zmiana orzeczenia w trybie sprostowanie wyroku czy odwołanie ?

  • Autor wątku Autor wątku Sachalin
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
adante napisał:
bez znajomości akt sprawy trudno się wypowiadać, czy zawarta ugoda jest korzystna dla powoda.
Nie jest ani tematem tego wątku ani pana sprawą wysokość odszkodowania oraz zadośćuczynienia przelanego na moje konto.

adante napisał:
Sąd się pomylił, ale powód także i to z tego powodu bezpowrotnie zostały środki utracone.
Zatem jeszcze raz: "Źródłem problemu jest karygodny błąd popełniony przez SSR". Nieodwracalny błąd popełniony przez ZAWODOWCA.
Inaczej: w zdrowym społeczeństwie błąd godny kary.

Proszę pana, żeby nie szukać daleko porównania; nikt pilota nie pyta, dlaczego ze względu na zaniedbanie "pomylił" lotnisko docelowe z sąsiednim, nawet, jak pasażer nie odniósł szkody. Pilot traci pracę. O konsekwencjach w sprawach większego kalibru nawet nie wspomnę.
 
Sachalin napisał:
Nie jest ani tematem tego wątku ani pana sprawą wysokość odszkodowania oraz zadośćuczynienia przelanego na moje konto.
Nie jest, więc argument o sukcesie "przeciętnego Kowalskiego" w ogóle nie powinien być podnoszony.
Sachalin napisał:
Proszę pana, żeby nie szukać daleko porównania; nikt pilota nie pyta, dlaczego ze względu na zaniedbanie "pomylił" lotnisko docelowe z sąsiednim, nawet, jak pasażer nie odniósł szkody.
Ależ pyta. Pilot mógł np. pomylić lotnisko, bo został przez kogoś wprowadzony w błąd. Przykład jednak jest chybiony, z tego względu, że w przypadku pilota mamy do czynienia z czynnościami faktycznymi. W przypadu organu decyzyjnego- z czynnościami prawnymi, gdzie często jest pewna swoboda decyzyjna w granicach określonych prawem. Ustawodawca też niejako już z urzędu dopuszcza możliwość pomyłkiki i środki odwoławcze. Zgadzam się jednak z argumentem, że jest zbyt duża dysproporcja między konsekwencjami pomyłki pełnomocnika ( czy uczestnika postępowania) a sądu i m.in. dlatego właśnie należy korzystać z usług profesjonalistów, ryzyko pomyłki jest znacznie mniejsze.
 
adante napisał:
Nie jest, więc argument o sukcesie "przeciętnego Kowalskiego" w ogóle nie powinien być podnoszony.
Zatem wypadałoby panu w ogóle nie dywagować gdzie zaczyna a gdzie kończy cudzy sukces :-)

adante napisał:
Przykład jednak jest chybiony
W mojej sprawie, "pilot" z orłem na piersi, nie miał żadnego miejsca na swobodę decyzji, poza koniecznością wykazania się odrobiną przytomności w lekturze akt. A skoro "za nic nie odpowiada", to pozwolił sobie na drzemkę, prawda?

adante napisał:
jest zbyt duża dysproporcja między konsekwencjami pomyłki pełnomocnika ( czy uczestnika postępowania) a sądu
To nie dysproporcja jest problemem. Problemem jest konieczność pilnego przywrócenia (?) normalności, w której sądowy ZAWODOWIEC podlega faktycznej (a nie pozornej) ocenie a w ślad za tym - wymiernym konsekwencjom. Nie widzę, żadnej przeszkody, aby w takich sytuacjach, w jakiej znalazłem się, wzruszyć ewidentnie wadliwe postanowienia w każdym czasie.

adante napisał:
dlatego właśnie należy korzystać z usług profesjonalistów, ryzyko pomyłki jest znacznie mniejsze.
Ryzyko pomyłki? U profesjonalisty? Pan chyba żartuje.
Można pomylić się, co do obranej linii działania, linii obrony, ale nie pozwolić sobie - będąc zawodowcem - na pomyłkę elementarną, uchybienie związane z ewidentnym zaniechaniem, lenistwem, ignorancją, powodowane poczuciem bezkarności,...
Poza tym, należy albo i nie należy. Chcącemu nie dzieje się krzywda ;-) Pod warunkiem, że system jest zdrowy. Jeśli gnije, nie ma co zaczynać nawet u boku profesjonalnego pełnomocnika procesowego. A i jakość tychże, to może być temat na zupełnie odrębny dział, wnosząc z lektury postów.
 
