cała prawda o studiach prawniczych....

  • Autor wątku Autor wątku optymistka18
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
O

optymistka18

Nowy użytkownik
Dołączył
08.2013
Odpowiedzi
1
Hej. wiem, że istnieją już podobne posty ale bardzo zależy mi na konkretnych odpowiedziach.Myślę o studiach prawniczych ale nie mam się kogo podpytać co i jak, więc potrzebuje Waszej pomocy. A więc czy warto studiować prawo skoro ten kierunek jest tak oblegany na uczelniach? Czy naprawdę aż tak ciężko jest na tych studiach? Jest tak dużo nauki? Bo wszyscy mi odradzają, że dużo nauki, wkuwania po nocach, kodeksy na pamięć. A co z tym, że trzeba mieć znajomości a najlepiej rodzinę żeby dostać się na aplikacje.
Czekam na odpowiedzi. Z góry dziękuję :)
 
90% tego co napisałaś to nieprawda.

1. Studia są bardzo proste, bo egzaminy są żenujące. Egzaminatorzy prawie w ogóle nie wymagają. Wyjątki to 1 na 10, ale można ich ominąć. Po prostu wybrać innego egzaminatora. Są ludzie, którzy przez całe studia wybierali łatwych egzaminatorów i cała ich wiedza zawiera się w 5 zdaniach. Praca magisterska, to formalność = recenzent i promotor często jej nie czytają (zajrzą tylko do "wstępu"). Wnoszę po WPiA UW, gdzie skończyłem prawo.

2. Całkiem inną rzeczą jest czy warto się uczyć. Zdecydowanie tak, bo w pracy wyjdzie szydło z worka. Im więcej atutów, większa wiedza + odfajkowane szkoły prawa, erasmusy, kursy tego i owego, doświadczenie w kancach (tudzież jako in house) tym wyższą płacę się będzie miało albo lepsze stawki, ryczałt przy "współpracy" (jeżeli prowadzisz własną działalność gospodarczą).

3. Oblężenie. TAK! Jest masa chętnych do podjęcia pierwszej pracy w kancy. 80 czy 90% studentów podejmuje pierwsze praktyki/pracę po znajomości (rodzinka/friends/kumple stryja z PZPR).

4. Ja nawet studentom bym doradzał przekwalifikowanie/zmianę kierunku studiów czy nawet kraju studiów, bo rynek pracy jest w fatalnej kondycji, a branża prawnicza jest bardzo wąska i mocno "zakolesiowana". Kryzys gospodarczy może potrwać nawet z 10 lat w Europie (odbudowa Grecji to pewnie dekady), a w Polsce bardzo realne jest bankructwo. Widać, że rząd fałszuje bilanse (np. numer z "dziurą Rostowskiego"), zakłamuje budżet by móc jeszcze pożyczać za granicą (sprzedaż obligacji, pożyczki). Skąd to znamy? Z Grecji. Tam rządy ściemniały w bilansach, pożyczały, zadłużały, a euro maskowało skalę zapaści. Tylko, że banki odzyskały swój hajs, bo za nimi stanęły rządy krajów ich pochodzenia np. Niemcy i choćby Grecy mieli żreć kamienie kasa się znalazła. Polsce grozi bankructwo, a to oznaczałoby skokowy wzrost bezrobocia. Tym gorzej byłoby w branżach reglamentowanych jak prawo, gdzie dostęp do pracy jest trudny, a może się okazać (w warunkach silnego kryzysu) wręcz zamknięty. Dlatego doradzam ruszenie banią teraz, a nie po fakcie. Jeżeli ktoś nie ma dobrego osadzenia w branży tzn. sporego doświadczenia, stabilnej pracy albo naprawdę solidnych znajomości, to podjęcie aplikacji uważałbym za skrajnie ryzykowne zagranie. No, ale jak ktoś lubi rosyjską ruletkę... (to cytat z innego tematu)...

