Shira napisał:
Z racji tego ze w Warszawie nie mial mieszkania wynajetego tylko mieszkal w mieszkaniach pracowniczych i co chwile sie to zmienialo nie byl w stanie podac nowego adresu zamieszkania, (...)
Słabe tłumaczenie. Wiedział gdzie w danym momencie mieszka więc powinien - we własnym dobrze pojętym interesie - tyle razy zgłaszać zmianę adresu ile razy go faktycznie zmieniał albo np. podać całkiem inny jeden adres do korespondencji gdzie rzeczywiście by pocztę on lub ktoś zaufany odbierał. O obowiązku informowania o zmianach miejsca zamieszkania z pewnością był pouczony (to standard w toku procesu)
To o czym tu piszesz to nic innego jak jego zaniedbanie własnych interesów.
tak wiec nie wiedzial co dzieje sie w jego sprawie.
O wyroku, a przynajmniej o rozprawie wiedzieć musiał. Jeśli potem nie śledził wydarzeń to znaczy, że sprawę zlekceważył na własną odpowiedzialność
Kuratorka sie nie odzywala wiec uznal ze wszystko jest w porzadku
Gdybym ja wiedział ze mam możliwy wyrok na karku to na takie lekkie podejście do sprawy bym sobie nie pozwolił. Niezależnie od tego co bym wiedział a co nie. Po prostu dowiadywałbym się w Sądzie co się dzieje na wszelki wypadek, żeby nie było potem problemu. Takie zachowanie wydaje mi się naturalne. Dlatego Wasze tłumaczenia nie są niczym nadzwyczajnym i niekoniecznie muszą znaleźć uznanie w oczach Sądu.
Nie wiedzielismy tez o odwieszeniu tych wyrokow...
Skutek wcześniejszych zaniedbań.
Gdybysmy wiedzieli o tych pieniadzach napewno bylyby one zaplacone.
Łatwo było się dowiedzieć. Wystarczyło wykazać odrobinę zainteresowania swoimi własnymi sprawami i skontaktować się w dowolnym czasie po wydaniu wyroku z Sądem w którym sprawa była rozpoznawana.
dowiedzielismy sie ze jesli wyroki sa odwieszone fakultatywnie to jest szansa na zaplacenie tej sumy i wypuszczenie Go.
Szansa teoretyczna jest.
Ale moim zdaniem sprawa nie wygląda najweselej. Uchylenie postanowiuenia wymagałoby bardzo dużo dobrej woli, że nie powiem pobłażliwości ze strony Sądu. Człowiek wyraźnie sobie zlekceważył wyrok i całą sprawę i jak to często bywa dopiero po zarządzeniu wykonania kary obudził się, twierdząc, że rzekomo był pełen jak najlepszych chęci. Tylko gdzie te chęci były wcześniej? To co napisałaś wskazuje że wcześniej był raczej "tumiwisizm".
Przepraszam za taki ton, osobiście nic do Was nie mam, ale tak to wygląda całkiem z boku. Warto żebyście mieli tego świadomość.
Reszta w rękach Sądu. Możecie pisać wniosek o uchylenie postanowienia o zarządzeniu wykonania kary wykazując m.in. to, że wszystko jest zapłacone, ale moim zdaniem szanse na sukces są niewielkie bo z tego co piszesz wynika że skazany uchylał się od zapłaty (czyli nie płacił mimo że mógł bo miał dochody).
Co do komornika to jego "uruchomienie" leżało w gestii pokrzywdzonego. Sąd nie ma takich uprawnień w zakresie obowiązku naprawienia szkody.