zmiana orzeczenia w trybie sprostowanie wyroku czy odwołanie ?

  • Autor wątku Autor wątku Sachalin
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Sachalin

Sachalin

Stały bywalec
Dołączył
11.2012
Odpowiedzi
1 979
W jednej ze spraw wycofałem pozew (w następstwie podpisania ugody z pozwanym).
Sąd, do chwili złożenia mojego wniosku o wycofanie powództwa, nie wysłał jeszcze odpisu pozwu i załączników do pozwanego. Zatem uznałem, że należy mi się zwrot całej opłaty sądowej. Niestety, sąd w postanowieniu, w którym umorzył zgodnie z oczekiwaniami sprawę, orzekł o zwrocie jedynie połowy opłaty.

Wniosłem więc o sprostowanie z art. 350 par. 1 k.p.c.

Sąd oddalił mój wniosek.

W uzasadnieniu czytam:

"Podkreślenia wymaga, że sprostowanie na podstawie powołanego przepisu nie może wykraczać poza granice w nim określone, albowiem przyjęta przez ustawodawcę klasyfikacja wadliwości jest wyczerpująca. Są to niedokładności, omyłki pisarskie, rachunkowe lub inne oczywiste omyłki. Wskazać zatem należy, iż wszystkie wymienione wady orzeczenia charakteryzuje cecha ich oczywistości, stanowiąca zarazem granice przedmiotowej dopuszczalności stosowania, które wyrażają się w tym, że sprostowanie nie może prowadzić do zmiany merytorycznej orzeczenia. W razie bezzasadności wniosku o sprostowanie podlega oddaleniu.

W ocenie Sądu wskazany przez powoda sposób sprostowania postanowienia kończącego z dnia ... z całą pewnością nie stanowi jedynie sprostowania błędów rachunkowych Sądu bądź innej oczywistej niedokładności, a prowadzi do merytorycznej zmiany orzeczenia w zakresie dotyczącym zwrotu opłaty sądowej od pozwu. Taka zmiana orzeczenia w trybie sprostowania zgodnie z przepisem art. 350 par. 1 k.p.c. jest niedopuszczalna. Na marginesie wskazać należy jedynie, iż zasądzenie w postanowieniu Sądu kwoty niższej niż należnej stronie może stać się podstawą środka odwoławczego, nie może zaś być sprostowane w trybie art. 350 k.p.c.


Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć/przetłumaczyć gdzie zrobiłem błąd, upominając się o naprawę błędu Sądu?
Zupełnie nie rozumiem stanowiska Sądu.
 
Sachalin napisał:
Czy ktoś mógłby mi wytłumaczyć/przetłumaczyć gdzie zrobiłem błąd, upominając się o naprawę błędu Sądu?
Należało wnieść zażalenie na postanowienie sądu w zakresie rozstrzygnięcia o zwrocie kosztów w terminie 7 dni od doręczenia tego postanowienia. Wniosek o sprostowanie był chybionym pomysłem. Tu nie chodziło o omyłkę pisarską, tylko o merytoryczne rozstrzygnięcie.
 
Robilee napisał:
Tu nie chodziło o omyłkę pisarską, tylko o merytoryczne rozstrzygnięcie.

art. 350
§ 1. Sąd może z urzędu sprostować w wyroku niedokładności, błędy pisarskie albo rachunkowe lub inne oczywiste omyłki.

Robilee napisał:
Wniosek o sprostowanie był chybionym pomysłem

Podsumujmy ku przestrodze:
Wymiar Sprawiedliwości zrobił ewidentny podstawowy błąd merytoryczny a ja obecnie nie mam żadnych narzędzi, aby "doprosić się" o zwrot opłaty w należnej BŁĘDNIE POLICZONEJ wysokości, bo termin na zażalenie uciekł.

Czy tak?
 
Sachalin napisał:
Wymiar Sprawiedliwości zrobił ewidentny podstawowy błąd merytoryczny
Bywa. Ludzie są omylni. Również Ci z wymiaru sprawiedliwości. Dlatego prawo przewiduje środki odwoławcze.
Sachalin napisał:
a ja obecnie nie mam żadnych narzędzi, aby "doprosić się" o zwrot opłaty w należnej BŁĘDNIE POLICZONEJ wysokości, bo termin na zażalenie uciekł.
Jednak takim narzędziem dysponowałeś (zażalenie), tylko nie zechciałeś z niego skorzystać. Termin "uciekł" z Twojej wyłącznej winy.
 