5. Z góry podkreślmy jedną rzecz. Doświadczenie jest NAJWAŻNIEJSZE. Dzienne/zaoczne = jeden pies. Ważne ile masz doświadczenia, choćby w najprostszych czynnościach w kancy. Jasne, można się na praktyki załapać na 1-2 roku studiów, a ze względu na kryzys lepiej jak najwcześniej i jak najwięcej. Same studia mają żenujący poziom, a egzaminy są jeszcze o 2 lvl-e niżej. Niczego się nie wymaga. Mówię po WPiA UW. Na aplikacji adwokackiej jest jeszcze gorzej. Prowadzący są kiepscy, a wymagania żadne. Ok, a teraz do rzeczy. W obecnej chwili nie ma żadnego sensu zaczynanie studiów prawniczych w Polsce. Studia to 5 lat + 3 lata aplikacja. Jest wiele kierunków, gdzie wystarczy licencjat (od biedy magister) by dostać niezłą pracę/rozpocząć własną działalność gospodarczą. Poza tym po prawie bardzo cięzko jest wyjechać do pracy za granicą, a po wielu innych kierunkach mozna to uczynić z łatwoscią. Jakie to ma znaczenie? Otóż, w Polsce rozkreca się poteżny kryzys gospodarczy, a bezrobocie może skokowo się zwiekszyc. Tym gorzej bedzie w zawodach reglamentowanych/regulowanych. Mozliwośc wyjazdu za granicę, to bezpiecznik/wentyl bezpieczeństwa dla tych, którzy chcą pracować w Polsce (Ci co nie chcą nie idą na prawo bez cienia wątpliwości). Jak się sytuacja zrobi patowa (blisko juz tego), to mozna wyjechać gdzie indziej i nie trzeba pracować na zmywaku. Obecnie, sytuacja na rynku pracy/usług prawniczych jest tak zła, że pracodawcy nie mają żadnych oporów przed wielomiesięcznym "próbowaniem" kandydatów do pracy w kancy za frajer/darmochę po 10-12 h dziennie. Wiedzą, że mogą sobie pozwolić na wszystko, bo chętnych jest niezliczona masa. Podsumowując, uciekałbym od studiowania prawa w podskokach. Nie jest tak, że problemy spotykają tylko tych kiepskich kandydatów. Jak ktoś sobie myśli: "Wiadomo banda looserów (tudzież leserów) i tak nie ogarnie, a ja jestem kozak (tudzież pracuś) = dam sobie radę, nieźle się ustawię...", to powiem BŁĄD. Rynek usług prawniczych jest silnie zabetonowany przez znajomości/rodzinę, ofert dla młodych/wchodzących na rynek praktycznie nie ma (min. 2 lata expa), a koszty aplikacji trzeba ponieść. Czas i kasa leci. No, a można robić coś innego: ciekawszego, zyskowniejszego, dającego więcej swobody (jak w prawie wylecisz z roboty/chcesz zmienic fuche, bo szef każe ci poginac po kilkanascie godzin albo być do dyspozycji/pod telefonem 24h, to masz problem, bo niełatwo coś nowego znaleźć = jesteś zależny, musisz znosić fochy bossa). Lepiej ruszyc banią teraz, a nie poźniej cierpiec i pluc sobie w brodę. PS. Odradzam Ci to w dobrej wierze. Jeżeli zastanowisz się nad tym, co napisałem i weźmiesz sobie to do serca (czy wręcz pogodzisz się z faktami), a mimo to zdecydujesz się na ten zawód, to pewnie masz dośc determinacji żeby się w nim nieźle ustawić. No, ale jeżeli myślisz sobie, że to co napisałem, to czarnowidztwo i ględzenie, a nie postarasz się bardzo żeby ogarnąć się w branży, to pobudka z łapą w nocniku murowana... (kolejny cytat ze mnie)...

No i mój złoty cytacik:

Radzę się zastanowić.

1. Zmiany ilościowe na aplikacji adwokackiej i radcowskiej spowodowały potężną nadwyżkę poszukujących pracy młodych absolwentów prawa. Po polsku: nie ma roboty. Wystarczy spojrzeć na oferty pracy np. na pracuj.pl. Bywa tam po 30-50 pozycji (prawie wszystkie wymagające kilkuletniego doświadczenia zawodowego), a dla finansistów jest po 700-800 ofert. 80-90% ludzi zaczyna pierwsze praktyki/pracę przez znajomych/rodzinę itd. Obiektywnie, znacznie trudniej znaleźć pracę niż w innych branżach, a zyski nie zachwycają.

