90% tego co napisałaś to nieprawda.
1. Studia są bardzo proste, bo egzaminy są żenujące. Egzaminatorzy prawie w ogóle nie wymagają. Wyjątki to 1 na 10, ale można ich ominąć. Po prostu wybrać innego egzaminatora. Są ludzie, którzy przez całe studia wybierali łatwych egzaminatorów i cała ich wiedza zawiera się w 5 zdaniach. Praca magisterska, to formalność = recenzent i promotor często jej nie czytają (zajrzą tylko do "wstępu"). Wnoszę po WPiA UW, gdzie skończyłem prawo.
2. Całkiem inną rzeczą jest czy warto się uczyć. Zdecydowanie tak, bo w pracy wyjdzie szydło z worka. Im więcej atutów, większa wiedza + odfajkowane szkoły prawa, erasmusy, kursy tego i owego, doświadczenie w kancach (tudzież jako in house) tym wyższą płacę się będzie miało albo lepsze stawki, ryczałt przy "współpracy" (jeżeli prowadzisz własną działalność gospodarczą).
3. Oblężenie. TAK! Jest masa chętnych do podjęcia pierwszej pracy w kancy. 80 czy 90% studentów podejmuje pierwsze praktyki/pracę po znajomości (rodzinka/friends/kumple stryja z PZPR).
4. Ja nawet studentom bym doradzał przekwalifikowanie/zmianę kierunku studiów czy nawet kraju studiów, bo rynek pracy jest w fatalnej kondycji, a branża prawnicza jest bardzo wąska i mocno "zakolesiowana". Kryzys gospodarczy może potrwać nawet z 10 lat w Europie (odbudowa Grecji to pewnie dekady), a w Polsce bardzo realne jest bankructwo. Widać, że rząd fałszuje bilanse (np. numer z "dziurą Rostowskiego"), zakłamuje budżet by móc jeszcze pożyczać za granicą (sprzedaż obligacji, pożyczki). Skąd to znamy? Z Grecji. Tam rządy ściemniały w bilansach, pożyczały, zadłużały, a euro maskowało skalę zapaści. Tylko, że banki odzyskały swój hajs, bo za nimi stanęły rządy krajów ich pochodzenia np. Niemcy i choćby Grecy mieli żreć kamienie kasa się znalazła. Polsce grozi bankructwo, a to oznaczałoby skokowy wzrost bezrobocia. Tym gorzej byłoby w branżach reglamentowanych jak prawo, gdzie dostęp do pracy jest trudny, a może się okazać (w warunkach silnego kryzysu) wręcz zamknięty. Dlatego doradzam ruszenie banią teraz, a nie po fakcie. Jeżeli ktoś nie ma dobrego osadzenia w branży tzn. sporego doświadczenia, stabilnej pracy albo naprawdę solidnych znajomości, to podjęcie aplikacji uważałbym za skrajnie ryzykowne zagranie. No, ale jak ktoś lubi rosyjską ruletkę...
(to cytat z innego tematu)...
5. Z góry podkreślmy jedną rzecz. Doświadczenie jest NAJWAŻNIEJSZE. Dzienne/zaoczne = jeden pies. Ważne ile masz doświadczenia, choćby w najprostszych czynnościach w kancy. Jasne, można się na praktyki załapać na 1-2 roku studiów, a ze względu na kryzys lepiej jak najwcześniej i jak najwięcej. Same studia mają żenujący poziom, a egzaminy są jeszcze o 2 lvl-e niżej. Niczego się nie wymaga. Mówię po WPiA UW. Na aplikacji adwokackiej jest jeszcze gorzej. Prowadzący są kiepscy, a wymagania żadne. Ok, a teraz do rzeczy. W obecnej chwili nie ma żadnego sensu zaczynanie studiów prawniczych w Polsce. Studia to 5 lat + 3 lata aplikacja. Jest wiele kierunków, gdzie wystarczy licencjat (od biedy magister) by dostać niezłą pracę/rozpocząć własną działalność gospodarczą. Poza tym po prawie bardzo cięzko jest wyjechać do pracy za granicą, a po wielu innych kierunkach mozna to uczynić z łatwoscią. Jakie to ma znaczenie? Otóż, w Polsce rozkreca się poteżny kryzys gospodarczy, a bezrobocie może skokowo się zwiekszyc. Tym gorzej bedzie w zawodach reglamentowanych/regulowanych. Mozliwośc wyjazdu za granicę, to bezpiecznik/wentyl bezpieczeństwa dla tych, którzy chcą pracować w Polsce (Ci co nie chcą nie idą na prawo bez cienia wątpliwości). Jak się sytuacja zrobi patowa (blisko juz tego), to mozna wyjechać gdzie indziej i nie trzeba pracować na zmywaku. Obecnie, sytuacja na rynku pracy/usług prawniczych jest tak zła, że pracodawcy nie mają żadnych oporów przed wielomiesięcznym "próbowaniem" kandydatów do pracy w kancy za frajer/darmochę po 10-12 h dziennie. Wiedzą, że mogą sobie pozwolić na wszystko, bo chętnych jest niezliczona masa. Podsumowując, uciekałbym od studiowania prawa w podskokach. Nie jest tak, że problemy spotykają tylko tych kiepskich kandydatów. Jak ktoś sobie myśli: "Wiadomo banda looserów (tudzież leserów) i tak nie ogarnie, a ja jestem kozak (tudzież pracuś) = dam sobie radę, nieźle się ustawię...", to powiem BŁĄD. Rynek usług prawniczych jest silnie zabetonowany przez znajomości/rodzinę, ofert dla młodych/wchodzących na rynek praktycznie nie ma (min. 2 lata expa), a koszty aplikacji trzeba ponieść. Czas i kasa leci. No, a można robić coś innego: ciekawszego, zyskowniejszego, dającego więcej swobody (jak w prawie wylecisz z roboty/chcesz zmienic fuche, bo szef każe ci poginac po kilkanascie godzin albo być do dyspozycji/pod telefonem 24h, to masz problem, bo niełatwo coś nowego znaleźć = jesteś zależny, musisz znosić fochy bossa). Lepiej ruszyc banią teraz, a nie poźniej cierpiec i pluc sobie w brodę. PS. Odradzam Ci to w dobrej wierze. Jeżeli zastanowisz się nad tym, co napisałem i weźmiesz sobie to do serca (czy wręcz pogodzisz się z faktami), a mimo to zdecydujesz się na ten zawód, to pewnie masz dośc determinacji żeby się w nim nieźle ustawić. No, ale jeżeli myślisz sobie, że to co napisałem, to czarnowidztwo i ględzenie, a nie postarasz się bardzo żeby ogarnąć się w branży, to pobudka z łapą w nocniku murowana...