Robilee napisał:
Bywa. Ludzie są omylni. Również Ci z wymiaru sprawiedliwości. Dlatego prawo przewiduje środki odwoławcze.
W tak fundamentalnych kwestiach? Przecież moja sprawa do żaden niuans. To co dopiero, jeśli ma dojść do rozstrzygnięcia pod kątem kilku wykładni danej normy... Żenada.
Czy, pomimo wszystko, przysługuje mi jakaś skarga "na czynność" SSR?

Robilee napisał:
Jednak takim narzędziem dysponowałeś (zażalenie), tylko nie zechciałeś z niego skorzystać.
To zażalenie nazwałem wnioskiem z art. 350 § 1. Ot i wszystko. Wniosek wysłałem w terminie na wniesienie środka odwoławczego. Niemniej nadal nie wiem, dlaczego:
1) mój wniosek był chybionym pomysłem, czyli
2) nie ma tutaj zastosowania art. 350, jeśli SSR zrobił rachunkową i oczywistą omyłkę, o której mówi art. 350
3) powołanie się na nawet błędną normę stało na przeszkodzie, aby sprawiedliwie zwrócić mi należną opłatę sądową.

Może pan wyjaśnić niuanse? Bo przecież o rozróżnienie tych drobiazgów chodzi...

Ech... naprawdę aż odechciewa się utrzymywać z podatków tak wadliwie działający organ decydujący częstokroć o życiu i śmierci tzw. zwykłych ludzi.
 
Sachalin napisał:
W tak fundamentalnych kwestiach?
Jak widać tak.
Sachalin napisał:
Czy, pomimo wszystko, przysługuje mi jakaś skarga "na czynność" SSR?
Nie.
Sachalin napisał:
To zażalenie nazwałem wnioskiem z art. 350 § 1. Ot i wszystko.
Tu nie jest kwestia nazwy pisma, tylko brak zażalenia. Czym innym jest wniosek o sprostowanie omyłki pisarskiej, czy rachunkowej, a zupełnie czym innym zażalenie na postanowienie (czyli na merytoryczne rozstrzygnięcie w danym przedmiocie). Nie da się potraktować nietrafnego wniosku jako zażalenie. To nie są niuanse.
Sachalin napisał:
Ech... naprawdę aż odechciewa się utrzymywać z podatków tak wadliwie działający organ decydujący częstokroć o życiu i śmierci tzw. zwykłych ludzi.
Funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, podobnie jak i całego państwa we wszystkich jego zadaniach, pod panowaniem obecnej władzy to absolutna tragedia. Jednak krytykowanie zawsze należy rozpoczynać od spojrzenia na siebie. Tu nie ma wątpliwości, że popełnił Pan karygodny błąd nie wnosząc w terminie zażalenia (naprawdę w tej sytuacji, akurat wniosek o sprostowanie, był dziwnym pomysłem), więc końcowy efekt jest jednak wyłącznie Pana winą.
 
Tak to jest, jak "przeciętny Kowalski " sam podejmuje czynności procesowe.
Robilee napisał:
Jednak krytykowanie zawsze należy rozpoczynać od spojrzenia na siebie. Tu nie ma wątpliwości, że popełnił Pan karygodny błąd nie wnosząc w terminie zażalenia (naprawdę w tej sytuacji, akurat wniosek o sprostowanie, był dziwnym pomysłem)
Dokładnie. Dziwnym pomysłem jest samodzielne podejmowanie czynności procesowych bez posiadania należytej wiedzy w tym zakresie.
 
adante napisał:
Dokładnie. Dziwnym pomysłem jest samodzielne podejmowanie czynności procesowych bez posiadania należytej wiedzy w tym zakresie.
W każdym razie warto zadać pytanie na tutejszym forum przed faktem, a nie po.
 
rozumiem, że sprawie nie nadano biegu i stąd w ocenie autora wątku możliwym było zastosowanie art. 79 ust. 1 pkt 1 lit. b uksc?
również w kontekście postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 5 września 2008 r. III CNP 44/2008, zgodnie z którym "Wysłanie pisma odrzuconego lub cofniętego w rozumieniu art. 79 ust. 1 pkt 1 lit. b ustawy z dnia 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (Dz. U. 2005 r. Nr 167 poz. 1398 ze zm.) następuje z chwilą wydania przez sędziego zarządzenia wysłania stronie pisma odrzuconego lub cofniętego, a nie z chwilą wykonania technicznej czynności ekspediowania tego pisma (złożenia u doręczyciela)."
 