2. Na praktykach ludzie często po kilka miesięcy zaginają za darmo albo za grosze typu: 800zł na łapę, a pracują po 10-12 h. Znam typka, który przez rok pracował za darmo i cieszył się, że ktoś mu daje zdobyć doświadczenie. Gość był ogarnięty, całkiem sprytny, a jednak... Teraz pracuje w bardzo dużej, stołecznej kancy i nieźle zarabia, ale gra nie warta świeczki. Nasz, wspólny kumpel zaczął pracę w bankowości, przeskoczył na sprzedaż produktów finansowych. Dobrze sobie radzi i szybko zaczął kosić po kilkanaście tysi/mc.

3. Żeby dobrze się ustawić jako free lancer w usługach informatycznych wystarczy licencjat/magister (3-5 lat), a w prawie trzeba skończyć 5-letnie studia + 3-letnią aplikację. Aplikacja adwokacka kosztuje ok. 4,5 tys. za rok. Z wieloma zawodami można na luzie wyjechać do pracy z granicę (nie na zmywak), a z prawem ma się ogromne kłopoty, bo każdy kraj ma inne prawo. Nie dość, że trzeba się uczyć od nowa, to jeszcze kto Cię tam do kancy weźmie? Rynek usług prawniczych jest przesycony/chętnych do pracy nadmiar na całym świecie, a obcokrajowiec ma mniejszą szansę na pracę niż tubylec.

4. Sama praca też nie jest taka fajowa, bo najczęściej jest się przez pierwszych kilka lat absolutnie uzależnionym od pracodawcy. Mały rynek pracy, więc trudno pracę zmienić. Szefowie to wiedzą i płacą fatalnie, nakładają ponad miarę obowiązków. Przeważnie człowiek pracuje kilkanaście godzin dziennie. O 8-godzinnym dniu pracy 90% prawników może zapomnieć (pozostałe 10% to urzędasy w KNF, NIK, administracji oraz kilku farciarzy w kancach). Z jakością pracy też słabo, bo często w korpo robi się maszynowo różne projekty np. pisze się pozwy, odp. na pozwy, apelacje w tempie karabinu maszynowego w kilkuset sprawach 1 klienta (takich samych). Jakość pisma jest niska, bo ważne jest by zafakturować i jak najszybciej odfajkować temat (częściej w dużych kancach). Bywa, że nie ma się wpływu na działkę, w której się siedzi, bo "bierzemy co jest" (mniejsze/średnie kancelarie).

Obecnie nie opłaca się inwestować w studia prawnicze i aplikację, bo szybciej i taniej można zdobyć inne wykształcenie, a w wielu branżach zarabia się znacznie większe pieniądze. Ponadto wentyl bezpieczeństwa jakim jest wyjazd za granicę w przypadku zapaści na rodzimym rynku pracy (to mamy obecnie) jest niezwykle ważny. Choćby w informatyce, budownictwie (inż.), finansach o niebo łatwiej zdobyć pracę niż w prawie (w niektórych krajach niemożliwe). Dlatego lepiej ruszyć banią w liceum niż później się męczyć, dać się poniżać później.

Na 1000 osób na roku na WPiA UW te 900 będzie nieźle się potem męczyło. Sorry. (koniec cytatu)

Wow, sam siebie cytuję. Masakra jakaś. No, ale jak większość woli nie mówić o minusach, to jestem :)
 
Ostatnia edycja:
Ale pomimo tego wszystkiego popyt na studia prawnicze, aplikację nie spada :D. Każdy myśli, że akurat jemu się uda albo ma znajomości.
 
Lexotron89 napisał:
Każdy myśli, że akurat jemu się uda albo ma znajomości.

A dlaczego nie? Powinno się myśleć, że "pewnie mi się nie uda ale postudiuję sobie"?
Wiara w siebie to coś złego? Może niektórych to motywuje.

