż jak i poszkodowany musieli się znać bo rozmawiali ze soba przed moim przyjściem i z tego co widziałem to taksówkaż na początku machał na to wszystko ręką żeby dać sobie spokój, a teraz też zrobił z siebie poszkodowanego.
Tak więc:
-nie ma udokumentowanej szkody na zdjęciu (no chyba że właściciel sie pofatygował i je zrobił)
-policja nie sprawdzała mnie alkomatem, więc nie mają podstaw żeby udowodnić moją nietrzeźwość
-nie podpisywałem żadnych zeznań bo nawet nie miałem okazji ich złożyć, a jesli nawet składałbym zeznania pod wpływem alkocholu to nie są one wiarygodne
-świadkowie mogą być w zmowie (ja niestety byłem sam więc nie mam swiadków)
-patrząc na podejście policji moge sądzić, że poszkodowany to także ich znajomy
-cena naprawy jak na moje oko jest zbyt wygórowana, taka naprawa moze kosztować maksymalnie 200-300 zł

Tak więc teraz moje pytanie brzmi, czy mam jakieś szanse na wygranie takiej sprawy jeśli trafiła by ona do sądu? Mam jeszcze zamiar zaciągnąć porady radcy prawnego chcem zobaczyć co on o tym myśli. Do tej pory nie moge uwierzyć, że przez coś takiego może być tyle problemów :x
 
Oczywiście możesz iść z tym do sądu ale "cienko" to widzę- na Twoją niekorzyść przemawia fakt, że byłeś pijany, świadkowie i poszkodowany byli trzeźwi, policja została wezwana i zabrano Cię na komisariat- kogoś trzeba obciążyć kosztami postępowania, możliwa też będzie grzywna jeśli zdecydujesz się sądzić - musisz to brać pod uwagę, bo jeśli przegrasz, co jest bardzo prawdopodobne- koszty wzrosną..
 
Doskonale zdaje sobie z tego sprawę, że moja pozycja jest mizerna ale czy moge domagać się aby pokazano mi udokumentowaną szkodę? Bo nie chcem płacić za coś czego nie widziałem. A jeśli chodzi o to, że byłem pod wpływem alkocholu to mogą mi to udowodnić bez badania alkomatem? Co Wy byście zrobili na moim miejscu? Zapłacili za szkody bez wiekszych problemów czy oddali sprawe do sądu?
 
Arku,fakt,że jesteś przejęty sytuacją w moim odczuciu tylko dobrze świadczy o Tobie.
Poczekaj na opinię fachowców,ale wydaję mi się,że świadkowie,jak i policjanci mogą zeznać,że dało się zauważyć twój stan nietrzeźwości.
Jakiś czas temu miałam podobną sytuację.Nawet nie wiem kiedy,ani jak,ale ponoć przy lekkim cofnięciu wjechałam w Pana :( (w centrum miasta)i ponoć odjechałam świadoma tego faktu.Po jakimś czasie dostałam wezwanie na komendę,dostałam mandat za to,że zbiegłam z miejsca kolizji itd.Policjant utrzymywał,że poszkodowany próbował mnie wyprzedzić,ale się nie udało.Ok,mam tendencję do szybkiej jazdy,ale nie w centrum miasta!Policjant dał mi adres poszkodowanego,którego na tamtą chcwilę nie było w kraju,ale auto do obejrzenia udostępniła mi rodzina.Pojechałam,a tam zderzak zaszpachlowany,nic już nie widać i ludziew wołają pieniędzy i to niemałych.Poszkodowanego nie ma,rozmawiam z jakąś jego babcią-cyrk...Nie zapłaciłam.Nie widziałam ew szkody.Na moim pojeździe policjant nie stwierdził najmniejszej choćby ryski.Znam bandyckie numery,kiedy ktoś postanawia zrobić sobie czyimś kosztem remont auta.
Różnica między naszymi historiami jest taka,że u Ciebie pojawiła się policja,a ja "zbiegłam".
 