Sachalin napisał:
Nie widzę, żadnej przeszkody, aby w takich sytuacjach, w jakiej znalazłem się, wzruszyć ewidentnie wadliwe postanowienia w każdym czasie.
Mało widzisz. Po to właśnie jest ściśle określona procedura z wyznaczonymi terminami zawitymi, by prawomocne orzeczenia sądu były niewzruszalne (przynajmniej bez nadzwyczajnych okoliczności. Nie jesteś praktykiem w tej dziedzinie, więc na pewno nie potrafisz sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby można było zaskarżać w nieskończoność orzeczenia sądu. Można by po prostu zlikwidować cały system. Nie tędy droga.
Sachalin napisał:
Ryzyko pomyłki? U profesjonalisty?
Profesjonalista to tylko zawodowiec, nie zaś Bóg.
Niech też dotrze do Ciebie, że pomyłka sędziego (czy też referendarza), nie była niczym doniosłym i jej konsekwencje powinny być żadne, tylko potem Ty dałeś ciała.
 
Ostatnia edycja:
Robilee napisał:
co by się działo, gdyby można było zaskarżać w nieskończoność orzeczenia sądu
Nic by się nie działo, poza naprawą "z urzędu" ewidentnego błędu SSR a nie przenoszeniem "odpowiedzialności" na stronę, że nie wykazała się refleksem. Naprawdę pan nie dostrzega różnicy?


Robilee napisał:
pomyłka sędziego (czy też referendarza), nie była niczym doniosłym i jej konsekwencje powinny być żadne, tylko potem Ty dałeś ciała
"konsekwencje ... żadne" pan powiada ... Hmm, taki zawód, i to za publiczne pieniądze, to ja rozumiem :-)
 
Sachalin napisał:
"konsekwencje ... żadne" pan powiada ...
Chyba nie zrozumiałeś. Konsekwencje byłyby żadne, gdyby ... i tu już Pan nawalił. Ustawodawca przewidział, że jak sąd popełni błąd, to da się go łatwo naprawić (nie da się wyeliminować możliwości błędu). Tylko, że Pan, popełniając swój błąd, uniemożliwił naprawienie sytuacji.
 
Napisał pan nie "byłyby żadne" a "powinny być żadne". OK?

Zrozumiałem przede wszystkim, że żyję w kraju, w którym SSR, którego czynności (i to w zakresie materiału dowodowego podanego niejako na tacy) winne być przeprowadzane z dochowaniem najwyższej staranności, są faktycznie prowadzone poniżej staranności nawet "należytej". Zrozumiałem, że bez żadnej odpowiedzialności można orzec knota i przenieść odpowiedzialność na stronę. Zgroza... ale co robić.

Idzie "młodość", która (jak donoszą media) też tego nie rozumie i - co ważniejsze - zdroworozsądkowo nie chce już zrozumieć :-) Więc może będzie jeszcze - jak sam pan napisał - miło.

Ale i tak wisienką na tym torcie jest rozumowanie: "popełniając swój błąd uniemożliwił naprawienie sytuacji". Tego bym nie wymyślił. Ale przypominam, że ja się o popełnienie błędu przez SSR nie prosiłem :-)
 
Sachalin napisał:
Zrozumiałem przede wszystkim, że żyję w kraju, w którym SSR, którego czynności (i to w zakresie materiału dowodowego podanego niejako na tacy) winne być przeprowadzane z dochowaniem najwyższej staranności, są faktycznie prowadzone poniżej staranności nawet "należytej". Zrozumiałem, że bez żadnej odpowiedzialności można orzec knota i przenieść odpowiedzialność na stronę. Zgroza... ale co robić.
Ale mi nowina. Zob. np. na sejm, jakie niektóre "głupie ustawy" uchwalił i posłowie nie ponieśli żadnej odpowiedzialności. Całą odpowiedzialność ponieśli obywatele.
Dziwie się , że dopiero Pan takie "odkrywcze myśli" poczynił.
 
Proszę pana, pan się nie dziwi, bo ani to nowina, ani ja piszę o sejmie. Pisałem i piszę o swoich perypetiach i degrengoladzie w "moim" SR, gnieździe Bogów, którym grosz z promila moich/naszych podatków się nie należy. Cóż, zgoda - ryba psuje się od głowy.

