teraz komornik nic nie chce powiedzieć, bo on sprawę oddał. Przez telefon nic więcej nie chce wyjaśnic, a mamy do niego z mężem ponad 250 km w jedną stronę. Ale dla lepszego zrozumienia opiszę jeszcze raz szczegóły. Dłużnikiem jest mąż. w 2009 i 2010 roku komornik prowadził sprawę i była egzekucja z wypłaty. ostatnia w grudniu 2010. wtedy też przyszło pismo (i tu żeby było śmiesznie na poprawny adres), że nastąpił zbieg egzekucji i on oddaje sprawę do urzędu skarbowego. na poczet sprawy pobrał 3700zł, zostało 300zł. mąż miał jeszcze 2 inne sprawy i tamte również trafiły do urzędu skarbowego. Mąż myślał, że skoro urząd skarbowy nic nie pobiera to widocznie sparwa jest juz zakończona. w 2013 roku przyszło pismo z urzędu, że są 3 sprawy i będzie egzekucja z konta. Ale nikt konta nie zajął i temat ucichł. W 2015 roku, kiedy dowiedziałam się o tych długach mąż udał się do skarbówki żeby dowiedzieć się co i jak z tymi długami i zapytać jak możemy to zacząć spłacać. Wpłaciliśmy (wpisująć w tytule sygnaturę danej sprawy, zgodnie z poleceniem urzędnika) ok 1000zł w ratach. przedwczoraj mąż był w skarbówce dowiedzieć się ile zostało do spałaty (bo chcieliśmy wpłacić ponad połowę sumy), a Pani powiedziała, że jedną sprawę oddała (na pytanie komu - odpowiedz "nie wiem"), właśnie tą którą opisałam na początku i wydrukowała pismo z saldem zadłużenia z 1.01.2015 roku. Czyli ponad półtora roku temu. Wściekliśmy się bardzo. poszperałam na form, wydrukowałam pełnomocnictwo dla mnie i dziś razem udaliśmy się do urzędu żeby zobaczyć akta, których wcześniej pani mężowi nie chciała pokazać. na moje pytania dlaczego nie wznowiono zajęcia z wypłaty skoro mąż ciągle pracuje, kto prowadzi teraz sprawę, co z naszymi wpłatami z 2015 itp pani stwierdziła, że bardzo chce nam pomóc i wyjaśni to. to tak w skrócie