Irytujące jest, jak studenci lub aplikanci piszą, że bez sensu iść na prawo, bo jest oblężenie, że trzeba być najlepszy i że generalnie to nie radzą studiować prawa bo coś tam coś tam. Skoro tak myślicie, to sami zrezygnujcie, przekwalifikujcie się i dajcie miejsce tym naiwniakom, którzy wierzą, że dadzą radę po studiach/aplikacji.
 
Zakręcona89 napisał:
Irytujące jest, jak studenci lub aplikanci piszą, że bez sensu iść na prawo, bo jest oblężenie, że trzeba być najlepszy i że generalnie to nie radzą studiować prawa bo coś tam coś tam. Skoro tak myślicie, to sami zrezygnujcie, przekwalifikujcie się i dajcie miejsce tym naiwniakom, którzy wierzą, że dadzą radę po studiach/aplikacji.

Nic z tych rzeczy. Nie chodzi mi o puste czarnowidztwo, malkontenctwo pt. "połóżmy się na asfalcie i czekajmy na kosiarza".

Chodzi o wskazanie faktów dotyczących "betonowego" charakteru zawodów prawniczych, zapaści na rynku pracy oraz trafnej interpretacji tych faktów w odniesieniu do sytuacji w innych branżach. Wiadomo, jak ktoś się "zapiekli" i odpali rambo-mode, to się we wszystkim ogarnie. Chodzi jednak o obiektywną ocenę sytuacji dla przeciętnego Kowalskiego, a ta wypada fatalnie. Lepiej szukać szczęścia gdzie indziej... Laska zapytała (bardzo rozsądnie) przed studiami, co studenci "po przejściach" myślą o temacie, to jej uczciwie napisałem. Jak się jest tip top, to wszędzie "jakoś" (ważne zastrzeżenie!) się człowiek ustawi (chociaż szklany sufit w różnych branżach zbudowano na różnym poziomie).

PS. Znam fakty, radzę sobie jakoś w branży, ale wolałbym znać rzeczywiste + i - w 2, 3 klasie liceum ;)
 
cała prawda jest taka, że król jest nagi, a przy takim nakładzie energii jaki jest wymagany w prawie, żeby jakoś sobie radzić, to poza prawem pewnie można być kimkolwiek, może nawet astronautą :D
 
Napór na rynku prawniczym doprowadzi do coraz większej elitarności zawodu sędziego i prokuratora, więc teraz najlepszym wyborem jest wg mnie aplikacja ogólna. Chociaż kto wie ? Być może w toku rozwoju dojrzałości społeczeństwa ludzie zaczną doceniać prace prawników i będą chcieli (i mieli za co) korzystać z ich usług ? Na zachodzie jest od groma prawników i jakoś to wszystko dobrze funkcjonuje, ale trzeba pamiętać, że w prawdziwym kapitalizmie sytuacja wygląda zupełnie inaczej jeżeli chodzi o szanse na kariere zawodową. Myślę, że dobrą zmianą byłoby wprowadzenie możliwości reklamowania się kancelariom jak to jest np. w Anglii.
 
Ostatnia edycja:
"Dzisiaj" tak, bo to oni płacą aplikantom, a nie na odwrót. Tylko czy potem będzie praca? Trudno powiedzieć.

Oprócz upodobań kandydatów trzeba śledzić tendencje w ministerstwie ORAZ stan finansów publicznych, bo od tego może zależeć ile będzie etatów, kto się załapie i czy stypendium na aplikacji będzie w terminie.

"Trza być czujnym"...
 
Zakręcona89 napisał:
Skoro tak myślicie, to sami zrezygnujcie, przekwalifikujcie się i dajcie miejsce tym naiwniakom, którzy wierzą, że dadzą radę po studiach/aplikacji.