Jeśli zatem gangrena trawi takie instytucje państwa, jak sądownictwo, to co mówić (mieć "pretensje") o innych organach... wojsko, policja, o samorządach nie wspomnę. I to jest dla mnie najcenniejsze doświadczenie wyniesione z tej sprawy, z której wyciągnę właściwe (sobie) wnioski. Moja sprawa, to (dla mnie) pikuś. Chodzi o zasady.

Mam też nadzieję, że będzie to przestroga dla innych, w swej naiwności liczących na ostatnią deskę ratunku, wymiar tzw. sprawiedliwości decydujący nie w "drobiazgach", jak w moim przypadku, ale często w sprawach życia i śmierci.

Amen :-)
 
Sachalin napisał:
Proszę pana, pan się nie dziwi, bo ani to nowina, ani ja piszę o sejmie. Pisałem i piszę o swoich perypetiach i degrengoladzie w "moim" SR, gnieździe Bogów, którym grosz z promila moich/naszych podatków się nie należy. Cóż, zgoda - ryba psuje się od głowy.

Jeśli zatem gangrena trawi takie instytucje państwa, jak sądownictwo, to co mówić (mieć "pretensje") o innych organach... wojsko, policja, o samorządach nie wspomnę. I to jest dla mnie najcenniejsze doświadczenie wyniesione z tej sprawy, z której wyciągnę właściwe (sobie) wnioski. Moja sprawa, to (dla mnie) pikuś. Chodzi o zasady.

Mam też nadzieję, że będzie to przestroga dla innych, w swej naiwności liczących na ostatnią deskę ratunku, wymiar tzw. sprawiedliwości decydujący nie w "drobiazgach", jak w moim przypadku, ale często w sprawach życia i śmierci. Amen
O wadliwości funkcjonowania rozmaitych organów w Polsce i na świecie można rozmawiać bez końca. Jednak z Twoich wypowiedzi można wysnuć wniosek najsmutniejszy z możliwych. Nic Cię ta sprawa nie nauczyła, bo wciąż nie dociera do Ciebie ewidentna prawda. Ty zawaliłeś sprawę. Akurat w takiej sytuacji jak Twoja, system dał Ci możliwość pełnej i skutecznej obrony swoich praw. A Ty z tego nie skorzystałeś. Może więc masz częściowo rację w wypowiadanych ogólnych ocenach, jednak w tej konkretnej sprawie nie system zawinił tylko Ty sam. System przewidział możliwość złego dnia orzecznika i sposób eliminacji skutków błędu. Dał Ci narzędzie. A Ty je popsułeś i psioczysz, że nie dostałeś tych narzędzi więcej (z logiki Twojej wypowiedzi wręcz wynika, że powinieneś mieć możliwość nawalania nieskończoną ilość razy, aż wreszcie trafisz w punkt). Ave
 
Robilee napisał:
system dał Ci możliwość pełnej i skutecznej obrony swoich praw. A Ty z tego nie skorzystałeś.
Czy to nie o tym samym systemie p. Piwnik mówiła "zaorać i zasiać ponownie"? ;-)
To nieprawdopodobne, jakże silna jest ta obecna "systemowa" propaganda... Nieprawdopodobne, jak można sformatować czyjś umysł tak, aby nie widział związku świętej konieczności naprawienia przez system szkody, do której system ów przyłożył się wprost. Ot, wystarczy przeforsować ustawową furtkę chroniącą czyjeś pośladki i po temacie. Prawie jak w III Rzeszy. To co może być dalej, w następnym kroku, jak takie knoty mogą być sankcjonowane ;-)

Dał narzędzie, które okazało się dla pozwanego straszakiem i skorzystałem zeń skutecznie. O tym przecież nie dyskutujemy.

Ja też miewam złe dni. Niemniej nigdy, przenigdy, nie zgodzę się z tym, że tzw. system dopuszcza brak odpowiedzialności funkcjonariusza publicznego, np. orzecznika. Jeśli tak pan wywnioskował z moich wypowiedzi, to mi to wystarczy :-)

Jak to powiedział policjant do pewnego znanego dziennikarza radiowego zatrzymanego za jazdę z nadmierną prędkością a tłumaczącego się z wykroczenia? (wypisując kwit) Panie..., jazda ponad dozwoloną prędkość, to przywilej ludzi bogatych :-)
 
Powrót
Góra