Czyli wychodzi na to, że jednak będe musiał zapłacić za tą szkode, ponieważ nie mam podstw sądzić, że tego nie zrobiłem ponieważ byłem pod wpływem alkocholu. Ale mimo wszystko chciałbym zobaczyć tą szkode. Naprawde nia ma żadnego sposobu żeby to załatwić w inny sposób? Jesli moje podejżenia są słuszne to nie chcem komuś remontować auta na mój koszt :( Ludzie na mnie naskoczyli poszkodowany z dwójka znajomych oraz dwaj funkcjonarjusze, szczerze mówiąc bylem przerażony tą sytuacja i wtedy zgodziłbym się na wszystko tym bardziej, że nie miałem kontroli nad wszystkim co robiłem, więc w takiej sytuacji nie jest problemem wmówienie czegoś co nie miało miejsca. Postaram się porozmawiać z prawnikiem mam nadzieję, że znajdzie coś na moją obrone.

Sprawą jestem bardzo przejęty nie mogłem spać dzisiejszej nocy, nigdy w życiu nie miałem takiej sytuacji wogóle nie miałem konfliktów z prawem raz tylko byłem spisywany przy rutynowej kontroli wieczorem na mieście nic pozatym, żadnych mandatów.

Ile razy się zdaża,że na parkingu pod hipermarketem ktoś niechcący udeży drzwiami przy wysiadaniu ze swojego auta w inny obok zaparkowany samochód mi już też ktoś pare razy zrobił cos takiego raz nawet na moich oczach to tylko usmiechnołem sie i powiedziałem, że nic nie szkodzi,a tu mi taki ambaras robią już nie wiem co począć :(
 
Arku,spokojnie,poczekaj na kogoś na forum.Tzn nie czekaj cały czas :wink: ,ale zajrzyj wieczorem.Na pewno ktoś z fachowców Ci pomoże
 
Pan wpłacał gdzieś te pieniądze?
Zasadniczo to jest sprawa cywilna.
 
Nigdzie nie wpłacałem pieniędzy, mam sie zgłosić w poniedziałek na policje i wtedy maja pokazać mi niby rachunki za naprawe, których kwota ma wynosić coś w granicach 700 zł może wiecej, tylko dziwi mnie skąd ten policjant już wie jaka bedzie kwota naprawy... z resztą rozmowa z nim to nic przyjemnego ciężko mu cokolwiek wytłumaczyć
 
Na mój chłopski rozum rola Policji w zasadzie się już skończyła.

Skoro jest jak Pan pisze tj zarysowanie spowodował Pan nieumyślnie, przypadkowo, to nie ma mowy o przestępstwie zniszczenia mienia, jak również - chyba - o żadnym wykroczeniu.

W związku z tym powinien z Panem rozmawiać teraz własciciel pojazdu.
Wówczas albo zwraca mu Pan ustalony między wami koszt naprawy( z ostroznosci należy to udokumentowac pismem) albo (jesli Pan się nie zgadza) własciciel powinien wytoczyć Panu sprawę cywilną.

Co do kosztów naprawy tio jest różnie w różnych miejscach. Rzeczywiście jest tak, że niektóre zakłady liczą sobie około 500-600 zł za malowanie jednego elementu (np. drzwi) + czasem koszt farby.
 
Tak wszystko się zgadza, tylko czy przy tak małym uszkodzeniu można mówić o lakierowaniu całych elementów czy nie wystarczy jakas mała zaprawka i polerowanie? Wiem, że może nie jest Pan znawcą w tej dziedzinie ale pytam bo może bedzie Pan wiedział. I druga sprawa czy poszkodowany może rządać odemnie pieniędzy jeśli ja nie widziałem szkody? Tak jak w przypadku Pani OCENIA też nie widziała Pani szkody i nie zapłaciła za naprawe czy w moim przypadku może być podobnie? I czy poprosić od policji nr telefonu do poszkodowanego i umówić się na spotkanie, a policje odsunąć od tej sprawy? jeśli bym się dogadał z poszkodowanym. Ale w tym sęk, że chciałbym uniknąć tej zapłaty nie stać mnie teraz na taki wydatek...
 
Powrót
Góra