Robilee napisał:
W każdym razie warto zadać pytanie na tutejszym forum przed faktem, a nie po.
Z tym forum to bym nie przesadzał. Gwoli ścisłości, jeżeli w orzeczeniu kończącym postępowanie w sprawie jest tylko, że zasądza połowę opłaty, a nie ma że w pozostałym zakresie wniosek o zwrot kosztów oddala, to należało złożyć nie zażalenie, ale wniosek o uzupełnienie.
 
adante napisał:
jeżeli w orzeczeniu kończącym postępowanie w sprawie jest tylko, że zasądza połowę opłaty
To nie takie postanowienie. Tam nie było zasądzenia opłaty (ciekawe od kogo?), tylko zwrot (połowy zamiast całości). Powinna być całość, bo sprawa nie zawisła.
 
Jeżeli jednak było tylko zarządzenie o zwrocie połowy opłaty, to i tak należało wnosić o uzupełnienie, a nie zażalenie ( moim zdaniem).
 
Robilee napisał:
Tu nie ma wątpliwości, że popełnił Pan karygodny błąd nie wnosząc w terminie zażalenia
Źródłem problemu jest karygodny błąd popełniony przez SSR. Nie bójmy się tych słów :-) Różnica polega na tym, że to ja straciłem, a SSR nie poniesie z tego tytułu - na to wygląda - żadnych konsekwencji. Choć błąd ów kardynalny, oczywisty to postanowienie nie do wzruszenia. Ot, taka refleksja na dziś i na przyszłość.

Robilee napisał:
Funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości, podobnie jak i całego państwa we wszystkich jego zadaniach, pod panowaniem obecnej władzy to absolutna tragedia.
Ta, poprzednia i przyszła władza nie wzięła się i nie weźmie się z kosmosu. To nie Marsjanie. To MY :-) Przy czym, powiadają, że "polactwo", to stan umysłu ;-)

adante napisał:
Tak to jest, jak "przeciętny Kowalski " sam podejmuje czynności procesowe.
Nawet nie wiem, jak do takiej ogólnikowej i powierzchownej wypowiedzi się odnieść. Ale spróbuję.
Proszę pana, otóż "przeciętny Kowalski" przeprowadził czynności procesowe, dzięki którym pozwany (potentat na polskim rynku) zaproponował podpisanie ugody na zaproponowanych przeze mnie warunkach. Inną sprawą jest, właśnie że dzięki "należytej wiedzy w tym zakresie" pozwany podjął po trzykroć finezyjne próby oszukania mnie. Więc chyba, z "przeciętnym Kowalskim" nie jest aż tak źle. Wystarczy włączyć myślenie, wydawało mi się. Okazuje się, że nie, bo poległem niejako z rąk (w tej sprawie) "sprzymierzeńca", do którego udałem się po sprawiedliwość... i to niechże będzie nauczka dla innych "przeciętnych Kowalskich".

Dziękuję wszystkim za sensowe wyjaśnienia.

"przeciętny Kowalski" ;-)
 
Robilee napisał:
nie czuję się odpowiedzialny
"Sekret" w tym, że jesteśmy społecznością o zbiorowej nieodpowiedzialności.

Przypomina mi się rozmowa z Doris Leuthard, która szczerze nie zrozumiała polskiego dziennikarza dociekającego jak Szwajcarska Rada Związkowa "dochodzi do porozumienia" i komunikuje to społeczeństwu.
Pani Doris Leuthard ze zdumieniem odparła, że wyborcy to guzik obchodzi, bo rada to nie przypadkowi ludzie, ale specjaliści od zawodowego (sprawnego i wydajnego) wypracowywania porozumienia.
Wiem, jestem jakiś śmieszny z tym porównaniem do Szwajcarii :-)

Proszę pana, u władzy był już i Kaczor i Donald; u władzy byli już "wszyscy". Nieprawdaż? No, więcej do powiedzenia w najbliższym czasie będzie miała może i Myszka Miki. Zapewniam pana, że "nie będzie lepiej", bo nam jest zawsze źle. "Lepiej", to kwestia głębokich zmian w mentalności, na które się - niestety - nie zapowiada. Ale to już nie jest zagadnienie na forum prawne...
 
