chcę ratować moja rodzine

  • Autor wątku Autor wątku andzinsan74
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

andzinsan74

Nowy użytkownik
Dołączył
03.2010
Odpowiedzi
8
Mam wielki problem.Od dłuższego czasu spotykam się z inną kobietą nic nas nie łączy po za przyjaźną.Ostatnio odwiedziła ja moja żona uważa że łączy nas coś więcej.Zdarzały nam się kłótnie.Żona wniosła o rozwód wyprowadziłem chcę jej dać czas do namysłu.Kocham dzieci ( dwóch synów) i ją też.Jest kochaną i cudowna kobietą nigdy nie zawiodła.Proszę pomóżcie
 
ach nie zrozumiałem co mam zrobić aby przed sądem udowodnić że ja kocham i nie chcę stracić rodziny?
 
Zacznij jej kupować codziennie bukiet róż. Może kiedyś zmięknie i Ci wybaczy:rolleyes:
A co do prawa... W odpowiedzi na pozew napisz, że ją kochasz. Tylko co to da?
Skoro sie wyprowadziłeś licznik zaczął tykać. Nie zapominaj, że musisz jej dawać kasę na dzieci, bo inaczej Ci to podliczy w pozwie.
 
Dzięki za odpowiedź.Wyprowadziłem się bo taki postawiła warunek, kiedy się postawiłem zabrała dzieci, nie wiem gdzie, nie mogłam pozwolić by dzieci ciągały się po świecie.
Mam pytanie to źle dla mnie że wyprowadziłem się i dlaczego? i co w tej sytuacji powinienem zrobić.
 
Mieszkanie oddzielnie uzasadnia rozpad więzi, a jest to podstawą do orzeczenia rozwodu.
 
co robić? zagroziła jak wrócę do domu że wyprowadzi się
 
Stań, pod oknem i krzycz "...śka wybacz!!!:serce:" dopóki Cię straż miejska stamtąd nie zabierze...
 
Pozwolę się wtrącić w tę dyskusję i zaprezentować "spojrzenie drugiej - kobiecej - strony", oczywiście moje subiektywne i niekoniecznie odpowiadające twojej sprawie. W moim przypadku partner miał znajomą, o której dowiedziałam się zupełnie przypadkiem. On również dowodził, że nic ich nie łączyło. Zarządałam, żeby się wyprowadził i zrobił to (mamy dwójkę małych dzieci, nie jesteśmy małżeństwem). Potem zmiękłam, zeszliśmy się, jednak po niecałym roku znalazłam - zdaniem partnera nic nie znaczące - numery tel. do pań (sama zresztą wpierw sądziłam, że nic nie znaczące, dopóki ktoś mnie nie oświecił). Wyprowadziłam się z mieszkania do rodziców i tak pozostało do dziś. Tak zapewne przedstawiłby okoliczności mój partner, który też liczył - liczy, że się zejdziemy, bo jesteśmy rodziną, mamy dzieci.
Tylko dla mnie te dwa fakty są tylko ... kroplą, która przelała kielich (nie rozpaczy bynajmniej). Gdyby między nami dobrze się układało (niestety każdy pod pojęciem "dobrze" rozumie coś innego, to nie wszyscy są w związku szczęśliwi), bylibyśmy zgodną parą, to te fakty nie miałyby dla mnie znaczenia.
- Miał znajomą, może się jej zwierzał, szukał porady, no i tak się do siebie zbliżyli (a może jednak sie nie zblizyli, tylko byli przyjaciółmi), ok., bywa - pomyślałabym, zresztą tak myślę.
Jednak w kontekście jego nieustannych, zupełnie nieuzasadnionych podejrzeń, awantur, obelg, także w obecności dzieci, przeglądania mojej poczty, telefonu, kontrolowania znajomych nie stać mnie już na taką "wspaniałomyślność" - powiedziałby ktoś, "naiwność" powiedziałby inny.
Chcę tylko powiedzieć, że aczkolwiek bezpośrednią przyczyną waszego rozstania jest owa znajoma, to rzeczywiste podłoże jest inne.
A być może jest tak, że żona chce cię "trochę przetrzymać", abyś "miał nauczkę" i w przyszłości wyeliminować podobne znajomości. Chociaż żeby wnosić o rozwód? Muszą być inne przyczyny...
Jako kobieta uważam, że krzyki pod balkonem czy codzienne kwiaty to pomysły rodem z komedii romatycznych, niezbyt skuteczne w realu. Może od razu bilbordy?;-) Ale spróbować warto - jeśli poskutkują, znaczy, że chciała dać ci nauczkę (przepraszam za ten prostacki zwrot użyty po raz drugi, ale tak mi to najłatwiej wyrazić) i chodzi rzeczywiście tylko o tę jedną "feralną" znajomość.
Ewentualnie, jeśli chodziło o "całokształt", dała ci drugą szansę, licząc, że wasze relacje się poprawią, ale pamiętaj, że kolejnej już nie dostaniesz.
Jeśli nie poskutkują - nie widzi możliwości, żebyście byli razem (z sobie i być może tobie wiadomych względów) i powinieneś to zaakceptować. Przestrzegam przed pielęgnowaniem wówczas w sobie złości, zranionej ambicji, poczucia pokrzywdzenia, bo to pogorszy wasze relacje, a powinny być one w przyszłości - ze względu na dzieci - przynajmniej poprawne.
Kurcze, zaraz nas pouczą, że pomyliliśmy fora i mamy się przenieść do np. Forum porady Frani-Mani.pl czy coś takiego;-).
 
