K
Kats13
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2016
- Odpowiedzi
- 26
Dzień dobry,
nie bardzo wiem jak zatytułować ten wątek, w sumie wystarczyło by po prostu "ZTM", bo te 3 litery mówią najwięcej o tym w jakie bagno się wpakowałam...
Sprawa ciągnie się miesiącami już i nie chcę streszczać całości, ale powiem krótko:
od lat kupuję sieciówki, regularnie, nigdy nie jechałam na gapę i nigdy nie miałam kary ani mandatu w całym swoim życiu (słusznie wystawionych).
Zostałam w tym roku potraktowana jak jakiś dłużnik, jak osoba ignorująca prawo i regulaminy, zrzucono na mnie kary w wysokości powyżej 500zł i w dodatku zarzucono mi zmyślanie faktów, tylko dlatego, że ZTM próbuje wyciągnąć ode mnie jak największe pieniądze. Czuję się oszukana i nie wiem, co mam robić by domagać się sprawiedliwości.
We wrześniu dostałam karę za brak biletu. Kontroler nie słuchał moich wyjaśnień, gdy mówiłam, że kupiłam bilet przez tPortmanetkę. Powiedział, że mam ją na minusie i nie mam biletu kupionego, co było nieprawdą. Miałam nawet świadka, że kupowałam bilet.
Kilka tyg. później zgłosiłam reklamację przez ich system odnośnie tej kary.
Nie dostałam odpowiedzi i dzwoniłam chcąc się dowiedzieć, co dalej. Mówili, że dostanę pismo.
W grudniu dostałam kolejną karę za brak biletu. Znowu bezpodstawnie. Mówiłam, że mam bilet aktywny do połowy grudnia. Kontroler przetransferował bilet, aktywując bilet KOLEJNY, który rozpoczynał się od przyszłego tygodnia i wmówił mi, że teraz nie mam aktualnego, bo pokazuje późniejszy. Mówię mu, że czytnik zwariował i że może sprawdzić na karcie, że mam czynny bilet. Stwierdził, że nie mam i wystawił mi karę.
Złożyłam oczywiście nową reklamację (co jest absolutnie śmieszne, że ja muszę się starać udowadniać swoją rację, mimo, że w 100% jestem niewinna...) i przy okazji zapytałam się o poprzednią reklamację bo nadal nie otrzymałam odpowiedzi.
Nie dostałam informacji, natomiast o wiele później przyszło do mnie pismo, że mam kilkanaście transakcji na mojej karcie nieaktywowanych (kupionych ale nie aktywowanych w pojeździe) i że muszę zgłosić się osobiście do urzędu.
Zjawiłam się w wyznaczonym terminie, okazało się, że moja karta faktycznie zawalona jest niewłaściwymi aktywacjami, musieli to wszystko odblokować, jak się potem okazało, moja tPortmanetka także była niewłaściwie aktywowana (nie, nie przeze mnie...) i transakcja z MARCA 2016 przeszła dopiero w styczniu tego roku...
Jak zapytałam w urzędzie co z moimi reklamacjami znowu dostałam odpowiedź "przyjdzie pismem".
Do tego czasu sprawdziłam moją sytuację w KRD i jak się okazało...
ZTM wpisał mnie do KRD za 2 kary - obie z nich reklamowałam. Nie dostałam żadnego listu z uprzedzeniem o wpisie ani listu z informacją odnośnie postępowania w tej sprawie - NIC. W dodatku ta starsza kara cały czas miała naliczane odsetki, które sięgnęły z 1 karą za brak biletu (290zł) łącznie prawie 500zł!
Dostałam pismo odnośnie reklamacji, gdzie napisali, że uznali reklamację z grudnia, ale naliczają mi "karę manipulacyjną" bo nie przetransferowałam biletu jak powinnam (pisałam im, że transferowałam!) i muszę zapłacić, bo tak.
Nie uznali mi reklamacji z września bo spóźniłam się z reklamacją o kilka dni (ponoć moja prawdziwa reklamacja z października nie istnieje, rozpłynęła się w powietrzu) i mam karę niezwłocznie zapłacić.
Napisałam odwołanie do dyrektora ZTM zarówno odnośnie tej kary manipulacyjnej jak i wcześniejszej kary - tym razem robiąc screeny z potwierdzenia wysłania zgłoszenia, by mi znowu nie wmówili, że "nie doszło".
Nie dostałam do teraz odpowiedzi.
Ponieważ nie mogę mieć negatywnych wpisów w KRD, postanowiłam spłacić co zalegam, żeby wykłócać się z nimi "na czysto", natomiast dzisiaj odwiedzając jeden z punktów zastała mnie jeszcze lepsza niespodzianka...