Jakbym był na 1-2 roku to bardzo chętnie ale teraz już za późno. Skoro na prawie 3 tys. adwokatów w Warszawie prawie 1 tys. nie wykonuje zawodu to chyba nie jest wesoło...info z Gazety Prawnej. Nie mówię, że się komuś nie uda, wolna wola próbować można, tylko kategorie w stylu "udać/nie udać" są względne. To nie złote czasy dla prawników, a na pewno nie dla tysięcy kolejnych nowych aplikantów co rok.
 
przestańcie biadolić jak jakieś stare przekupy na targu. Nikt nie obiecywał złotych gór. Teraz ciężko jest wszędzie. Zamiast narzekać lepiej wziąć się do nauki i pracy. A co do pozycji na rynku to od tego jest aplikacja aby nie tylko nabywać umiejętności praktyczne ale poznać wielu ludzi i dać się poznać wielu ludziom. Pieniążki same nie przyjdą tylko trzeba się po nie schylić.

Ps. Studia prawnicze wcale nie są łatwe. Wszystko zależy od uczelni, trybu, osobistych aspiracji i szczęścia. Dla kogoś mało zdolnego to nawet politologia będzie wybitnie cieżka i odwrotnie. Trzeba spróbować i samemu ocenić.

Odpowiadając na pytania autorki topika to radzę pójsc na prawo i samemu spróbować. Ja zaczynałem studia niestacjonarne, bez znajomości i jakichkolwiek widoków na przyszłosć. W trakcie studiów za wyniki zostałem przeniesiony na tryb dzieny, który ukończyłem na 5. Za piewszym razem dostałem się na aplikacje adwokacką. Obecnie jestem w bardzo dobrej kancelarii we wschodniej Polsce. Jeszcze nie zarabiam ale mam teb fart że mogę liczyc na rodziców. Innymi słowy wszystko zalezy od Ciebie i tylko Ciebie. Tym co sądzą inni nie warto sie przejmować! Ja 5 lat temu też miałem takie dylematy na tym forum i często otrzymywałem głupie odpowiedzi zakompleksionych ludzi bez pomysłu na własne życie.

pozdro
 
Osoby wypowiadające się sporo napisały już o ogólnych warunkach na studiach, jak i późniejszej pracy, dlatego ja pozwolę sobie dorzucić swoje 3 grosze jeśli chodzi konkretnie UJ oraz Kraków, bo autor wątku nie zdradził, gdzie zamierza wybrać się na studia.

UJ - wg wielu rankingów najlepszy wydział prawa w Polsce, co pewien czas wymiennie z UW i UWr (wszystko zależy od kryteriów), obiekt pożądania wielu maturzystów, normalnie było bardzo wielu chętnych na jedno miejsce, bo wiadomo, że lepsza uczelnia, to lepsze przygotowanie do aplikacji i pracy. Fakt jest taki, że od kilku lat coraz mniej osób startuje na stacjonarne prawo. Powodem są naprawdę trudne egzaminy obligatoryjne, które mają niską zdawalność (w 2012 r. prawo karne zdało tylko 17% osób przystępujących, prawo cywilne 42%, co było wynikiem o wiele lepszym niż w 2011 r., stałym pogromcą jest KPA+PPSA na poziomie 30-50% zdawalności, ostatnio nieciekawie wygląda również sprawa KPC). Do tego dochodzi mnóstwo studentów (600 dziennych + 500-900 zaocznych przyjmowanych na I rok), brak miejsc na ćwiczeniach (z założenia, cięcia kosztów, dlatego są one nieobowiązkowe). Podsumowując, coraz ciężej jest skończyć te studia, trudno jest znaleźć kogoś, komu się chociaż raz noga nie powinęła. Bez wrodzonych predyspozycji, sporej inteligencji i ogromnego nakładu pracy może to być długa, kosztowna oraz niekoniecznie pomyślnie skończona przygoda.

Kolejną "cudowną" wiadomością jest fakt, że rynek krakowski jest tak przesycony studentami prawa, że praktyki w kancelarii właściwie zawsze są za darmo, a nie ma szans na marne kilkaset złotych bez kilku miesięcy darmowej pracy. Jak coś się nie podoba, to przecież jest kolejnych 20 na to miejsce, którzy chcą zdobyć doświadczenie.