MonikaWW napisał:
Może od razu bilbordy?;-)
Świetny pomysł... Wymaluj sprayem "...śka foham cie!!!:serce:" naprzeciwko wejścia do jej pracy:D
 
Kurcze, zaraz nas pouczą, że pomyliliśmy fora i mamy się przenieść do np. Forum porady Frani-Mani.pl czy coś takiego:wink:.
Poczekamy, zobaczymy gdzie dryfuje ten wątek. :razz:
 
dryfuje na "niebezpieczne wody ironii"

andzinsan dlaczego dziwi cię zachowanie żony?
czy ty spokojnie patrzyłbyś na niezobowiązujące spotkania żony z kolegą?

piszesz że to tylko koleżanka(przyjaciółka),a czy ona myśli również w ten sposób?

i czy twoja żona ją zna?
a może to twoja dawna miłość i żona wściekła się,poczuła zagrożona itd.
 
rubbermaid doczytałam wcześniej ,to co zacytowałeś

miałam na myśli czy ogólnie ,wcześniej ją znała?
to że ją odwiedziła.nie znaczy że ją zna prawda?

więc daruj sobie podobne posty.
 
NORKA30 napisał:
to że ją odwiedziła.nie znaczy że ją zna prawda?
Ach. Rozumiem. Chodzi Ci o to, czy "przejrzała ją na wylot", tak?
Bo jak tak, to nawet graffiti nie pomoże...
 
Ostatnia edycja:
i po co te złośliwości?

graffiti,och twoje rady są bezcenne.
 
jak pisał rubbermaid- podkreśl,że kochasz zonę i dzieci, płać ma ich utrzymanie dobrowolnie i może poproś tą znajoma by zeznawala w Sądzie jako Twoj świadek i potwierdzila Twoje zeznanie,że Was nic nie łączy- i ogranicz tą znajomość do minimum.
Ja do dziś spotykam sie regularnie z moim byłym mężem bo mamy wspólne dziecko i nawet lepiej sie dogaduję jak z niejedna znajomą, mam partnera jest on troche o tą relację zazdrosny, ludzie plotkują(ale na cudze zuborzenie intelektualne nie mamy wpływu- woleliby widzieć jak się wyzywamy, kłócimy- rządni sensacji)- ale kurcze my mamy syna i aby go wychować na porządnego człowieka musimy mu dać dobry przykład bo to rodzice są strżnikami procesu właściwej socjalizacji dziecka i autorytetem.Postaraj się przekonac żonę,że się myli i to bardzo rozwodząc się bo to przyniesie Wam wszystkim szkodę.Napisz list, przeproś, wyjaśnij, poproś o szansę-WALCZ- mnie by pewnie to przekonało:!::rolleyes:
 
kocham żonę i dzieci oddam dla nich wszystko chciałem nawet pojechać z nią do jej prawnika i zgodzić się na rozwód na jej warunkach mam dość rozłąki z dziećmi z nią, przede wszystkim z nią nie potrafię żyć bez nich moje zagranie było szczeniackie to prawda ale dzieci szczególnie starszy nie mogę patrzeć jak cierpi wczoraj jak odjeżdżałem prosił żebym został skłamałem go że to taka próba cierpliwości przerosło mnie to i nie wiem co robić
 
andzinsan74 napisał:
chciałem nawet pojechać z nią do jej prawnika i zgodzić się na rozwód na jej warunkach
Wolnego, wolnego kolego!
O niej to Ty na razie przestań mysleć, bo nic ci dobrego z tego nie przyjdzie. Tak zacznie Tobą kręcić, że się potem nie pozbierasz. Najważniejsze są dzieciaki i mysleć masz przede wszystkim właśnie o nich.
Jeszcze pozwu nie złożyła, to próbuj ja przekonać, żeby tego nie zrobiła, ale w żaden sposób jej w tym nie pomagaj, ani nie pozwalaj sobą manipulować.
Jak złoży wtedy trzeba będzie myśleć już innym torem.
Na razie staraj się raczej udać z żoną do psychologa na terapię małżeńską lub rodzinną, ale nie do jej adwokata. Adwokat podsunie Ci np zrzeczenie sie władzy rodzicielskiej pod przykrywką ustalenia kontaktów z dziećmi i potem ciężko Ci będzie się z tej deklaracji w sądzie wyplątać.
 
Powrót
Góra