Po 1. Nie mogę zapłacić kary bo Pani w punkcie nie ma dostępu do systemu i nie wie ile jestem winna - powinnam mieć niby pismo z wysokością kwoty do zapłaty - nic takiego nie otrzymałam.
Po 2. Pani dzwoniła do urzędu i dowiedziała się po moim numeru PESEL, że mam 3 kary i jedna z nich jest w postępowaniu komorniczym. I dziwi ją, że nie mam żadnych informacji.
Po 3. Pani w biurze obsługi była szczerze zdziwiona, że jedna z kar jest tak wysoka, z niedowierzaniem pytała mnie "ale jak, od września zeszłego roku i taka kara?" - wybaczcie, ale jeśli Panią z obsługi dziwi wysokość kary to coś mi tu śmierdzi...
Dziwi mnie, że ZTM może sobie wystawiać kary jak im się żywnie podoba, naliczać kosmiczne odsetki, wpisywać do KRD bez informowania użytkownika i w ogóle nie wysyłać pism z wyjaśnieniami!
Przez telefon bezczelnie kłamią, w urzędzie unikają odpowiedzi i robią ze mnie jakąś oszustkę. Nigdy nie miałam długów, kar, mandatów, kupuję bilety regularnie i czuję się oszukana przez ZTM.
Zakładam, że chcą bym zapłaciła wszystko i zapomniała o sprawie, bo będą mi jeszcze bardziej utrudniać życie, a ja nie chcę tego tak odpuścić.
Jutro jadę do urzędu, z osobą towarzyszącą by tym razem mieć świadka na to, co mi powiedzą. Będę prosić o pisemne potwierdzenie, że zapłaciłam kary i przekażę im także pismo do dyrektora ZTM z prośbą o wyjaśnienie tej sytuacji.
Konsultowałam się także z osobą pracującą w ZTM (prywatnie) i ponoć znikające rzeczy z systemu to nic szokującego, bo ten system nawala. A tak jak Pani "uprzejmie" mi powiedziała przez telefon "jak nie mam dowodu na to, że tamta reklamacja została wysłana to nic nie zrobię".
Jeśli ktoś ma rady, jak się uporać z nimi to będę wdzięczna...
Pozdrawiam
nie bardzo wiem jak zatytułować ten wątek, w sumie wystarczyło by po prostu "ZTM", bo te 3 litery mówią najwięcej o tym w jakie bagno się wpakowałam...
Sprawa ciągnie się miesiącami już i nie chcę streszczać całości, ale powiem krótko:
od lat kupuję sieciówki, regularnie, nigdy nie jechałam na gapę i nigdy nie miałam kary ani mandatu w całym swoim życiu (słusznie wystawionych).
Zostałam w tym roku potraktowana jak jakiś dłużnik, jak osoba ignorująca prawo i regulaminy, zrzucono na mnie kary w wysokości powyżej 500zł i w dodatku zarzucono mi zmyślanie faktów, tylko dlatego, że ZTM próbuje wyciągnąć ode mnie jak największe pieniądze. Czuję się oszukana i nie wiem, co mam robić by domagać się sprawiedliwości.
We wrześniu dostałam karę za brak biletu. Kontroler nie słuchał moich wyjaśnień, gdy mówiłam, że kupiłam bilet przez tPortmanetkę. Powiedział, że mam ją na minusie i nie mam biletu kupionego, co było nieprawdą. Miałam nawet świadka, że kupowałam bilet.
Kilka tyg. później zgłosiłam reklamację przez ich system odnośnie tej kary.
Nie dostałam odpowiedzi i dzwoniłam chcąc się dowiedzieć, co dalej. Mówili, że dostanę pismo.
W grudniu dostałam kolejną karę za brak biletu. Znowu bezpodstawnie. Mówiłam, że mam bilet aktywny do połowy grudnia. Kontroler przetransferował bilet, aktywując bilet KOLEJNY, który rozpoczynał się od przyszłego tygodnia i wmówił mi, że teraz nie mam aktualnego, bo pokazuje późniejszy. Mówię mu, że czytnik zwariował i że może sprawdzić na karcie, że mam czynny bilet. Stwierdził, że nie mam i wystawił mi karę.
Złożyłam oczywiście nową reklamację (co jest absolutnie śmieszne, że ja muszę się starać udowadniać swoją rację, mimo, że w 100% jestem niewinna...) i przy okazji zapytałam się o poprzednią reklamację bo nadal nie otrzymałam odpowiedzi.