(kolejny cytat ze mnie)...
No i mój złoty cytacik:
Radzę się zastanowić.
1. Zmiany ilościowe na aplikacji adwokackiej i radcowskiej spowodowały potężną nadwyżkę poszukujących pracy młodych absolwentów prawa. Po polsku: nie ma roboty. Wystarczy spojrzeć na oferty pracy np. na pracuj.pl. Bywa tam po 30-50 pozycji (prawie wszystkie wymagające kilkuletniego doświadczenia zawodowego), a dla finansistów jest po 700-800 ofert. 80-90% ludzi zaczyna pierwsze praktyki/pracę przez znajomych/rodzinę itd. Obiektywnie, znacznie trudniej znaleźć pracę niż w innych branżach, a zyski nie zachwycają.
2. Na praktykach ludzie często po kilka miesięcy zaginają za darmo albo za grosze typu: 800zł na łapę, a pracują po 10-12 h. Znam typka, który przez rok pracował za darmo i cieszył się, że ktoś mu daje zdobyć doświadczenie. Gość był ogarnięty, całkiem sprytny, a jednak... Teraz pracuje w bardzo dużej, stołecznej kancy i nieźle zarabia, ale gra nie warta świeczki. Nasz, wspólny kumpel zaczął pracę w bankowości, przeskoczył na sprzedaż produktów finansowych. Dobrze sobie radzi i szybko zaczął kosić po kilkanaście tysi/mc.
3. Żeby dobrze się ustawić jako free lancer w usługach informatycznych wystarczy licencjat/magister (3-5 lat), a w prawie trzeba skończyć 5-letnie studia + 3-letnią aplikację. Aplikacja adwokacka kosztuje ok. 4,5 tys. za rok. Z wieloma zawodami można na luzie wyjechać do pracy z granicę (nie na zmywak), a z prawem ma się ogromne kłopoty, bo każdy kraj ma inne prawo. Nie dość, że trzeba się uczyć od nowa, to jeszcze kto Cię tam do kancy weźmie? Rynek usług prawniczych jest przesycony/chętnych do pracy nadmiar na całym świecie, a obcokrajowiec ma mniejszą szansę na pracę niż tubylec.
4. Sama praca też nie jest taka fajowa, bo najczęściej jest się przez pierwszych kilka lat absolutnie uzależnionym od pracodawcy. Mały rynek pracy, więc trudno pracę zmienić. Szefowie to wiedzą i płacą fatalnie, nakładają ponad miarę obowiązków. Przeważnie człowiek pracuje kilkanaście godzin dziennie. O 8-godzinnym dniu pracy 90% prawników może zapomnieć (pozostałe 10% to urzędasy w KNF, NIK, administracji oraz kilku farciarzy w kancach). Z jakością pracy też słabo, bo często w korpo robi się maszynowo różne projekty np. pisze się pozwy, odp. na pozwy, apelacje w tempie karabinu maszynowego w kilkuset sprawach 1 klienta (takich samych). Jakość pisma jest niska, bo ważne jest by zafakturować i jak najszybciej odfajkować temat (częściej w dużych kancach). Bywa, że nie ma się wpływu na działkę, w której się siedzi, bo "bierzemy co jest" (mniejsze/średnie kancelarie).
Obecnie nie opłaca się inwestować w studia prawnicze i aplikację, bo szybciej i taniej można zdobyć inne wykształcenie, a w wielu branżach zarabia się znacznie większe pieniądze. Ponadto wentyl bezpieczeństwa jakim jest wyjazd za granicę w przypadku zapaści na rodzimym rynku pracy (to mamy obecnie) jest niezwykle ważny. Choćby w informatyce, budownictwie (inż.), finansach o niebo łatwiej zdobyć pracę niż w prawie (w niektórych krajach niemożliwe). Dlatego lepiej ruszyć banią w liceum niż później się męczyć, dać się poniżać później.
Na 1000 osób na roku na WPiA UW te 900 będzie nieźle się potem męczyło. Sorry.
(koniec cytatu)
Wow, sam siebie cytuję. Masakra jakaś. No, ale jak większość woli nie mówić o minusach, to jestem
