P
Peter80
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 08.2007
- Odpowiedzi
- 13
Witam. Mam poważny problem. Rok temu miałem wypadek z pieszym. Miał 1 promil, ja byłem zupełnie trzezwy. Zakwalifikowano zdarzenie jako moją winę, bo przekroczyłem prędkość o 10km. Mam prawo jazdy od 10 lat, kilku kategorii (jestem-byłem? zawodowym kierowcą), nigdy nie miałem zadnych mandatów ani punktów, tym bardziej kolizji itp. Nie byłem też za nic karany. Uzyskałem bardzo dobrą opinię z wszystkich wymaganych zrodeł. Badania psychologiczne również pozytywne. Po wypadku pol roku jezdzilem autem prywatnie i zawodowo(w tym czasie nic złego sie nie stalo), po czym dostałem wezwanie do oddania. W ten sposób odebrano mi chleb. Straciłem pracę. Znalazłem inną, dużo mniej płatną. Musiałem odwołać dawno planowany ślub, ze względu na poniesione w związku z wypadkiem koszty finansowe i psychiczne. Wynająłem adwokata, który twierdzi, że w mojej sytuacji sąd powinien zasądzić wyrok w zawieszeniu+grzywnę+ew.odebranie prawa jazdy. Ale prokurator straszy więzieniem. I tego się boję, przecież nie jestem jakimś recydywistą, ani zagrożeniem. Nie byłem pod wpływem, nie uciekłem. I nie jeżdze po ludziach z zamiłowania. Też ciężko przeżyłem to zdarzenie, zresztą okupione niemałymi kosztami. Jak czytam podobne przypadki to nie jest tak zle-zawiasy+grzywna+prawko. Czy może mi ktoś kompetentny podpowiedzieć jak w takiej sytuacji zachowuje się sąd? Tzn. czy bierze pod uwagę te wszystkie argumenty? W tym roku rozpoczynam studia, powoli wychodzę na prosta, mam ustaloną datę ślubu. Wiem, ze ostatnie słowo należy do sędziego, ale może jest tu ktoś, kto zna to środowisko. I jeszcze jedno: słyszałem, ze rodzina ofiary (z którą mam kontakt i nie mają do mnie żalu) może żadać ode mnie odszkodowania. To prawda? Byłoby to nieosiągalne i nielogiczne. Proszę o odpowiedz. z gory dziekuję.