Rozumiem co to znaczy podążać za marzeniami, zatem nie zniechęcam, ale zalecam dobry research po uczelniach, aby potem się nie rozczarować bądź nie ugrzęznąć na wieki wieków na III roku.
 
Do donlukasa:

Sam nie biadol, kolego, bo od zaklinania rzeczywistości to mamy Rostowskiego i ferajnę. Laska zapytała o fakty, to jej je zapodaliśmy. Te dane o ilości niepracujących adwokatów, to właśnie to, co powinniśmy pytającemu wskazać.

Nie chcę Cię obrażać czy zasuwać jakimś protekcjonizmem, ale chodzi mi o fakty. Jesteś po studiach, może na I roku aplikacji (nie napisałeś). Piszesz, że "jesteś" w bardzo dobrej kancelarii i odpalasz: "... jeszcze nie zarabiam, ale mogę liczyć na rodziców...".
Człowieku, masz (circa/about) 25 lat i dymasz z darmo?

No, to brawo. Mógłbym strzępić język cały dzień, a dobitniej nie pokazałbym jaka jest sytuacja na rynku pracy/usług prawniczych; jak to młodzi mają szansę na pracę. Dziewczyno- autorko wątku: to jest odpowiedź na Twoje pytanie i istota tego o czym pisałem. Może być tak, że skończysz studia, zaczniesz aplikację (buli się zdrowo), a i tak będziesz poginać za darmo albo półdarmo po 10-12 h/day w kancy i kij wie kiedy się polepszy. Może być nawet gorzej. Możesz nie mieć nawet gdzie poginać za darmochę, bo i praca z frajer zaczyna uchodzić za towar deficytowy.

Jak pisałem: lepiej ruszyć banią teraz, niż potem się obudzić z łapą w nocniku.

PS. Laska nie pytała czy zostanie dobrze opłacanym adwokatem/radcą/notariuszem jest niemożliwe, ale jak się sytuacja "kroi" dla normalnego, przeciętnego studenta. To jest normalne myślenie. Dlatego śmiało piszę, że jest wiele branż, gdzie szybciej, lepiej i mniejszym nakładem sił można się godziwie ustawić. Jeżeli ktoś "musi" zostać prawnikiem, to i tak nim zostanie, ale niech człowiek ma, do cholery, jakiś wybór i realną ocenę sytuacji.

Już się, zresztą, na tym forum naczytałem wypowiedzi różnych głupio-mądrych, co słomy z mokasynów nie powyciągali. Jak ktoś zadaje jakieś pytanie, to rzadko kiedy ktoś uczciwie, rzetelnie odpowie. Najczęściej są burackie odzywki w stylu: "...ho,ho, to tego nie wiesz? To se prawo daruj..." albo "...co z Ciebie za prawnik..." (przy okazji jakichś pytań o formalności na studiach czy na aplikacji).

Do wendishe:

Hm, no to mnie mocno zaskakuje, bo na WPiA Uniwersytetu Warszawskiego ślepy/głuchy/niemy/głupi zdaje egzaminy z palcem w nosie. Trzeba się wykazać nie lada głupotą (tudzież ambicją) by wybrać sobie trudnego egzaminatora (1 na 10, to nie wiem czy nawet będzie) i mieć jakiekolwiek trudności. Egzaminy do tego stopnia spsiały, że egzaminator mówi: "Panowie, spieszy mi się... po trójce?" i kolesie biorą, bo oczywiście 1-2 (tudzież pół) dnia nauki nie nastraja do szczególnego chojractwa. Widziałem na własne oczy i to nie raz jak ludzie przychodzi nie kumając NIC, a egzaminator zagadywał o piłce nożnej albo coś innego np. się okazywało, że egzaminator to bębniarz, a student, to gitarzysta i gadka o kapelach... Prace magisterskie, to często przepisane z książek i artykułów naukowych txt, gdzie poszczególne słowa zastępuje się synonimami by oszukać program antyplagiatowy (o ile zechce im się go użyć w dziekanacie ). Kompletnie inny obraz studiów na WPiA UW, które są całkowitym ślizganiem i człowiek uczy się dla siebie, bo tam mają to gdzieś...
 