Sachalin napisał:
był już i Kaczor i Donald
Nie jest to najlepsze miejsce do prowadzenia tego typu dyskusji, ale właśnie pod względem funkcjonowania instytucji państwa, ze szczególnym uwzględnieniem sądownictwa, pańskie porównanie jest ciekawe. Jak ogień i woda. Proszę też zwrócić uwagę, że jedni rządzili chwilę (walcząc z potężnym jazgotem tych, którzy są żywotnie zainteresowani, by państwo nie funkcjonowało), a jednak działania dawały widoczne na bieżąco rezultaty (Boże, jak miło było wtedy w sądach, a i prokuratura potrafiła nie odmówić wszczęcia postępowania przy ewidentnym przestępstwie), zaś drudzy mają realną władzę (polegającą na nie wykonywaniu obowiązków władzy) przez cały pozostały czas.
 
Sachalin napisał:
Nawet nie wiem, jak do takiej ogólnikowej i powierzchownej wypowiedzi się odnieść. Ale spróbuję.
Proszę pana, otóż "przeciętny Kowalski" przeprowadził czynności procesowe, dzięki którym pozwany (potentat na polskim rynku) zaproponował podpisanie ugody na zaproponowanych przeze mnie warunkach.
Pomijając kwestię, że pozwany nie otrzymał nawet pozwu, więc trudno pisać o skuteczności czynności procesowej, to z samodzielnym procesowaniem jest jak z leczeniem. Przeciętny Kowalski może się leczyć sam i może to się nawet okazać skuteczne. Jak widać chociażby w niniejszym przykładzie samodzielne podejmowanie czynności jest bardzo ryzykowne i może wiązać się ze stratą części środków.
 
adante napisał:
pozwany nie otrzymał nawet pozwu, więc trudno pisać o skuteczności czynności procesowej
A jednak... Po owocach ich poznacie.
Zatem na jakiej podstawie racjonalnie działający pozwany oszacował swoje szanse i "już pod dwóch latach" a chwilę - jak się okazało - przed ogłoszeniem terminu rozprawy, wyszedł z inicjatywą zawarcia ugody, i to z jakimś "przeciętnym Kowalskim"...??? Otóż, pozwany co prawda nie otrzymał pozwu, ale pozwany na wylot i na wyrywki znał zawartość akt sprawy (widząc po treści przygotowanej ugody)... Tak to proszę pana działa :-)

adante napisał:
Jak widać chociażby w niniejszym przykładzie samodzielne podejmowanie czynności jest bardzo ryzykowne i może wiązać się ze stratą części środków.
TYLKO I WYŁĄCZNIE DZIĘKI WADLIWEMU DZIAŁANIU SSR.
SSR, któremu włos z głowy nie spadnie za moją "stratę części środków". No nazywajmy rzecz po imieniu! :-) Bo nie o taką niezawisłość i nie w tym obszarze chyba nam chodzi...? Prawda?
 
Sachalin napisał:
A jednak... Po owocach ich poznacie.
Zatem na jakiej podstawie racjonalnie działający pozwany oszacował swoje szanse i "już pod dwóch latach" a chwilę - jak się okazało - przed ogłoszeniem terminu rozprawy, wyszedł z inicjatywą zawarcia ugody, i to z jakimś "przeciętnym Kowalskim"...??? Otóż, pozwany co prawda nie otrzymał pozwu, ale pozwany na wylot i na wyrywki znał zawartość akt sprawy (widząc po treści przygotowanej ugody)... Tak to proszę pana działa
Więc nie na skutek czynności procesowych. Nie wdając się w szczegóły sprawy. Nawiasem pisząc, bez znajomości akt sprawy trudno się wypowiadać, czy zawarta ugoda jest korzystna dla powoda.
Sachalin napisał:
TYLKO I WYŁĄCZNIE DZIĘKI WADLIWEMU DZIAŁANIU SSR.
SSR, któremu włos z głowy nie spadnie za moją "stratę części środków". No nazywajmy rzecz po imieniu! Bo nie o taką niezawisłość i nie w tym obszarze chyba nam chodzi...? Prawda?
Nie tylko i wyłącznie. Sądy mogą się mylić, ale prawo wyposaża uczestników postępowania w środki prawne prowadzące do korygowania błędnych rozstrzygnięć. Sąd się pomylił, ale powód także i to z tego powodu bezpowrotnie zostały środki utracone.
 
Powrót
Góra