ZUS obudził się po 4 latach i chce pieniędzy…

  • Autor wątku Autor wątku sofen
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
S

sofen

Nowy użytkownik
Dołączył
07.2022
Odpowiedzi
2
Witam.
Prowadziłem jednoosobową działalność gospodarczą którą musiałem zamknąć przez pandemię 2 lata temu. Obecnie nie prowadzę. Cztery lata temu jak jeszcze prowadziłem zatrudniałem człowieka na umowę zlecenia. Złożył mi oświadczenie o zarobkach u innego pracodawcy które zwalniały go z ZUS u mnie. Teraz po 4 latach ZUS wzywa mnie do zapłaty zaległych składek od tamtej umowy. Kwota ponad 8 tys. Twierdzą że pracownik w tym czasie nie miał innego tytułu i że ja mam zapłacić składki. Co więcej nie tylko część należną od pracodawcy ale i tą która powinien zapłacić pracownik. Przedstawiłem oświadczenie pracownika w ZUS ale powiedzieli, że ten dokument nie ma żadnego znaczenia dla ZUS. Powiedziałem żeby wezwali pracownika i przesłuchali w tej sprawie. Tego też nie zrobią bo pracownik nie jest stroną. Składki to sprawa pomiędzy płatnikiem czyli mną a ZUS. Ubezpieczony nie ma tu nic do rzeczy. Skontaktowałem się z byłym pracownikiem i ten mi powiedział, że oświadczenie było prawdziwe. Odmówił podania danych drugiego pracodawcy i przesłania dokumentów (umowy czy potwierdzenia zapłaty składek) bo jak twierdzi nie pamięta i nie chce mu się tego teraz szukać. ZUS także odmówił wezwania go do okazania dokumentów czy chociażby udzielenia informacji. Ja sam nie mam żadnej możliwości sprawdzenia czegokolwiek. Być może pracownik złożył nieprawdziwe oświadczenie, być może błąd księgowy w ZUS – nie mam jak sprawdzić. Moja była księgowa (biuro rachunkowe) powiedziała, że mogło się tak zdarzyć, że drugi pracodawca nie odprowadził składek, albo w ogóle nie zgłosił umowy do ZUS i dlatego mnie ścigają. Powiedziała, też inną opcję, która jej się kiedyś zdarzyła gdy pracownik pracujący jednocześnie w dwóch firmach na umowy zlecenia w obu złożył oświadczenie, że u drugiego pracodawcy osiąga określony dochód, co było prawdą i obaj pracodawcy mając takie oświadczenia nie odprowadzili na tej podstawie składek po czym ZUS wyegzekwował je od obu. To jest jakiś absurd. Co ja mam zrobić. Muszę przyjąć na wiarę słowa ZUS. To w taki sposób to oni mogą żądać dowolnych kwot od każdego. Oświadczenie pracownika nie ważne, możliwości obrony nie mam żadnej, żądać dokumentów od byłego pracownika nie mogę, ZUS mógłby ale nie widzi potrzeby, zresztą jak powiedzieli pracownik może im odmówić bo nie ma obowiązku przechowywać, więc mogą co najwyżej zapytać ale nie żądać, pracownik ma to w d…. Co mam robić. Mam im dać frajerską kasę?
 
Jeśli oświadczenie naprawdę jest fałszywe to pozostaje zawiadomić organy ścigania o posłużeniu się przez byłego zleceniobiorcę (nie pracownika!) taki dokumentem i dochodzenie z tego tytułu naprawienia szkód. Nie ma to jednak wpływu na płacenie składki.
 
gryffinian napisał:
Jeśli oświadczenie naprawdę jest fałszywe to pozostaje zawiadomić organy ścigania o posłużeniu się przez byłego zleceniobiorcę (nie pracownika!) taki dokumentem i dochodzenie z tego tytułu naprawienia szkód. Nie ma to jednak wpływu na płacenie składki.
Nie wiem czy fałszywe. W tej sprawie nic tak naprawdę nie wiem. Żaden organ nie chce mnie wesprzeć niczym. Zleceniobiorcy nie chce się szukać. Podobno nawet nie musi. ZUS nie ma w komputerze i też nie widzi powodu by dalej sprawdzać czy np. nie było błędnie zaksięgowane. Mogliby sprawdzić jeszcze konto płatnika tego drugiego, ale to ja mam go wskazać, mimo że oni sprawdzając konto ubezpieczonego powinni móc sami go znaleźć. Ja sam nie mam żadnych uprawnień by cokolwiek ustalać. Nie mam dostępu do żadnych dokumentów. Wszystko na gębę. W ZUS jedyny dokument jaki otrzymałem to zawiadomienie o nieprawidłowościach i postępowaniu. Kolejnym będzie decyzja. Byłem dziś rano w Urzędzie Skarbowym bo chciałem dowiedzieć się czy w tym czasie inny pracodawca odprowadzał zaliczki. Tajemnica skarbowa. Właśnie wróciłem z policji. Jak tylko powiedziałem o co mi chodzi to odpowiedzieli że nie są agencją detektywistyczną. Pouczyli mnie o odpowiedzialności za złożenie zawiadomienia o niepopełnionym przestępstwie oraz o pomówieniu i tym że jak się mylę to zleceniobiorca może mnie pozwać. Poza tym są bezradni bo skoro nie ma obowiązku przechowywać dokumentów to oni nic nie mogą. A jak zezna, że nie ma dokumentów i nie pamięta to i tak umorzą bo nie ma dowodu na przestępstwo a wątpliwości interpretuje się na korzyść podejrzanego. A skoro to już 4 lata to może nie mieć i nie pamiętać. Doradzili oskarżenie prywatne. Kompletna bezradność.
 
Powrót
Góra