Ostatnia edycja:
donlukas napisał:
Obecnie jestem w bardzo dobrej kancelarii we wschodniej Polsce. Jeszcze nie zarabiam ale mam teb fart że mogę liczyc na rodziców. Tym co sądzą inni nie warto sie przejmować! Ja 5 lat temu też miałem takie dylematy na tym forum i często otrzymywałem głupie odpowiedzi zakompleksionych ludzi bez pomysłu na własne życie.

A twój pomysł na siebie to jest praca za darmo w kancelarii? Wolne żarty.
 
@AndreG

Powiem szczerze, że wśród studentów prawa na UJ istnieje obiegowa opinia o egzaminach z prawa na UW, a mianowicie, że są one przede wszystkim ustne, a nie testowe czy opisowe, a poza tym o wiele łatwiejsze. Na UJ egzamin z prawa cywilnego (KC, księgi wieczyste, zastaw rejestrowy, KRO, wszystko o lokalach, sprzedaż konsumencka i na odległość), które robi się w 1 rok, składa się z testu wielokrotnego wyboru oraz kazusów, każdą część trzeba zaliczyć, aby zdać. Natomiast podobno na UW z prawa cywilnego na ustnym lecą zagadnienia z cyklu "proszę mi opisać zastaw" (tutaj jest czas na weryfikację urban legend, więc pisz, jeśli to bzdura :P). Z drugiej strony trzeba jedno oddać - studia prawnicze na UJ dają +50 do przetrwania, ponieważ oprócz wysokich wymagań i ogromnej ilości nauki trzeba jeszcze przebrnąć przez gąszcz administracji, cały plan sobie ułożyć samemu zgodnie z regulaminem studiów, a potem jeszcze wygrać bitwę pod USOSem, aby mieć miejsce na najlepszej grupie ćwiczeniowej lub jakiejkolwiek grupie. Z jednej strony lekki szok po miłych pieleszach liceum, z drugiej dobre przygotowanie to troszczenia się o swój interes. Całość sytuacji składa się jednak na to, że studenci po UJ w najwiekszym odsetku dostają się na wszystkie aplikacje.
 
AndreG napisał:
Hm, no to mnie mocno zaskakuje, bo na WPiA Uniwersytetu Warszawskiego ślepy/głuchy/niemy/głupi zdaje egzaminy z palcem w nosie. Trzeba się wykazać nie lada głupotą (tudzież ambicją) by wybrać sobie trudnego egzaminatora (1 na 10, to nie wiem czy nawet będzie) i mieć jakiekolwiek trudności. Egzaminy do tego stopnia spsiały, że egzaminator mówi: "Panowie, spieszy mi się... po trójce?" i kolesie biorą, bo oczywiście 1-2 (tudzież pół) dnia nauki nie nastraja do szczególnego chojractwa..
Hm, jesteś już trzecią osobą od której słyszę, że na UW ciężko nie zdać egzaminu. Wejściówek na zajęciach też podobno tam wiele nie ma.

To jest ciekawe, bo na pozostałych większych uczelniach trudny poziom egzaminów i niska zdawalność z ważniejszych przedmiotów to wręcz standard (np. u mnie cywilne i handlowe, częściowo karne i pr. pracy) a i na ćwiczeniach prowadzący nieźle cisną.
 
Fakty są takie, że wszystko zależy od pracy jaką włożymy w dążenie do celu i wyrzeczenia na jakie możemy sobie pozwolić. Jeżeli komuś zależy wyłącznie na pieniądzach to niestety ale aplikacja to nie jest droga dla niego, (no chyba że włada 2 jezykami obcymi i jest specjalistą w swojej dziedzinie i pracuje w dużej korpo). Jeżeli dla kogoś liczy się tylko hajs po studiach to polecam pracę w banku albo przedstawiciela handlowego. Aplikacja to murzynowanie często za psi pieniądz albo za free.
 