Nie dostałam informacji, natomiast o wiele później przyszło do mnie pismo, że mam kilkanaście transakcji na mojej karcie nieaktywowanych (kupionych ale nie aktywowanych w pojeździe) i że muszę zgłosić się osobiście do urzędu.
Zjawiłam się w wyznaczonym terminie, okazało się, że moja karta faktycznie zawalona jest niewłaściwymi aktywacjami, musieli to wszystko odblokować, jak się potem okazało, moja tPortmanetka także była niewłaściwie aktywowana (nie, nie przeze mnie...) i transakcja z MARCA 2016 przeszła dopiero w styczniu tego roku...
Jak zapytałam w urzędzie co z moimi reklamacjami znowu dostałam odpowiedź "przyjdzie pismem".
Do tego czasu sprawdziłam moją sytuację w KRD i jak się okazało...
ZTM wpisał mnie do KRD za 2 kary - obie z nich reklamowałam. Nie dostałam żadnego listu z uprzedzeniem o wpisie ani listu z informacją odnośnie postępowania w tej sprawie - NIC. W dodatku ta starsza kara cały czas miała naliczane odsetki, które sięgnęły z 1 karą za brak biletu (290zł) łącznie prawie 500zł!
Dostałam pismo odnośnie reklamacji, gdzie napisali, że uznali reklamację z grudnia, ale naliczają mi "karę manipulacyjną" bo nie przetransferowałam biletu jak powinnam (pisałam im, że transferowałam!) i muszę zapłacić, bo tak.
Nie uznali mi reklamacji z września bo spóźniłam się z reklamacją o kilka dni (ponoć moja prawdziwa reklamacja z października nie istnieje, rozpłynęła się w powietrzu) i mam karę niezwłocznie zapłacić.
Napisałam odwołanie do dyrektora ZTM zarówno odnośnie tej kary manipulacyjnej jak i wcześniejszej kary - tym razem robiąc screeny z potwierdzenia wysłania zgłoszenia, by mi znowu nie wmówili, że "nie doszło".
Nie dostałam do teraz odpowiedzi.
Ponieważ nie mogę mieć negatywnych wpisów w KRD, postanowiłam spłacić co zalegam, żeby wykłócać się z nimi "na czysto", natomiast dzisiaj odwiedzając jeden z punktów zastała mnie jeszcze lepsza niespodzianka...
Po 1. Nie mogę zapłacić kary bo Pani w punkcie nie ma dostępu do systemu i nie wie ile jestem winna - powinnam mieć niby pismo z wysokością kwoty do zapłaty - nic takiego nie otrzymałam.
Po 2. Pani dzwoniła do urzędu i dowiedziała się po moim numeru PESEL, że mam 3 kary i jedna z nich jest w postępowaniu komorniczym. I dziwi ją, że nie mam żadnych informacji.
Po 3. Pani w biurze obsługi była szczerze zdziwiona, że jedna z kar jest tak wysoka, z niedowierzaniem pytała mnie "ale jak, od września zeszłego roku i taka kara?" - wybaczcie, ale jeśli Panią z obsługi dziwi wysokość kary to coś mi tu śmierdzi...
Dziwi mnie, że ZTM może sobie wystawiać kary jak im się żywnie podoba, naliczać kosmiczne odsetki, wpisywać do KRD bez informowania użytkownika i w ogóle nie wysyłać pism z wyjaśnieniami!
Przez telefon bezczelnie kłamią, w urzędzie unikają odpowiedzi i robią ze mnie jakąś oszustkę. Nigdy nie miałam długów, kar, mandatów, kupuję bilety regularnie i czuję się oszukana przez ZTM.
Zakładam, że chcą bym zapłaciła wszystko i zapomniała o sprawie, bo będą mi jeszcze bardziej utrudniać życie, a ja nie chcę tego tak odpuścić.
Jutro jadę do urzędu, z osobą towarzyszącą by tym razem mieć świadka na to, co mi powiedzą. Będę prosić o pisemne potwierdzenie, że zapłaciłam kary i przekażę im także pismo do dyrektora ZTM z prośbą o wyjaśnienie tej sytuacji.
Konsultowałam się także z osobą pracującą w ZTM (prywatnie) i ponoć znikające rzeczy z systemu to nic szokującego, bo ten system nawala. A tak jak Pani "uprzejmie" mi powiedziała przez telefon "jak nie mam dowodu na to, że tamta reklamacja została wysłana to nic nie zrobię".
Jeśli ktoś ma rady, jak się uporać z nimi to będę wdzięczna...
Pozdrawiam