autorko jeśli tylko masz taką możliwość - wybierz kierunek techniczny najlepiej na dobrej uczelni typu agh. rozmawiam z moimi znajomymi, ktorzy juz od 3 roku zarabiają i to niezle, po studiach zadnych problemow z pracą. troche przykro patrząc z perspektywy prawnika, który zaczyna sie utrzymywać sam dopiero po aplikacji, czyli w wieku 27 lat - oczywiscie przy dobrych wiatrach. natomiast jezeli ktos NAPRAWDE marzy o tym, zeby byc adwokatem/prokuratorem/sedzia (bo w jakis sposob poznal specyfikę tego zawodu i sie do niej przekonał) to powinien dążyc do spełnienia marzen, nie patrząc na przeciwności. pozdr
 
Generalnie, to egzaminy ustne na WPiA UW są proste, bo można w USOSie wybrać egzaminatora (pamiętam tę walkę o grupę, he,he). No, ale akurat z KC 1 i KC 2 oraz z KPC, to więcej jest trudnych egzaminatorów niż łatwych. Michałowska potrafiła pytać z KC po 1,5 h ze szczegółami, a Osajda, Zaradkiewicz wymagali naprawdę solidnej analizy i dużo główkowania (oczywiście znając rzeczy na blachę) z KC 1 i 2. Z kolei Zembrzuski z KPC pytał osobę (prawie każdego) po 1-2 h. Zatem, cywil i procedurka cywilna, to wyjątek, ale zdarzali się też łatwiejsi egzaminatorzy. Można powiedzieć, że KC,KPC, to chlubny wyjątek, bo z reszty przedmiotów rzadko trafiali się trudni egzaminatorzy jak Wiernikowski z KK, no był jeszcze taki typ z PMP (masakra, laski tam beczały nieźle). Ćwiczenia z ważnych przedmiotów typu KC,KPC, a zwłaszcza KSH były na wysokim poziomie, bo sporo było młodych, ambitnych i już doświadczonych (np. Bilewska prof. wiek: 30 lat, Jastrzębski dr. hab. prawa i magister SGH 29-30 lat). W tych ważnych dziedzinach byli już sporo nowych, ambitnych wykształconych prowadzących.

Co do tego UJ, to prywatnie uważałem, że tam poziom egzaminów mógł być trudniejszy, ale też rewelacyjnej opinii UJ na UW nie miał. Mój kumpel był na MOST (chyba tak się to zwie) na UJ na 3 roku (chyba), to mówił, że słabizna. W sensie, że organizacyjnie dużo gorzej, a prowadzący mniej praktyczni, nowocześni (coś w deseń: dziadek z pożółkłymi kartkami z txt: "najnowszy stan baadań...")... Tak kumpel opowiadał.

Może w danym okresie kilku lat te egzaminy na UW były łatwiejsze niż gdzie indziej, ale myślę, że po prostu osoby piszące/mówiące o UW były bardziej szczere. U nas też były rzesze panikarzy przeżywających, że egzaminy na WPiA UW, to masakra, co oczywiście jest kompletną bzdurą. Generalnie, w Polsce poziom nauczania i wymagań jest niski, a światowe rankingi trafnie pokazują kondycję polskiego szkolnictwa wyższego...

Aha, no i standardowymi kłopotami z USOS-em to nie ma co się chwalić, bo teraz chyba każda uczelnia z nim wojuje. Ja też miałem swoje batalie w walce o grupy, prowadzącego ćwiczenia, spece i grupy egzaminacyjne. Żadna sensacja. Pieprznik w dziekanacie też był kosmiczny.

PS. Ty, donlukas, to już może sobie daruj komentowanie, bo śmiechu to miałem dzięki Tobie dzisiaj całkiem sporo.
 
Jeżeli ktoś chce iść na prawo a potem pracować w zawodzie i osiągnąć jak najwięcej to frustraci i niedojdy zawodowe nie powinni go zniechęcać. Ważne jest żeby robić to co się lubi. Rzeczywistość nie jest różowa ale jak ktoś będzie wytrwale pracował i zdobywał wiedzę to z czasem zacznie stawać na nogi i będzie powoli zarabiać rozsądne pieniądze, oczywście pod warunkiem że sprzyjać mu bedą rownież inne okoliczności :)
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra